Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Czy Kieres zgwałci IPN w sprawie Wałęsy?

Gdy wiosną bieżącego roku Lech Wałęsa złożył w Instytucie Pamięci Narodowej wniosek o przyznanie mu statusu osoby pokrzywdzonej, mogło się wydawać, że sam dopomina się o urzędowe potwierdzenie swej agenturalności na rzecz komunistycznej policji politycznej.

Gdy wiosną bieżącego roku Lech Wałęsa złożył w Instytucie Pamięci Narodowej wniosek o przyznanie mu statusu osoby pokrzywdzonej, mogło się wydawać, że sam dopomina się o urzędowe potwierdzenie swej agenturalności na rzecz komunistycznej policji politycznej.

IPN jest przecież w posiadaniu wystarczająco wielu niezbicie prawdziwych dokumentów, by z całą pewnością orzec, że Wałęsa został w swoim czasie zwerbowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa, podpisał zobowiązanie do współpracy, składał donosy agenturalne i brał za swą służbę pieniądze.

To wrażenie było niesłuszne. Wałęsa wiedział co robi, gdy przez lata odmawiał złożenia wniosku do IPN, pomimo głośnych informacji o jego agenturalności. Odmawiał dlatego, że wiedział, iż otrzymałby z IPN zaświadczenie, że nie jest pokrzywdzonym, co oznaczałoby oficjalne potwierdzenie jego agenturalności.

Do końca 2004 roku IPN nie zgadzał się na przyznanie statusu pokrzywdzonego osobom, które kiedyś zaangażowały się w działalność antykomunistyczną, ale następnie podjęły współpracę z komunistycznym aparatem represji. Przypadek Wałęsy jest właśnie tego rodzaju, bowiem najpierw, czyli 16 grudnia 1970 roku, został członkiem Komitetu Strajkowego Stoczni Gdańskiej, a następnie, 29 grudnia 1970 roku, podjął się tajnej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa i czynnie jej służył.

Sytuacja Wałęsy zmieniła się dopiero w roku 2005, gdy Naczelny Sąd Administracyjny wyrokiem z dnia 13 stycznia (rozpatrując sprawę Karola Głogowskiego, który najpierw był agentem, a później podjął działalność antykomunistyczną - sygn. akt OSK 1586/04) nakazał IPN przyznanie statusu pokrzywdzonego również osobie: „która przedtem bądź pomiędzy działaniami o charakterze niepodległościowym była współpracownikiem organów bezpieczeństwa, a następnie zaprzestała tej działalności i odpowiadała pojęciu pokrzywdzonego”.

Działając zapewne w naiwnym przekonaniu, że NSA stworzył mu w ten sposób furtkę do ukrycia swej agenturalności, Wałęsa zdecydował się uchwycić tej możliwości i złożył w IPN wniosek o przyznanie statusu. Wałęsa nie zauważył, że NSA w tym samym wyroku zawarł jednak normę, która czyni jego nadzieje niemożliwymi do spełnienia. Oto NSA wskazał, że status takiej osoby, jak były agent: „byłby jednak ograniczony czasowo, gdyż mogłaby go uzyskać dopiero dla okresu, w którym spełniała przesłanki z art. 6 ustawy o IPN”.

Oznacza to, że IPN jest zobowiązany do zawarcia w ewentualnej decyzji o przyznaniu Wałęsie statusu pokrzywdzonego informacji precyzującej okres, której ten status dotyczy. Tym samym więc, decyzja ta poświadczać musi fakt, że Wałęsa był wcześniej agentem SB.

Ponieważ w wyroku NSA zawarte jest również zdanie, że: „ustawodawca pozbawia uprzywilejowanego statusu osoby, które swoim działaniem przekreśliły dotychczasowe zasługi”, to oznacza, że skoro Wałęsie nie przysługuje status pokrzywdzonego za udział w Komitecie Strajkowym w Grudniu`70, to nie może on również otrzymać dostępu do żadnych dokumentów z tego okresu, czyli ma on prawo wglądu tylko do tych dokumentów, które zostały na jego temat wytworzone przez SB po jego wyrejestrowaniu jako agenta, co stało się dopiero w roku 1976.

Dopiero na takim tle można zrozumieć zadziwiające zachowanie prezesa IPN Leona Kieresa, który będąc w Gdańsku dnia 21 lipca 2005 roku uznał za konieczne oświadczyć: "Różni mali ludzie próbują zabłysnąć przez bezpodstawne ataki na Lecha Wałęsę. Ja zawsze będę publicznie potwierdzał swoją wiarę w niego i walczył z tymi haniebnymi praktykami. Lech Wałęsa otrzyma z IPN status pokrzywdzonego" (Gazeta Wyborcza 22.07.05).

W przemówieniu w gdańskiej siedzibie IPN dodał: "Pytany o czym rozmawiałem z Lechem Wałęsą powiedziałem o jego bohaterstwie, szlachetności, oddaniu, poświęceniu sprawom ojczyzny. Ktoś kto inaczej ocenia postawę Lecha Wałęsy daje w sposób skrajny dowód braku znajomości polskiej historii?.

Wytwarzając taką niesłychaną zasłonę dymną Kieres reagował po swojemu na niezgodę Wałęsy na zastosowanie w jego sprawie przez IPN prawem nakazanych procedur. Swoje żądanie Wałęsa sprecyzował publicznie w oświadczeniu opublikowanym w „Życiu Warszawy” z dnia 23 lipca 20005 r.:

„Status z IPN jak najszybciej
Status pokrzywdzonego, jaki zgodnie z zapowiedziami prezesa IPN, mam szansę otrzymać byłby mi zupełnie niepotrzebny, gdyby nie działania ludzi związanych z ojcem Rydzykiem.

To oni sprawili, że muszę udowadniać coś, co jest dla mnie rzeczą całkowicie bezdyskusyjną to, że nigdy nie współpracowałem ze Służbą Bezpieczeństwa. Gdy dostanę status pokrzywdzonego, udowodnię ostatecznie, że to, co mówię o mojej przeszłości jest prawdą.

Przyznaję, że dobrze byłoby, gdybym otrzymał orzeczenie IPN jeszcze przed obchodami 25 rocznicy powstania Solidarności. Wtedy bowiem nikt z ludzi Rydzyka nie mógłby zakłócać tych uroczystości, zarzucając mi agenturalną przeszłość.

LECH WAŁĘSA, PREZYDENT.”


Kluczowe w tym oświadczeniu-żądaniu są słowa: „nigdy nie współpracowałem ze Służbą Bezpieczeństwa”. W ten sposób Wałęsa odmawia wyrażenia zgody na przyjęcie statusu w formie przepisanej prawem i usiłuje zmusić Kieresa do przyznania mu statusu bezwarunkowego, ukrycia prawdy i poświadczenia przez IPN nieprawdy.

Kieres to doskonale rozumie i dlatego w wypowiedzi dla PAP (21 lipca 2005 r.) zapewnił: „nie uczynię niczego, co narazi mnie, na skutek pośpiechu, niedbalstwa, bałaganiarstwa, na zarzuty zwłaszcza tych, którzy dziś dopominają się, żebym już natychmiast przyznał Lechowi Wałęsie status odpowiedni”.

Różnica polega na tym, że Wałęsa domaga się statusu „zwykłego”, a IPN musi mu przyznać status, jak to trafnie określił Kieres, „odpowiedni.

W ten sposób Kieres znalazł się między młotem „frontu antylustracyjnego”, słusznie widzącym w Wałęsie najlepszy punkt obrony III RP, jako państwa SB, a kowadłem prawa i opinii publicznej.

Co teraz?

Kieres jest człowiekiem słabym, czego w przygnębiający i szkodzący dobremu imieniu IPN sposób dowiódł choćby w aferze Malińskiego-Hejmo. Jego obecne zachowanie robi wrażenie, że jest zwolennikiem pogwałcenia prawa na korzyść ochrony interesów komunistycznej agentury. Potwierdzeniem takich intencji może być odebranie prawa do decyzji o statusie Wałęsy jedynie kompetentnemu do tego Biuru Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów IPN.

Świadectwem zasadniczej różnicy w stanowiskach pracowników BUAD i Kieresa jest jego pogardliwa wypowiedź, że o sprawie Wałęsy nie może decydować ?jakiś archiwista?. Wnioskować z tego można, że Kieres pragnie pominąć posiadaną przez IPN dokumentację o agenturalności Wałęsy i w trybie nadzwyczajnym przyznać Wałęsie status ?zwykły?.

Jest jednak oczywistością, że taka decyzja, gdyby została podjęta przez niego jednoosobowo, nie tylko nie byłaby skuteczna prawnie, ale nawet propagandowo, a poza tym mogłaby doprowadzić do ostrego kryzysu w stosunkach z Kolegium IPN, które musiałoby rozważyć natychmiastowe usunięcie Kieresa z funkcji p.o. prezesa.

Dlatego Kieres uznał za konieczne zwrócenie się w sprawie statusu Wałęsy właśnie do Kolegium IPN. Ma ono się tym zająć na posiedzeniu w dniu 27 lipca 2005 roku. Kieres ma nadzieję, że uzyska coś w rodzaju niedawnej sytuacji, gdy Kolegium omawiało sprawę Andrzeja Przewoźnika.

Mimo, że Kolegium nie podjęło wówczas żadnej decyzji, Andrzej Friszke, główny przedstawiciel ?frontu antylustracyjnego? w Kolegium, przekazał opinii publicznej nieprawdziwą informację, że choć Kolegium nie głosowało w tej sprawie, to przyjęło stanowisko przez uzyskanie konsensusu.

Być może Kieres ma nadzieję, że i tym razem uda się uzyskać ?konsensus? części członków Kolegium popierających jego dążenia do zatajenia prawdy o Wałęsie, a część powstrzyma się publiczną reakcją. Umożliwiłoby to Kieresowi zasłonięcie się wobec opinii publicznej rzekomym istnieniem decyzji Kolegium IPN.

Reszty dokonałby wspólny wysiłek wielkiej kampanii medialnej zjednoczonego ?frontu antylustracyjnego? pod wodzą prezydenta, premiera, marszałka sejmu i większości partii politycznych.

O czym zdecyduje Kolegium?

Członkowie Kolegium IPN muszą pamiętać, że po kłamstwie w sprawie ?Bolka? akt przyznania statusu pokrzywdzonego straci jakiekolwiek znaczenie. Krzywda wyrządzona w ten sposób tysiącom ofiarnym Polaków będzie zbrodnią obciążającą sumienie tych wszystkich, którzy udzielą w tym pomocy.

Rzecznicy Wałęsy twierdzą, że ujawnienie jego agenturalności stanowi poniżenie ruchu „Solidarność”. To twierdzenie jest nieprawdziwe i stanowi faktyczną gloryfikację PRL. Siłą „Solidarności” była prawda i również dzisiaj siła jej mitu może opierać się tylko na prawdzie. Zakłamując „Solidarność” dokonuje się aktu zabójstwa na jej dobrym imieniu.

„Pamięć jest aktem honoru” powiedziała Elżbieta II, królowa Wielkiej Brytanii, podczas niedawnych obchodów rocznicy zakończenia II Wojny Światowej. Tak jest w wolnych krajach, których obywatele cenią swą godność.

Dzisiaj w Polsce nie wolno dopuścić do tego, aby amnezja prezentowana przez Kieresa, „Bolka” i różnych władających państwem „Alków”, „Belchów” i „Carexów”, doprowadziła do ogłoszenia przez IPN aktu poniżającego wszystkich Polaków dyshonoru.


Krzysztof Wyszkowski

Tygodnik "Głos", 27 lipca 2005 r.

Ostatnia aktualizacja: poniedziałek, 17 marca 2008 20:50

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.