Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Mój Blog (200)

wtorek, 09 grudnia 2008 09:16

Egoizm, małostkowość, prywata

Redaktor: Krzysztof Wyszkowski

Lech Wałęsa, Donald Tusk, Władysław Bartoszewski, Radosław Sikorski, Władysław Frasyniuk i w ogóle wszyscy od lat żalą się, że symbolem zwycięstwa ludzkości nad komunizmem jest, wbrew prawdzie historycznej, obalenie muru berlińskiego, a nie Solidarność. Wszyscy domagają się, żeby świat uznał, iż to właśnie Solidarność, czyli największy ruch społeczny w dziejach, bez użycia przemocy, a więc swoją siłą moralną, rozbił sowiecki totalitaryzm i światowy mit komunizmu.

Bernard Kouchner: Ruch "Solidarności" przygotowywał grunt dla dzisiejszej rozszerzonej Europy, choć wówczas wcale nie byliśmy tego świadomi. Rola, jaką odegrał w tym dziele Lech Wałęsa i jego przyjaciele - Michnik, Geremek, Kuroń, wszyscy, którzy odważyli się walczyć z reżimem komunistycznym - jest nie do przecenienia. Wówczas zmienić Polskę oznaczało zmienić Europę. Ta pokojowa rewolucja zmieniła Europę. I to dzięki nim mamy dziś Europę 27 państw. (Gazeta Wyborcza, 2008-12-07, Jarosław Kurski, Niech pan napisze: kocham "Solidarność")

niedziela, 07 grudnia 2008 15:54

Powiew bolszewii

Redaktor: Krzysztof Wyszkowski

„To jest święto nie tylko Lecha Wałęsy, ale też całej Polski" - powiedział podczas obchodów 25. rocznicy przyznania Lechowi Wałęsie Pokojowej Nagrody Nobla marszałek Senatu Bogdan Borusewicz.

Ale marszałek nie zaprotestował, gdy prof. Władysław Bartoszewski powiedział coś zupełnie innego: "Myślę, że na tej sali są tylko przyjaciele, inni pozostali poza salą - i dobrze tak".

Żaden z uczestników konferencji nie zaprotestował, gdy minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski mówił: „Panie Lechu, pan się nie przejmuje tym, co niektóre karły moralne w tej chwili wygadują. Oni są dzisiaj odważni w gębie, a pan był odważny wtedy, gdy to było trudne - 30 lat temu."

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz (który już wcześniej obrażał radnych Pis - „dużo się nauczyli od Goebbelsa") mówił, że to właśnie uczestnicy konferencji utworzyli Solidarność i najlepiej reprezentują patriotyczne wartości.

Miasto Gdańsk wydało na organizację konferencji bardzo dużo pieniędzy. To nie były prywatne pieniądze Adamowicza czy Wałęsy. Te pieniądze wzięto z kasy miasta, do której wpłaca również np. Anna Walentynowicz czy Joanna i Andrzej Gwiazdowie. Za te pieniądze wyklucza się tych ludzi z zasług dla Solidarności i Polski, znieważa i poniża.

Wymazywanie prawdy z prezentacji historycznych nie wytwarza dobra publicznego. Okalecza świadomość społeczną, pomniejsza dobro wspólne, odsuwa młodzież od patriotyzmu, utrudnia szacunek do ojczyzny. Eliminując bohaterów z uroczystości publicznych (konferencję współfinansowała również kasa państwowa) organizatorzy konferencji posunęli się daleko w stronę metod sprzed 1989 r.: - Na zdjęciu widać „niewłaściwego" człowieka? Wycinamy go i na tym zdjęciu pozostają tylko przyjaciele, inni pozostali poza historią - i dobrze tak.

Kogo się wywyższa - króla Arabii Saudyjskiej, który otrzymał przyznaną po raz pierwszy Nagrodę Lecha Wałęsy. Widziałem w telewizji, że na galowe przyjęcie zaproszono np. gen. Czempińskiego i Małgorzatę Niezabitowską. Rzeczywiście odpowiednie towarzystwo do czczenia Lecha Wałęsy. Dużo gorsze dla przypomnienia, za co Solidarność otrzymała nagrodę Nobla.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Radosław Sikorski dla The Spectator po obaleniu rządu Olszewskiego (za blogiem Michała Rachonia): "Po upadku Jaruzelskiego WSI rozpoczęły poszukiwania za nowym patronem. Równolegle Lech Wałęsa, nowo wybrany prezydent Polski, rozpoczął rozglądać się za nową silną bazą. Obecnie Wałęsa odsunął od siebie większość swoich byłych kolegów - najpierw starych dysydentów, następnie nową Prawicę, która pomogła mu zdobyć fotel prezydenta. Ujrzał on, że parlament jest słaby, a administracja państwowa nieudolna. Zobaczył wreszcie skłóconych polityków i powstającą drobną burżuazję. Nikt według niego nie przedstawia realnej siły, za wyjątkiem starej gwardii. Zamiast prób budowania nowej zgody, Wałęsa wszedł na łatwiejszą drogę. Uważał, że ci ludzie mogliby mu pomóc w utrzymaniu władzy, dostarczając mu informacje o ministrach i o potencjalnych przeciwnikach. Dlatego wolał nie naruszać ich struktur. Nie ma w tym wielkiej tajemnicy, wszystko było zbyt oczywiste. Nawet dla mnie, obserwatora z bliska, wydawało się to nie do uwierzenia. (...) Określiłem go wtedy [w wypowiedzi dla The Spectator] jako człowieka "nieokrzesanego, nieobliczalnego, nieodpowiedzialnego, pustego w wypowiedziach, o zapędach dyktatorskich, skłonnego do manipulacji". Jednakże człowieka, którego po oswojeniu instytucyjnym uda się opracować jasny program i przystąpi do jego realizacji z właściwym mu uporem. Ale posiadanie moralnego autorytetu Prezydenta to dla niego za mało. Będąc w głębi duszy chłopem, Wałęsa chce fizycznego sprawowania władzy, chce wydawać dekrety, rządzić ludźmi, wyznaczać i obalać premierów według własnego upodobania. Zamiast czynić wysiłki w kierunku opracowania jasnego programu, Wałęsa dąży do uzyskania władzy dla samego siebie. Nikt lepiej nie rozumie tego, aniżeli komuniści i nikt nie jest lepiej od nich przygotowany do udzielania mu pomocy. (...) Wałęsa został pozbawiony swojej prywatnej sieci szpiegowskiej [WSI] iwściekł się. /.../ Teraz prezydent Wałęsa mianował na stanowisko premiera 32-letniego rolnika, lidera partii chłopskiej - Waldemara Pawlaka. Pawlak - przywódca b. ZSL, lojalnego w stosunku do partii komunistycznej w b. marionetkowym parlamencie. W czasie obrad "okrągłego stołu", które przyczyniły się do obalenia starego reżimu, siedział on po  stronie komunistów. Nareszcie Wałęsa ma obok siebie człowieka, z którym dobrze się czuje, premiera pochodzącego z obozu komunistycznego, który będzie miał swobodę doboru ludzi mu odpowiadających. Tak zakończyła się nasza walka."


piątek, 05 grudnia 2008 08:33

Tusk - mniejsze zło

Napisane przez Administrator

"Czyli korci pana, by wrócić do bieżącej polityki?

Tak daleko nie odszedłem, a na stanowiska się nie pcham. Może wróciłbym jeszcze bliżej, gdybym widział, że jest realna szansa, żeby zbudować coś trwałego. I po drugie: gdybym widział, że jest realna szansa na zwycięstwo. Poza tym, ja mogę być tylko pierwszy albo wcale nie brać udziału. Taki mam charakter. Nic na to nie poradzę, inaczej nie potrafię.

No to faktycznie byłby problem z tym powrotem do polityki.

Dlatego nie jestem w strukturach, nie zajmuję stanowisk. Albo coś robię do końca albo nic. A na razie to obserwuję i mówię, co mi się podoba, a co nie.

Rząd Donalda Tuska się panu podoba?

Poparłem Platformę i Tuska mówiąc, że wybieram mniejsze zło. Przeprosiłem go potem za te słowa, ale taka była prawda. Tak się ułożyła scena polityczna, że trzeba było wybierać z tego, co jest."

Fragment wywiadu: "Wałęsa: stałem się nieśmiertelny" -http://wiadomosci.onet.pl/1520847,2677,1,1,walesa_stalem_sie_niesmiertelny,kioskart.html

 

czwartek, 04 grudnia 2008 20:43

Kwadrans po ósmej - tekst

Napisane przez Administrator

3.12.08 - BOGUSŁAW NIZIEŃSKI, ARKADIUSZ RYBICKI, KRZYSZTOF WYSZKOWSKI JUSTYNA DOBROSZ-ORACZ „Kwadrans po ósmej", witam Państwa i witam naszych gości. Są nimi dziś w studiu w Warszawie były Rzecznik Interesu Publicznego Bogusław Nizieński i poseł Arkadiusz Rybicki, Platforma Obywatelska, a w studiu w Gdańsku Krzysztof Wyszkowski, były działacz Wolnych Związków Zawodowych.

 

środa, 03 grudnia 2008 10:18

Czytajcie Kołakowską

Napisane przez Administrator

Już choćby dlatego, że Agnieszka Kołakowska, prywatnie córka sławnego filozofa, jest z pewnością najtęższym, obok Jadwigi Staniszkis i Barbary Fedyszak-Radziejowskiej, kobiecym umysłem analizującym nasze życie publiczne, należy poznawać jej przemyślenia.

wtorek, 02 grudnia 2008 16:58

Ale wkoło jest wesoło

Napisane przez Administrator
Kol. Stary użalił się dzisiaj nad losem Lecha Wałęsy, opluwanego przez upodlonych ludzi niemal w przeddzień hucznej imprezy (ręce wiwat!) z okazji nagrody Nobla. No bo jak to? Gościu obalił komunizm, a tu różni tacy się czepiają, opluskwiają i tym samym podlą się do imentu. W tym bezprzykładnym ataku na ikonę, mit i symbol* są jednak aspekty humorystyczne, co zauważa Autor pisząc w komentarzu do koleżanki maia14:

Najweselsze, że próbują nam wmawiać, że się komuna własnymi obaliła rękami. Zabijają swoją tezę.

Fakt. Też się śmieję jak norka. Śmieję się cały szczęśliwy z faktu, że to Lech Wałęsa obalił komunę, a nie ona sama.

Śmieję się zawsze i niezmiennie głośno, gdy widzę obalonego w proch i w pył Jaruzelskiego, Kiszczaka, Kwaśniewskiego, Urbana, Millera, Oleksego itd. itp.

Do skrętu kiszek ze śmiechu doprowadza mnie lektura listy najbogatszych Polaków, na której widzę wielu słusznie obalonych bolszewików i ich kapusiów. Mają, gnojki, za swoje. Muszą teraz odbywać pokutę w znienawidzonej przez siebie i wyklinanej naparteitagach roli kapitalistów, wyzyskiwaczy i milionerów. Dobrze im tak.

Gdy widzę na mieście byłego SB-ka, negatywnie zweryfikowanego, jak męczy się w roli szychy w pewnej słynnej firmie produkującej słynne garnki - nie mogę oprzeć się nikczemnej satysfakcji i myśli, że "dobrze mu tak". Nawet wybaczam mu to, że okradł mnie podczas rewizji w moim domu.

Nie mogę się również oprzeć uczuciu niskiej, zupełnie niechrześcijańskiej mściwości, gdy widzę, jak cierpi inny ubek, kolega z pokoju tego wyżej wymienionego, gdy zatroskany wkracza do banku, którego jest dyrektorem. I cierpi tak od 1989 roku. Co za rozkosz widzieć taka karę.

I to wygnanie, ten ostracyzm - zasłużyli nań po tysiąckroć. Na wypędzenie z miasta do tych pałacyków ukrytych za wysokimi płotami, skąd muszą dojeżdżać po kilkanaście i więcej kilometrów, cierpiąc katusze w ohydnych, gnijących kapitalistycznych mercedesach, lexusach i jaguarach, bo brak służbowej wołgi to kara okrutna, ale sprawiedliwa.

Ci, co ich obalili pod przewodem Lecha Wałęsy, mają raj. Mogą dotrzeć do pracy na piechotę, co sprawia, że są zdrowsi od przeklętych, spasłych komuchów. A gdy czują się gorzej, co przecież może się zdarzyć - mają wręcz pod nosem przystanki komunikacji miejskiej. I żadnych zmartwień z powodu ubezpieczenia auta, cen paliwa, problemów z zaparkowaniem. Szczęściarze.

Mimo to jednak - jak to w Polsce - zawsze znajdą się tacy malkontenci, których nie satysfakcjonuje klęska i poniżenie obalonej komuny. I mimo tego, iż są beneficjentami zwycięstwa nad przebrzydłym totalitaryzmem - narzekają, marudzą, domagają się jakiejś "prawdy". Np. taka Anna Walentynowicz. Może przecież czytać spokojnie paszkwile na Lecha Wałęsę i nikt jej za to nie aresztuje. Może mówić i pisać, co chce. O to jej chodziło przecież, prawda?

Freeman  http://zezem.salon24.pl/104787,index.html 

wtorek, 02 grudnia 2008 11:07

Łysiak - Lustracjada

Napisane przez dokument
Trzecia Rzeczpospolita, której kres głosi duet bliźniaków, miała wiele karnawałów i karuzel politycznych (choćby liczne afery, skandale i cykliczne wybory parlamentarne oraz prezydenckie), lecz jedno stałe widowisko przebiło temperaturą i mnogością „momentów" wszelkie konkurencyjne imprezy - lustracja. Wszystkie kinowe thrillery razem wysiadają.
sobota, 29 listopada 2008 16:52

Graczyk płacił Wałęsie

Napisane przez Administrator

Rewelacją dnia stała się informacja, że kpt. Edward Graczyk, który według dokumentacji SB zwerbował Lecha Wałęsę 19 grudnia 1070 r. jako tajnego wspólpracownika, żyje i mieszka w Gdańsku - Sobieszewie (wyspa, na terenie której w czasach komunizmu panowała administarcja wojskowwa).

 

"To Sąd Lustracyjny podał, że były oficer SB Graczyk nie żyje"

Sławomir Cenckiewicz
PAP

Podana w książce pt. "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" informacja, że były oficer SB Edward Graczyk nie żyje, pochodzi z orzeczenia Sądu Lustracyjnego z 2000 r. - powiedział współautor książki Sławomir Cenckiewicz.W piątek Instytut Lecha Wałęsy podał, że żyje główny świadek z SB uznany za zmarłego w książce pt. "SB a Lech Wałęsa" Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka. - Na 692 stronie ww. książki stwierdzono, że świadek Edward G. nie żyje, a data śmierci jest nieznana. Przy jego nazwisku napisano też, że to on zwerbował Lecha Wałęsę. Tymczasem świadek żyje i twierdzi zupełnie co innego - podał Instytut.

W swojej książce Cenckiewicz i Gontarczyka napisali, że Graczyk, który miał w 1970 r. zwerbować Lecha Wałęsę, nie żyje. Autorzy książki twierdzą, że Lech Wałęsa był agentem SB o kryptonimie "Bolek".

- Opieraliśmy się na orzeczeniu Sądu Lustracyjnego z sierpnia 2000 r., który napisał - i jest to opublikowane w książce w całości - że Edward Graczyk nie żyje. Uznaliśmy to za dobrą monetę, skoro Sąd Lustracyjny jak każdy sąd w Polsce dysponuje dostępem do systemu PESEL poprzez który można sprawdzać czy dana osoba żyje, gdzie mieszka. To po prostu napisaliśmy w naszej książce - powiedział Cenckiewicz.

Dodał, że naukowcy w IPN, w tym on, nie mają dostępu do systemu danych PESEL, do którego mają dostęp prokuratorzy.

Cenckiewicz przyznał, że był zaskoczony informacją o tym, że Graczyk żyje. - Przez lata, zajmując się Lechem Wałęsą, szukałem informacji o Edwardzie Graczyku i takiej informacji nie znalazłem. Wszyscy w Olsztynie, Gdańsku mówili mi, że nie żyje, nawet jego byli koledzy - dodał historyk.

Odnosząc się do zarzutu Instytutu Wałęsy, że "uśmiercenie świadka to manipulacja historyczna autorów książki", Cenckiewicz powiedział, że jest to zarzut pozbawiony jakiegokolwiek merytorycznego uzasadnienia.

- Bo z jednej strony jest mowa o tym, że myśmy uśmiercili Edwarda Graczyka, a to nie my, tylko Sąd Lustracyjny, na który Instytut i Lech Wałęsa bardzo często się powoływali atakując nas przez ostatnie miesiące. Po drugie, z tego oświadczenia wynika, że wiarygodnymi i kluczowymi świadkami w historii Polski najnowszej, w wyjaśnianiu białych plam są funkcjonariusze SB. I to jest dla mnie najciekawsze. To znaczy z jednej strony oni są kluczowymi świadkami, ale z drugiej strony fałszowali przez 45 lat istnienia PRL dokumenty SB - mówił historyk.

W piątek rzecznik prasowy IPN Andrzej Arseniuk powiedział, że 18 listopada Edward G. został przesłuchany przez prokuratorów IPN w obecności Lecha Wałęsy (ma on w tym śledztwie status pokrzywdzonego) oraz swego pełnomocnika. - Celem przesłuchania było stwierdzenie, czy istnieją oryginalne dokumenty dotyczące działań SB wobec Lecha Wałęsy - oświadczył Arseniuk.

Dodał, że w trakcie przesłuchania Edwardowi G. okazano znane dokumenty sprawy. - Co do jednego z nich potwierdził, że to jego pismo, i że wypłacił Lechowi Wałęsie 1500 zł - powiedział Arseniuk. Dodał, że świadek zeznał też, że "nic mu nie jest wiadomo, jakoby koledzy zarejestrowali Lecha Wałęsę jako tajnego współpracownika".

Cenckiewicz odnosząc się do tych zeznań, zaznaczył, że Graczyk mówi o regularnych spotkaniach i o wypłacie pieniędzy.

- To jest dla mnie najciekawsze. Na jakiej zasadzie ktoś nie zwerbowany odbywał z Edwardem Graczykiem regularne spotkania i jeszcze wypłacał Graczyk mu te pieniądze. Jaki był charakter tych kontaktów? Koleżeński, towarzyski? Czy Graczyk wypłacał te pieniądze z własnej kieszeni czy może z funduszu operacyjnego SB w Gdańsku? - zastanawia się historyk.

- To są niespójne i nielogiczne zeznania, ale one w jakimś sensie, w tym aspekcie są dla nas interesujące, bo znalazł się kluczowy świadek, który potwierdza, że wypłacał Lechowi Wałęsie pieniądze - dodał Cenckiewicz.

Jego zdaniem Graczyk jest tak samo wiarygodnym świadkiem jak każdy inny funkcjonariusz SB, a historycy dysponują całym instrumentarium do tego, żeby zweryfikować tego typu relacje.

- Gdybym ja mógł rozmawiać z Edwardem Graczykiem, zadałbym mu całą listę pytań, które bym przygotował m.in. w oparciu o dokumenty, które sam wytworzył w roku 1971, które dotyczą Lecha Wałęsy. Ja w tym zeznaniu, które jest skromne, nie znajduję takiego merytorycznego przygotowania ze strony tych, którzy pytali Edwarda Graczyka - zaznaczył historyk gdańskiego IPN. 

 

"Rzeczpospolita" podała: Żyje oficer TW "Bolka"

Cezary Gmyz , Piotr Kubiak

Kapitan SB Edward Graczyk, który miał zwerbować do współpracy w 1970 roku Lecha Wałęsę, żyje. Nie chce się jasno wypowiadać o przeszłości byłego prezydenta.

autor zdjęcia: Jerzy Dudekźródło: FotorzepaLech Wałęsa miał zostać zwerbowany w 1970 r.źródło: EAST NEWSWedług słów Edwarda Graczyka Lech Wałęsa (drugi z lewej) miał przyjąć pieniądze na bilet tramwajowy, by dotrzeć na spotkanie z Edwardem Gierkiem w styczniu 1971 roku w Stoczni Gdańskiej.

O tym, że Graczyk nie żyje, napisali w książce „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk. W publikacji czytamy: „oficer, który miał rzekomo zwerbować lustrowanego do współpracy, nie żyje (kpt. Graczyk)".

- Dowiedzieliśmy się o tym z uzasadnienia sądu lustracyjnego z 2000 r. i przyjęliśmy za dobrą monetę - mówi „Rz" Cenckiewicz. Próbował szukać Graczyka. Teraz nie kryje zdziwienia. - To zaskakujące, szczególnie w obliczu tego, co wynika z uzasadnienia sądu - mówi. 75-letni dziś Graczyk pochodzi z Olsztyna. Według ustaleń Cenckiewicza i Gontarczyka w 1970 r. zwerbował młodego Wałęsę do współpracy. W 1971 r. miał mu wręczyć 1500 zł. Miało to zostać potwierdzone podpisem TW ps. Bolek.

Czy teraz wyjdą na jaw nowe fakty o Wałęsie? - Nie wiążę z tym dużych nadziei, bo tak jak większość byłych oficerów zapewne nic nie będzie chciał powiedzieć lub zaprzeczy faktowi współpracy. Bez względu na to, co powie, fakty pozostaną niezmienne - mówi Cenckiewicz.

Jego zdaniem odnalezienie Graczyka to raczej dowód, że do uzasadnień i wyroków sądu lustracyjnego należy podchodzić bardzo krytycznie.

Do kapitana SB dotarli prokuratorzy z białostockiego IPN, którzy badają, czy SB chciała skompromitować Wałęsę, by nie dostał Nagrody Nobla. Według naszych ustaleń Graczyk miał zeznać, że „z dzisiejszej perspektywy nie uznałby Wałęsy za agenta, a jedyne pieniądze, jakie mu dał, były na bilet tramwajowy".

„Rz" dotarła do Edwarda Graczyka w Gdańsku. Był zdenerwowany, nie chciał rozmawiać. Unikał jednoznacznych odpowiedzi. Zaprzeczył nieoficjalnym informacjom, że w ostatnim czasie prywatnie próbował skontaktować się z nim Wałęsa bądź jego współpracownicy.

Pytany, czy były prezydent ukrywa kontakty z SB, mówi: - On nie ukrywa, nie ukrywa. Ja byłem z nim na konfrontacji tydzień temu w IPN w Gdyni - rzuca. Chwilę później jest bardziej kategoryczny: - On nie współpracował. Rzecznik IPN Andrzej Arseniuk potwierdza, że 18 listopada Graczyk został przesłuchany w obecności Wałęsy. - Zeznał, że nic mu nie jest wiadomo, jakoby koledzy zarejestrowali Lecha Wałęsę jako tajnego współpracownika - mówi. - Potwierdził, że wypłacił Wałęsie 1500 zł.

Graczyk broni byłego prezydenta. - Uciszał rozruchy w stoczni, bo stały wojska ruskie i w tym kierunku ma nieocenione zasługi - mówi. - Nie wierzcie nikomu, że Wałęsa cokolwiek złego komukolwiek zrobił. Ja jako jego przeciwnik polityczny kiedyś bardzo go szanuję.

Na pytanie, czy „prowadził" Wałęsę, odpowiada niejasno: - Ja nikogo za rękę nie prowadziłem. To był tylko incydent, bo ja przyjechałem z Olsztyna na pomoc dla Gdańska - cała Polska przyjechała. Odmawia wyjaśnień, o co dokładnie chodzi. Wyznaje jednak, że po „incydencie" zwolnił się ze służby.

Wałęsa nie wierzy w informację o spotkaniu z Graczykiem. - Bądź pan poważny. Pan z trupami rozmawia? - odpowiada na pytania „Rz" - Takich ludzi jest siedmiu. Sprawdzono mi to.

W piątek wieczorem jednak Instytut Lecha Wałęsy opublikował komunikat, w którym napisano, że Graczyk żyje: „Postanowił się ujawnić i jest gotów zeznawać, aby pokazać całą prawdę".

-----

Graczyk był funkcjonariuszem SB w Olsztynie, którego wydelegowano do Gdańska w grudniu 1970 r. w celu udzielenia pomocy władzom policyjnym po buncie robotniczym rozpoczętym w dniu 14 grudnia 1970 r. W r. 2000 Sąd Lustracyjny rozpatrywał sprawę Lecha Wałęsy, jako kandydata na prezydenta RP, i w swoim wyroku stwierdził:, że kpt. Graczyk nie żyje. Historycy IPN dali wiarę tej informacji i umieścili ją w książce "SB a Lech Wałęsa".

Obecne zeznania Graczyka robią wrażenie typowej reakcji byłych esbeków, którzy zwykle twierdzą, że ich agenci byli rejestrowani fikcyjnie.  W tych zeznaniach są jednak elementy, które potwierdzają fakt wypłacania Wałęsie pieniędzy przez SB. To bardzo ważny fakt, który podważa całość argumentacji Wałęsy twierdzącego, że nigdy nie brał wynagrodzenia za swoje spotkania z funkcjonariuszami SB. Graczyk oświadczył, że zachowany w archiwum IPN w formie kserokopii dokument, wg. którego Lech Wałęsa, jako t.w. Bolek  przyjął 1500 zł. jest sporządzony przez niego osobiście. Obecnie twierdzi, że był to zwrot kosztów podróży Wałęsy na spotkanie z Edwardem Giekiem, ale jest to oczywista nieprawda, ponieważ na spotkanie z Gierkiem Wałęsa został dowieziony podstawionym przez władze autobusem. 

------

 

Kto gra Graczykiem?

Tagi: 

  •                                  lustracja
  •                                  SB
  •                                  bolek
  •                                  Wałęsa

 

Uzasadnienie wyroku Sądu Lustracyjnego w sprawie Lecha Wałęsy (fragment): Skoro zatem już w 1982 r. b. SB nie dysponowała oryginalnymi dokumentami pozwalającymi na skompromitowanie Lecha Wałęsy jako t.w."Bolek", powstaje pytanie czy dysponowała nimi kiedykolwiek wcześniej. Jedynymi poszlakami mogącymi na to wskazywać są dostarczone Sądowi w kserokopiach dwie notatki urzędowe. Pierwsza z nich sporządzona 21 czerwca 1978 r. przez st szer. M. Aftykę, druga z 9 października 1978 r. sporządzona przez funkcjonariuszy III Wydz. WUSW w Gdańsku Łubińskiego i Wojtalika (nie żyje). Nie żyje również funkcjonariusz Graczyk, który miał rzekomo zwerbować Lecha Wałęsę.

Rzeczpospolita (Cezary Gmyz, Piotr Kubiak "Żyje oficer TW Bolka"):„Rz" dotarła do Edwarda Graczyka w Gdańsku. Był zdenerwowany, nie chciał rozmawiać. Unikał jednoznacznych odpowiedzi. Zaprzeczył nieoficjalnym informacjom, że w ostatnim czasie prywatnie próbował skontaktować się z nim Wałęsa bądź jego współpracownicy. Pytany, czy były prezydent ukrywa kontakty z SB, mówi: - On nie ukrywa, nie ukrywa. Ja byłem z nim na konfrontacji tydzień temu w IPN w Gdyni - rzuca. (...) Na pytanie, czy „prowadził" Wałęsę, [Graczyk] odpowiada niejasno: - Ja nikogo za rękę nie prowadziłem. To był tylko incydent, bo ja przyjechałem z Olsztyna na pomoc dla Gdańska - cała Polska przyjechała. Odmawia wyjaśnień, o co dokładnie chodzi. Wyznaje jednak, że po „incydencie" zwolnił się ze służby. Wałęsa nie wierzy w informację o spotkaniu z Graczykiem. - Bądź pan poważny. Pan z trupami rozmawia? - odpowiada na pytania „Rz" - Takich ludzi jest siedmiu. Sprawdzono mi to. W piątek wieczorem jednak Instytut Lecha Wałęsy opublikował komunikat, w którym napisano, że Graczyk żyje: „Postanowił się ujawnić i jest gotów zeznawać, aby pokazać całą prawdę".

Sławomir Cenckiewicz, Piotr Gontarczyk ("SB a Lech Wałęsa"): [Graczyk]Nadużywał alkoholu; uznany przez komisję lekarską za trwale niezdolnego do służby i zwolniony z SB z dniem 15 V 1973w sierpniu 1993 r. jego akta wypożyczył szef Delegatury UOP w Olsztynie

Sławomir Cenckiewicz ("Kompleks herosa", Rzeczpospolita): [Wałęsa] "I wtedy podpisałem kilka papierów przy wyjściu, co było standardową procedurą. Podpisałem też wtedy protokół z przesłuchania, co było dla mnie najbardziej oczywistą sprawą. Pamiętam, że było to wiele kartek - może pięć, siedem - i na każdej trzeba było złożyć podpis. Boże, daj, żeby ten protokół się kiedyś odnalazł - proszę w myślach, bo wiele by to dziś wyjaśniło"." Zastanawia szczególnie ostatnie zdanie tego wyznania. Okazuje się bowiem, że w okresie prezydentury Wałęsy „wypożyczono" mu kopię ośmiostronicowej notatki służbowej z rozmowy przeprowadzonej z nim przez kpt. Edwarda Graczyka 19 grudnia 1970 r. Dokument ten zaginął po wypożyczeniu....

Już choćby z tych kilku przypadkowo zestawionych cytatów jasne jest, że sprawa cudownego odnalezienia uśmierconego przez IPN Edwarda Graczyka, który wstał z martwych aby dać świadectwo prawdzie nie jest taka oczywista jaką chcieliby ją widzieć budzący mój coraz większy podziw swoją determinacją obrońcy kryształowej czystości życiorysu i charakteru Lecha Wałęsy. Kilka pytań bym miała.

Kto i dlaczego uśmiercił Graczyka? Czyż to nie jest materiał na wspaniałe dziennikarskie śledztwo? Wbrew temu co wypisują dziennikarze i wygaduje sam zainteresowany, to nie Cenckiewicz z Gontarczykiem uśmiercili Graczyka, zrobił to Sąd Lustracyjny w kontrowersyjnym procesie rozstrzygniętym zresztą po myśli Wałęsy. Wałęsa powinien się więc ugryźć  bo tylko dostarcza argumentów przeciwnikom."Pytany, jak informacja o istnieniu "uśmierconego" esbeka wpływa na wartość publikacji Cenckiewicza i Gontarczyka odparł, że należałoby ją "wyrzucić ze sprzedaży".- To jest gniot, to jest kłamstwo, jak tu w taki sposób podstawę uśmiercono, więc to jest barbarzyństwo, a nie książka - ocenił były prezydent". Bo w takim razie za gniot i kłamstwo musimy uznać pomyślny dla Wałęsy wyrok Sądu Lustracyjnego i zapytać za Wałęsą "Trzeba się zapytać, kto go uśmiercił i dlaczego". To doskonałe pytanie. Jak to możliwe, że sąd uznaje potencjalnie kluczowego świadka za zmarłego? Kto i w jakim trybie dostarczył sądowi informację o śmierci świadka? Bo zakładam, że odbyło się to w sposób jakoś tam sformalizowany. Służby? Wałęsa sugeruje, że Graczyka zastraszono. Sądząc z okoliczności i treści wyroku w zacytowanym fragmencie, zastraszyć go musieli ludzie grający na Wałęsę,  bo nieobecność Graczyka wtedy, podobnie jak jego pojawienie się dzisiaj, jest na rękę Wałęsie. Dziennikarz który zechce się w to wgryźć będzie miał pasjonującą zagadkę do rozwiązania. I nie jest to zagadka jedyna. 

Kto, dla kogo i po co sprawdzał akta Graczyka w 1993? Jeśli prawdą jest to co pisze Cenckiewicz o  wypożyczeniu akt osobowych Graczyka przez szefa delegatury UOP w 1993 roku, a więc długie dwadzieścia lat po tym jak Graczyk został zwolniony ze służby, to warto by sprawdzić kto te akta wypożyczył, na czyje polecenie i po co. I jakie kłamstwo wymyśli, żeby to dzisiaj uzasadnić. Wałęsa powiedział o Graczyku"Postraszyli go czymś tam, żeby siedział cicho do końca życia". Czy po to wypożyczano akta Graczyka? Nie od rzeczy byłoby też sprawdzić co się w tamtym czasie działo z Graczykiem, co porabiał, z czego żył. Czy dobrze wyszedł na tym milczeniu. I kto go namówił, żeby teraz je przerwał (Gmyz wspomina o plotkach, że środowisko Wałęsy kontaktowało się z Graczykiem). 

O jakim incydencie mówi Graczyk i kto tu kłamie? Graczyk mówi o jakimś incydencie, po którym zwolnił się ze służby, tymczasem Cenckiewicz i Gontarczyk twierdzą, że nie zwolnił się ale został zwolniony i nie po incydencie z Wałęsą ale ponad dwa lata później. To akurat zresztą drobiazg bez znaczenia, przytaczam głównie z myślą o czekającej nas rychło medialnej karierze Graczyka, jako uczciwego esbeka, który, jak pisze Gulczyński "Postanowił się ujawnić i jest gotów zeznawać, aby pokazać całą prawdę". Może zacznie od wyprostowania "prawd", które już pokazał.

Dlaczego Wałęsa się nie pochwalił Graczykiem? Jeśli dobrze odczytuję chronologię zdarzeń w artykule Gmyza, dziennikarze rozmawiali z Wałęsą już po tym jak ten spotkał się z Graczykiem na przesłuchaniu w IPN. Hmmm. Jeśli pojawienie się Graczyka unieważnia wszystko co napisali Cenckiewicz z Gontarczykiem to dlaczego Wałęsa nie wywlókł sprawy Graczyka od razu, zaraz jak się dowiedział, że ten żyje i miał okazję z nim porozmawiać? Mało tego, nie tylko nie pisnął słowa o Graczyku ale próbował zbić z tropu dziennikarzy proszących go o komentarz w tej sprawie ("Pan z trupami rozmawia?"). Podziwu godna skromność i wstrzemięźliwość, takiego Wałęsy nie znaliśmy.

Sprawa cudownego zmartwychwstania Graczyka jest fascynująca i rozwojowa, nie ze względu na to co mówi on sam ale ze względu na  okoliczności, no i to co może niechcący wychlapać Wałęsa. O tym, że ktoś Graczyka postraszył, żeby siedział cicho do końca życia, o tym, że "zostaliśmy wszyscy ograni" uśmierceniem Graczyka a to co na tej podstawie powstało jest kłamstwem i gniotem, itd.  Tradycyjnie już, najwięcej argumentów przeciwko sobie dostarcza sam Wałęsa. Na jego szczęście pewnie nie znajdzie się wielu chętnych do grzebania w sprawie, za nadmierne zainteresowanie Wałęsą Platforma obcina fundusze a i z piąchy oberwać można, komu by się chciało?

 


 

 


Strona 6 z 15