Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Mój Blog

Mój Blog (201)

  1. Jestem człowiekiem uznającym w pełni porządek prawny ustanowiony w Polsce po 1989 r.
  2. Moja odmowa wykonania wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku (sygn. akt I ACa 1520/10) nakazującego mi ogłoszenie w telewizji: „W dniu 16 listopada 2005 r. w programach informacyjnych „Panorama” II programu TVP i „Fakty” telewizji TVN wyemitowano moje oświadczenie, iż powód Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa i pobierał za to pieniądze. To oświadczenie stanowiło nieprawdę i naruszało godność osobistą i dobre imię Lecha Wałęsy, wobec czego ja Krzysztof Wyszkowski odwołuję je całości i przepraszam Lecha Wałęsę za naruszenie jego dóbr osobistych” była absolutnym wyjątkiem, jako obywatelski protest przeciw jawnemu bezprawiu (treść skargi kasacyjnej nieprzyjętej do rozpoznania przez Sąd Najwyższy: http://wyszkowski.com.pl/administrator/index.php?option=com_k2&view=item&cid=1889).
  3. Uznałem się za zobowiązanego do protestu w sprawie wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku,  Wydział I Cywilny w składzie: przewodniczący: SSA Bogusława Sieruga, sędziowie: SA Arina Perkowska, SA Roman Kowalkowski (spr.) z dnia 24 marca 2011 r., sygn. Akt I ACa 1520/10 I ACz 2003/10 wydanego w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, dlatego, że wyrok ten stanowił publiczną obrazę prawa Rzeczypospolitej, niezawisłości sądownictwa oraz rzeczywistości i zdrowego rozsądku. Występowałem więc nie tylko w obronie godności własnej, pogwałconej zobowiązaniem do ogłoszenia oczywistego kłamstwa, ale również jako wyrazu sprzeciwu wobec dokonywanemu przez sędziów SA obrazie godności sądownictwa polskiego, które w tej mierze okazało się być godną pożałowania kontynuacją sowiecko-oportunistycznych praktyk sądownictwa PRL.  
  4. Wydający ten wyrok sędziowie, po sześciu (a w całości po jedenastu)  latach procesu, zmienili trafny wyrok Sądu Okręgowego w Gdańsku, który w dniu 31 sierpnia 2010 r. oddalił pozew Wałęsy uznając, że zachowałem należytą staranność w wykazaniu, iż Lech Wałęsa mógł być agentem SB (sąd Okręgowy pod przewodnictwem sędzi Urszuli Malak uchylił się od rozstrzygnięcia czy Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB, ale zajął  wyraźne stanowisko w sprawie prawa historyków i dziennikarzy do wolności badań; sędzia uznała, że choć (ówcześnie) badacze nie posiadali dowodu współpracy w postaci pisemnego zobowiązania Wałęsy do bycia agentem SB, to jednak nie oznaczało, że należy całkowicie wykluczyć możliwość badania istnienia takiego faktu historycznego i prowadzenia dyskusji w sprawie jego istnienia),
  5. Sąd wywodził, że w procesie cywilnym między Wałęsą i Wyszkowskim doszło do kolizji dwóch przepisów prawa. „Prawa wolności i swobody wypowiedzi, w tym także ocen innych osób, zwłaszcza publicznych; z drugim - prawem do ochrony czci i dobrego imienia. Żadne z tych praw nie jest prawem absolutnym, nie jest uprzywilejowane względem drugiego. Oba są równorzędne i korzystają z takiej samej ochrony konstytucyjnej. Dozwolona publiczna krytyka nie może naruszać godności i dobrego imienia osób, chyba, że oparta jest na prawdziwych zarzutach i podjęta w celu ochrony uzasadnionego interesu społecznego.” Jako, że wcześniej SA powtórzył za wyrokiem SO, że dochowałem należytej staranności w badaniu sprawy, więc konkluzja powinna być  jednoznaczna. Niestety sędziowie ci, dla ochronienia interesów Wałęsy, ale również interesów własnych, jako reprezentantów postkomunistycznej kasty sędziowskiej, i również całego dominującego w Polsce w tym okresie Układu Postkomunistycznego (którego stronniczość Kasty jest warunkiem), wbrew przedstawionym sądowi bezsprzecznie wiarygodnym dokumentom i zeznaniom świadków, zupełnie jawnie, a nawet, jak trzeba powiedzieć, bezczelnie stronniczo, stwierdzili: „Jego (Krzysztofa Wyszkowskiego) usprawiedliwiające twierdzenie, że społeczeństwo ma prawo do informacji jest przewrotne, bo inkryminowana wypowiedź nie była w rzeczy samej przejawem i sposobem informowania społeczeństwa o faktach historycznych, tylko subiektywną opinią pozwanego i jego własną oceną osoby powoda. Pozwany tymczasem w telewizyjnej wypowiedzi stwierdził jednoznacznie „…dzisiaj status pokrzywdzonego nie oznacza, że się nie było agentem. Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem o pseudonimie BOLEK, donosił na swoich kolegów, brał za to pieniądze...”. Taka kategoryczna wypowiedź i dotkliwy zarzut powinny były opierać się na sprawdzonych i pewnych dowodach, których nie było i nie ma”.
  6. Dowodem mojej pokory wobec relacji sąd-obywatel niech będzie sprawa wyroku wydanego na mnie za stwierdzenie, że w październiku 1981 r. byłem świadkiem oskarżenia Lecha Wałęsy przez działaczy NSZZ „Solidarność”, że ukradł pieniądze „Solidarności”: „pozwany (Krzysztof Wyszkowski) podał, że scysja miała miejsce w prawie pustym autobusie na lotnisku Orły. Pozwany w chwili, gdy sam zajmował się lokowaniem w bagażu otrzymanych w darze książek, miał usłyszeć podniesione głosy, po czym zauważył, że jeden z uczestników delegacji Eligiusz Naszkowski głośnym tonem krzyknął w stronę powoda słowa „Lechu, oddaj nasze pieniądze”. Z wymiany zdań pozwany, jak twierdzi, zorientował się, że chodzi o gotówkę podarowaną przez związkowców francuskich w poprzednich dniach, o „upominanie się co do swojej części”. Według dalszej relacji pozwanego podniesionym głosem i „ze złością” zwracały się do powoda także obie kobiety (…) Powód, według relacji pozwanego, miał odpowiadać chaotycznie w ten sposób, że uspokajał delegatów słowami „spokojnie, dostaniecie te pieniądze”. Jak twierdził pozwany, (delegat) nie poprzestał na tym wyjaśnieniu powoda (Lecha Wałęsy), tylko głośno krzyknął: „Lechu, ukradłeś nasze pieniądze, oddawaj”, przy czym żądał zwrotu pieniędzy natychmiast, a nie później. Wówczas obie wspomniane kobiety zaczęły uciszać E. Naszkowskiego tak co do treści jego okrzyków („że Wałęsa coś ukradł”), jak i co do formy zarzutów („że trzeba się dogadać a nie wykrzykiwać”) - według określenia pozwanego, „kazały mu się zamknąć”. Zdaniem pozwanego sprzeciw delegatki z Łodzi wobec zarzutów E. Naszkowskiego odnosił się jedynie do formy, a nie do treści. Dalej, według opisu pozwanego, dialog w autobusie toczył się już ściszonymi głosami, a powód miał powiedzieć do delegatów, że zapewnia, „że przekaże im ich pieniądze i dodał, że zarobicie jeszcze na tym, ja je korzystnie wymieniłem”. (…) Wedle relacji pozwanego z autobusu wyprowadził go wówczas Bronisław Geremek, który miał przy tym powiedzieć „Chodźmy Krzysztofie, nie słuchajmy tego”, co pozwany odebrał jako wyraz dezaprobaty świadka dla całego zajścia i jego czynnych uczestników. Słowa B. Geremka uświadomiły pozwanemu „całą okropność sceny, której był świadkiem”. Pozwany mówił o doznanym wtedy poczuciu upokorzenia. Twierdził, że jeszcze po wyjściu z autobusu, z dalszej perspektywy, nie słyszał wprawdzie dalej trwającej rozmowy z powodem, ale widział szczególnie rozgniewaną, gestykulującą delegatkę z Łodzi. Jak wyznał pozwany, był wstrząśnięty i przygnębiony widokiem ludzi, którym ufał i których podziwiał, a którzy „kłócili się o pieniądze w taki sposób”. Uznał to za kompromitujące, a zachowanie powoda za przyznające fakt istnienia nieformalnych rozliczeń z członkami delegacji.” 
  7. Mimo szokujących zachowań sędziów podczas procesu w dwóch instancjach: Sąd Okręgowy w Gdańsku - Bronisław Geremek zeznał, że nie pamięta takiego wydarzenia. Dla uzyskania pozoru korzystnego dowodu na rzecz Wałęsy sędzia uznaje to zeznanie za decydujące dla rozstrzygnięcia,  czy rzecz miała, czy nie miała miejsca i dokonuje aż komicznej manipulacji na zdrowym rozsądku przeprowadzając iście „sokratejski” wywód: Pytanie: Kim jest Bronisław Geremek? Odpowiedź: Europosłem. I dalej: Co jest cechą europosła? Odpowiedź: Dobra pamięć. I w tym momencie wywód zamienia się w dowód: skoro europoseł nie pamięta tak potwornego wydarzenia, jak fakt, że oskarżano przewodniczącego Solidarności o kradzież pieniędzy, to nieomylnie oznacza, że takiego wydarzenia w ogóle nie było, bo nie mogło być. Ergo – Wyszkowski kłamał! Sędzia zostaje nagrodzona awansem do sadu apelacyjnego. - Sąd Apelacyjny w Gdańsku 24 października 2007 r., I Wydział Cywilny w składzie: przewodniczący: SSA Monika Koba, sędziowie: SA Barbara Lewandowska (spr.), SA Mirosław Ożóg: sąd potwierdza uznanie zeznania Geremka za wystarczające do uznania, że faktu nie było, ale, zaskoczony wygłoszonym w międzyczasie oświadczeniem Wałęsy, że kłótnia o ukradzione pieniądze jednak się odbyła, musi ponadto dać sobie radę z nowym wyzwaniem. I co robi? Przystępuje do heroicznej walki z nie całkiem rozumiejącym sens wydarzeń Wałęsą w celu ratowania interesu b. T. W. „Bolek”. Bolek się opiera, ale sąd nieustępliwie napiera, wymusza, wykręca kota ogonem, aby tylko obronić dobre imię swojego ulubieńca. W końcu Wałęsa zmuszony do zaprzeczenia własnym słowom ustępuje i powtarza za sędzią Lewandowską: „W odczytanej mi wypowiedzi ja nie przyznałem, że takie zdarzenie miało miejsce. Ja w tym stwierdzeniu które Sąd zacytował, a które wypowiedziałem do dziennikarzy, nie powiedziałem, że to zdarzenie miało miejsce, ale rozważałem, że mogła być taka prowokacja. (…) Miałem w mojej wypowiedzi na myśli to, że pozwany jak mówił takie rzeczy, to powinien był wziąć pod uwagę, że to mogła być przygotowana prowokacja. Całkowicie zaprzeczam, żeby dawano jakiekolwiek pieniądze w kopertach. Ja w życiu miałem wiele prowokacji. Ja kompletnie wykluczam, że sytuacja w autobusie na lotnisku, o której mówił pozwany w telewizji, miała miejsce. (…) Ja podczas tej wypowiedzi na korytarzu rozważałem głośno jeszcze raz, czy taka sytuacja mogła mieć miejsce, jeszcze jedna prowokacja, a ten człowiek mnie nagrał. To się nie mogło zdarzyć. Uważam, że bezpieka aż taka głupia nie była i żeby mi zarzucać wzięcie pieniędzy, musiałbym te pieniądze wcześniej dostawać.” Uf, sąd „doszedł prawdy”, czyli Wyszkowski skazany.
  8. Wykonałem wyrok nakazujący mi przeproszenie Wałęsy i opublikowałem w programie Jana Pospieszalskiego upokarzające oświadczenie: „W dniu 22 i 23 maja 2005 r. w TVP pr. 2 i TVP „Polonia” w programie „Warto rozmawiać” oświadczyłem o powodzie Lechu Wałęsie, iż „byłem z nim w Paryżu wtedy, kiedy właśnie delegacja „Solidarności” oskarżyła go o kradzież pieniędzy, które otrzymał od związkowców francuskich. To były rzeczy upokarzające niezmiernie... Świadkiem był Bronisław Geremek to są rzeczy okropne, oczywiście policja wiedziała o tym wszystkim. Jaruzelski zna to wszystko, ponieważ wśród delegacji były Służby Bezpieczeństwa, to są rzeczy za które oni trzymają Wałęsę do dzisiaj” - które to oświadczenie stanowiło oczywistą nieprawdę czym naruszyłem dobre imię i godność Lecha Wałęsy, wobec czego odwołuję je w całości i przepraszam Lecha Wałęsę za naruszenie jego dóbr osobistych”.
    Zapłaciłem 10.000 zł „tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę” i 1.400 zł tytułem zwrotu kosztów procesu. Niech ten akt pokory będzie dowodem, że nie jestem anarchistą i podporządkowuję się wyrokom nawet wówczas, gdy nie z nimi zgadzam.
  9. Wykonuję wyrok z 5 grudnia 2018 r. (Sąd Apelacyjny w Gdańsku w składzie: przewodniczący: SSA Jakub Rysiński, sędziowie: SA Dorota Gierczak (spr.) oraz SO Dorota Majerska-Janowska (deleg.)) ponieważ Sąd odrzucił żądanie Wałęsy, żebym w ogłoszeniu zawarł zdania: „W dniu 16 listopada 2005 r. w programach informacyjnych „Panorama” II programu TVP i „Fakty” telewizji TVN wyemitowano moje oświadczenie, iż powód Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa i pobierał za to pieniądze. To oświadczenie stanowiło nieprawdę i naruszało godność osobistą i dobre imię Lecha Wałęsy, wobec czego ja Krzysztof Wyszkowski odwołuję je całości i przepraszam Lecha Wałęsę za naruszenie jego dóbr osobistych”, a także zwolnił mnie od opłat sądowych i zwrotu Wałęsie poniesionych przez niego kosztów sądowych. Skoro usunięto uprawomocnione przez inny skład SA kłamstwo i kosztami procesu obciążono Skarb Państwa, to mam podstawy do uznania, że choć wyrok jest oportunistyczny i dla mnie osobiście przykry, to właśnie jako ilustracja nie całkiem w wydarzeniach publicznych godnej nagany zasady: „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek” powinien go przyjąć (ja otrzymałem jasną świeczkę uznania za prawdziwe posiadane przez Instytut Pamięci Narodowej akta Wałęsy, jako szpicla SB o pseudonimie „Bolek”, a Wałęsa musiał się zadowolić [do chwili obecnej nie zapowiedział apelacji] ogarkiem przeprosin za słowa w sporze czysto werbalnym: tak słabym, że aż niezrozumiałym. Dlatego też ostatni fragment ogłoszenia: „przegrał proces sądowy w sprawie 1 AC 1520/10 Sądu Apelacyjnego w Gdańsku /…/ wszczęty w związku z /…/ twierdzeniami o współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa i pobieraniem za to pieniędzy.” chcę czytać, jako przeprosiny ze strony obecnego składu SA za błędny wyrok wydany przez poprzedni skład orzekający.
  10. Uważam, że powinienem  w ten sposób wesprzeć ważną, choć nadal niewystarczającą, zmianę w orzekaniu przez sądy gdańskie w sprawie płatnej szpiclowskiej służby Lecha Wałęsy dla peerelowskiej komunistycznej policji politycznej, która była lokalnym oddziałem KGB ZSRS Różnica wobec wyroku sprzed dwóch lat jest zasadnicza: wtedy SA w sprawie agenturalności Wałęsy orzekł, że  dowodów agenturalności Lecha Wałęsy „nie było i nie ma”, a w obecnym orzeczeniu stwierdzono, że materiały znalezione w mieszkaniu Czesława Kiszczaka są niewątpliwie prawdziwe (powtarzam ze słuchu za uzasadnieniem ustnym, ponieważ nie ma uzasadnienia pisemnego i akta są nadal niedostępne).
  11. Stosując się do wyroku oświadczam jednocześnie, że zmianę tę uważam za niewystarczającą, ponieważ sąd, dla ratowania autorytetu sądownictwa w ogóle, a sądownictwa gdańskiego w szczególności, ma obowiązek jasnego i niepozostawiającego żadnych wątpliwości stwierdzenia, że Lech Wałęsa przez wiele lat wykonywał haniebne zajęcie płatnego donosiciela krzywdząc swoich kolegów ze Stoczni Gdańskiej, nawet tych, wobec których miał obowiązek wdzięczności za opiekę i pomoc jaką go otaczali i jakiej mu udzielali. Takie oświadczenie jest konieczne również dlatego, że poprzednie świadomie fałszywe wyroki sądów gdańskich, zarówno Sądu Okręgowego w różnych składach, jak Sądu Apelacyjnego również w różnych składach, spowodowały dramatyczny spadek zaufania do wymiaru sprawiedliwości, co jest szkodą wyrządzoną przez te sądy interesowi społecznemu i państwowemu.
  12. Naprawa tej sytuacji nie będzie procesem ani łatwym, ani szybkim, i właśnie dlatego, jako mój osobisty wkład na rzecz tej naprawy, jako dobra wspólnego, uznałem za potrzebne zastosowanie się do ostatniego wyroku. Rozumiejąc sytuację poszczególnych sędziów, uwikłanych przez długie okresy w niegodne swojego posłannictwa uzależnienia, wymuszające czasem orzekanie niezgodne z prawem i sumieniem, chciałbym w ten sposób zachęcić ich do podjęcia się naprawy tego smutnego stanu rzeczy. Zachęcić ich do wykazania odwagi w stawianiu na pierwszym miejscu wierności prawu, moralności i dobrym obyczajom, a zdecydowanego sprzeciwu wobec niszczącej sądownictwo fali antyspołecznej i antypaństwowej chuliganerii.  
  13. W nadziei na możliwość zmiany w mentalności sędziów umacnia mnie fakt, że w trakcie skandalicznej i poniżającym godność sądownictwa epopei sądowej, którą sądy gdańskie przeciw mnie zorganizowały, w procesie prowadzonym przez sędzię Urszulę Malak Sąd Okręgowy dnia 31 sierpnia 2010 r. wydał wyrok poprawny, czyli oddalił pozew Lecha Wałęsy. Odwołanie się do rocznicy zwycięstwa Narodowego Powstania Antykomunistycznego rozumiem, jako wyraz świadomości, że problemy, w sprawie których jestem stawiany przed sądem, mają charakter narodowy i państwowy, a nie wąsko i partykularnie jurydyczny.
  14. Tak, jak należy wyróżnić postawę sędzi Malak, tak trzeba otwarcie potępić nadużycia prawa dokonane przez sędzię Sądu Okręgowego Magdalenę El Hagin, która uzasadniając wyrok drwiła z rzeczywistości uciekając od rozstrzygnięcia prawdziwości mojej wypowiedzi, że Wałęsa był tajnym, płatnym współpracownikiem SB ponieważ… okoliczność ta była już rozpatrywana przez sąd apelacyjny, który „dotychczas niewzruszonym wyrokiem” z 2011 r. skazał mnie na przeproszenie Wałęsy. Zdania: „Niewątpliwie w obecnych warunkach społecznych współpraca z SB cechuje się negatywną oceną (…) Dlatego (…) doniesienia o agenturze powoda, niestwierdzone dotychczas przez powołane do tego instytucje, są wyjątkowo dotkliwe dla osoby nagrodzonej Pokojową Nagrodą Nobla oraz byłego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podważając jego wiarygodność w opinii publicznej.” śmieszyłyby w kabarecie, ale w ustach sędzi są ponurym objawem prawnego i obyczajowego zaprzaństwa. Czy opinia publiczna ma w ten sposób przyjąć do wiadomości, ze skoro „w obecnych warunki społecznych” ohyda zdrady kolegów i społeczeństwa na rzecz komunistycznej policji politycznej „cechuje się negatywną oceną”, to taki skład sądu, który pozostaje  niezawisły od tych niesłusznych „warunków społecznych” oraz od prawa, uczciwości i rozumu, pomoże szpiclowi w niszczeniu prawdy i ukaraniu jej rzecznika?
  15. Radykalne zmiany na moją korzyść, wprowadzone przez Sąd Apelacyjny do wyroku wydanego przez tę kompromitującą siebie i Sąd Okręgowy w Gdańsku sędzię, mówią same za siebie, ale z własnego doświadczenia wiem, że takich postaci, jak sędzia El Hagin, jest w sądownictwie gdańskim więcej. Jest ich tam aż nazbyt wiele, do tego stopnia, że  do wytworzonego przez nie w tej Sodomie nastroju bezczelnego gwałcenia prawa dostosowywali się młodzi sędziowie. Pamiętam przypadek sędzi, która, po spreparowaniu wyroku została awansowana do nadrzędnego organizacyjnie sądu, a następnie jej nazwisko znalazło się  składzie mającym rozstrzygać apelację w tej samej sprawie. Do tak spektakularnego skandalu w końcu nie doszło, ale czy mniejszym jest dalsze orzekanie sędzi odmawiającej mi prawa do obrońcy z iście sowieckim uzasadnieniem tego bezprawia: „bo pozwany sam dobrze się broni”?!
  16. Przez kilkanaście lat byłem prześladowany przez sądy będące „rozgrzanym” aparatem represji w dyspozycji Donalda Tuska, Lecha Wałęsy i ogólnego Układu Trójmiejskiego, trafnie określanym przez dziennikarzy mianem „małej Sycylii”. Przeżyłem tak wiele świadomie mi sprawianych upokorzeń, poprzez pokrzykiwania, ostentacyjne i nieuzasadnione odbieranie głosu, uniemożliwianie wypowiedzenia się podczas rozprawy, w końcu skazywanie mnie bez przeprowadzenia postępowania dowodowego, że obecnie cieszę się choćby z takiego wyroku skazującego, który nie powtarza iście bezrozumnego orzeczenia swojego koleżeństwa o braku dowodów na agenturalną przeszłość człowieka, któremu brakuje tego minimum odwagi, by się do własnego życia przyznać i który nadal żąda by sądy upoważniły go do przybrania sobie innego, nieprawdziwego życiorysu.
  17. Moje pretensje do sądownictwa gdańskiego nie polegają na tym, że nie miały ochoty analizować zbrodni Lecha Wałęsy przeciw społeczeństwu polskiemu i państwu polskiemu. Stawianie im takiego zadania byłoby wymogiem nadmiernym; ta sprawa należy raczej do Trybunału Stanu. Mój protest budzi fakt, że to sądownictwo przez kilkanaście lat, z konsekwentnie wykazywaną zła wolą, nie zważając na przedstawiane im dowody, z odrażającym cynizmem odrzucającym wiedzę pospólną, pogardliwie odwracając się tyłem do rzeczywistości, notorycznie gnębiły mnie tylko dlatego, żeby zasłużyć się ówczesnej władzy i ówcześnie dominującemu odrażającemu układowi, o którym pisałem powyżej. Tylko po to, by nadal robić karierę w niegodnym prawnika środowisku, sędzia El Hagin skazała mnie na ogłaszanie jawnego kłamstwa i utratę nie tylko godności osobistej, ale również utratę dorobku życiowego (przez konieczność zapłacenia ogromnych sum pieniędzy środkom masowego przekazu, do publikacji w których oświadczenia miałem być zobowiązany) i dozgonne życie w nędzy. Taki wyrok nie może być traktowany tylko jako przejaw niefrasobliwości działaczki SSP Iustitia, bo to jest przerażający objaw osobistej nienawiści i pogardy wobec podsądnego, skutkujący gwałtem na prawie w interesie antyspołecznego i antypaństwowego, a być może również kryminalnego Układu.
  18. Podsumowując: uważam, że, mimo nadal doskwierającego braku sanacji polskiego sądownictwa, ostatni wyrok wydany w mojej sprawie i ws. agenturalności Wałęsy jest symbolicznym przełamaniem linii orzeczniczej sądów gdańskich, który daje nadzieję na samo-oczyszczenie się polskiego sądownictwa. Być może wprowadzenie instytucji takich, jak skarga nadzwyczajna, czy izba dyscyplinarna SN, było impulsem tej zmiany. Tak, czy siak, uważam, że wobec sędziów okazujących tym wyrokiem, jak mniemam, dobrą wolę, chciałbym również okazać moją dobrą wolę. Co więcej, chciałbym pokazać, że z szacunku dla polskiego porządku prawnego staram się stosować nawet do wyroków niesprawiedliwych.

Krzysztof Wyszkowski

niedziela, 15 maja 2016 15:24

Sprzed paru lat i nadal aktualne

Redaktor: Krzysztof Wyszkowski

Www.Niepoprawni.pl

Po kilku latach udawania przez Lecha Parella, dyrektora Polskiego Radia Gdańsk, że mnie nie zna (byliśmy przyjaciółmi zanim został "żołnierzem" Tuska"), a przez red. Agnieszkę Michajłow, że nie zna numeru mojego telefonu, otrzymałem propozycję rozmowy.

Czy można się dziwić? Parell wmawiał sobie, że obrona Radia przede mną, to jego Westerplatte (JP II "każdy ma swoje Westerplatte"). Zarobił na tym wielkie pieniądze i nie będzie musiał płacić odzszkodowania za narzucenie Radiu polityki kłamstwa. Co zarobił to jego, a jego dziennikarscy "niewolnicy" chcą teraz zarabiać na służbie "nowemu panu". Mam nadzieję, że Michajłow nie rzuci się teraz do gardła Wałęsie za to, że latami tuczyła się na popularyzowaniu jego łgarstw. 

Co mam robić? Rozmawiać z płatnymi propagandystami kłamstwa? Odmówić biedakom, którzy mają przecież na utrzymaniu swoje rodziny i teraz będą kwilić, że kłamali bo "musieli"?

poniedziałek, 09 lutego 2015 09:23

Iwan Sierow - nie byłoby PRL bez Katynia

Redaktor: Krzysztof Wyszkowski

Poeci listy piszą...

KRZYSZTOF MASŁOŃ, Do Rzeczy 3/2015, s. 54.

W  wyborze i opracowaniu Grzegorza P. Bąbiaka ukazały się listy, jakie założyciel i pierwszy prezes Czytelnika Jerzy Borejsza (1905-1952) otrzymywał w powo­jennej Polsce. W książce znalazły się listy 61 pisarzy, na czele z Dą­browską i Nałkowską, Miłoszem i Andrzejewskim, Gałczyńskim i Iwaszkiewiczem... Większość korespondencji nieszczególnie porywa, przeważają bowiem skryte za kurtuazyjnymi komplementami prośby o zapewnienie potrzeb materialnych, o pieniądze, miesz­kanie. Borejsza w tamtych czasach był szafarzem dóbr wszelakich, znakomicie czuł się w tej roli.

Z publikowanych listów, ocala­łych z „przeglądu" tej korespon­dencji, jakiego po śmierci Borejszy dokonał jego brat, sławny stalinow­ski oprawca Józef Różański, jeden zasługuje na wyjątkową uwagę. Chodzi o list Juliana Tuwima pisany w grudniu 1945 r. w Nowym Jorku.

„[...] po tylu latach okupacji faszystowskiej, po wyzwoleniu kraju przez armię radziecką, po takim przełomie, na takim »zakręcie dziejowym« - w kraju, którego prezydentem jest oby­watel Bierut, a wicepremierem obywatel Gomółka [!], a dyrek­torem największego »koncernu« wydawniczego obywatel Borejsza - w tym kraju jeszcze ciągle daje się we znaki lęk przed opinią kół reakcyjnych. Klechistan, jak widzę, został Klechistanem, a Lechitleria Lechitlerią. Tzw. »ataki na Kościół katolicki« polegają na przeciw­stawieniu cudownej postaci Chrystusa-Rewolucjonisty jego ziemskiemu »zastępcy«, sojuszni­kowi Możnych, Tłustych i Wyfraczonych, a »swoista koncepcja Piłsudskiego« jest domysłem, że jego nienawiść do Sowietów powstała (m.in. oczywiście)

„- z zawiści, że na dziejów szaniec

Z pożarem w łapie, jak z chorągwią.

Wszedł obszarpaniec, dzikus Mongoł,

Nie on, zułowski hardy panicz".

Jak na przedwojennego admiratora marszałka Piłsudskiego nieźle. Dalej jest jeszcze ciekawiej, a „boha­terem" Tuwimowskich wywodów staje się Bolesław Piasecki, przez poetę nazywany „sarmackim hitle­rowcem", „faszystowskim arcyścierwem" i „zbójem". Zdaniem Tuwima, nawet „»przyzwoite zachowanie się« niedoszłego fuhrera nazistow­skiej Polski (»już był w ogródku, już witał się z gąską«...) budzi obrzydzenie i śmierdzi. Za czasów hitlerowskich Piasecki siedział podobno w więzieniu czy obozie. Nic dziwnego. Przecież Niemcy chcieli w Polsce niemieckiego faszyzmu, nie polskiego. W meli­nach faszystowskich nieraz bywają kłótnie i bójki. Może wstrząs klęsk i niemieckie okrucieństwa tak silnie podziałały na Piaseckiego, że zdobył się nawet na uratowanie jakiegoś żydowskiego dziecka. Nie wyklu­czam tego - i w takim razie, jako syn wymordowanego narodu, dziękuję panu Piaseckiemu za ten wspania­łomyślny gest. Ale nie zmniejszy to w niczym mojej pogardy dla niego".

Autor „Kwiatów polskich" nie mógł pojąć, jak w prosowieckim, w domyśle - komunistycznym - systemie przywódca przedwojen­nej Falangi mógł wydawać pismo („Dziś i Jutro"). Mocno by się zdziwił Tuwim, gdyby się dowiedział, kto udzielił Piaseckiemu koncesji i na ten tygodnik, i na stworzenie przy­szłego PAX-u, i na działalność sensu stricto polityczną. A uczynił to nie­jaki Iwan Sierow, przyszły szef KGB, na razie odpowiedzialny „tylko" za, między innymi, Katyń. W przyszło­ści, na przykład, za Budapeszt.

Tuwim alarmuje też: „Mam wra­żenie, że nie zdajecie sobie sprawy, do czego tutaj doszła nienawiść do Polski. [...] Żydzi, potężni tutaj, zioną nienawiścią". I cytuje najpoważniej­sze amerykańskie tytuły prasowe: „W Polsce jest dziś największy antysemityzm na świecie".

Borejsza, autor sloganu o rze­komo „łagodnej rewolucji" prze­taczającej się przez Polskę, miał wysłuchiwać Tuwimowych pre­tensji: „Drogi Panie! Czy »łagodna rewolucja« nie zaczynała się czasem mścić? Czy wolno po takiej wojnie i po takiej tragedii, jaką Polska prze­szła, działać półśrodkami? Czynie sądzi Pan, że płód rewolucji w łonie naszego kraju poddano tzw. »skrobance«?".

Miał nad czym myśleć Jerzy Borejsza, czyli Beniamin Goldberg, według Miłosza najbardziej mię­dzynarodowy komunista, jakiego nosiła ziemia polska.

poniedziałek, 03 marca 2014 12:17

NUTY CZERWONEJ ORKIESTRY

Redaktor: Krzysztof Wyszkowski

Rosjanie od lat grają tym samym, żywo wyjętym z podręczników KGB i GRU schematem. Przerzucają swoich ludzi na terytoria „perspektywiczne” oraz rozdają w przyspieszonym trybie rosyjskie obywatelstwo tym mieszkańcom tych terenów, którzy identyfikują się ideologicznie z Rosją. Następnie „nieznani sprawcy” zagrażają życiu tym rosyjskim obywatelom i powstaje powód do „interwencji stabilizującej region”.

W tym kontekście, warto odnotować, kto lobbował i przeforsował w Polsce możliwość bezwizowego ruchu granicznego z obwodem kaliningradzkim. Bo w czyim interesie strategicznym był ten ruch, chyba nie jest zbyt trudną zagadką.
Pan Longin Komołowski
 
Prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego.
 
Panie Prezesie,
 
Składamy na pańskie ręce protest przeciwko udziałowi  polskich paraolimpijczyków  w zawodach sportowych w Soczi 2014.
Udział w imprezie sportowej organizowanej przez agresora - Rosję -napadającą na sąsiedni kraj – Ukrainę -  jest hańbą.
Nie licuje to z pojęciem honoru polskich sportowców i jest przeciwne międzynarodowemu interesowi Polski.
 
Maria Nowak-Grębska,  Jerzy Grębski
środa, 26 lutego 2014 09:11

„Dla pokrzepienia serc”

Redaktor: Krzysztof Wyszkowski

Teraz ostatnia linia obrony, to biedny Bartłomiej Sienkiewicz, który myślał, że będzie twarzą sukcesu, a PBK i PDT chcą go użyć, jako ariergardy platformerskiej masy upadłościowej.

Tusk będzie żądał ofensywy za pomocą dziennikarskich i ulicznych  tituszek, ale minister musi pamiętać o roli dziadka i nie pozwolić wykorzystać się do niszczenia polskich nadziei.

Janukowycz chciał zrobić "polski numer" z okrągłym stołem, bo cały system się zawalił i nie miał czym zapłacić nawet Berkutowi. Jest prawdopodobne, że Komorowski, Kwaśniewski i Sikorski uczestniczyli w tym planie. Trzeba to zbadać.

wtorek, 25 lutego 2014 15:43

BOR walczy...

Redaktor: Krzysztof Wyszkowski

kama@her_kamila 5m

Podczas wizyty DT w Białymstoku,BOR powstrzymali niepełnosprawnego mężczyznę,który chciał porozmawiać z DT został powalony na ziemię...

wtorek, 25 lutego 2014 15:20

Sikorski hazardzista

Redaktor: Krzysztof Wyszkowski

Sikorski: "Jestem w kontakcie z głównymi graczami". Z poważnymi ludźmi nie rozmawia, bo nie używają języka mafii?

Strona 1 z 15