Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Mój Blog (200)

czwartek, 11 marca 2010 17:41

Sąd czyli GieWu

Napisane przez Administrator

Sąd: złogi gomułkowsko-gierkowskie to prawda. Targalski przegrał, Gazeta Wyborcza, 11.03.10
Dziennikarka Maria Szabłowska nie musi przepraszać byłego wiceprezesa Polskiego Radia Jerzego Targalskiego za przypisanie mu obraźliwych wypowiedzi - orzekł w czwartek Sąd Apelacyjny w Warszawie, oddalając apelację Targalskiego.

sobota, 06 marca 2010 17:51

Gawlikowski - Wyszkowski

Redaktor: Krzysztof Wyszkowski

Przeczytałem z uwagą Oświadczenie Krzysztofa Wyszkowskiego w sprawie jego wypowiedzi umieszczonych w filmie „Pod prąd". Choć postawiony mi w nim zarzut manipulacji jest sformułowany pochopnie, to pragnę na wstępie Krzysztofa Wyszkowskiego serdecznie przeprosić.

Prosząc go o nagranie, nie zdawałem sobie sprawy z poziomu emocji, jaki towarzyszy każdej próbie rozmowy o rządzie Jana Olszewskiego i jego odwołaniu. Choć minęło już 18 lat (!) i uczestnicy wydarzeń decydują się wreszcie mówić o kulisach swoich działań, to dla wielu ten rząd jest mitem, mitem założycielskim całej formacji politycznej. Zdałem sobie z tego sprawę, kiedy po pierwszym pokazie filmu dwóch jego uczestników wykrzyczało: „Dzwonimy do Wyszkowskiego, to na pewno jakaś manipulacja!". Rozumiem trudną sytuację osoby funkcjonującej w układzie towarzyskim i politycznym, dla którego mój film jest zbrodnią szargania świętości, dlatego szczerze przepraszam Cię Krzysztofie za kłopoty, jakie ściągnąłem na Ciebie prośbą o rozmowę przed kamerą.

W założeniu, chciałem we fragmencie filmu dotyczącym rządu Olszewskiego, pokazać wypowiedzi ministrów tego rządu - Antoniego Macierewicza i Romualda Szeremietiewa, oraz Krzysztofa Wyszkowskiego - doradcy premiera i konstruktora koalicji rządowej. Niestety, Macierewicz odmówił, więc w zamian porozmawiałem z jego dawnym rzecznikiem - Tomaszem Tywonkiem.

Krzysztof Wyszkowski pisze: „(...) fragmenty moich uwag o rządzie Jana Olszewskiego, dokonywane na marginesie rozmowy o KPN, wykorzystano w filmie do uprawdopodobnienia oskarżenia, według którego wykonanie przez rząd uchwały lustracyjnej było manipulacją na rzecz dezintegracji KPN. Oświadczam, że takiej tezy nigdy nie potwierdzałem i uważam ją za całkowicie fałszywą". A oto cała nagrana przeze mnie wypowiedź Krzysztofa Wyszkowskiego na ten temat, pokazująca jak bardzo niesprawiedliwe są jego oskarżenia (wielkimi literami fragment umieszczony w filmie): „Wygląda to na rozgrywkę na rozbicie KPN-u, tak jak pan opisał, ale trzeba by wiedzieć jakie informacje miał wtedy Macierewicz, a tego nie wiem. Czy rzeczywiście nie trzeba było oddzielić Moczulskiego od reszty? Jeżeli myślano o tym rozdzieleniu, a tak to wygląda, to znaczy, że TĘ WIĘKSZOŚĆ, Z KTÓRĄ ZAMIERZANO SIĘ POROZUMIEWAĆ, UZNAWANO ZA CZYNNIK PAŃSTWOWOTWÓRCZY, TYLKO TEGO MOCZULSKIEGO UWAŻANO ZA KOGOŚ, KTO W TYM MOŻE PRZESZKODZIĆ. Tam mogły być również działania dezintegracyjne. Wyobraźmy sobie np., że parę dni wcześniej służby specjalne mogły przynieść informacje, przedstawić nawet stenogram niby (z podsłuchu), że Moczulski odbywa jakieś groźne dla rządu spotkania".

Krzysztof Wyszkowski pisze: „Zdanie: "Tą większość, z którą próbowano się porozumieć, uznawano za czynnik państwowotwórczy, tylko Moczulskiego uważano za kogoś, kto w tym może przeszkodzić." Zdanie to było fragmentem mojej obrony działań  rządu Olszewskiego, a umieszczono je pomiędzy słowami Romualda Szeremietiewa: "...to było głupie." i słowami Lewandowskiego: "Odpowiedź z naszej strony była również brutalna." W ten sposób uzyskano efekt pozornej zgodności ludzi mających w rzeczywistości poglądy i opinie zasadniczo odmienne". Jak wykazałem powyżej, cytowane zdanie oddaje w pełni sens wypowiedzi Krzysztofa Wyszkowskiego, a umieszczenie go pośród wypowiedzi innych osób, nie daje wcale wrażenia zgodności. Wręcz przeciwnie. Oczywiste jest, że inne zdanie na ten temat mają ministrowie rządu (Wyszkowski i Szeremietiew), a inne polityk opozycji (Lewandowski). O przewadze wypowiedzi „strony rządowej" nawet nie wspomnę... Film ma formę dość gęsto montowanych, krótkich wypowiedzi bohaterów, przez co trudno uniknąć „sąsiadowania" z innymi osobami.

Krzysztof Wyszkowski pisze: „Zamieszczona w filmie moja wypowiedź: "Rząd Jana Olszewskiego był grupą ludzi o braku wspólnego programu, rządem, który powstał właściwie z zaskoczenia i dość przypadkowo"  była fragmentem zdania o zupełnie innym znaczeniu niż to, które zostało mu nadane przez połączenie go z wypowiedzią następnej osoby, czyli Mirosława Lewandowskiego, ponieważ ja tłumaczyłem skalę trudności, wobec których stanął pierwszy niekomunistyczny, wybrany w wolnych wyborach, rząd III Rzeczypospolitej". Znów sięgnę do pełnego zapisu wypowiedzi (wielkimi literami fragment umieszczony w filmie): „Co było, gdyby to był rząd sprawny, dynamiczny, gdyby miał przygotowany twardy program i gdyby go z siłą realizował? Trudno powiedzieć, ale mogłoby dojść do realnego puczu. RZĄD OLSZEWSKIEGO RZECZYWIŚCIE BYŁ GRUPĄ LUDZI nie będącą dość dobrze poinformowanych, O BRAKU WSPÓLNEGO PROGRAMU, RZĄDEM, KTÓRY POWSTAŁ Z ZASKOCZENIA I DOŚĆ PRZYPADKOWO, ale był rządem kompletnie izolowanym od państwa. Funkcjonariusze państwowi odmawiali współpracy z rządem" (tu długi opis takich sytuacji). Czy usunięcie drugiej części zdania zmieniło jego sens? Oczywiście nie. Stwierdzony przez Krzysztofa Wyszkowskiego brak programu rządu i fakt braku przygotowania jego twórców, nijak się ma do sabotowania jego poleceń przez urzędników. Pozostawienie drugiej części zdania uczyniłoby całość wypowiedzi nielogicznym. Usunięcie przeze mnie poprzedniego zdania, osłabiło nawet zarzuty wobec rządu, który był tu przedstawiony przez Krzysztofa Wyszkowskiego jako nie sprawny, nie dynamiczny, nie mający twardego programu i nie potrafiący go realizować.

Na dodatek Krzysztof Wyszkowski wielokrotnie podczas nagrania powtarzał tę tezę o niespójności programowej rządu Olszewskiego. Cytuję: „Ci ludzie  na pewno nie byli zgraną grupą, która przyszła do władzy z gotowym programem , a później miała siłę go realizować. To była grupa ludzi dobrej woli, którzy w trakcie obejmowania stanowisk dogadywali się co będą robili". „Krytykować rząd Olszewskiego za brak radykalizmu jest bardzo łatwo, tylko przy tym stopniu dobrej woli, patriotyzmu u większej części rządu... U części, bo trzeba oddzielić tzw. ministrów prezydenckich i tych koniecznych, bo np. skoro nikt nie chciał objąć resortu finansów, to pojawił się ten Olechowski". „PC nie miało wystarczających sił. Bolszewicy w 1917 roku obsadzili pocztę, telegraf, coś tam jeszcze. Tutaj nawet tych sił nie było. Byłem zwolennikiem radykalniejszych zmian, ale odpowiadano mi: „Kim?". Poza tym społeczeństwo nas nie poparło".

Przykro mi, że Krzysztof Wyszkowski ma kłopoty towarzyskie w wyniku udzielonych mi w dobrej wierze wypowiedzi, nie wynikają one jednak z żadnej manipulacji, lecz wyłącznie przewrażliwienia jego politycznych kolegów. Niemniej jeszcze raz przepraszam.

Maciej Gawlikowski

Mój komentarz:

Wyjaśnienie Macieja Gawlikowskiego przyjmuję. Obstając przy poglądzie, że źródłem większości problemów była agenturalna przeszłość i wynikające z niej szkodliwe metody działania Leszka Moczulskiego, proszę wszystkich zainteresowanych o traktowanie całej sprawy KPN z dobrą wolą, zawierającą zrozumienie dla nieuniknionych różnic, wynikających nie ze złej woli, a z odmiennych punktów widzenia.

Krzysztof Wyszkowski, Sopot, dnia 6 marca 2010 r.

piątek, 05 marca 2010 20:04

Oświadczenie

Redaktor: Krzysztof Wyszkowski

w sprawie fałszywego przedstawienia moich wypowiedzi w filmie Macieja Gawlikowskiego „Pod prąd"

piątek, 05 marca 2010 08:32

Ormianie i Tutsi - tak, Polacy - nie!

Redaktor: Krzysztof Wyszkowski

W przededniu podpisania przez władze ZSRS rozkazu dokonania ludobójstwa na  pochwyconych po agresji 17 września 1939 r. członkach polskich elit, media przyniosły ważne informacje:

- Kongres Stanów Zjednocznych uznał za ludobójstwo mordowanie Ormian przez Turków w latach 1915-17. Rezolucji sprzeciwiał się rząd Baracka Obamy. Turcja odmawia uznania ludobójstwa twierdząc, że była to zbrodnia dokonana w wojnie domowej. Rzeź Ormian jako akt ludobójstwa uznały m.in. Polska i Rosja.

- Przemawiając w Kigali, Sarkozy przyznał, że "społeczność międzynarodowa, w tym Francja", winna była podczas ruandyjskiego ludobójstwa "pewnego rodzaju zaślepienia" /.../ Za swą postawę w obliczu rzezi Tutsi w 1994 r. przeprosiła już Belgia, przeprosiły Stany Zjednoczone, przeprosiła ONZ.  /.../ popieranie ludobójców to nie tylko pomyłka, ale także hańba (Rozliczenie z ludobójstwem Tutsi, Dawid Warszawski, GW 4 marca 2010 r.).

Za dwa dni premier Donald Tusk w towarzystwie premiera Władimira Putina dokona aktu wyrzeczenia się przez Polskę roszczenia do uznania przez Rosję wymordowania członków polskich elit za ludobójstwo.


środa, 07 października 2009 13:52

Donald Tusk - człowiek z kasyna

Napisane przez Administrator

Co zrobił premier w dwa miesiące po uzyskaniu informacji, że jego najbliżsi współpracownicy działają na zlecenie biznesu hazardowego? Zrobił to, co robią nafciarze, gdy szyb ulegnie niespodziewanemu zapłonowi - dokonał kontrolowanego wybuchu, który siłą podmuchu ma skutecznie zdusić ogień.

Ogłosił przed chwilą, że do walki w sejmie o komisję śledczą kieruje "najlepsze siły partii". O co chodzi?

Celem Tuska jest ograniczenie problemu wyłącznie do sprawy manipulacji przy ustawie hazardowej. PO będzie argumentowało, że albo komisja zajmie się tylko tym, albo ugrzęźnie w niekończących się przesłuchaniach. Jeżeli więc opozycja chce wyjaśnienia sprawy, to musi zgodzić się na jej wąski profil.

Tusk zgadza się zostać przesłuchanym w sprrawie przecieku, żeby nie dopuścić do publicznych przesłuchań w sprawie swoich własnych związków z biznesem hazardowym. Nie może dopuścić do ujawnienia faktu, że pieniądze z tego biznesu, przynoszone do kasy liberałów przez agentów WSW/WSI, stały się kapitałem, dzięki któremu zbudował swoją własną pozycję w polskiej polityce.

Ta wiedza była samowiedzą KLD i UW, a teraz jest wiedzą wspólną ludzi PO. To dlatego Tusk nie mógł wyciągnąć wniosków z informacji otrzymanych od CBA i zachował się nie jak premier, a jak członek gangu - ostrzegł kumpli, żeby zacierali ślady.

Walka PO o wąski zakres śledztwa komisji sejmowej jest teraz walką o dalszy polityczny los Tuska. Przegrana oznaczałaby katastrofę nie tylko jego samego, ale całej formacji. Dlatego i PO i współpracujący z nią właściciele mediów rozpoczną teraz kampanię propagandową w celu wykazywania, że kto chce pełnego ujawnienia afery musi popierać jej wąski zakres, a kto chce zbadania w jaki sposób komunistyczne służby specjalne budowały w Polsce biznes hazardowy i finansowały Tuska i KLD, zmierza do "zamiecenia problemu pod dywan". W tym działaniu może też liczyć na PSL i SLD, które również nie są zainteresowane w ujawnieniu faktu, że związki świata polityki z hazardem wynikają ze związków ludzi polityki z ludźmi z komunistycznych służb specjalnych, a ślady tych związków sięgają daleko na wschód.

niedziela, 20 września 2009 15:51

Holocaust Shaped Views on War Crimes

Napisane przez Administrator

Judge Richard Goldstone, the head of a United Nations commission that this week charged Israel with committing war crimes in the Gaza Strip during its offensive there last winter, believes bringing war criminals to justice stems from the lessons of the Holocaust, according to a lecture he delivered in Israel in 2000.

środa, 20 maja 2009 13:35

Nowa książka Sławomira Cenckiewicza!

Napisane przez Administrator

Śladami bezpieki i partii. Rozprawy - Źródła - Publicystyka (Wydawnictwo LTW, Łomianki 2009, 876 stron, fotografie, bibliografia, indeks nazwisk) to nowa książka dr. Sławomira Cenckiewicza, znanego ostatnio przede wszystkim z publikacji IPN o Lechu Wałęsie.

wtorek, 21 kwietnia 2009 09:51

"Plucie na Wałęsę"

Napisane przez Administrator

Ludzi odkłamujących legendę Wałęsy oskarża się o podłość, ponieważ „kierując się nienawiścią opluwają bohatera narodowego" i niszczą przy tym polski „znak markowy". Mnie też o taką nienawiść się oskarża. Przyznaję zatem: Tak! Kieruję się nienawiścią! Nie jest to jednak nienawiść do bliźniego lecz nienawiść do KŁAMSTWA.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009 15:37

Wałęsa i Sąd lustracyjny

Redaktor: Krzysztof Wyszkowski

Broniąc się przed dowodami w sprawie bycia t.w. "Bolkiem" Lech Wałęsa bezustannie powołuje się na orzeczenie Sądu Lustracyjnego z r. 2000. Media emitujące ten argument wykazują złą wolę przez ulatwianie byłemu prezydentowi wprowadzenie słuchaczy w błąd. Orzeczenie SL nie odpowiało na pytanie, czy Wałęsa był agentem SB, a tylko, czy udostępnione sądowi dowody, wskazujące na tę współpracę, są wystarczające do uznania za nieprawdziwe jego oświadczenia lustracyjnego. Na korzyść Wałęsy działały wówczas wszystkie okoliczności:

1. Sąd orzekał w trybie karnym, czyli miał obowiązek interpretacji istniejących wątpliwości na korzyść osoby lustrowanej.

2. Sąd orzekał w trybie wyborczym, co uniemożliwiało przeprowadzenie normalnej procedury - Rzecznik Interesu Publicznego nie miał czasu na poszukiwanie dowodów i świadków, a Sąd musiał tak przyspieszyć przebieg postępowania, by zdążyć z ogłoszeniem orzeczenia w nieprzekraczalnym terminie.

3. Sąd orzekał na podstawie ustawy lustracyjnej, która została tak skonstruowana, żeby praktycznie uniemożliwić udowodnienie agenturalności (w składzie Trybunału Konstytucyjnego, kóry decydował o treści tej ustawy większość mieli byli współpracownicy komunistycznej p[olicji politycznej.

4. Niemożliwa była apelacja od orzeczenia z powodu braku terminu (tryb wyborczy kończył się w chwili przeprowadzenia wyborów).

5. Obok procesu Lecha Wałęsy równolegle przebiegał proces Aleksandra Kwaśniewskiego, co, wobec faktu, że on również został zarejestrowny jako t.w. SB, kładło na sędziach SL odpowiedzialność za konsekwencje wyeliminowania urzędującego i byłego prezydenta. Trudno się więc dziwić, że sędziowie wyznaczeni do rozpatrywania sprawy nie sprostali swoim obowiązkom.

Poza tymi okolicznościami, czyniącymi z orzeczeń w sprawach t.w. Bolka i t.w. Alka farsę sądową, należy pamiętać o różnicy pomiędzy stanem prawnym, a faktycznym. Wyrok SL oznacza tylko tyle, że sąd ten uznał, że Lech Wałęsa nie był agentem SB w świetle ustawy lustracyjnej. Oczywiście oznacza to również, że wszyscy rozsądni ludzie, którzy zechcieli zapoznać się z istniejącą dokumentacją, wiedzą bez żadnych wątpliwości, że Wałęsa był w latach 70. tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, donosił na swoich kolegów i za wypełnianie judaszowego fachu brał pieniądze. Żądanie Lecha Wałęsy, by np. badacze IPN uznali orzeczenie TL za okoliczność uniemożliwiającą badanie jego agenturalności oraz informanie o wynikających z tych badań ustaleniach, jest absolutnie bezzasadne i ma na celu mącenie ludziom w głowach za pomocą zakłamanych dziennikarzy. Orzeczenie to oznaczało, że Wałęsa ma prawo startowania w wyborach, ale nie zmuszalo nikogo, żeby wbrew prawdzie, zdrowemu rozsądkowi i stanowi prawnemu Rzeczpospolitej uznawał to orzeczenie za stwierdzenie pozawyborczego stanu faktycznego. 

Każdy, kto dzisiaj twierdzi, że Lech Wałęsa nie był agentem SB, ponieważ odpowiedni  stan rzeczy sprawdził i potwierdził niezawisły sąd, jest więc albo durniem, albo kłamcą. 

środa, 08 kwietnia 2009 09:25

Milewicz oddaje order

Redaktor: Krzysztof Wyszkowski

Ewa Milewicz uznała, że powinna oddać prezydentowi order, który otrzymała od niego za, jak to napisała, wspomaganie strajku 1980 r. Jako przyczynę gestu, który zapewne szybciej zareklamowała w GW niż  faktycznie zrealizowała, Milewicz podała odznaczenie orderami również „ludzi z IPN, którzy dostarczają amunicji do strzelania do Lecha Wałęsy."

Strona 5 z 15