Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

DLACZEGO SIĘ NIE PRZYZNAŁ?

Lech Wałęsa kurczowo trzyma się wersji, zgodnie z którą nie był agentem SB - choć w IPN są dowody jego współpracy.

Lech Wałęsa kurczowo trzyma się wersji, zgodnie z którą nie był agentem SB - choć w IPN są dowody jego współpracy
Mit Wałęsy jest zwornikiem piramidy kłamstwa, która przy¬gniata i zniekształca świadomość społeczną i polityczną Polaków. Ten człowiek pogardzany zarówno przez Jaruzel¬skiego i Kiszczaka, jak przez Mazowieckiego i Michnika jest przez nich broniony, ponieważ jest im wszystkim nie¬zbędnie potrzebny do własnego przetrwania. Ujawnienie prawdy o Wałęsie doprowadziłoby do ujawnienia prawdy o całym obozie okrągłostołowej" Targowicy. Nie chcą tego ani polskie elity polityczne i biznesowe, ani zagranica, która dzięki wspieraniu Targowicy może traktować Polskę przedmiotowo politycznie i eksploatować ją ekonomicznie. Ogarnięci kłamstwem nie zbudujemy niepodległości. Trwa¬jący w kłamstwie nie obronimy wolności. Odrzucając praw¬dę nie będziemy ani wolni, ani niepodlegli, ani solidarni.
Stanowisko absolutnego zaprzeczania swojej agenturalności Wałęsa przyjął dopiero po obaleniu rządu Jana Olszewskiego i zablokowaniu lustracji. Jeszcze 5 czerwca 1992 roku, w kilka godzin po ujawnieniu przez posła Kazimierza Witonia, że Wałęsa jest na liście agentów, przekazanej Sejmowi przez ministra spraw wewnętrznych (tzw. lista Macierewicza), Wałęsa skierował do Sejmu list, w którym przyznawał się, choć w sposób mało konkretny, do jakiejś formy współpracy z SB(1).

Teczka „Bolka”
Właśnie natychmiastowe usu¬niecie Antoniego Macierewi¬cza z ministerstwa spraw wewnętrznych i usunięcie Piotra g-Naimskiego ze stanowiska 5 szefa Urzędu Ochrony Państwa, umożliwiło Wałęsie y wgląd w teczkę pracy T.W. pseudonim "Bolek", odnale¬zioną w archiwum gdańskiego UOP przez kapitana Adama Ł Hołysza (Bogdan Boruse¬wicz w swej książce podaje, że Hodysz poinformował go o agenturalności Wałęsy już w roku 1978). Sprawa dostępu Wałęsy do swojej teczki była jednym z większych skandali jego prezydentury. UOP udo¬stępnił mu tę teczkę w sposób niezgodny z przepisami, co doprowadziło do usunięcia z niej poważnej części doku¬mentów (w tym niedostęp¬nych w innych zbiorach orygi¬nałów). Po wygranych przez postkomunistów wyborach do Sejmu w roku 1993, nowy szef UOP, Zbigniew Siemiąt¬kowski, doprowadził do wszczęcia śledztwa, w wyni¬ku którego doszło do procesu sądowego, a na ławie oskarżo¬nych zasiedli oficerowie UOP, którzy formalnie odpowiadali za zaginięcie dokumentacji. Prezydent Wałęsa nie został obciążony winą za zabór ob¬ciążających go dokumentów, nawet wówczas, gdy publicz¬nie chwalił się, że wszedł w ich posiadanie. W ocenie Wa¬łęsy radykalnie uszczuplona teczka "Bolka" przestawała być dla niego groźna jako ewentualna podstawa do udowodnienia mu jego dawnej agenturalności. Usuwając oryginały dokumentów polegał na opinii prawników ze swojego otoczenia (również byłych agentów SB), że pozostawione w teczce kserokopie części dokumentów nie mają wartości, ponieważ można twierdzić, że zostały sfałszowane. W ten sposób Wałęsa połączył kombinację operacyjną SB z roku 1982, polegającą na "przedłużeniu" agenturalności TW "Bolek", z własną „kombinacją operacyjną” podjętą po 4 czerwca 1992 ro¬ku. Akcja Wałęsy polegała nie tylko na wyjęciu części doku¬mentów z teczki TW "Bolek", ale również na zorganizowa¬niu specjalnej grupy operacyj¬nej pod komendą wysokiego funkcjonariusza UOP (dawne¬go wysokiego oficera wywia¬du PRL), której zadaniem by¬ło odnalezienie i zabranie wszystkich innych dokumen¬tów, mogących wskazywać na agenturalność Lecha Wałęsy. Przykładowym wynikiem ak¬cji tego zespołu było włama¬nie do lekarskiej przychodni zakładowej Stoczni Gdańskiej i zabranie z jej archiwum do¬kumentacji dotyczącej Wałę¬sy. W dokumentacji tej znaj¬dowały się zapisy potwierdza¬jące prawdziwość informacji z teczki "Bolka" - np. w ten sposób, że w karcie lekarskiej Wałęsy znajdował się zapis, że w określonych dniach prze¬bywał na zwolnieniu chorobo¬wym. Zapis ten odpowiadał informacjom z teczki "Bol¬ka", że agent wziął od lekarza zakładowego zwolnienie cho¬robowe. W efekcie tych szero¬ko zakrojonych czynności operacyjnych, Wałęsa uzyskał przekonanie, że ostatecznie unicestwił zagrożenie ze stro¬ny dokumentów istniejących w archiwach SB i w innych miejscach. Pozostały jednak dwa inne źródła zagrożeń: do¬kumenty SB "sprywatyzowa¬ne" przez jej dawnych funk¬cjonariuszy oraz osobista pa¬mięć sporej liczby funkcjona¬riuszy, którzy bezpośrednio stykali się z TW "Bolkiem" w okresie jego czynnej służby lub oryginalną dokumentacją na ten temat.

Kremlowskie trzymanie
Wałęsa nie miał jednak żadne¬go wpływu na dokumentację na swój temat pozostającą w archiwach KGB oraz w archi¬wach innych państw. Służebna rola, pełniona przez SB w sto¬sunku do KGB, każe sądzić, że Sowieci, a później Rosjanie, posiadają pełną dokumentację dotyczącą nie tylko agenturalnego okresu życia Wałęsy, ale całej historii jego aktywności publicznej. Potwierdzają to in¬formacje wynotowane z doku¬mentów KGB przez Wasilija Mitrochina. (2) Rosjanie zdecydowali się upo¬korzyć Wałęsę podczas wizyty Borysa Jelcyna przekazując mu fragmenty posiadanej przez siebie dokumentacji na jego temat: "(...) druga wizyta w Polsce. Udało mi się (próbuję robić to zawsze) znaleźć jakiś nie ujaw¬niony dotąd, a doskwierający problem w historii naszych wzajemnych stosunków. Wiadomo, że KGB usiłował kierować likwidacją związku zawodowego „Solidarność”. Przywiozłem Lechowi Wałęsie kopie (3) materiałów komisji Susłowa (...) pełne dossier „Soli¬darności”: Polscy i radzieccy czekiści (4) rozłożyli na czyn¬niki pierwsze całe życie przy¬wódców tego ruchu robotni¬czego. Niekiedy czytanie owych dokumentów wywoły¬wało wręcz przerażenie - do te¬go stopnia bezlitosny był kagiebowski rentgen. Położyłem rękę na teczce i powiedziałem: - Tutaj jest wszystko. Proszę. -Wałęsa zbladł." (5)
Gest ten był typowym dla Ro¬sjan brutalnym szantażem za¬stosowanym w celu przymu¬szenia Wałęsy do uległości wobec roszczeń Kremla. Miał tym większe znaczenie, że zo¬stał zastosowany w trakcie ne¬gocjacji przygotowujących traktat polsko - rosyjski, do którego podpisania doszło w maju 1992 roku. Szantaż uzy¬skał potwierdzenie ze strony UOP, który informował, że Rosjanie mają zamiar wyko¬rzystać materiały kompromi¬tujące Wałęsę do realizacji swych celów. Zgoda Wałęsy na szkodliwe wobec polskiej racji stanu żądania rosyjskie doprowadziła do głośnego skandalu, gdy premier Jan Olszewski odmówił wyraże¬nia przez rząd zgody na przy¬gotowane przez otoczenie Wa¬łęsy zapisy gwarantujące Ro¬sji pozostawienie części daw¬nych siedzib wojsk sowiec¬kich do dyspozycji rosyjskich specjalnych. Zapisy te zostały parafowane bez wie¬dzy premiera Olszewskiego przez dyspozycyjnego wobec Wałęsy wiceministra spraw zagranicznych Iwo Byczewskiego - przy współpracy Andrzeja Ananicza (?) i zostały zablokowane w ostatniej chwili dzięki zdecydowanej interwencji Olszewskiego, który ostrzegł Wałęsę, że rząd nie podpisze tej umowy (6). Trudno jest obecnie ocenić sens tego aktu, ale można obawiać się, że Jelcyn dawał w ten sposób do zrozumienia całemu światu, że Rosja sprawuje kontrolę nad polską elitą polityczną. Można też domniemywać, że mógł być to swoisty akt zemsty Jelcyna za uzyskaną wówczas na nim przez Wałęsę zgodę na przystąpienie Polski do NATO. Interpretację tę mogły potwierdzać pozytywne sprawdzenia podanej przez Wałęsę informacji, że prezydent Jelcyn nie przekazał mu opisywanej przez siebie "teczki".

Gdański łącznik
Spośród byłych funkcjonariuszy SB, Wałęsa najbardziej obawiał się kapitana Jerzego Frączkowskiego funkcjonariusza gdańskiego Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych. Frączkowski był w latach 1983 – 88 zastępcą, a następnie szefem inspektoratu II SB, będącego filią Biura Stu¬diów MSW, zajmującego się rozpracowywaniem kierownic¬twa "Solidarności". Frączkowski nie poddał się weryfikacji, odrzucając w ten sposób nawet próbę porozumienia z ekipą kierującą UOP. Można się do¬myślać, że ze środowiska Frączkowskiego, utrzymujące¬go kontakty towarzyskie z in¬nymi nie zweryfikowanymi funkcjonariuszami SB, dopły¬nęła do Wałęsy wiadomość, że posiada on bogaty zbiór doku¬mentów dotyczących Wałęsy i innych wybitnych postaci "So¬lidarności". Ponieważ demon¬strowana przez Frączkowskie¬go wrogość wobec nowych władz uniemożliwiała polu¬bowne odebranie posiadanych przez niego teczek, w UOP przygotowana została kombi¬nacja operacyjna, mająca na celu osaczenie Frączkowskie¬go w wyniku czego UOP miał przechwycić posiadaną przez niego dokumentację. Prowoka¬cja przybrała postać oferty sprzedaży tzw. czerwonej rtęci jako rzekomego materiału do produkcji „domowej bomby atomowej”. Frączkowski dał się sprowokować i został are¬sztowany (7). Zaraz potem funkcjonariusze UOP przepro¬wadzili w jego domu rewizję i ku swojemu zdumieniu znale¬źli wcale nie ukryty, a leżący właściwie na wierzchu, bo w szufladzie stojącego w salonie regału, stos mikrofilmów za¬wierających dokumentację do¬tyczącą Lecha Wałęsy, Bog¬dana Borusewicza, Bogdana Lisa i Jacka Merkla (8). Funkcjonariusze UOP zapako¬wali te mikrofilmy do kilku ko¬pert i, odmawiając ich pokaza¬nia prowadzącej sprawę "czer¬wonej rtęci" prokuraturze, za¬wieźli je do Warszawy, gdzie wszelki urzędowy ślad po nich zaginął. Jedynym istniejącym do dzisiaj zapisem dotyczącym tej dokumentacji jest notatka prokuratora wojewódzkiego Leszka Lackorzyńskiego, w której zwracał on uwagę na niewłaściwość zachowania prowadzącego bezpośrednio sprawę prok. Schulza, który wyraził zgodę na nie włączanie mikrofilmów do akt sprawy (9). Inną inicjatywą Wałęsy by¬ło szukanie porozumienia z ty¬mi funkcjonariuszami SB, którzy podjęli pracę w UOP. Wałęsa był zwolennikiem "miękkiej" weryfikacji, dzięki czemu do gdańskiego oddziału UOP dostało się najwięcej, w Skali całej Polski, funkcjona¬riuszy SB. Od początku też dbał o zachęcenie do powrotu do służby tych funkcjonariu¬szy, którzy odeszli z SB przed jej rozwiązaniem.

Strach
Wałęsa, wbrew jego twierdzeniom, ani w okresie Grudnia ‘70, ani w okresie później¬szym (aż do przystąpienia do Wolnych Związków Zawodo¬wych w 1978 roku) nigdy nie został aresztowany, a tylko był zatrzymywany na krótki czas (do 48 godzin). Nie znaczy to jednak, że zobowiązując się 29 grudnia 1970 roku do tajnej współpracy z SB, jako jej szpi¬cel, nie działał pod wpływem strachu. Nie jesteśmy w tej chwili w stanie wyjaśnić natury i okoliczności jego pojawienia się w oknie drugiego piętra Komendy Miejskiej MO w Gdańsku w czasie, gdy atako¬wana ona była przez stocz¬niowców dnia 15 grudnia 1970 roku. Z pewnością jednak i wówczas, i w dwa tygodnie później, musiał obawiać się o swoje bezpieczeństwo, zagro¬żone zawsze z obu stron - i od strony kolegów z pracy, i od strony SB. Choć napięcie ze¬lżało po przybyciu do stoczni Edwarda Gierka w styczniu 1971 roku, to strach musiał to¬warzyszyć Wałęsie stale i być ważnym składnikiem wszyst¬kich jego działań. Dopóki Wa¬łęsa pozostawał jednym z mało znanych członków szesnastotysięcznej załogi Stoczni, do¬póty pozostawał pod ochroną "odwilżowej" polityki władz PRL, która uznała antykomu¬nistyczne powstanie Gru-dniav70 za "słuszny bunt klasy robotniczej". Władze zdecydo¬wały się na powrót do pracy w Stoczni nawet tych robotni¬ków, którzy brali czynny udział w walkach ulicznych. Również na wydziale W-4, na którym pracował Wałęsa, wytworzyło to nastrój psychicznego odprꬿenia, który umożliwił Wałęsie zatarcie nieufności, wywołanej jego rolą w wydarzeniach z 15 grudnia. Gdy jednak Wałęsa 3 czerwca 1978 roku przyszedł do mieszkania Krzysztofa Wyszkowskiego (10), i zgłosił swą chęć współpracy z WZZ, stał się członkiem tyleż elitar¬nej, co nielicznej grupy antyko¬munistycznego ruch oporu. Znalazł się więc w ten sposób w sytuacji radykalnie zindywi¬dualizowanej i w efekcie rady¬kalnie niebezpiecznej. Choć z różnych względów, natury we¬wnętrznej i zagranicznej, ów¬czesne władze PRL nie zasto¬sowały wobec gdańskiego WZZ szczególnie ostrych re¬presji, to jednak możliwość za¬stosowania wszystkich metod zastraszania była stale możli¬wa. W szczególnie niebez¬piecznej sytuacji znajdował się właśnie Wałęsa, który, jako by¬ły agent narażony był nie tylko na standardowe represje, ale i indywidualnie wymierzoną ze¬mstę ze strony SB.

Władza Jaruzelskiego
Charakterystycznym przykła¬dem siły tego strachu było jego zachowanie wiosną 1990 roku, w trakcie rozważań nad możliwością podjęcia starań o usu¬nięcie Wojciecha Jaruzelskiego i objęcia samemu stanowi¬ska prezydenta. W rozmowie z Krzysztofem Wyszkowskim, który powiadomił go, że Jaruzelski zgadza się na ustąpienie ze stanowiska (11). Wałęsa długo używał argumentów po¬litycznych, które według niego miały uniemożliwiać mu pod¬jęcie walki o prezydenturę. Do¬piero po wykazaniu mu nie¬prawdziwości wszystkich tych argumentów Wałęsa opuścił głowę i zduszonym głosem po¬wiedział: "Oni mi nie pozwolą, oni mnie zabiją". Choć wkrót¬ce okazało się, że prezydentura dla Wałęsy jest rzeczą możliwą, to wnikliwych badań histo¬ryków wymaga sprawa kon¬traktu zawartego przez Wałęsę z Jaruzelskim i Czesławem Kiszczakiem, który zapewnił obu stronom bezpieczeństwo polityczne, a Wałęsie, jeżeli je¬go strach miał rzeczywiście ra¬cjonalne podstawy, również bezpieczeństwo osobiste. Nawet jednak po osiągnięciu szczytów władzy, jako prezy¬dent państwa, Wałęsa bał się, że zostanie zamordowany przez komunistów. W pewnych okresach, w obawie przed otru¬ciem kazał sprawdzać podawa¬ne mu jedzenie (12). Obecnie w prokuraturze gdań¬skiego Oddziału IPN toczy się śledztwo w sprawie śmierci Tadeusza Szczepańskiego, bliskiego kolegi i współpra¬cownika Wałęsy z WZZ. Do dziwnego zachowania Wałęsy po śmierci Szczepańskiego do¬łączają się wątpliwości wynikające z jego postawy po obję¬ciu stanowiska prezydenta w grudniu 1990 roku. Dysponu¬jąc praktycznie nieograniczo¬nymi możliwościami przepro¬wadzenia obiektywnego śledz¬twa w sprawie śmierci Szcze¬pańskiego, Wałęsa nie zrobił nic dla ujawnienia prawdy. Śmierć Szczepańskiego nie weszła też na listę spraw, który¬mi zajmowała się tzw. Komi¬sja Jana Rokity (13). Szcze¬pański pozostaje do dziś cichą, publicznie nieznaną, ofiarą ter¬roru komunistycznego, ale na¬leży przypuszczać, że dla Wa¬łęsy osobiście, zamordowanie Szczepańskiego było silnym, osobistym przeżyciem, które pozostawiło trwały ślad w jego psychice i trwale wpłynęło na sposób kształtowania jego wła¬snej działalności.

Porzucenie ks. Jerzego
Najwybitniejszym może przykładem pozostawania Wałęsy w stanie permanentnego stra¬chu jest jego współpraca z przeciwnikami ujawnienia ca¬łej prawdy o okolicznościach porwania i zamordowania księ¬dza Jerzego Popiełuszki. Wa¬łęsa był związany z księdzem Popiełuszko szczególnie moc¬no. Kapelan "Solidarności" od¬nosił się do przywódcy ruchu z ogromnym szacunkiem i podziwem, a także osobistą ser¬decznością. Dnia 13 paździer¬nika 1984 roku Wałęsa spotkał się z Popiełuszko w kościele św. Brygidy w Gdańsku. Zdję¬cia z tego spotkania, gdy w ser¬decznym uścisku patrzą na wiwatujących na ich cześć zgromadzonych, są stałym składnikiem albumów o Wałęsie i księdzu Jerzym. W czasie tego spotkania pod kościołem oczekiwała ekipa funkcjonariuszy SB, która w parę godzin później dokonała próby porwa¬nia i zamordowania księdza. Choć tego dnia zamiar się nie powiódł, to akcja podjęta prze¬ciw księdzu w sześć dni później, była tak samo silnie związana z osobą Wałęsy jak poprzednia. W planach organi¬zatorów zbrodni ta "kombina¬cja operacyjna" wymierzona była w stosunki "Solidarności" z Kościołem oraz stosunki podziemia "Solidarności" z je¬go jawnym przedstawiciel¬stwem, którego pierwszoplano¬wą postacią był Wałęsa. Od pierwszej chwili Wałęsa twier¬dził, i powtarzał to wielokrot¬nie, że bezpośrednią odpowie¬dzialność za zbrodnie ponoszą Jaruzelski i Kiszczak. Swoje potępienie wyraził przemawia¬jąc nad trumną księdza Jerzego. Jako przywódca ruchu, które¬mu ksiądz Jerzy, tak ofiarnie służył i jako jego osobisty wiel¬biciel i przyjaciel, Wałęsa zo¬bowiązał się do podjęcia wszel¬kich starań o ujawnienie moco¬dawców mordu i ukaraniu ich. Zobowiązanie to, z oczywistych względów, nie mogło być wy¬pełnione przed upadkiem komu¬nizmu i utraty władzy przez Ja¬ruzelskiego i Kiszczaka.

Mechanizm bezkarności
Gdy w roku 1990 pojawiła się możliwość uzyskania prezy¬dentury, Wałęsa solennie po¬twierdził zobowiązanie sprzed sześciu lat. W trakcie kampanii wyborczej przyjechał do rodziców księdza Popiełuszki w ich domu w Okopach i uznał się wobec nich za brata nieżyjącego Jerzego. Państwo Popiełuszkowie nazywali go swoim synem. Pani Popiełuszkowa ze łzami w oczach pocałowała go w rękę. Nawet dla najbardziej pragmatycznego polityka, te rodzaju przeżycia musiałyby ustanowić związek niemożliwy do zerwania. Gdy w roku 1991 prokurator Andrzej Witkow¬ski wszczął śledztwo w spra¬wie okoliczności porwania i za¬mordowania księdza, do pew¬nego czasu Wałęsa udawał, że temu śledztwu sprzyja. Gdy jednak Witkowski trafił na śla¬dy prowadzące od bezpośre¬dnich sprawców mordu do ich dysponentów w elicie władzy PRL - śledztwo zostało natych¬miast zablokowane. Ówcześnie funkcję ministra sprawiedliwo¬ści w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego sprawował Wie¬sław Chrzanowski, który pro¬testującemu Witkowskiemu powiedział: "Panie prokurato¬rze, jak my zostawimy ich w spokoju, to oni zostawią nas w spokoju" (14). Pewny swego, Witkowski udał się po pomoc do prezydenta, jako "brata" za¬mordowanego. Choć w pierw¬szej chwili Wałęsa przez Mie¬czysława Wachowskiego obiecał interwencję, to, gdy Witkowski przybył do Belwe¬deru, by zgodnie z życzeniem Wałęsy omówić z nim osobi¬ście szczegóły postępowania, okazało się, że prezydent anu¬lował audiencję. Za zgodą Wa¬łęsy śledztwo w sprawie zbrodni na księdzu Popiełuszce zo¬stało na długie lata skutecznie zamknięte. W wypowiedzi te¬lewizyjnej prezydent oświad¬czył, że: "Jesteśmy za słabi" na to, by ujawnić prawdę o najgło¬śniejszej zbrodni stanu wojen¬nego. Dzisiaj, w dwadzieścia jeden lat po zamordowaniu księdza Jerzego, nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czego i kogo bał się i boi w tej sprawie Wałęsa, ale jest rzeczą oczywistą, że ten strach wywodzi się z je¬go dawnej agenturalności sta¬nowiącej rodzaj narzędzia skierowanego przeciw niemu w formie szantażu, również w formie później uzyskanych przez władze PRL materiałów kompromitującymi Wałęsę.

Teoria Jakuba Karpińskiego
Bezpośrednio po wydarze¬niach roku 1989 i zaskakują¬cej szeroką publiczność fraternizacji niedawnych ofiar z ich prześladowcami, Jakub Karpiński wypracował kon¬cepcję, według której bez¬konfliktowe podzielenie się przez komunistów władzą nad Polską z tak zwaną kon¬struktywną opozycją było możliwe dlatego, że ta ostat¬nia zdominowana była przez agenturę SB-WSW. Nadzwy¬czajna liczebność i szeroka aktywność antykomunistycz¬nego ruchu oporu PRL miała być - paradoksalnie - dziełem tajnych służb, które przynaj¬mniej od kilku lat przygoto¬wywały sobie partnera do współrządzenia. Taki agenturalny partner uznawany w Polsce i za granicą za autorytatywny i nieprzekupny czyn¬nik wolnościowy był dla znienawidzonego reżimu je¬dynym, a wiec bezcennym narzędziem własnej legitymi¬zacji i obrony przed wrogą re¬akcją społeczeństwa polskie¬go. W interesie tajnej policji i całego reżimu leżało więc formalne rozbudowywanie ruchu oporu w celu wtłacza¬nia w niego jak największej ilości własnych agentów, że¬by byli oni w stanie w odpo¬wiedniej chwili narzucić całe¬mu ruchowi "Solidarności" kierunek współpracy z reżi¬mem Jaruzelskiego-Kiszczaka. Ich liczba musiała być tak duża, a-zajmowane przez nich pozycje tak silne, by nawet w wypadku gdyby manewr na porozumienie nie został zaak¬ceptowany przez cały ruch antykomunistyczny, to cen¬trum "konstruktywne" nie zo¬stałoby automatycznie ujaw¬nione i uznane za komuni¬styczną agenturę. Z drugiej strony władze PRL musiały stale pilnować skuteczności własnych możliwości szanta¬żu wobec "konstruktyw¬nych", tak aby obejmując kie¬rownictwo państwa po wybo¬rach 4 czerwca 1989 roku nie uniezależnili się oni od swych oficerów prowadzących. Ist¬nienie kontrolowanego napię¬cia pomiędzy "konstruktyw¬nymi" a szerokim zapleczem ruchu antykomunistycznego od czasu "okrągłego stołu" pełniło funkcję wzmacniającą współpracę kierownictwa re¬żimu z agenturą w "Solidar¬ności" i wpływało na jej zdy¬scyplinowanie. (. ..)

Hipokryzja
Ludzie, którzy w czasach PRL cieszyli się w kraju i za granicą szacunkiem z powodu nieuczestniczenia w głównym nurcie sowieckich władz PRL, po upadku komunizmu nie chcą ujawnienia prawdy o cenie, którą płacili za prawo do publicznego istnienia. Sytuacja Wałęsy, bohatera-zdrajcy, członka ruchu oporu - agenta, dobrze oddaje ogólną sytuację Polaków wytworzoną przez "okrągły stół" ("os"), czyli wyjście z totalitaryzmu do niepodległości przez kontrakt, wyjście fałszujące wszystkie postawy i racje rzeczywiście niezależne wobec operacji "os", jako fragmentu operacji pierestroj-*1d, która z kolei była fragmentem sporu i dialogu Wschód - Zachód - w jego ramach Polska była traktowana przedmiotowo. Spowodowało to, że Polacy w imię szacunku do samych siebie chcą wierzyć, że ich własny wysiłek miał znaczenie dla osiągnięcia niepodległości Polski i w ten sposób zostają, chcąc nie chcąc, uwikłani również w mit Wałęsy. Z drugiej strony przyjmują na siebie w ten sposób wszystkie nieprawdy, półprawdy i oczywiste kłamstwa. Patriotyczne nastawienie części opinii publicznej w wielu przypadkach jest przyczyną fundamentalnej pomyłki w wyborze i ocenie bohaterów.
Sprawa agenturalności Wałęsy łączy się nie tylko z informacjami o Piłsudskim i Sikorskim, ale ma całkiem aktualny kontekst w postaci podejrzeń o agenturalność autorytetów w rodzaju np. Mazowieckiego, Geremka i to trwającej do lata roku 1989, co oznacza, że ta sytuacja uzależnienia trwa do dzisiaj. I od zawsze, bo przecież podjęli ją jako młodzi ludzie. Fakt, że nie ma sprawy Mazowieckiego czy Geremka, a jest sprawa Bolka, Wałęsa może traktować jako niesprawiedliwość. Należy jednak pamiętać, że nie oni zostali prezydentami, a z tym wiąże się specjalna odpowiedzialność. Ale dlaczego Wałęsa ma odpowiadać, a sprawa agenturalności Kwaśniewskiego nie jest żadnym problemem - nie odbiera mu społecznego szacunku. Dlaczego Jaruzelski - agent NKWD z lat czterdziestych, czyli człowiek bezpośrednio współpracujący z mordercami z Katynia - może cieszyć się mianem człowieka honoru, a Wałęsa miałby być pognębiony, tego rodzaju argumenty (nie pozbawione racjonalności) utrudniają Wałęsie przyznanie. Im się może udać i tylko on ma być okrzyknięty jedynym winnym - to autentyczna niesprawiedliwość! Jeżeli Wałęsa mówi, że wszystkich traktował jak agentów, to znaczy, że odnosiło się to również do takich ludzi jak Turowicz, do wszystkich ludzi "os", ludzi kompromisu, do wszystkich obliczalnych. Skoro Borusewicz i Gwiazda, to z pewnością również Kuroń i Michnik. Wałęsa ułatwił wybór siebie na najbardziej skompromitowanego, ponieważ sam narzucał się ze swoim, najczęściej wymyślonym, przywództwem. Jest to cecha tak rzadka, że przy towarzyszącej jej rzeczywistej zręczności utrzymywaniu się na powierzchni - jako rodzaj spławika - zapewniła powodzenie tej autokreacji Wałęsy, usilnie wspomaganej przez władze PRL.

Krajobraz po totalitaryzmie
"Obecnie, w dekadę po obaleniu muru berlińskiego, "krajobraz po totalitaryzmie" przedstawia nadal trudny do ogarnięcia obraz zniszczeń i deformacji duchowych. Wśród nich jedno z największych zagrożeń dla rozwoju człowieka i kultury stwarza kłamstwo - zakorzenione nie tylko w świadomości historycznej, stylu obyczajów oraz światopoglądach, ale również w postawach moralnych poszczególnych osób, stylu politycznym partii i etosie nauki. (...) Coraz częściej kłamie się bez żenady, a kłamcę traktuje pół żartem, pobłażliwie, jak postać dobrze znaną i zwyczajną. (...) Kłamstwo nie jest czymś zwyczajnym! Jest aktem niezwyczajnym, gorszącym i szokującym. Musimy - jest to jedno z naszych pierwszych zadań - przywrócić świadomość zła kłamstwa i nienaturalności, tak, w pewnej mierze nienormalności, człowieka kłamiącego. "Uzwyczajnienie" kłamstwa to początek końca prawdziwie ludzkiej kultury" (15). Opinia publiczna zdaje się nie dostrzegać związku pomiędzy kłamstwami Lecha Wałęsy, a stanem państwa. Polacy, w swej większości, nie chcą dostrzec związku pomiędzy agenturalnością Wałęsy, którego postać została wykreowana na "mit założycielski" III RP, a rozkradaniem majątku narodowego, mafijnością postkomunistycznej nomenklatury, korupcją i manipulacjami mediów. Po szesnastu latach trwania III Rzeczypospolitej Polska pogrążona jest w kłamstwie, które jest forsowane przez postkomunistów i ich agenturę tak skutecznie, że uzyskali na to kłamstwo zgodę społeczną. Mit Wałęsy jest zwornikiem piramidy kłamstwa, która przygniata i zniekształca świadomość społeczną i polityczną Polaków. Ten człowiek pogardzany zarówno przez Jaruzelskiego i Kiszczaka, jak przez Mazowieckiego i Michnika jest przez nich broniony, ponieważ jest im wszystkim niezbędnie potrzebny do własnego przetrwania. Ujawnienie prawdy o Wałęsie doprowadziłoby do ujawnienia prawdy o całym obozie "okrągłostołowej" Targowicy. Nie chcą tego ani polskie elity polityczne i biznesowe, ani zagranica, która dzięki wspieraniu Targowicy może przedmiotowo politycznie i eksploatować ją ekonomicznie. Prawda o Wałęsie może stać się ratunkiem, jak otwarcie okna w pomieszczeniu wypełnionym zatrutym gazem. Łyk świeżego powietrza może w pierwszej chwili działać jak uderzenie i odbierać równowagę, ale jest konieczny, jeżeli Polacy mają rozpocząć walkę o własne bezpieczeństwo. Ogarnięci kłamstwem nie zbudujemy niepodległości. Trwający w kłamstwie nie obronimy wolności. Odrzucając prawdę nie będziemy ani wolni, ani niepodlegli, ani solidarni.

KRZYSZTOF WYSZKOWSKI

(1) Depesza PAP
(2) Chistopher Andrew i Wasilij Mitrochin, Archiwum Mitrochina - KGB w Europie i na Zachodzie, Muza 2001. "archiwa KGB oglądane przez Mitrochina nie ujawniały zakresu współpracy Wałęsy z SB w latach siedemdziesiątych. Była w nich jednak notatka, że po internowaniu SB usiłowała zastraszyć Wałęsę, "przypominając mu, że pobierał pieniądze i dostarczał informacji". (...) Kiszczak powiedział KGB, że Wałęsę skonfrontowano z jednym z jego byłych oficerów prowadzących SB i rozmowa została nagrana. SB nie chciało rozgłaszać istnienia olbrzymiej sieci mniej lub bardziej chętnych informatorów, a więc jedynie w ograniczony sposób wykorzystywano dawne kontakty Wałęsy z SB do dyskredytacji dawnego przewodniczącego "Solidarności". (...) Jaruzelski poinformował Aristowa (ambasador ZSRS w PRL -przyp. K.W.) o przygotowaniu materiałów oczerniających Wałęsę, w tym pornograficznych (przypuszczalnie Wałęsa z kochanką), które przedstawiają go jako „chamskiego intryganta o gigantycznych ambicjach.” - s. 928.
(3) Podkreślenie - K.W. Rosjanie informowali w ten sposób światową opinię publiczną, że dysponują oryginałami dokumentacji kompromitującymi Wałęsę.
(4) Nazwanie funkcjonariuszy peerelowskiej policji politycznej "polskimi czekistami", najdobitniej określa ich pozycję wobec KGB z jednej strony, a społeczeństwa polskiego z drugiej.
(5) Borys Jelcyn, Notatki prezydenta, Warszawa 1995, s. 186.
(6) Interwencja Olszewskiego doprowadziła do usunięcia z traktatu szkodliwych zapisów, ale Wałęsa oskarżył rząd Olszewskiego o próbę storpedowania stosunków polsko-rosyjskich, w czym znalazł poparcie środowiska "okrągłego stołu".
(7) Frączkowski po paru miesiącach aresztu został zwolniony bez przedstawienia mu zarzutów, a śledztwo w sprawie „czerwonej rtęci” zostało umorzone. Można domniemywać, że okres aresztu został wykorzystany do przymuszenia Frączkowskiego do nie zgłaszania protestu w sprawie zaboru dokumentacji Lecha Wałęsy oraz zachowania milczenia w tej sprawie wobec ludzi badających sprawę agentury SB w „Solidarności”. Do chwili obecnej Frączkowski zachowuje się zgodnie z oczekiwaniami autorów prowokacji.
(8) Według niektórych źródeł miały się też tam znajdować materiały na temat Lecha Kaczyńskiego, ale Andrzej Milczanowski, minister Spraw Wewnętrznych z tego okresu, w rozmowie z e Krzysztofem Wyszkowskim w sierpniu 2005 roku zdecydowanie temu zaprzeczył.
(9) Jest rzeczą charakterystyczną, że zasłużony dla niszczenia dokumentacji o Lechu Wałęsie prokurator Schultz (Schulz -?) prowadzi obecnie, jako szef wydziału prokuratury gdańskiego IPN, śledztwo w sprawie fałszowania przez SB dokumentów mających dowodzić agenturalności Lecha Wałęsy.
(10) W tym czasie w mieszkaniu przy ul. Pomorskiej 14 "b" m 1 w Gdańsku trwała głodówka protestacyjna z udziałem Bogdana Borusewicza, Piotra Dyka i Krzysztofa Wyszkowskiego, w proteście przeciwko uwięzieniu i skazaniu innego działacza WZZ – Błażeja Wyszkowskiego.
(11) W marcu 1990 roku Włodzimierz Łoziński, rzecznik Jaruzelskiego, przekazał Wyszkowskiemu oficjalnie sformułowane oświadczenie, że: "Pan generał Wojciech Jaruzelski gotów jest do natychmiastowego ustąpienia ze stanowiska prezydenta, pod warunkiem, że wyrażą na to zgodę pan premier Tadeusz Mazowiecki i pan przewodniczący Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego Bronisław Geremek".
(12) Takie przerażenie Wałęsy było widoczne np. w czasie puczu w Moskwie w sierpniu 1991 roku, a jego publicznie znanym objawem było napisanie wiernopoddańczego listu do puczystów (na szczęście pucz upadł zanim Wałęsa zdołał wysłać ten list). Wałęsa wykonywał też w tym czasie gorączkowe telefony do dawnych głównych agentów sowieckich w Polsce.
(13) Komisja postanowiła także ograniczyć zakres czasowy swoich badań do tych przypadków, które miały miejsce po 12 grudnia 1981 roku" - Raport Rokity - sprawozdanie Sejmowej Komisji Nadzwyczajnej do Zbadania Działalności MSW, Acana 2005, s. 30
(14) cytat
(15) Wojciech Chudy, Filozofia kłamstwa, Warszawa 2003, s. 8-9

 

Ostatnia aktualizacja: poniedziałek, 17 marca 2008 20:23

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.