Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Z tarczą czy w ostrogach?

W czasie negocjacji z ZSRS w sprawie zjednoczenia Niemiec, Amerykanie zobowiązali się do niewprowadzania wojsk NATO na teren b. NRD. To ograniczenie zostało złamane prawie natychmiast i NVA została włączona do Bundeswehry. Gdy do NATO była przyjmowana Polska, pod naciskiem Rosji uzgodniono, że na naszym terytorium nie będzie żadnych baz Paktu. Ta sytuacja trwa do dnia dzisiejszego, co oznacza, że, w przeciwieństwie do Niemiec, jesteśmy członkami NATO drugiej, nie bronionymi natychmiast w chwili ataku.

W czasie negocjacji z ZSRS w sprawie zjednoczenia Niemiec, Amerykanie zobowiązali się do niewprowadzania wojsk NATO na teren b. NRD. To ograniczenie zostało złamane prawie natychmiast i NVA została włączona do Bundeswehry. Gdy do NATO była przyjmowana Polska, pod naciskiem Rosji uzgodniono, że na naszym terytorium nie będzie żadnych baz Paktu. Ta sytuacja trwa do dnia dzisiejszego, co oznacza, że, w przeciwieństwie do Niemiec, jesteśmy członkami NATO drugiej, nie bronionymi natychmiast w chwili ataku.
Utworzenie na terytorium RP stałej bazy militarnej NATO było więc, samo przez się, oczywistym i pierwszorzędnym wymogiem polskiej racji stanu. Było, bo premier Tusk poddając sprawę tarczy antyrakietowej międzynarodowemu przetargowi politycznemu, tę rację radykalnie zakwestionował. Gdy do udziału w przetargu zaprosił Rosję, natychmiast otrzymał z góry znaną odpowiedź: rosyjski system nuklearny może zaatakować Polskę. Czyli, szczerze mówiąc: jeżeli w Polsce powstanie stała baza amerykańska, Rosja może dokonać na Polsce „ostatecznego rozwiązania” .
Mimo to Tusk udaje, że w „dialogu” z Rosją spadł przelotny deszczyk i nadal upiera się przy kontynuacji rozmów rosyjskiej pięści z polskim nosem. Nachylając się ku Rosjanom, grozi Ameryce, że jeżeli nie zapłaci wyznaczonej przez niego ceny, Polska zablokuje powstanie instalacji antyrakietowej. Jedzie do Pragi i dokonuje aktu dywersji, przeciwstawiając czeskiemu planowi podpisania porozumienia w kwietniu b.r. swoje stanowisko, że negocjacje można będzie kontynuować, po jesiennych wyborach w USA, z następną administracją.
Odrzucenie przez Tuska ustaleń, które były sukcesem polityki prezydenta i premiera Kaczyńskiego, uzyskało poparcie przedziwnej koalicji sięgającej z jednej strony środowisk reprezentowanych medialnie przez „Gazetę Wyborczą”, a z drugiej tych, których afiliacje GW określiła niegdyś wyzwiskiem „der”. „Dziennik” pisze więc: „Jeśli Amerykanie chcą zbudować u nas bazę swojej tarczy – chroniącej ich, a nie nas – muszą spełnić polskie warunki. Najważniejsze to przekazanie nam systemów obrony Patriot 3 lub THAAD przeciwko rakietom krótkiego i średniego zasięgu. Polsce zagrażają rosyjskie rakiety tego typu, a nie balistyczne pociski, które ma strącać tarcza. Druga rzecz to dwustronny układ wojskowy z USA, który będzie zobowiązywał je do obrony terytorium Polski, a co najmniej do udzielenia nam pomocy w zakupach lub wypożyczeniu najnowocześniejszego sprzętu wojskowego. Nasz kraj musi mieć siłę, żeby się bronić.”
Pomijając brednie w rodzaju twierdzenia, że możliwe byłoby podjęcie samotnej walki za pomocą „sprzętu wypożyczonego”, lub, że tarcza ma chronić „ich, a nie nas”, warto zauważyć, że zwolennicy przeliczania bezpieczeństwa narodowego na dolary przyznają, że obecnie, w razie agresji rosyjskiej, Polska nie ma gwarancji natychmiastowej obrony przez NATO.
Poprzedni szef MON Aleksander Szczygło, 10 stycznia powiedział w TVN24: „Nie stawiajmy USA zaporowych warunków, bo nie dojdzie do porozumienia w sprawie tarczy, a to byłoby dla Polski bardzo złe.” Szczygło bardzo łagodnie nazwał awanturnictwo Tuska: „W grę wchodzi pewna naiwność lub nieumiejętność prowadzenia polityki. Na przykład dzisiejsza wizyta wiceministra spraw zagranicznych Rosji. W samej wizycie nie ma nic złego, ale po co konsultacje? Chcemy zainstalować amerykańskie rakiety, nie rosyjskie . Moskwa zawsze w polskiej polityce zagranicznej będzie chciała odgrywać jakąś rolę. Jeżeli obecny rząd jej teraz na to pozwoli, to zawsze będzie się wtrącać. A to powrót do sytuacji przed ‘89 rokiem”.
W kilka godzin później Tusk w Pradze ogłosił, że jest bardzo ciekaw opinii i pytań, jakie Siergiej Kislak zada mu w Warszawie. Skoro premier Tusk udaje, że ich nie zna, to w istocie daje sygnał, że chce dokonać zasadniczej zmiany polskiej strategii bezpieczeństwa i godzi się dokonać tego przy udziale Rosji. Komiwojażer od wciskania gospodyniom domowym maści na odciski pragnie samodzielnie kroić słodki melon polityki zagranicznej. W efekcie Polsce grozi realne niebezpieczeństwo pokrojenia tej polityki tak, że nic z niej nie zostanie.

Nadchodzi czas na ostrą interwencję ze strony prezydenta i przywrócenie polityce bezpieczeństwa jej oczywistego sensu.

Artykuł ukaże się w tygodniku "Gazeta Polska" dnia 17 stycznia 2008 r.

 
 
 
Ostatnia aktualizacja: poniedziałek, 17 marca 2008 20:26

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.