Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Apelacja II dodatkowa

APELACJA POZWANEGO od wyroku Sadu Okręgowego w Gdańsku z dnia 05 marca 2007 roku
(uzupełnienie pozwanego do apelacji złożonej w jego imieniu przez adwokata Andrzeja Lew-Mirskiego w dniu 26 kwietnia 2007 r.)
 
W imieniu własnym zaskarżam w całości wyrok Sądu Okręgowego w Gdańsku z dnia 05 marca 2006 roku w sprawie oznaczonej sygn. akt. IC 1323/06 i zarzucam temu wyrokowi co następuje:

Sopot, dnia 27 kwietnia 2007 r.

 
Sąd Apelacyjny
w Gdańsku
Wydział I Cywilny
 
za pośrednictwem
 
Sądu Okręgowego
w Gdańsku
Wydział I Cywilny
 

Powód: Lech Wałęsa

Pozwany: Krzysztof Wyszkowski

Sygn. akt: IC 1323/06

 
 

APELACJA POZWANEGO

od wyroku Sadu Okręgowego w Gdańsku
z dnia 05 marca 2007 roku
(uzupełnienie pozwanego do apelacji złożonej w jego imieniu
przez adwokata Andrzeja Lew-Mirskiego w dniu 26 kwietnia 2007 r.)
 

W imieniu własnym zaskarżam w całości wyrok Sądu Okręgowego w Gdańsku z dnia 05 marca 2006 roku w sprawie oznaczonej sygn. akt. IC 1323/06 i zarzucam temu wyrokowi co następuje:

  1. Naruszenie prawa procesowego, a mianowicie przepisu art. 86 k.p.c. w zw. z art. 89 § 2 k.p.c. polegające na pozbawieniu pozwanego prawa do reprezentowania go przed Sądem za pośrednictwem pełnomocnika mimo jego prawidłowego umocowania do działania w terminie rozprawy przez ustne zgłoszenie pełnomocnictwa w toku sprawy po wniesieniu stosownego oświadczenia przez pozwanego;
  2. naruszenie prawa procesowego, a mianowicie przepisu art. 5 k.p.c., przez jego niezastosowanie polegające na tym, że Sąd Okręgowy mimo zaistnienia uzasadnionej potrzeby procesowej nie udzielał niezbędnych wskazówek, bez których strona pozwana nie mająca pomocy prawnej ze strony profesjonalnego pełnomocnika procesowego pozbawiona była wpływu na toczący się proces i nie mogła zrealizować swoich uprawnień i gwarancji prawa strony do obrony.
  3. naruszenie prawa procesowego, a mianowicie przepisów art. 386 § 2 k.p.c. w zw. z art. 217, 233 i 316 k.p.c., przez ich błędną wykładnię i zastosowanie, polegające na tym, iż Sąd Okręgowy, uprzedzając właściwe rozpoznanie sprawy, wnikał w materialno-prawną ocenę treści i skuteczności wnioskowanych przez pozwanego czynności procesowych i w ten sposób wypowiadał się o zakładanym z góry wyniku procesu, co wskazuje na zaistnienie przedwczesnego (tzn. wyprzedzającego orzeczenie) ustosunkowania się do istoty sprawy, skutkujące nie uwzględnieniem w wyniku tego ocen prawnych i zaleceń Sądu Apelacyjnego w Gdańsku zawartych w uzasadnieniu wyroku z dnia 25. 10. 2006 r. ;
  4. naruszenie prawa procesowego mające wpływ na treść orzeczenia, a mianowicie art. 217§ 1 w zw. z art. 227, 232 k.p.c., poprzez pominięcie i nie dopuszczenie zgłoszonych wniosków dowodowych z dokumentacji IPN oraz przedstawionych świadków mających potwierdzić prawdziwość wypowiedzi pozwanego, względnie potwierdzić zachowanie rzetelności i należytej staranności przez pozwanego przy zbieraniu do badań materiałów na temat współpracy powoda z komunistycznymi służbami specjalnymi.
  5. naruszenie przepisów prawa procesowego przez jego niezastosowanie, a mianowicie przepisu art. 328 par. 2 k.p.c. poprzez całkowite pominięcie w przez Sąd w swoich rozważaniach przyczyn dla których odmówił on wiarygodności i mocy wszystkim dowodom przedstawionym przez pozwanego.
 
wskazując na powyższe wnoszę:
 

- o uchylenie w całości zaskarżanego wyroku i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Okręgowemu w Gdańsku oraz zasądzenia od powoda na rzecz pozwanego zwrotu kosztów postępowania apelacyjnego według norm przepisanych;

 

Uzasadnienie

Zaskarżany wyrok nie zasługuje na akceptację.

Pozbawienie bowiem strony pozwanej możności obrony przez pozbawienie jej przysługujących jej praw, polega na odjęciu jej w postępowaniu sądowym, wbrew jej woli, całkowitej możności podejmowania, albo świadomego zaniechania czynności procesowych zmierzających do ochrony jej sfery prawnej. Pozbawienie pozwanego możności obrony swych praw jest naruszeniem porządku prawnego, a tym samym naruszeniem interesu Rzeczpospolitej Polskiej. Pozbawienie strony możności obrony swych praw może następować w różnych sytuacjach procesowych. Wadliwość ta nie może być rozważana i oceniana według jakichś ogólnych kryteriów oceny, abstrakcyjnie określonego pojęcia „obrony swych praw”. Wadliwość ta wiąże się zawsze z pogwałceniem określonych przepisów postępowania cywilnego. Skutki nieważności wynikają bezpośrednio z przepisów ustawy, następują więc z mocy samego prawa. Skoro bowiem przeprowadzony w warunkach nieważności dowód z przesłuchania stron był dotknięty taką wadliwością, która powoduje bezskuteczność tej czynności, dowód ten nie może być nadal traktowany jako materiał sprawy. Nieważność bowiem jest zawsze podnoszona z urzędu, a przeprowadzenie procesu w warunkach ważności stanowi konieczną przesłankę prawidłowego wymiaru sprawiedliwości.

Przepisy kodeksu postępowania przewidują (art. 5 k.p.c.) obowiązek sądu udzielania wskazówek co do czynności procesowych.

Pomoc ta dotyczyć więc może tylko samego postępowania przed sądem i takiego jego prowadzenia, by nieznajomość przepisów prawa czy nieudolność strony nie stała się przyczyną jej krzywdy, wskutek nienależytego wyświetlenia prawdy obiektywnej. Można i należy stronie, która powinna znać prawo, za zawinioną poczytywać nieznajomość jasno ujętych przepisów i ustalonej praktyki sądowej. Natomiast błędne rozumienie przepisu przez nie prawnika z reguły powinno wykluczać jego winę. Z przepisów k.p.c. nie wynika, by w postępowaniu sądowym obowiązywała paremia, iż nieznajomość prawa szkodzi. Przeciwnie z art. 5, 212 zdanie 2, 327 i 460 k.p.c. wynika dążność, by strona z powodu nieznajomości prawa nie doznawała uszczerbku.

Jeżeli pozwany w postępowaniu sądowym działa bez pomocy adwokata i w sposób wskazujący na niezaradność, to obowiązkiem Sądu jest, z jednej strony, udzielać pozwanemu odpowiednich wskazówek i pouczeń (art. 5 kpc), z drugiej zaś strony, oceniać pisma procesowe powoda zgodnie z ich rzeczywistą treścią. Z takiego określenia celów pomocy sądu dla stron i uczestników postępowania wynika też zastrzeżenie, że pomocy tej należy udzielić tylko wówczas, gdy zachodzi jej potrzeba. Czy w okolicznościach danej sprawy zachodziła potrzeba udzielenia przez sąd stronie występującej w sprawie bez adwokata wskazówek co do czynności procesowych i pouczeń o skutkach prawnych dokonania, albo zaniechania tych czynności (art.5 k.p.c.), jest, zdaniem skarżącego, twierdząca.

Sąd w żaden sposób, mimo możliwości i rzeczywistej potrzeby procesowej, nie udzielał pozwanemu wskazówek, co do czynności procesowych. Zakres i skomplikowana materia postępowania dotyczącego naruszenia dóbr osobistych i materiału dowodowego związanego ze sprawą oraz wiedza potrzebna do jego oceny i zrozumienia pewnych konsekwencji prawnych z tym związanych, w związku z pojawieniem się takich skomplikowanych i niezrozumiałych zagadnień procesowych jak ustne zgłoszenie pełnomocnictwa podczas posiedzenia oraz sprawy związane ze składaniem Sądowi pism procesowych swojego pełnomocnika przesłanych pozwanemu za pomocą poczty elektronicznej, musiały zmusić sąd orzekający w sprawie przynajmniej do minimalnych i naprawdę koniecznych pouczeń wobec pozwanego w tej materii, jednak Sąd w żaden sposób tego nie uczynił.

Pasywne zachowanie Sądu w tym zakresie bez wątpienia miało wpływ na przebieg sprawy i na jej wynik dla pozwanego. Ocena dokonana w powyższym zakresie w pierwszej instancji podlega kontroli sądu apelacyjnego i może uzasadniać uwzględnienie apelacji opartej na zarzucie uchybienia wyżej wskazanym przepisom tylko wtedy, gdy stwierdzone w tym zakresie uchybienie mogło wpłynąć na wynik sprawy (art. 368 k.p.c.). Niewykonanie tego obowiązku doprowadziło do pokrzywdzenia pozwanego, co pozostaje w sprzeczności z humanizmem obowiązującego prawa i nakazem zawartym w art. 5 k.p.c. Jeżeli strona występuje w procesie bez adwokata i to jeszcze w wyniku decyzji Sądu, sąd rozpoznający sprawę winien dołożyć szczególnej staranności przy odczytywaniu intencji zawartych w jej pismach procesowych i wypowiedziach. Zbyt formalistyczne ich traktowanie i przywiązywanie wagi do, czasem z natury rzeczy niekompetentnych, zachowań procesowych pozwanego, a nie do wyrażonych w nich intencji, może doprowadzić do pozbawienia strony możności obrony swych praw. Oświadczenia wypowiedziane podczas rozprawy i zaprotokołowane podlegają wykładni w celu ustalenia rzeczywistej intencji pozwanego. Przepis art. 5 k.p.c. zobowiązuje sądy do udzielania stronie działającej bez adwokata wskazówek w zakresie czynności dowodowych, co do których strona napotyka na niezależne od niej trudności lub przeszkody, jeżeli mogłoby to prowadzić do niekorzystnego dla niej wyniku sprawy.

Naruszenie przepisu art. 5 k.p.c. stanowi uchybienie procesowe, które uzasadnia zarzut apelacji w ramach podstawy z art. 368 k.p.c., jeżeli in concreto zachodziła potrzeba udzielenia stronie pouczeń i wskazówek, w szczególności zaś pouczenia, co do możności zgłoszenia wniosku o ustanowienie adwokata z urzędu. Takie zachowanie Sądu, w związku ze skomplikowaną materią rozprawy, powinno mieć miejsce. Wyrażenie „potrzebne wskazówki” użyte w art. 5 k.p.c. oznacza takie wskazówki sądu, bez których strona pozwana nie mająca pomocy prawnej ze strony profesjonalnego pełnomocnika procesowego, pozbawiona byłaby wpływu na toczący się proces i nie mogła zrealizować swoich uprawnień i gwarancji prawa strony do obrony.

W niniejszej sprawie niewątpliwie pozwany ustanowił adwokata zarówno w formie pisemnej w dniu 02.03.2007 r. a ponadto powtórzył to ustnie podczas rozprawy w dniu 05.03.2007 r.. Sąd pominął oba te oświadczenia. Nawet jeśli Sad Okręgowy nie dysponował w dniu 05.03.2007 pisemnym pełnomocnictwem, to jednak nie pozostawia żadnych wątpliwości co faktu ustanowienia pełnomocnika zarówno pismo procesowe złożone na rozprawie z którego jasno wynika, że jego autor został ustanowiony pełnomocnikiem pozwanego jak i oświadczenia składane Sądowi przez pozwanego informujące Sąd o tym fakcie. Należy uznać że oświadczenia pozwanego o fakcie ustanowienia pełnomocnika za równoznaczne z wypełnieniem przez niego dyspozycji przepisu art. 89 § 2 k.p.c.. Dodatkowo pozwany uprawdopodobnił ten fakt zarówno składając Sądowi pismo otrzymane od swojego pełnomocnika, jak również podając jego numer telefonu w celu sprawdzenia prawdziwości oświadczenia o przyjęciu przez adwokata pełnomocnictwa. Tym bardziej, że Sad przyjął do wiadomości ten fakt przyjmując pismo procesowe oraz numer telefonu adwokata Andrzeja Lew-Mirskiego, a następnie zarządzając przerwę w rozprawie, w oczywistym dla pozwanego celu weryfikacji podanych przez niego danych.

Nie zawsze jednak jest możliwe i konieczne ścisłe przestrzeganie wszystkich norm prawnych, regulujących tryb ustalania podstawy faktycznej orzeczenia. Jednym z takich wyjątków jest instytucja uprawdopodobnienia, przewidziana w powołanych w uzasadnieniu i przepisie art. 89 § 2 k.p.c. a scharakteryzowana w przepisie art. 243 k.p.c.. Przepis ten stanowi, że zachowanie szczegółowych przepisów o postępowaniu w celu udowodnienia ustanowienia ustnego i przyjęcia pełnomocnictwa przez nieobecnego na posiedzeniu pełnomocnika - nie jest konieczne, ilekroć ustawa przewiduje w konkretnym przepisie uprawdopodobnienie zamiast dowodu. We wszystkich cytowanych przepisach nie znajdujemy jednak dokładnego określenia istoty i charakteru prawnego instytucji procesowej uprawdopodobnienia. Nie ma jasnej odpowiedzi jaka jest wartość informacji uzyskanych w drodze uprawdopodobnienia, jaka jest relacja pomiędzy przepisem art. 243 k.p.c., a innymi przepisami dotyczącymi postępowania dowodowego, czym różni się uprawdopodobnienie od udowodnienia.

Ustawodawca zawsze odnosi pojecie uprawdopodobnienia do jakiegoś twierdzenia, z którym występuje uczestnik postępowania. Trudno jest orzec czy chodzi tu o określenie miary zaufania, jakim Sąd powinien obdarzyć zgłoszone twierdzenie, czy też pozostawienie tego twierdzenia w określonym stosunku do rzeczywistości. W praktyce te dwa elementy ściśle ze sobą się splatają. Z praktycznego punktu widzenia uprawdopodobnienie przez stronę, że głoszone przez nie twierdzenie tym właśnie się charakteryzuje, polega na odpowiednim uzasadnieniu. Uprawdopodobnienie będzie wtedy dokonane, gdy strona tak uzasadni określone twierdzenie, takie przytoczy argumenty, że będzie można uznać, iż prawdopodobnie tak było lub jest. Koncepcja ta jest powszechnie przyjęta, podkreśla się jednak fakt, że twierdzenie uprawdopodobnione to nie to samo co udowodnione i w wyniku uprawdopodobnienia uzyskujemy niższy stopień pewności. ( E. Wengerek: Postępowanie zabezpieczające i egzekucyjne. Komentarz.). Problem sprowadza się w tym wypadku do znalezienia stopnia, miernika prawdopodobieństwa w odniesieniu do konkurencyjnych twierdzeń. Z tego punktu widzenia można wyróżnić hierarchię poziomów uzasadnienia konkretnego zdania:

a) możliwość - występujące wątpliwości nie wyłączają w pełni prawdziwości danego twierdzenia;

b) przypuszczenie, domysł – nie ugruntowane stanowisko mimo możliwych wątpliwości;

c) prawdopodobieństwo - uzasadnione stanowisko mimo możliwych wątpliwości;

d) wysokie prawdopodobieństwo - wszystkie istotne wątpliwości zostały usunięte;

e) pewność - wszystkie możliwe wątpliwości zostały usunięte;

Uprawdopodobnienie zostanie dokonane już wtedy, gdy wykazana zostanie możliwość, iż dany fakt zdarzył się, gdy będzie podstawa do przypuszczenia, że tak właśnie było. J. Ignatowicz jest zdania, że uprawdopodobnienie następuje już wtedy, gdy choć jeden ze stwierdzonych faktów pozwala na przypuszczenie, iż dana okoliczność zdarzyła się.( NP. 1951 nr 2 str.58). Podobne stanowisko przyjął B. Dobrzański wyrażając pogląd że do uprawdopodobnienia wystarczy przypuszczenie zaistnienia faktu na jaki się powołuje się strona (Krio, Komentarz, Warszawa 1975 s.812). Także W. Berutowicz jest zdania, że uprawdopodobnienie to środek, który nie daje pewności istnienia danego faktu, ale wskazując na taką możliwość czyni jedynie ten fakt prawdopodobnym ( Postępowanie cywilne w zarysie, Warszawa 1978, s. 156). K. Piasecki stwierdza natomiast że uprawdopodobnienie zakłada w zasadzie samą możliwość istnienia pewnych procesowo istotnych okoliczności i nie wymaga zgodności stwierdzeń (ustaleń) z rzeczywistym stanem rzeczy ( KPC - Komentarz -Warszawa, s. 812).

W tej sprawie Sąd wydający zaskarżany wyrok nie przedstawił w uzasadnieniu żadnych okoliczności które podważały by twierdzenia powoda zawarte we wniosku i dołączonych do niego dokumentów. Pominął także treść załączonych dokumentów, którym w konsekwencji przez niedopuszczenie prawidłowo ustanowionego pełnomocnika odmówił jakiejkolwiek wiarygodności, co w połączeniu z istotą uprawdopodobnienia jest poważnym naruszeniem przepisów prawa procesowego. Wobec takiego stanu rzeczy Sąd działał w tym wypadku bez żadnych ustaleń faktycznych, polegając jedynie na własnym przeświadczeniu, którego nawet nie przedstawił w uzasadnieniu. Już nawet przedstawienie samych surogatów dowodów na poparcie twierdzeń, że pozwany ustanowił pełnomocnika, winno w tym wypadku skutkować jego skutecznym umocowaniem w sprawie i możliwością rozpoznania złożonych przez niego wniosków. Powinno być wystarczające dla Sądu dla przyjęcia uprawdopodobnienia o przyjęciu przez pełnomocnika pełnomocnictwa i zamiaru działania w interesie pozwanego. Uprawdopodobnienie stanowi prawne ułatwienie dla strony dokonującej czynności procesowej, przyznane przez ustawodawcę. Dlatego uchybieniem procesowym będzie żądanie przez Sąd, aby przeprowadzono dowód, jeżeli kodeks zezwala na korzystanie z uprawdopodobnienia. Wynika to zresztą z treści przepisu art. 243 k.p.c.,, Zachowanie szczegółowych przepisów o postępowaniu dowodowym nie jest konieczne(...). Sąd winien uwzględniać jak najmniej sformalizowane sposoby uprawdopodobnienia, a przy tym dające się łatwo przeprowadzić. Uchybieniem będzie zbyt formalistyczne traktowanie przez Sąd poszczególnych środków uprawdopodobnienia. Uprawdopodobnienie określonej okoliczności nie jest równoznaczne z jej pełnym udowodnieniem. Wystarczają także dowody pośrednie i domniemania faktyczne, czyli wyciąganie logicznych wniosków o faktach na podstawie innych ustalonych faktów. Takie rozumienie pojęcia "uprawdopodobnienie" zostało ugruntowane w orzecznictwie na tle przepisów z różnych dziedzin prawa. Uprawdopodobnienie stanowi swego rodzaju wyjątek od zasady udowodnienia pozwalający na wykazywanie mniejszego stopnia pewności, że dany skutek wystąpi. Może, ale nie musi prowadzić do udowodnienia faktu. Ten wyjątek od zasady udowodnienia działa na korzyść strony, której przepis ustawy dozwala na wykazywanie mniejszego stopnia pewności, że dany skutek nastąpi, o ile według zasad logicznego rozumowania można domniemywać, że taki skutek może nastąpić. Chodzi więc nie o przeprowadzenie dowodu czyniącego fakt absolutnie pewnym, lecz o wskazanie okoliczności wystarczających do powzięcia przekonania o prawdopodobieństwie faktu. Według 243 k.p.c., zachowanie szczegółowych przepisów o postępowaniu dowodowym nie jest konieczne, ilekroć ustawa przewiduje uprawdopodobnienie zamiast dowodu. Ujmując rzecz skrótowo, można więc powiedzieć, że uprawdopodobnienie jakiejś okoliczności nie wymaga jej udowodnienia. Oczywiście, do uprawdopodobnienia mogą być wykorzystane dowody, ale uprawdopodobnieniu mogą służyć np. twierdzenia stron. Wprawdzie w zasadzie same takie twierdzenia nie mogą stanowić wyłącznej podstawy uprawdopodobnienia, ale jeżeli ich treścią są okoliczności prawdopodobne w świetle przeprowadzonych dowodów, twierdzenia strony mogą być źródłem uprawdopodobnienia. Dla rozumowania prowadzącego do uprawdopodobnienia szczególnie przydatne jest wykorzystanie instytucji domniemań faktycznych (art. 231 k.p.c.), przy czym za uprawdopodobnione mogą być uznane te fakty, które można wyprowadzić z innych faktów już uprawdopodobnionych. Przy uprawdopodobnieniu można też w pełni oprzeć się zarówno na faktach powszechnie znanych, jak i znanych sądowi urzędowo (art. 228 k.p.c.). Postanowienie Sądu Najwyższego - Izba Cywilna z dnia 20 sierpnia 1996 r. II CKU 2/96 OSNC 1996/12 poz. 166;

 

Należy zarzucić Sądowi Okręgowemu, że dla oceny wiarygodności i mocy dowodowej dowodów przedstawionych przez pozwanego, posłużył się kryterium ich zgodności z innymi dowodami wyłącznie przedstawionymi przez powoda. Moc dowodowa i wiarygodność tych innych dowodów powinny jednak być na tyle duże, żeby nie nasuwały wątpliwości. Nie da się jednak tego stwierdzić, co do dowodów, których moc i wiarygodność podważa pozwany, bez przeprowadzenia dowodów powołanych przez niego dla wykazania prawdziwości jego twierdzeń. Tymczasem sąd pierwszej instancji, odmówił przeprowadzenia takich dowodów mimo wyraźnego wskazania o konieczności przeprowadzenia postępowania dowodowego zawartego w uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z dnia 25 października 2006 r. uchylającego poprzednie orzeczenie Sądu Okręgowego w Gdańsku. W ramach tych zaleceń przebija się najwyraźniej konieczność weryfikacji przedstawionych przez powoda dowodów, opierających się wyłącznie na treści i uzasadnieniu wyroku Sądu Lustracyjnego zapadłego w jego sprawie z dowodami nieznanymi i ujawnionymi po tym fakcie, o których przeprowadzenie wnioskował pozwany. Wobec powyższego kolejnym zagadnieniem jest obecnie ustalenie, jaki walor dla sądu cywilnego ma przedstawione przez powoda orzeczenie sądu lustracyjnego. Zarówno wyrok ,,uniewinniający’’ w postępowaniu lustracyjnym, jak i postanowienie o umorzeniu śledztwa są dokumentami urzędowymi w rozumieniu art. 244 k.p.c.. Przepis art. 252 k.p.c. nie wyłącza możliwości zwalczania prawdziwości dokumentu urzędowego, a jedynie reguluje zagadnienie ciężaru dowodu przy obalaniu domniemania, z którego korzystają dokumenty urzędowe, o jakich mowa w art. 244 k.p.c.. Ta strona, która zaprzecza prawdziwości dokumentu urzędowego, powinna to udowodnić. Stosownie bowiem do treści art. 11 k.p.c., sąd w postępowaniu cywilnym nie jest związany ustaleniami wydanego w postępowaniu lustracyjnym orzeczenia uznającego co do popełnienia kłamstwa lustracyjnego. Nie mają natomiast mocy wiążącej w postępowaniu cywilnym zarówno inne ustalenia wyroku lub postanowienia wydane w postępowaniu lustracyjnym, jak i wszelkie inne ustalenia orzeczenia ,,skazującego’’ poza ustaleniami co do popełnienia kłamstwa lustracyjnego. Zarówno wyrok ,,uniewinniający’’, jak i o umorzeniu postępowania, są dokumentami w rozumieniu art. 244 k.p.c., ale ich moc dowodową powinien sąd cywilny ocenić według swego uznania - podobnie jak każdy inny dowód. Przepis art. 252 k.p.c. nie wyłącza możliwości zwalczania prawdziwości dokumentu urzędowego, a jedynie reguluje zagadnienie ciężaru dowodu przy obalaniu domniemania, z którego korzystają dokumenty urzędowe, o jakich mowa w art. 244 k.p.c.. Ta strona bowiem, która zaprzecza prawdziwości dokumentu urzędowego albo twierdzi, że zawarte w nim oświadczenia organu, od którego dokument pochodzi, są niezgodne z prawdą, powinna te okoliczności udowodnić. Pozwanemu, przez błędne zastosowanie przepisu art. 232 k.p.c. oraz art. 386 § 6 k.p.c., uniemożliwiono udowodnienie nieprawdziwości zawartego w dokumencie urzędowym stwierdzenia, że powód nie był tajnym współpracownikiem SB. Niedopuszczalne ograniczenie postępowania dowodowego w rażący sposób miało wpływ na treść zaskarżanego orzeczenia. Odmienne stanowisko zajęte przez Sąd Okręgowy w omawianej wyżej kwestii narusza wymienione przepisy prawne.

Sąd Okręgowy w toku rozprawy cywilnej powinien ujawnić treść dokumentów z akt lustracyjnych, które uznaje za dowody, w prowadzonej sprawie cywilnej, aby umożliwić stronom zajęcie stanowiska co do każdego z tych dokumentów. Dokumentami bowiem w rozumieniu art. 244 k.p.c. nie są akta karne w całości, lecz poszczególne protokoły przesłuchań świadków, biegłych, oskarżonych, opinie biegłych itp. zawarte w aktach lustracyjnych. Szczególnie gdy opiera się w wyrokowaniu na orzeczeniu sądu lustracyjnego. Ogólne zaliczenie na rozprawie w poczet dowodów obszernych akt innego postępowania, nie przewidziane przepisami k.p.c., może postawić strony w sytuacji zaskoczenia, gdyż nie mogą one przewidzieć, które z dokumentów Sąd weźmie pod uwagę przy wydawaniu wyroku. Uzasadnienie wyroku sądu lustracyjnego, na którym w dużym stopniu może być oparte uzasadnienie wyroku wydanego w sprawie, stanowi jedynie dowód, że sąd lustracyjnego tak, a nie inaczej ustalił i ocenił określone fakty, nie stanowi zaś dowodu ich istnienia, nie może więc w sprawie cywilnej zastąpić dokonania przez sąd samodzielnych ustaleń w kwestionowanym przez pozwanego zakresie dotyczącym złożenia przez powoda nieprawdziwego oświadczenia lustracyjnego.

Wskazania co do dalszego postępowania wyrażone w uzasadnieniu orzeczenia Sądu Apelacyjnego z dnia 25.10.2006 r. dotyczą sposobu usunięcia stwierdzonych przez ten sąd uchybień, oraz zakresu w jakim może być wykorzystany materiał i czynności procesowe z poprzedniego postępowania. Wskazania te mają wytyczyć właściwy kierunek działania sądu I instancji przy ponownym rozpoznaniu sprawy. Sąd I instancji jest nimi związany i nie podlegają one ocenie, co do trafności czy skuteczności szczególnie co do potrzeby czy przydatności ich wykorzystania w sprawie. Skoro Sąd Apelacyjny stwierdził, że nie przeprowadzono, co do istoty żadnego zgłoszonego przez pozwanego dowodu w sprawie, a wykonane przez Sąd Okręgowy przesłuchanie stron było całkowicie wadliwe, nie mógł szczegółowo się odnieść i wskazać konkretnych czynności, które należy wykonać.

Jednak nakazane Sad Apelacyjny umożliwienie inicjatywy dowodowej pozwanemu sprowadza się w tym wypadku do nakazu przeprowadzenia postępowania dowodowego w zakresie wskazywanym przez pozwanego w toku sprawy. Tak więc zakres nakazanego zaleceniami postępowania dowodowego jest otwarty, jednak nie można prawa do przeprowadzenia wskazanych przez pozwanego dowodów arbitralnie ograniczyć. Nie jest on jedynie z powodu braku możliwości kontroli przez Sąd Apelacyjny szczegółowo wskazany, gdyż Sąd Okręgowy nie przeprowadził żadnego dowodu.

Ponadto Sąd Okręgowy winien ustalić treść nowych dowodów, które do tej pory nie były wykorzystane przy postępowania lustracyjnym powoda, i określić ich wpływ na treść i wymowę dotychczasowych ustaleń z postępowania lustracyjnego. Sąd Okręgowy tego nie uczynił. Należało ustalić, czego Sąd Okręgowy nie uczynił, jakie to są dowody, bo nawet nie miał takiej możliwości, gdyż nie zna treści akt procesu lustracyjnego powoda. W sposób całkowity uchylił się więc od wypełnienia wiążących go zaleceń.

Innym zagadnieniem jest pozbawienie pozwanego możliwości podważenia mocy dowodowej i wiarygodności wymienionych dowodów przez odmowę Sądu przeprowadzenia dowodów, o przeprowadzenie których wnosił. W efekcie brak przeprowadzenia tych dowodów skutkował wadliwymi ustaleniami faktycznymi Sądu. Wskazanie licznych uchybień Sądu Okręgowego w uzasadnień wyroku Sądu Apelacyjnego stanowi nałożenie obowiązku ich usunięcia przy ponownym rozpoznaniu sprawy w sądzie niższej instancji, w szczególności przeprowadzenia wskazanych dowodów pierwotnie zgłoszonych przez pozwanego. Nakazano konieczność umożliwienia przeprowadzenia przez pozwanego dowodu ,,prawdy” swych twierdzeń i zarzutów wobec powoda. Sąd Okręgowy tego nie uczynił całkowicie pomijając wskazania Sądu Apelacyjnego. Podważył także w uzasadnieniu jakąkolwiek możliwość żeby zarzuty pozwanego były prawdziwe i podał to jako przyczynę odmowy ich przeprowadzenia.

Obowiązek sądu z art. 217 k.p.c. nie może sięgać do oceny wypowiedzi pozwanego w trakcie rozprawy, dla zamierzonego lub niezamierzonego wywołania odpowiedniej dyspozycji procesowej pozwanego, gdyż informacja taka stanowi niezgodne z treścią art. 233 i 316 k.p.c. wnikanie w materialno-prawną ocenę treści i skuteczności czynności procesowych uprzedzające właściwe rozpoznanie sprawy i staje się w ten sposób wypowiedzeniem się o zakładanym z góry wyniku procesu. Analizując rozstrzygane zagadnienie, nie można również tracić z pola widzenia faktu, że wydanie wyroku przez sędziego jest czynnością złożoną, zarówno w aspekcie intelektualnym, jak i formalno-procesowym. Koncepcja wyroku (rozstrzygnięcia) dojrzewa w umyśle sędziego wraz z przebiegiem postępowania, jest kształtowana przez prowadzone dowody, a także argumenty stron, wiedzę prawniczą sędziego, jego doświadczenie życiowe, poczucie sprawiedliwości itd., a swój jurysdykcyjny wyraz uzyskuje dopiero po zamknięciu rozprawy, w chwili spisania sentencji i podpisania jej.

Nie może więc być wątpliwości, na tle przedstawionych faktów, co do tego, że sędzia przewodnicząca, przez swoje jawnie stronnicze wypowiedzi, w rażący sposób uchybiła swym uprawnieniom przez wykraczający poza jej zadania sposób kierowaniu rozprawą i takimi ocenami oświadczeń pozwanego, które świadczą o tym, że miała z góry wyrobione zdanie na temat sporu pomiędzy stronami i wyraźnie przyznawała rację stronie powodowej oraz dawała świadectwo swemu przekonaniu o zakładanym z góry wyniku procesu. Wypowiedzi sądu w uzasadnieniu wskazują na zaistnienie przedwczesnego (tzn. wyprzedzającego orzeczenie) ustosunkowania się do istoty sprawy.

Zasadny jest także zarzut skarżącego kwestionujący prawidłowość stanowiska Sądu Okręgowego, polegający na nieuwzględnieniu innych wniosków pozwanego zmierzających do przeprowadzenia określonych dowodów i wniosków o ich przeprowadzenie. Dotyczy to w szczególności odmowy zażądania akt SB zarchiwizowanych w IPN. Gdy pozwany nie ma możliwości wglądu do tych akt, wymaganie od niego sformułowania absolutnie precyzyjnej tezy dowodowej jest żądaniem dokonania czynności niemożliwej. Zażądanie wymienionych akt sprawy, której przedmiotem były okoliczności będące okolicznościami istotnymi w rozpoznawanej sprawie, jest uzasadnione dążeniem do pełnego jej wyjaśnienia. Podstawą oddalenia wniosku o przeprowadzenie dowodu nie może być stwierdzenie, że na podstawie innych dowodów okoliczność, na którą powołany został dowód, została już ustalona, jeżeli powołany dowód zmierza do obalenia tego ustalenia. Dokumentacja ta pozwala jednoznacznie udowodnić prawdę pozwanemu, w którą Sąd I instancji wątpi dlatego, że przez pomijanie najistotniejszych dowodów przedstawianych przez pozwanego pozbawia go możliwości dowiedzenia prawdy.

Dokumenty z akt zgromadzonych przez IPN Oddz. Gdańsk na użytek realizacji wniosku Lecha Wałęsy o przyznanie mu statusu osoby pokrzywdzonej, poświadczają, że Lech Wałęsa, jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Bolek”, pobierał wynagrodzenie za składanie donosów na swoich współpracowników z Wydziału

W-4 Stoczni Gdańskiej. Fakt, że Lech Wałęsa zaprzecza, jakoby w przeszłości był agentem SB, stanowi dowód, że w obronie własnego interesu gotów jest kłamać nie tylko wobec opinii publicznej, ale nawet instytucji państwowych (Sąd Lustracyjny).

Odmowa przesłuchania świadków oraz brak jakiekolwiek uzasadnienia, dlaczego ich szeroka wiedza o powodzie została odrzucona, szczególnie wobec braku wiedzy Sądu o faktach z innych źródeł, jest poważnym uchybieniem procesowym mającym wpływ na wynik sprawy. Przede wszystkim postępowanie takie narusza prawa pozwanego zawarte w art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Sąd, pomijając wszystkie, złożone przez pozwanego wnioski dowodowe o charakterze osobowym, zmierzających do wyjaśnienia okoliczności spornych, przy czym Sąd Okręgowy postanowienia o pominięciu tych wniosków ani nie uzasadnił, ani też nie wskazał podstawy prawnej tego rozstrzygnięcia, ograniczył tym samym konstytucyjne prawa pozwanego do sprawiedliwego procesu. Sąd bez wymaganego uzasadnienia odmówił dopuszczenia dowodów z materiałów archiwalnych znajdujących się w dyspozycji IPN, przy czym domniemane uznanie przez Sąd owych dokumentów za nieprzydatne dla rozstrzygnięcia sprawy przed zapoznaniem się z nimi, stanowi nieuprawnioną antycypację ich treści i powoduje stan nie wyjaśnienia wszystkich okoliczności sprawy.

Jak wynika z treści art. 328 § 2 k.p.c., samo przytoczenie w uzasadnieniu przepisu prawa nie stanowi wyjaśnienia podstawy prawnej rozstrzygnięcia. Spełnienie tego warunku ma miejsce wówczas, gdy w uzasadnieniu zostaje przeprowadzona z punktu widzenia prawnego analiza ustalonego w sprawie stanu faktycznego. Tego rodzaju ocena jest niezbędna szczególnie w tych wypadkach, gdy materiał sprawy daje podstawę do różnorodnych wniosków prawnych.

Sąd I instancji ocenia wiarygodność i moc dowodów według własnego przekonania, przy czym winien to jednak czynić na podstawie wszechstronnego rozważenia całego zebranego materiału dowodowego. Sprawdzianem tego, czy sąd należycie wykonał obowiązek wszechstronnego rozważenia zebranego materiału dowodowego, jest uzasadnienie orzeczenia, w którym winien się on m. in. wypowiedzieć, co do faktów, które uznał za udowodnione, dowodów, na których się oparł i przyczyn dla których innym dowodom odmówił wiarygodności i mocy dowodowej (art. 328 § 2 k.p.c.).

Przewidziany w art. 328 § 2 k.p.c. obowiązek wskazania przyczyn, dla których sąd odmówił określonym dowodom wiarygodności i mocy dowodowej, istnieje tylko wtedy, gdy dowody te mogłyby doprowadzić do obalenia ustalonych przez sąd faktów, stanowiących podstawę faktyczną rozstrzygnięcia. Brak wskazania przyczyn odmówienia przeprowadzenia dowodów przedstawionych przez pozwanego i nieokreślenie, dlaczego te dowody nie mogły obalić treści przedstawionych przez powoda dokumentów i zeznań korzystnych dla niego, jest poważnym uchybieniem procesowym. W takim wypadku uchybienie takie mogło mieć wpływ na wynik sprawy i dlatego uzasadnia podstawę apelacji.

Według art. 316 § 1 k.p.c. wydanie wyroku następuje wówczas, gdy po zamknięciu rozprawy sąd uzna, że sprawa jest dostatecznie wyjaśniona do stanowczego rozstrzygnięcia stosunku prawnego. Dostateczne wyjaśnienie sprawy oznacza wyjaśnienie jej pod względem faktycznym, zgodnie z wymaganiami podstawowej zasady postępowania - prawdy obiektywnej oraz zasady kontradyktoryjności. Wyjaśnieniu sprawy służą środki dowodowe, które winny być poddane ocenie według zasady określonej w art. 233 § 1 k.p.c., przy czym swobodna ocena dowodów nie może być utożsamiana z arbitralnością sądu w tym zakresie, jak to miało miejsce w niniejszej sprawie.

Natomiast uzasadnienie wyroku powinno, według wiążącej procesowo sąd dyrektywy wynikającej z art. 328 § 2 k.p.c., wskazywać między innymi na podlegające kontroli instancyjnej przyczyny, dla których sąd przeprowadzonym środkom dowodowym odmówił wiarygodności i mocy dowodowej, co ma na celu m. in. umożliwienie sądowi apelacyjnemu przeprowadzenie kontroli instancyjnej - wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie z dnia 22 września 1992 r. III AUr 226/92 OSAiSN 1994/3 poz. 14 str. 37.

Uzasadnienie orzeczenia zawierające jedynie opis poszczególnych elementów stanu faktycznego, bez wniosków z nich wynikających i bez dokonania ustalenia stanu faktycznego istotnego dla rozstrzygnięcia sprawy nie spełnia wymagań art. 328 § 2 k.p.c. Uzasadnienie zaskarżanego wyroku pod tym względem nie czyni zadość normom zawartym we wskazanym przepisie.

Twierdzenia skarżącego nie zostały przez Sąd I instancji w żaden sposób podważone poza gołosłownymi twierdzeniami zawartymi w uzasadnieniu i protestami powoda i jego pełnomocnika. Pominięcie przez Sąd, przy wydawaniu zaskarżanego wyroku, załączonych dokumentów, nie przesłuchanie zaoferowanych Sądowi przez pozwanego świadków i szczegółowej dokumentacji oraz nawet pominięcie zeznań i wyjaśnień złożonych w toku rozprawy i odpowiedzi pozwanego na pozew, pominięcie zasad przewidzianych dla orzekania w sprawach cywilnych, brak uzasadnienia do podjętej decyzji, żądanie udowodnienia prawa, a nie faktu, w konsekwencji spowodowały niekorzystne dla skarżącego orzeczenie.

Przechodząc dalej od zagadnienia niedopuszczalnego ograniczenia przez Sąd Okręgowy postępowania dowodowego i wydając wyrok opierający się praktycznie wyłącznie na gołosłownych zeznaniach powoda, należy stwierdzić, że Sąd pominął wiele innych kwestii.

Pozwany jest dziennikarzem. Wykazanie przez dziennikarza, że przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych działał w obronie społecznie uzasadnionego interesu oraz wypełnił obowiązek zachowania szczególnej staranności i rzetelności, uchyla bezprawność działania dziennikarza. W orzecznictwie tym istnieją wyroki traktujące odpowiedzialność dziennikarską bardziej w ten sposób, w których Sąd Najwyższy dopuszczał wyłączenie odpowiedzialności dziennikarza za naruszenie czci w publikacji prasowej, mimo nieprawdziwości zarzutu (np. wyroki z dnia 5 marca 2002 r. I CKN 535/2000 i z dnia 14 maja 2003 r. I CKN 463/2001 OSP 2004/4 poz. 22).

Kryteria wynikające z art. 12 ust. 1 Prawa prasowego, czyli zachowanie przez dziennikarza szczególnej staranności i rzetelności, uzasadniają tezę, iż zachowanie przez dziennikarza wymaganej staranności odpowiada działaniu zgodnemu z prawem, przy czym o zgodności tej zaświadcza już samo tylko dążenie do ustalenia prawdy, co niewątpliwie, pozwany spełnił. Ze względu na zadania prasy oraz telewizji i obowiązki dziennikarzy, ich odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych doznaje istotnej modyfikacji w porównaniu do zasad odpowiedzialności dotyczących innych osób, a wymaganie, żeby rzetelne informowanie oznaczało bezwzględne przestrzeganie przez dziennikarzy prawdziwego przedstawiania zjawisk, prowadziłoby do istotnego ograniczenia możliwości wypełniania zadań stojących przed prasą i telewizją w demokratycznym społeczeństwie.

W orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wyrażony został pogląd, iż nie da się zaakceptować sytuacji, w której dziennikarz może formułować krytyczne oceny wyłącznie pod warunkiem, że wykaże ich prawdziwość. Wyłączenie odpowiedzialności dziennikarza za naruszenie czci w publikacji prasowej, następuje pomimo nie wykazania prawdziwości zarzutu w różnych sytuacjach. Należy wymienić wyroki z dnia 23 października 1973 r. II CR 557/73 i z 8 października 1987 r. II CR 269/87 (OSNCP 1989/4 poz. 66), w których decydujące znaczenie, także z punktu widzenia bezprawności, przypisano zachowaniu szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych.

Radykalnie i jednoznacznie omawiany pogląd sformułował Sąd Najwyższy w wyrokach z dnia 5 marca 2002 r. I CKN 535/2000 i z dnia 14 maja 2003 r. I CKN 463/2001 (OSP 2004/2 poz. 22). W wyroku z dnia 5 marca 2002 r. Sąd Najwyższy stwierdził, że w niektórych sytuacjach bezprawność może być uchylona, mimo nie wykazania, iż fakty objęte informacją rzeczywiście zaistniały. Sąd Najwyższy wskazał że - przy uwzględnieniu art. 10 ust. 1 i art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego - nie ma podstaw do przypisania dziennikarzowi absolutnej odpowiedzialności w tym sensie, by dziennikarz odpowiadał tylko z racji zaistnienia niezgodności faktów wynikających z informacji z rzeczywistym stanem rzeczy.

Nie przeprowadzenie dowodu prawdy nie przesądza o odpowiedzialności dziennikarza na podstawie art. 24 k.c., jeżeli dziennikarz nie zaniedbał wypełnienia obowiązków, o których mowa w art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego, spełnienie bowiem tych obowiązków stanowi podstawę zakwalifikowania jego działania jako zgodnego z prawem. Dlatego, w ocenie Sądu Najwyższego, zgodne z tym przepisem działanie dziennikarza uchyla bezprawność nieprawdziwej informacji naruszającej dobro osobiste innej osoby, choćby tzw. dowód prawdy nie został przeprowadzony.

W wyroku z dnia 14 maja 2003 r. Sąd Najwyższy wyraził pogląd, że zachowanie przez dziennikarza, działającego w obronie interesu społecznie uzasadnionego, szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiału prasowego, powoduje, że jego opublikowanie nie jest działaniem bezprawnym także wtedy, gdy okaże się, że materiał ten zawiera informacje nieprawdziwe. Sąd wskazał, że obowiązki rzetelnego informowania (art. 1 Prawa prasowego i prawdziwego przedstawiania zjawisk (art. 6 ust. 1 Prawa prasowego) nie mogą być utożsamiane z wymaganiem wykazania prawdziwości zarzutów. Prowadziłoby to, przy ograniczeniu środków pozostających w dyspozycji dziennikarzy, do istotnego ograniczenia możliwości wypełniania zadań stojących przed prasą w demokratycznym społeczeństwie. Powinność realizowania przez dziennikarzy zadań stojących przed prasą wpływa na ukształtowanie ich praw i obowiązków w sposób określony w art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego. Uczynienie im zadość - działanie ze szczególną rzetelnością i starannością oraz działanie w obronie społecznie uzasadnionego interesu - są wystarczające dla wyłączenia bezprawności. Działanie wypełniające obowiązki nałożone przez ustawę nie może być uznane za bezprawne.

Określenie w art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego zasad postępowania dziennikarza powoduje, że działanie czyniące zadość tym zasadom nie może być uznane za naruszające prawo, przy czym nie ma podstaw do uznania, by wykazanie prawdziwości zarzutu stanowiło konieczną przesłankę wyłączenia bezprawności. Po drugie, spełnienie wymagań zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i publikowaniu materiałów prasowych stanowi kryterium istotne dla stwierdzenia (wyłączenia) bezprawności, a nie tylko winy. Po trzecie, warunkowanie dopuszczalności publikowania krytycznych materiałów koniecznością wykazania ich prawdziwości, przy uwzględnieniu rzeczywistych możliwości dziennikarzy, prowadziłoby do ograniczenia wolności prasy i zdolności realizowania przez nią doniosłych dla życia publicznego zadań.

Stanowisko wyrażone przez Sąd Najwyższy w powołanych orzeczeniach także znajduje oparcie w piśmiennictwie, w którym wskazuje się, że bezprawność naruszenia dobra osobistego jest wyłączona, gdy działanie mieści się w ramach porządku prawnego. Jeżeli dziennikarz realizuje zadania postawione przed prasą i telewizją, występując w obronie społecznie uzasadnionego interesu i spełniając obowiązki nałożone na niego przez Prawo prasowe, nie może być uznany za działającego niezgodnie z prawem. Dziennikarz nie narusza w takiej sytuacji ani normy prawnej, ani zasad współżycia społecznego, a to oznacza, że nie działa bezprawnie. Jeżeli zatem za ujawnieniem danej informacji w określonym czasie przemawiał ważny interes społeczny, a dziennikarz z zachowaniem zasad staranności i rzetelności ustalał fakty i sprawdzał ich prawdziwość, nie ma podstaw do zakwalifikowania jego działania jako bezprawnego.

W tym nurcie rozważań akcentuje się brak podstaw, by - przy zachowaniu powyższych wymagań - domagać się dowodu prawdy i traktować ten dowód jako nieodzowną przesłankę wyłączenia bezprawności. Społeczna funkcja i rola prasy wymaga dużej staranności przy zbieraniu, ocenie i publikacji materiałów, ale jednocześnie uzasadnia poprzestanie na wymaganiach rzetelności i staranności oraz działania w celu ochrony interesu społecznego, bez konieczności wykazania prawdy.

Potwierdzają to również poglądy przedstawicieli doktryny, którzy miernik staranności rozpatrują na płaszczyźnie bezprawności, a nie tylko winy, bądź na pograniczu winy i bezprawności. Jak się wskazuje, przy ocenie bezprawności nie można abstrahować od obiektywnych mierników i wzorców postępowania: brak przekroczenia „wzorca staranności” wpływa na ocenę bezprawności. Zachowanie naruszające cudze dobro może być uznane za bezprawne tylko wtedy, gdy wykracza przeciwko obowiązkom (zakazom lub nakazom), popadając w sprzeczność z normami prawa lub zasadami współżycia społecznego. Odrzuca się w ten sposób koncepcję bezprawności wyłącznie ze względu na skutek. Bezprawność działania i jej wyłączenie oceniać należy nie tylko z punktu widzenia poszkodowanego - ze względu na skutek - ale także z punktu widzenia działania sprawcy, zgodnego lub niezgodnego z obiektywnymi wzorcami postępowania.

Podkreśla się również, że bezwzględne żądanie od dziennikarza wykazania prawdziwości zarzutu, to postawienie przed nim nierealnych wymagań ścisłości ustaleń porównywalnych z możliwymi do uzyskania w postępowaniu prowadzonym przez powołane i przygotowane do tego organy państwowe, a to mogłoby oznaczać „koniec wolności słowa”, a w każdym razie znacząco krępować prasę w realizowaniu jej funkcji.

Rozważaniu wskazanych kwestii na tle polskiego kodeksu cywilnego i Prawa prasowego towarzyszy często powoływanie się na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, oparte na art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Przepis ten stanowi, że każdy ma prawo do swobody wypowiedzi. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Przewiduje również, że korzystanie z tych wolności pociągających za sobą obowiązki i odpowiedzialność może podlegać takim wymogom formalnym, warunkom, ograniczeniom i sankcjom, jakie są przewidziane przez prawo i konieczne w społeczeństwie demokratycznym, zaliczając do przesłanek tych ograniczeń ochronę dobrego imienia i praw innych osób.

W orzecznictwie Trybunału wolność wypowiedzi, wyrażająca się w wolności otrzymywania i przekazywania informacji, traktowana jest jako ostoja demokratycznego społeczeństwa. Nie jest to zasada bezwzględna, dopuszczalna jest bowiem ingerencja w określonych sytuacjach, np. w razie ochrony dobrego imienia i praw innych osób. Ingerencja ta powinna spełniać określone warunki, które formułuje się jako legalność, celowość i konieczność, co oznacza, że ograniczenie musi być przewidziane przez prawo; można jej dokonać tylko wtedy, gdy służy ochronie praw i wartości wymienionych w art. 10 ust. 2, a ograniczenie dokonane przez władze krajowe musi być konieczne w społeczeństwie demokratycznym.

W orzecznictwie Trybunału wyraźna jest tendencja do akcentowania pierwszorzędnego znaczenia wolnej debaty publicznej jako nieodzownego warunku funkcjonowania i rozwoju demokratycznego społeczeństwa, stąd przesłanka „konieczności” jej ograniczania jest traktowana dość surowo. Stwierdzenie naruszenia Konwencji ze względu na ingerencję niedostatecznie uzasadnioną nie jest uzależniane od rodzaju zastosowanej sankcji (karna czy cywilna), ani stopnia jej nasilenia, decyduje bowiem sama zasada i sposób wykładni art. 10. Dlatego, przy uznaniu, że pogwałcono swobodę wypowiedzi, może dojść do nakazania zapłaty odszkodowania, gdy zakwestionowanym orzeczeniem krajowym nakazano dziennikarzowi opublikowanie przeprosin oraz zasądzono jedynie symboliczną kwotę (orzeczenie z dnia 29 marca 2001 r. - Thoma przeciwko Luksemburgowi).

Na rzecz poglądu, że wykazanie prawdziwości zarzutu nie stanowi koniecznej przesłanki wyłączenia odpowiedzialności dziennikarza najczęściej powoływane są orzeczenia w sprawie cywilnej (Bladet Tromso i Stensaas przeciwko Norwegii, z dnia 20 maja 1999 r.) oraz karnej (Dalban przeciwko Rumunii, z dnia 28 września 1999 r.). W obu tych sprawach skargi zostały uwzględnione przez Trybunał, pomimo że postawione zarzuty nie zostały w pełni potwierdzone. W pierwszym z tych orzeczeń Trybunał zasadniczą wagę przywiązał do tego, czy wydawca (dziennikarz) mógł w chwili publikacji artykułów, a nie według kryteriów z późniejszego okresu, uważać określone źródło za wiarygodną podstawę informacji.

W drugim orzeczeniu Trybunał stwierdził, że Konwencja wyklucza, by wyrażanie przez dziennikarza krytycznych sądów było uzależnione od wykazania ich prawdziwości. Podobne stanowisko zajął Trybunał w sprawie Thorgeirson przeciwko Islandii (orzeczenie z dnia 25 czerwca 1992 r.), uwzględniając skargę, pomimo stwierdzenia, że zarzuty postawione w publikacji były pozbawione podstaw; zdaniem Trybunału, wymóg przedstawienia dowodu prawdy jest „wygórowany, a nawet wręcz niewykonalny”.

Orzecznictwo Trybunału i dokonywanej przezeń wykładni art. 10 Konwencji daje prymat bardzo silnej ochrony wolności wypowiedzi w debacie publicznej i do ograniczania dopuszczalnej ingerencji; Trybunał kieruje się założeniem, by ingerencja ta nie zniechęcała prasy do podejmowania i uczestniczenia w otwartych dyskusjach w sprawach „stanowiących przedmiot uzasadnionego zatroskania opinii publicznej”. W orzecznictwie najostrożniej należy stwierdzić, że wykazanie prawdziwości zarzutu nie jest uznawane za absolutnie konieczną i niezależną od innych okoliczności przesłankę wyłączenia odpowiedzialności sprawcy naruszenia czci, a nieprawdziwość zarzutu nie stanowi samodzielnej i wystarczającej przesłanki usprawiedliwiającej ingerencję w swobodę wypowiedzi.

Zgodnie z orzecznictwem Trybunału strasburskiego, swoboda wypowiedzi w debacie politycznej może być poddana tylko zawężającej interpretacji art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Obywatela (Lingens v. Austria, orzeczenie z 8 lipca 1986, Seria A no. 103, par.42; Castello v. Spain, orzeczenie z 23 kwietnia 1992 r. Seria A no. 236, par. 43). Trybunał wielokrotnie podkreślał, że swoboda ta obejmuje także fakty i opinie, które szokują opinię publiczna, obrażają, burzą ustalone poglądy i przekonania. polityczne. Bez takiej swobody nie może funcjonować społeczeństwo demokratyczne. (Handyside v. he United Kingdom, orzeczenie z 7 grudnia 1976, Seria A no. 24, p.23, par. 49 i Jerisld v. Denmark, orzeczenie z 23 sierpnia 1994 r. seria A no. 298, p. 26 par. 37). Zasady te powtórzył ETPCz w orzeczeniu Sokołowski v. Poland ….. i v. Turkey.

Stosunek przepisów obu ustaw dla rozważanego zagadnienia jest istotny w innym aspekcie. Został on dostrzeżony w uzasadnieniu wyroku Sądu Najwyższego z dnia 14 maja 2003 r., w którym stwierdzono, że ze względu na zadania prasy i obowiązki dziennikarzy, ich odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych doznaje w prawie prasowym istotnej modyfikacji w porównaniu do ogólnych zasad odpowiedzialności. Nie oznacza to zmiany podejścia do kwestii wzajemnego stosunku przepisów kodeksu cywilnego i prawa prasowego, jako przepisów, które wzajemnie się uzupełniają. Sąd Najwyższy wyraźnie zwrócił uwagę na konsekwencję takiej relacji przepisów: jeżeli do naruszenia dobra osobistego doszło w publikacji prasowej, przy stosowaniu art. 24 k.c. należy uwzględniać przepisy Prawa prasowego. Przy analizowaniu w takiej sprawie przesłanek wyłączenia bezprawności należy mieć na względzie także szczegółowe regulacje zawarte w Prawie prasowym. W takim znaczeniu można mówić o modyfikacji odpowiedzialności dziennikarzy w stosunku do zasad ogólnych. Należy położyć nacisk na obiektywne przesłanki staranności, gdyż te trudniej uznać za obojętne przy kwalifikowaniu zachowania sprawcy jako zgodnego lub sprzecznego z zasadami współżycia społecznego. Prawo prasowe określa powinności dziennikarza, przypisując mu obowiązki zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych (art. 12 ust. 1 pkt 1) oraz działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego (art. 10 ust. 1). Stwierdzony przy zastosowaniu kryteriów obiektywnych fakt zadośćuczynienia tym obowiązkom, powinien być czynnikiem uwzględnianym przy ocenie bezprawności działania. W przeciwnym razie wskazanym przepisom Prawa prasowego, związanym z doniosłymi zadaniami wolnej prasy, odmówi się należnego im znaczenia. Interes społeczny, w którym działał pozwany wyraża się przede wszystkim w urzeczywistnianiu zasad jawności życia publicznego i prawa społeczeństwa do informacji. Istotne znaczenie ma zatem właściwe rozumienie i ustalenie społecznie uzasadnionego interesu. Dotyczy on sfery życia publicznego, takiej więc, w ramach której można mówić zarówno o istnieniu potrzeby ważnej w demokratycznym społeczeństwie otwartej debaty publicznej, jak i o takim prawie do uzyskiwania informacji, które wymaga realizacji przez środki społecznego przekazu. Dlatego tak istotne znaczenie ma przewijające się we wszystkich rozważaniach słowo „publiczny”. Chodzi o osoby aktywnie działające na forum publicznym („osoby publiczne”), do których powód sam się zalicza i podkreślał przez całe postępowanie przed Sądem Okręgowym.

Działanie powoda nadal, choć już w minimalnym stopniu, wywiera wpływ na kształtowanie życia publicznego stanowi podstawę usprawiedliwionego zainteresowania społeczeństwa i związanego z nim prawa do uzyskania informacji na temat przeszłości powoda. Z tego też względu powszechnie przyjmuje się, że w odniesieniu do osób publicznych zakres dopuszczalnej krytyki jest szerszy, a udzielana ochrona słabsza. Regułą jest także, że chodzi o informacje dotyczące publicznej sfery życia tych osób, bo to w tej sferze zasadniczo ujawnia się potrzeba ważnej debaty publicznej. Działania opisane przez pozwanego właśnie tej sfery dotyczyły. Sporną publikacja, realizowała w ten sposób tak rozumiany, godny ochrony, interes społeczny.

Pozwany spełnił obowiązek wynikający z art. 12 ust. 1 Prawa prasowego, czyli zachował szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych. Przekazanie zawartej w spornej wypowiedzi informacji wynikało z usprawiedliwionego zainteresowania społeczeństwa oraz potrzeby publikacji. Działanie pozwanego nastąpiło dla realizacji społecznie uzasadnionego interesu oraz w spełnieniu przezeń w zakresie zachowania szczególnej staranności i rzetelności, wyłącza to bezprawność naruszenia tą publikacją dóbr osobistych. Dla wyłączenia bezprawności w tym wypadku nie jest konieczne wykazanie prawdziwości zarzutu zawartego w spornej wypowiedzi. Wykazanie prawdziwości zarzutu nie jest konieczną i niezależną od innych okoliczności przesłanką wyłączenia bezprawności naruszenia publikacją w mediach dóbr osoby trzeciej.

Sąd Okręgowy wymagał od pozwanego jako dziennikarza przeprowadzenia tzw. dowodu prawdy, powstaje jednak pytanie o podstawy takiego wymagania. Pozwanego jako dziennikarza obciąża obowiązek działania w obronie społecznie uzasadnionego interesu, że rzetelnie oraz starannie zebrane i zweryfikowane źródła stanowiły - według obiektywnych kryteriów - uzasadnioną podstawę do sformułowania zarzutu. Co miało miejsce gdyż powód jest wciąż w obszarze zainteresowania społecznego. Pozwany przedstawił świadków potwierdzających jego wersje wydarzeń, co świadczy o obiektywności pozwanego.

Ponadto przedstawił źródła z dokumentów archiwalnych, które to Sąd Okręgowy nie powołał jako dowody w sprawie i nie przeprowadził z nich dowodu, co już całkowicie pozbawiło pozwanego możliwości dowiedzenia prawdy lub chociażby wykazania należytej staranności przy zbieraniu informacji. Spełnienie wszystkich tych wymagań sprzeciwia się uznaniu, że wypowiedź pozwanego była działaniem bezprawnym.

Czyni także bezpodstawnym formułowanie dalszego wymagania - jednoznacznego ustalenia w procesie prawdziwości zarzutu. Wypowiedź określonej treści powinna podlegać kwalifikacji według stanu istniejącego w chwili jej upublicznienia. Wykazanie istnienia tzw. kontratypu w postaci działania dla realizacji społecznie uzasadnionego interesu, a ponadto zachowania szczególnej rzetelności i staranności w rozumieniu art. 12 ust. 1 Prawa prasowego, to wykazanie przesłanek decydujących o wyłączeniu bezprawności naruszenia dobra osobistego w chwili opublikowania wypowiedzi medialnej.

Gdy uwzględni się wszystkie wymagania, którym pozwany musiał sprostać, aby móc się skutecznie powołać na działanie w obronie społecznie uzasadnionego interesu oraz na zachowanie szczególnej staranności i rzetelności, nie sposób zarzucić pozwanemu, który wszystkie te reguły godziwego celu i właściwego postępowania respektował, że naruszył zasady współżycia społecznego. Spełniające tak określone wymagania działanie pozwanego nie zasługuje na uznanie go za naruszające zasady współżycia społecznego i nie powinno być napiętnowane jako bezprawne. Obowiązek pozwanego jako dziennikarza do prawdziwego przedstawiania zjawisk nie powinien być utożsamiany z bezwzględnie rozumianym wymaganiem udowodnienia prawdziwości zarzutu, przesłankę prawdziwości przekazywanych informacji należy bowiem odnosić do prawdziwości źródeł, czyli ich rzetelnego wyboru, sprawdzenia i przedstawienia. Na wykazaniu prawdziwości informacji w takim rozumieniu może polegać tzw. dowód prawdy, obciążający pozwanego w procesie o ochronę dóbr osobistych, które zostały naruszone jego wypowiedzią.

Warto przy tym dostrzec, że rola środków masowego przekazu nie sprowadza się tylko do dostarczenia informacji, jej celem jest często także przedstawienie faktów mające na celu otwarcie dyskusji, wyrobienie sobie przez odbiorców własnej opinii, zasygnalizowanie istnienia konkretnych zagrożeń czy pytań o prawdziwe oblicze historii. Rzeczowe i rzetelne przedstawienie sprawy umożliwia prawidłową realizację zadań masmediów i jednocześnie pozwala na zakwalifikowanie takiego działania jako mieszczącego się w granicach wolności słowa. Taki też był cel wypowiedzi telewizyjnej pozwanego.

Pozwany jako dziennikarz ma do dyspozycji ograniczone środki w zakresie ustalania faktów i że nie są one w żaden sposób współmierne do środków będących w dyspozycji organów ścigania lub wymiaru sprawiedliwości. Nie sposób w tej sytuacji wymagać takiej ścisłości ustaleń, jaką można uzyskać w sformalizowanych postępowaniach, pamiętając przy tym, że niejednokrotnie „dojście do prawdy” w tych postępowaniach pochłania wiele czasu. W piśmiennictwie powoływane jest często podsumowanie rozważań tego aspektu działania dziennikarzy, wyrażające się w stwierdzeniu, że „żądanie publikowania jedynie materiałów bazujących na informacjach o stuprocentowej pewności mijałoby się z elementarnymi zasadami doświadczenia życiowego”.

W jednym z powołanych wcześniej orzeczeń Europejski Trybunał Praw Człowieka ujął tę kwestię jeszcze bardziej lapidarnie, stwierdzając, że wymóg przedstawienia dowodu prawdy „jest wygórowany, a nawet wręcz niewykonalny”. Postawienie przed dziennikarzami wymagania absolutnego perfekcjonizmu prowadziłoby do jej poważnego skrępowania oraz - przed czym wyraźnie ostrzega Trybunał - zniechęcenia do podejmowania, w obawie przed odpowiedzialnością, ważnych, a przy tym często trudnych i złożonych problemów życia publicznego. W rezultacie ograniczałoby to doniosłą rolę wolnych środków masowego przekazu, będącej - co jest silnie eksponowane w orzeczeniach Trybunału - jednym z filarów demokratycznego państwa.

Należy przy tym podkreślić, że - wbrew formułowanej czasem opinii - wolność prasy nie jest przywilejem dziennikarzy, lecz atrybutem demokratycznego społeczeństwa. Należy podkreślić, co jest nie podważalne, że powód Lech Wałęsa walczył m.in. wolność prasy i telewizji oraz demokratyczne państwo i społeczeństwo, a dziś, gdy te wolne środki masowego przekazu przekazują niewygodne mu i jego interesom fakty, usiłuje procesami sądowymi zakneblować usta pozwanemu jako reprezentantowi wolnej opinii publicznej.

Pozwany niewątpliwie dołożył należytej staranności przy zbieraniu materiałów dotyczących spornej wypowiedzi, którą w procesie kwestionuje powód. Przede wszystkim, jak już wskazano w apelacji, pozwany jako dziennikarz i historyk dochował należytej staranności w myśl przepisów prawa prasowego. Sąd nie zainteresował się procesem zbierania materiałów do opublikowanej w telewizji wypowiedzi pozwanego. A stwierdzenie dochowania należytej staranności, wyłącza bezprawność rzekomego naruszenia dóbr osobistych powoda.

Sąd I instancji bezzasadnie myli konieczność dowiedzenie prawdy przez pozwanego na okoliczność spornego wydarzenia i przeprowadzenia dowodu ,,prawdy” i trudności w jego przeprowadzeniu w trakcie procesu, utożsamia brakiem rzetelności i należytej staranności po stronie pozwanego. Są to jak już wskazano w apelacji zupełnie dwie niezależne okoliczności wyłączające bezprawność rzekomego naruszenia dóbr osobistych powoda. W przypadku dziennikarza należy zbadać, poza okolicznościami dotyczącymi spornego wydarzenia, cały proces dochodzenia do spornych informacji w ujęciu zasad obowiązujących dziennikarza, a wynikłych z prawa prasowego, a których spełnienie skutkuje brakiem bezprawności wypowiedzi pozwanego. Sąd I instancji tego nie uczynił i wyłącznie na podstawie swego błędnego przyjęcia i błędnej oceny materiału dowodowego dotyczącego spornego wydarzenia, orzekł także o braku rzetelności i należytej staranności po stronie pozwanego, bez jakichkolwiek ustaleń co do jego warsztatu dziennikarskiego i metodyki pracy i zbierania materiałów.

Fakt przeprowadzenia badań historycznych na potrzeby dokonanej przez pozwanego wypowiedzi wskazuje na przeprowadzenie przez niego szerokich badań problemu. Pozwany niewątpliwie z zachowaniem zasad staranności i rzetelności ustalał fakty i sprawdzał ich prawdziwość, nie ma podstaw do zakwalifikowania jego działania jako bezprawnego. Należy także podkreślić, jak już wskazano w apelacji wymóg przedstawienia dowodu prawdy jest w tym momencie „wygórowany, a nawet wręcz niewykonalny” - (por. orzeczenie ETPC w sprawie Thorgeirson przeciwko Islandii (orzeczenie z dnia 25 czerwca 1992 r.).

W tym wypadku należy także podkreślić, jak już wskazano w apelacji, wymóg przedstawienia dowodu prawdy jest w tym momencie „wygórowany, a nawet wręcz niewykonalny” co najmniej z przyczyn obiektywnych utrudniony, jednak pozwany dysponował w należyty sposób potwierdzonym materiałem źródłowym, który jest wiarygodny gdyż pochodzi od bezpośrednich świadków wydarzeń i jest zbieżny z całością ustaleń pozwanego - (por. orzeczenie ETPC w sprawie Thorgeirson przeciwko Islandii (orzeczenie z dnia 25 czerwca 1992 r.).

Przy ocenie dochowania przez pozwanego dziennikarza obowiązku staranności i rzetelności przy zbieraniu materiału do spornej publikacji i jego wykorzystaniu okoliczność ta powinna także być uwzględniona. Dla dokonania takiej oceny nie jest wystarczająca ocena poszczególnych czynności podjętych przez dziennikarza, w oderwaniu od innych jego czynności, czy też dokonanie takiej oceny zawężonej do poszczególnych, bez uwzględnienia innych, etapów pracy dziennikarza. Ocena taka wymaga wzięcia pod uwagę rezultatów czynności podjętych już przez dziennikarza i w ich świetle (przy uwzględnieniu charakteru źródła informacji, jego wiarygodności itd.) rozważenia, czy dokonanie innych czynności było potrzebne, czy też zaniechanie ich podjęcia było usprawiedliwione, a jeżeli czynności te zostały dokonane, to czy było to działanie wystarczająco staranne i rzetelne.

W sytuacji, gdy ustalenia faktyczne stanowiące podstawę wydania zaskarżonego wyroku, m.in. w zakresie dotyczącym zachowania przez pozwanego dziennikarza rzetelności i staranności przy zbieraniu materiału o okolicznościach współpracy Lecha Wałęsy z SB i wykorzystaniu go w audycji telewizyjnej, dokonane zostały z naruszeniem przepisów postępowania, które to uchybienie mogło mieć istotny wpływ na wynik sprawy.

Kodeks postępowania cywilnego posługuje się pojęciem „istota sprawy” w wielu miejscach i w różnych kontekstach normatywnych. O wdaniu się w spór lub złożeniu wyjaśnień co do istoty sprawy jest mowa w art. 25 § 2, art. 202, 221, 1105 § 3, art. 1124, o odpowiedzialności co do istoty sprawy - w art. 105 § 2, o orzekaniu (rozstrzyganiu, wyrokowaniu) co do istoty sprawy - w art. 386 § 1 i 4, art. 393[8] § 2, art. 393[15], 405, 412 § 3, art. 477[14] § 2 i 3, art. 479[34] § 2, art. 518, 519[1] § 1, art. 521, 523, 524 § 1, art. 576 § 1, a o środku zaskarżenia co do istoty sprawy - w art. 394 § 1 pkt 9. Niekiedy - jak w art. 73 § 2 i art. 81 - kodeks posługuje się zbliżonym znaczeniowo zwrotem „istota spornego stosunku prawnego”.

Ten przegląd unaocznia, że ilekroć ustawodawca odwołuje się do pojęcia „istota sprawy”, zawsze nawiązuje do jej meritum, a więc do tych czynników postępowania, które warunkują orzeczenia o istocie żądań i twierdzeń stron. Przeważnie ustawodawca czyni to zresztą w celu odróżnienia zagadnień merytorycznych od kwestii czysto procesowych (formalnych, incydentalnych, wypadkowych), co ma, oczywiście, doniosłe znaczenie zarówno dla samej regulacji, jak i dla toku postępowania (jego skutków, doboru środków zaskarżenia, itd.). To rozróżnienie występuje najbardziej wyraziście na przykładzie art. 221 k.p.c., w którym jest mowa o zarzutach co do istoty sprawy, a więc o zarzutach sięgających meritum oraz, osobno, na zasadzie przeciwstawienia, o zarzutach formalnych.

Używając pojęcia „istota sprawy” ustawodawca pozostaje konsekwentny, gdyż tu także chodzi o materialny aspekt sporu, rzecz jednak w tym, że ustawodawca łączy to pojęcie, czego nie czyni w innych miejscach, z pojęciem „rozpoznanie”. „Rozpoznanie” zaś, wyrażenie normatywne występujące w tekście kodeksu postępowania cywilnego wielokrotnie to, mówiąc najogólniej, rozważenie oraz ocena poddanych przez strony pod osąd żądań i twierdzeń, a w konsekwencji załatwienie sprawy w sposób merytoryczny lub formalny, w zależności od okoliczności i procesowych uwarunkowań konkretnej sprawy. Zgodnie zresztą z treścią art. 2 § 1 kpc w związku z art. 2 i 3 ustawy z dnia 20 czerwca 1985 r. - Prawo o ustroju sądów powszechnych (Tekst jednolity: Dz. U. 1994 r. Nr 7 poz. 25 ze zm.) „rozpoznawanie” i „rozstrzyganie” spraw jest podstawowym zadaniem sądów powszechnych.

W świetle przeprowadzonego wywodu nie może budzić wątpliwości, że „rozpoznanie istoty sprawy” jest pojęciem węższym niż rozpoznanie i rozstrzygnięcie sprawy w ogóle, jak też, że nie może być utożsamiane ani kojarzone z rozpoznaniem tylko kwestii formalnoprawnych. Zgodnie bowiem z tym, co powiedziano, może ono oznaczać wyłącznie zbadanie materialnej (istotnej) podstawy żądania pozwu oraz, ewentualnie, merytorycznych zarzutów pozwanego; a zatem, a contrario, nierozpoznanie istoty sprawy to zaniechanie przez sąd tego właśnie badania. Oczywiście, zupełnie obojętna jest przyczyna zaniechania, może więc tkwić zarówno w pasywności sądu, jak i w błędnym - co pokaże dopiero kontrola odwoławcza - przyjęciu przesłanki niweczącej lub hamującej roszczenie, a w przypadku tej sprawy jest nią bądź wykazanie dowody prawdy bądź wykazanie przez pozwanego dziennikarza rodowodu rzetelności i należytej staranności w przygotowaniu wypowiedzi.

W konsekwencji, jak to wyłożono, nierozpoznanie istoty sprawy oznacza zaniechanie przez sąd pierwszej instancji zbadania materialnej (istotnej) podstawy żądania pozwu albo całkowite pominięcie merytorycznych zarzutów pozwanego. W szczególności dotyczących rzetelności i należytej staranności pozwanego jako dziennikarza przy zbieraniu materiałów do spornej wypowiedzi.

Skarżący podnosi iż w zakresie zgłoszonych przez niego merytorycznych zarzutów do powództwa, w zakresie prawdziwości zawartych w dokumentach przedstawionych przez powoda oświadczeń, że zawarte w nim oświadczenia organu, od którego dokument pochodzi, są niezgodne z prawdą - zostały całkowicie pominięte i pozostawione bez merytorycznego rozpoznania. Tak więc wobec braku jakiejkolwiek oceny we wskazanym powyżej zakresie w szczególności dotyczącej rzetelności i należytej staranności pozwanego jako dziennikarza, czego wyrazem jest uzasadnienie zaskarżanego wyroku, sąd nie dokonał rozpoznania sprawy w sposób prawidłowy, a tym samym naruszył normy procesowe, co miało istotny wpływ na wynik sprawy.

Pominięcie zarzutów pozwanego, dało w efekcie krzywdzący dla niego wyrok. Nie została nawet dogłębnie zbadana treść wypowiedzi pozwanego, której wynikiem jest rozpatrywana sprawa o naruszenie dóbr osobistych. Przy ocenie, czy doszło do naruszenia dobra osobistego, decydujące znaczenie ma nie tyle subiektywne odczucie osoby żądającej ochrony prawnej, ile to, jaką reakcję wywołuje w społeczeństwie to naruszenie. Podkreśla się przy tym, że przy ocenie, czy doszło do naruszenia dobra, którego ochrony domaga się osoba składająca żądanie, należy brać pod uwagę całokształt okoliczności, a nie np. zwrot wyrwany z całej wypowiedzi. Podobne stanowisko zajął też Sąd Najwyższy w tezie wyroku z dnia 11 marca 1997 r., III CKN 33/97 (OSNC 6- 7/97, poz. 93).

Pominięto i nie rozpoznano zarzutów pozwanego co do braku bezprawności jego wypowiedzi i zupełnie tej sprawy nie zbadano w trakcie postępowania dowodowego. Pozwany w czasie przesłuchania przez sąd wyraźnie powiedział, że jego działanie było prawnie dozwolone i chronione przez konstytucyjne zasady wolności słowa i wolności prasy (art. Konstytucji RP, art. 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Obywatela) i prawo prasowe (Dz.U. z 1984 r nr. 5,poz.24 z późn. zmianami).

Zasadniczo cały spór wokół rzekomego naruszenia dóbr osobistych powoda rozpoczął się właśnie od krytyki dokonania przez pozwanego wydania powodowi rzeczonej decyzji i przyznania statusu pokrzywdzonego. Lech Wałęsa otrzymał dnia 16 listopada 2005 r. od IPN status osoby pokrzywdzonej nie w wyniku własnej decyzji IPN, będącej skutkiem analizy zgromadzonych w sprawie dokumentów, ale na skutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ustawy o IPN, zinterpretowanego przez władze IPN (w moim przekonaniu niesłusznie), jako zobowiązanie do przyznawania takiego statusu wszystkim osobom, które były inwigilowane przez komunistyczne służby specjalne, bez względu na to czy były lub nie były ich tajnymi współpracownikami.

Przyznanie tego statusu nie oznacza orzeczenia, że dana osoba nigdy nie była tajnym współpracownikiem komunistycznych służb specjalnych. Do chwili wydania przez TK tego wyroku IPN odmawiał powodowi przyznania w/w statusu, ponieważ dokumenty zgromadzone w archiwum Instytutu potwierdzają bez żadnych wątpliwości, że Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Bolek”, pozyskanym „na zasadzie dobrowolności” i opłacanym za składane donosy. Statusu tego IPN odmawiał Lechowi Wałęsie nawet pomimo istnienia wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 13 stycznia 2005 r., sygn. akt OSK 1586/04, który nakazał IPN przyznawanie statusu pokrzywdzonego również tym osobom, które najpierw były agentami komunistycznych służb bezpieczeństwa, a następnie zerwały tę współpracę i podjęły działalność antykomunistyczną. Stało się tak dlatego, że NSA potwierdził obowiązek odmowy przyznania statusu osobom, których działalność wyczerpuje ust. 3 art. 6 ustawy o IPN: „pokrzywdzonym nie jest osoba, która została następnie funkcjonariuszem, pracownikiem lub współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa”.

Ponieważ Lech Wałęsa, w grudniu 1970 r., jako członek Komitetu Strajkowego Stoczni Gdańskiej, najpierw był działaczem antykomunistycznym, a dopiero „następnie” został współpracownikiem SB, IPN nie mógł uznać tego wyroku za podstawę do przyznania mu statusu osoby pokrzywdzonej. Jest sprawą publicznie oczywistą i powszechnie znaną, że przyznanie Lechowi Wałęsie statusu pokrzywdzonego uznane zostało za dowód utraty przez przyznawany przez IPN przywilej statusu osoby pokrzywdzonej swojego fundamentalnego sensu i konieczność zmiany tej ustawy.

Dodać należy, że status pokrzywdzonego w żaden sposób nie może wskazywać na to że ktoś nie był agentem komunistycznych służb bezpieczeństwa, gdyż zakres badania zbioru dokumentów stanowiący podstawę faktyczną do nadania statusu pokrzywdzonego jest ograniczony, bowiem dokumenty objęte zakresem art. 39 ust. 2 ustawy o IPN są pomijane w toku postępowania o nadanie statutu pokrzywdzonego, nawet wówczas gdyby wskazywały na konieczność zastosowania w konkretnym przypadku dyspozycji art. 6 ust. 3 ustawy o IPN, wykluczającej możliwość nadania statusu pokrzywdzonego osobie, która „została następnie funkcjonariuszem, pracownikiem lub współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa”.

Sąd jednak pomija fakt, że nie istnieje żadna procedura prawna, która mogłaby podważyć wskazane orzeczenie Sądu Lustracyjnego. Wyłączone jest to bowiem przepisami ówczesnej ustawy lustracyjnej, nie przewidującej możliwości wznowienia postępowania lustracyjnego na niekorzyść osoby, której oświadczenie zostało uznane za prawdziwe takim orzeczeniem. Ponadto nawet w przypadku istnienia takiej możliwości nie dotyczyła ona postępowania sprawdzającego wszczynanego w związku z kandydowaniem na urząd prezydenta RP. W tym wypadku ustawa zakreśla ściśle określony czas jego trwania. W przypadku nie wydania orzeczenia prawomocnego w tych ramach czasowych bądź rezygnacji z kandydowania, postępowanie należy umorzyć, nawet w przypadku uznania przez Sąd Lustracyjny, że złożone oświadczenie lustracyjne było nie prawdziwe, jeżeli ono się nie uprawomocniło w terminie kończącym czas obowiązywania trybu wyborczego, bądź rezygnacji kandydata z udziału w wyborach. Wskazuje to ponadto, że ten tryb ma charakter szczególny, a orzeczenia w nim zapadłe nie mają takiego samego waloru prawnego jak wydane w trybie zwykłym.

Należy także dodać jeszcze raz, że nie istnieje możliwość wznowienia postępowania w sprawie lustracji Lecha Wałęsy. Ustawa nie dopuszcza złożenia skargi o wznowienie postępowania na niekorzyść lustrowanego, wobec czego stwierdzenia Sadu I instancji w tym zakresie są chybione. Świadczą tylko o braku znajomości materii ustawy lustracyjnej oraz potwierdzają w całej rozciągłości argumenty pozwanego. Należy dodać, że w toku procesu lustracyjnego nie było możliwe nawet złożenie apelacji, gdyż termin obowiązywania trybu wyborczego uniemożliwiał jej rozpoznanie, w związku z tym, że proces w pierwszej instancji zakończył się w ostatnim dniu w którym Sąd Lustracyjny był zobowiązany prawomocnie zakończyć postępowanie przedwyborcze, dotyczące kandydata na Prezydenta Lecha Wałęsy. Uniemożliwiło to złożenie apelacji RIP. W celu potwierdzenia tego faktu pozwany wniósł o przesłuchanie stosownych świadków. Stwierdzenia i zarzuty wyrażone pod adresem pozwanego w uzasadnieniu wyroku Sądu i instancji jakoby podważał zaufanie do prawa i do instytucji Sądu Lustracyjnego są całkowicie chybione, gdyż pozwany chciał przez przesłuchanie stosownych świadków wykazać cały mechanizm procesu lustracyjnego powoda Lecha Wałęsy. Wykazać jego braki, które w ramach swoje inicjatywy dowodowej mają doprowadzić o do jego całościowej oceny i wykazać usprawiedliwione wątpliwości do przeszłości powoda i jego współpracy z SB, w świetle szerszego materiału dowodowego niż ten którym dysponował Sąd Lustracyjny.

Przyjmując hipotetycznie sytuację, że Lech Wałęsa zostałby by np. posłem lub adwokatem, w takim wypadku musiałby złożyć oświadczenie lustracyjne, które by podlegało normalnej kontroli przez RIP. W przypadku stwierdzenia uchybień w jego prawdziwości byłby uprawniony do złożenia stosownego wniosku do Sądu Lustracyjnego. Orzeczenie w trybie wyborczym, posiada jedynie walor res iudicata do kolejnych postępowań w tym trybie, gdyż jak już podkreślałem jest to tryb szczególny i uproszczony.

Należy stwierdzić, że od momentu wydania orzeczenia przez Sąd Lustracyjny w stosunku do Lecha Wałęsy upłynęło ponad 7 lat. W tym czasie odnaleziono wiele materiałów w archiwach IPN dotyczących powoda. Nie można na podstawie uzasadnienia wyroku z 2000 r., ferować absolutnych twierdzeń, że nie istnieją żadne dokumenty potwierdzające współpracę powoda z SB, bez analizy zasobów archiwalnych IPN dotyczących Lecha Wałęsy jako T.W. Bolek. Jeżeli się wymaga przeprowadzenia przez pozwanego dowodu prawdy w stosunku do jego twierdzeń, musi on mieć możliwość jego przeprowadzenia.

W przypadku odmowy przeprowadzenia wskazanych przez pozwanego dowodów uniemożliwia się pozwanemu nawet wykazania należytej staranności przy zbieraniu materiałów do swych publikacji i wypowiedzi o agenturalnej przeszłości powoda. Tym samym pozbawia się go prawa od obrony.

Pozwany proponował ugodę powodowi. Powód jednak nie chce jej przyjąć, gdyż obawia się że każde niezależne badania naukowe na temat jego kontaktów z SB, doprowadzą do wniosków wskazanych w spornej wypowiedzi pozwanego. Pozwany rozumie, że powód obawia się zeznań świadków, jednak powód powinien się liczyć z tym wnosząc powództwo do sądu. Powód obawia się, że w toku procesu wyjdą na światło dzienne różne mało znane fakty z jego przeszłości, które ,,odbrązowią” go w oczach społeczeństwa. Jednak nie usprawiedliwia to ograniczenia postępowania dowodowego w sposób wskazany przez pełnomocnika powoda. Należy tu zacytować, zawarte w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (m.in. w orzeczeniu z dnia 23 września 1998 r. w sprawie Lehideux i Isorni przeciwko Francji) zdanie o swobodzie wypowiedzi w ramach sporów nad oceną historii. W uzasadnieniu cytowanego orzeczenia Trybunał stwierdził, że jeśli nawet określone wypowiedzi mogą prowadzić do "ponownego otwarcia sporu i powrotu pamięcią do cierpień z przeszłości", to upływ czasu i dystans do wydarzeń powinny wpływać na mniejszą surowość ocen wobec takich wypowiedzi. Jak wskazał Trybunał, stanowi to część wysiłku, który każdy kraj powinien podjąć, aby umożliwić otwartą dyskusję na temat własnej historii.

Sporna wypowiedz mieści się w ramach prowadzonych przez pozwanego w takim zakresie badań. Pozwany wypowiadał się ponadto o fakcie historycznym, w którym brał udział jako działacz ruchu antykomunistycznego. Potwierdzeniu ich rzetelności niewątpliwie służyły, stosowne wnioski dowodowe pozwanego, mające na celu zapoznanie Sądu z zasobami archiwalnymi IPN, dotyczącego spornego faktu historycznego. IPN stosownie do zapisów ustawowych jest instytucją powołaną do badania takich faktów historycznych, jakich dotyczy niniejszy spór sądowy oraz gromadzenia materiałów historycznych ich dotyczących. Zatrudnia historyków i archiwistów specjalizujących się w analizie dokumentów wytworzonych przez komunistyczne służby specjalne. Ustalony na podstawie zasobów IPN stan wiedzy stanowić będzie ważny punkt odniesienia przy dokonywaniu oceny wypowiedzi różnych osób na temat określonych zdarzeń czy faktów historycznych, w tym i tego, którego dotyczy niniejsza sprawa. Ma to znaczenie szczególne wówczas, gdy dany fakt pozostaje, w świetle aktualnej wiedzy historycznej, sporny. Niewątpliwie pozwany w ciągu całego postępowania wykazuje istnienie takiego właśnie sporu natury historycznej, a sporna wypowiedż w telewizji była istotnym czynnikiem w dyskusji związanej z problemem agenturalnej działalności Lecha Wałęsy ale także innych czołowych postaci kierownictwa ,,Solidarności” w okresie przed grudniem 1981 i w stanie wojennym. Głównie w okresie od powstania Solidarności w sierpniu 1980 r. do 13 grudnia 1981 r. oraz w okresie działalności konspiracyjnej do roku 1989. Pozwanemu pragnie się uniemożliwić przedstawienie całego spektrum historycznego tego problemu. W szczególności przez żądania pełnomocnika powoda o uznanie za nie istotne zeznań świadków, którzy by przedstawiali całościowo ten problem oraz wniosków o oddalenie innych dowodów zmierzających do przedstawienia kontrowersji historycznych z tym związanych przez bezpośrednich uczestników tych wydarzeń. Przede wszystkim przez sprzeciw, co do przeprowadzenia dowodu z dokumentacji historycznej znajdującej się w zasobach IPN, tym bardziej, że pozwany przedstawił kilka dokumentów, które posiada, a które jasno potwierdzały prawdziwość bądź uprawdopodobniły tezy historyczne głoszone przez niego, a zawarte w spornej wypowiedzi. Pozostaje to w sprzeczności z podmiotowym prawem wolności słowa oraz prawem do wyrażania i obrony własnych przekonań także przed sądem.

Formułowanie nawet nieprawdziwych twierdzeń, co do istnienia lub nieistnienia pewnego faktu historycznego, lub poddawanie go w wątpliwość, generalnie nie może być uważane za naruszenie czyjegokolwiek dobra osobistego. Prowadziłoby to zaprzestania jakichkolwiek badań historycznych nad spornymi wydarzeniami historycznymi. Fakty historyczne nie mogą być przedmiotem ustaleń sądu, a zatem strona nie może żądać udzielenia ochrony dóbr osobistych, jeżeli koniecznym elementem dla wykazania takiego żądania byłoby ustalenie faktu historycznego. A taka sytuacja ma miejsce w niniejszej sprawie. Niedopuszczalność ustalania faktu historycznego przesądza o bezzasadności opartego na nim roszczenia z art. 24 k.c.. Jedynym wyjątkiem jest tu sytuacja, w której mocą ustawy zabrania się negowania ustalonego faktu historycznego, a naruszenie tego zakazu stanowi czyn podlegający karze(por. art. 55 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu - Dz. U.

Nr 115, poz. 1016 ze zm.). Jednak z taką sytuacją nie mamy odczynie w niniejszej sprawie.

W odniesieniu do spornej wypowiedzi pozwanego, należy wyeksponować szerszy zakres dopuszczalnej wypowiedzi, gdy następuje ona w ramach debaty publicznej o wydarzeniach z przeszłości, zwłaszcza takich, które wywołują kontrowersje w społeczeństwie. W takich wypadkach, ingerencja w swobodę wypowiedzi powinna być stosowana szczególnie powściągliwie.

Tak sformułowanej tezy nie sposób kwestionować, szczególnie nie powinien tego robić laureat Pokojowej Nagrody Nobla, którą otrzymał między innymi za walkę o prawa człowieka w Polsce, a swoboda i wolność wypowiedzi należy do katalogu podstawowych praw człowieka. Nawiązuje ona do prawa uczestniczenia, z gwarancją swobody wypowiedzi, w publicznej debacie na temat wydarzeń historycznych i roli uczestniczących w nich osób; taka swobodna debata musi być w demokratycznym społeczeństwie dopuszczona.

Rozważając tak postawiony problem, należy jeszcze raz wyraźnie zastrzec, że przedmiotem ustaleń Sądu I instancji nie jest i nie może być zaistnienie określonego faktu historycznego ani "przesądzenie", mocą autorytetu sądowego, że określony fakt historyczny miał miejsce. Sąd może odnosić się do stanu wiedzy historycznej o określonych faktach, przyjmując ten stan jako ważny punkt odniesienia przy dokonywaniu oceny wypowiedzi różnych osób na temat konkretnych zdarzeń czy "postaci historycznych". Nie oznacza to możliwości negowania prawa do wyrażania własnych sądów w odniesieniu do takich zdarzeń i postaci ani nie uprawnia do domagania się sądowych zakazów wypowiadania się lub głoszenia poglądów odnoszących się do faktów lub postaci historycznych. Pozostawałoby to w sprzeczności z podmiotowym prawem wolności słowa oraz prawem do wyrażania i obrony własnych przekonań. Nie byłoby także zgodne z dobrem ogółu ograniczanie możliwości debaty historycznej, uznanie dominujących wersji wydarzeń za obowiązujące i "jedynie słuszne".

Na koniec chciałem odnieść się do sprawy wyroku Sądu Lustracyjnego.

Jak już wyjaśniałem w piśmie procesowym z dnia 5 marca 2007 r.: „Dla kwestii należytej oceny wagi orzeczenia lustracyjnego w przedmiotowym procesie niebagatelne znaczenie ma również fakt, iż w postępowaniu lustracyjnym Sąd nie miał możliwości przeprowadzenia wszystkich niezbędnych dowodów oraz działał w bardzo restrykcyjnie określonych ramach czasowych (swoisty tryb wyborczy wobec kandydatów na Prezydenta RP). Wynika to explicite z uzasadnienia wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 11 sierpnia 2000 roku:

 

„Po pierwsze ustawa lustracyjna dla postępowania wobec kandydatów na urząd Prezydenta RP nie przewiduje - jak w przypadku innych osób podlegających lustracji - swoistego „postępowania przygotowawczego” prowadzonego przez Rzecznika Interesu Publicznego, który po zgromadzeniu dowodów składa, wniosek o wszczęcie przez Sąd Apelacyjny postępowania, jeśli uznaje, że wskazują one na możliwość złożenia niezgodnego z prawdą oświadczenia lustracyjnego (art.18 a ust. l ustawy). W tzw. trybie „prezydenckim” Sąd sam gromadzi dowody z pominięciem Rzecznika, otrzymując je od wskazanych w ustawie organów (art.31 ustawy). Sprawia to, że postępowanie wobec kandydatów na urząd prezydenta RP może - jak w sprawie Lecha Wałęsy - ulegać przedłużeniu, gdy stosowne urzędy dysponują dużą ilością, często rozproszonych i różnej wartości materiałów archiwalnych. Stąd przy uwzględnieniu oczywistej w tej sytuacji inicjatywy dowodowej stron i obowiązku poszukiwania przez Sąd dowodów z urzędu ( art. 9 § 1 kpk). Zmiana art. 26 ustawy lustracyjnej dokonana przez znowelizowaną ustawę o wyborze Prezydenta (Dz.U.43 p.488 z 25 V 2000 r.) zakreślająca Sądowi Apelacyjnemu 21-dniowy termin na wydanie orzeczenia w I instancji (po otrzymaniu od Państwowej Komisji Wyborczej oświadczenia lustracyjnego kandydata), podczas gdy poprzednio orzeczenie należało wydać nie później niż 21 dni przed dniem wyborów, wydaje się co najmniej nie przemyślana, a zachowanie owego terminu instrukcyjnego często nierealne.

Po drugie zaś przepis art.31 ustawy lustracyjnej tak w ust. l jak i 3 przewiduje udostępnienie sądowi przez Ministrów, Szefa UOP-u oraz instytucje i organy państwowe materiałów operacyjnych, archiwalnych i innych dokumentów oraz materiałów o ile - w ich ocenie - są one niezbędne do przeprowadzenia dowodów, bądź mogą mieć istotne znaczenie dowodowe.

Taka konstrukcja ustawy sprawia, że Sąd Apelacyjny może otrzymać materiały już wyselekcjonowane i niepełne.”

 

Jak widać zatem postępowanie lustracyjne siłą rzeczy było ograniczone, a co za tym idzie orzeczenie wydane w takim postępowaniu nie mogło opierać się na całości możliwego do zgromadzenia materiału dowodowego. Przeprowadzenie niczym nie skrępowanej procedury dowodowej możliwe jest dopiero w niniejszym procesie.

Zupełnie nieuzasadnione jest również twierdzenie pozwanego jakoby fakt przesłuchania przez Sąd Lustracyjny świadków Antoniego Macierewicza i Piotra Naimskiego powodował niedopuszczalność ich przesłuchania w przedmiotowej sprawie. Trzeba przede wszystkim pamiętać, że pozwany nie był stroną procesu lustracyjnego Lecha Wałęsy i nie miał tym samym możliwości zadawania pytań ani tym ani żadnym innym świadkom. Ponadto od czasu tych przesłuchań minęło już 7 lat, a zatem wiedza tych i innych osób mogła ulec znacznemu poszerzeniu.

Zawarty w piśmie procesowym powoda z dnia 29 stycznia 2007 roku passus o zdumieniu z powodu złożenia wniosku dowodowego o przesłuchanie w charakterze świadków Lecha Kaczyńskiego i Aleksandra Kwaśniewskiego należy pozostawić bez komentarza, gdyż urąga on zasadom kontradyktoryjności i równości stron w procesie cywilnym.

Kończąc wątek znaczenia wyroku Sądu Lustracyjnego dla przedmiotowej sprawy, trzeba wskazać na jeszcze jeden bardzo istotny aspekt. Otóż wbrew powszechnemu przekonaniu Sąd Lustracyjny nie orzekał o czyjejś niewątpliwej „niewinności”, tj. braku faktu współpracy w organami bezpieczeństwa komunistycznego państwa. W przełożeniu na język procedury karnej orzeczenie stwierdzające zgodność z prawdą złożonego oświadczenia lustracyjnego można tłumaczyć w następujący sposób: „nie da się wykluczyć, iż dana osoba złożyła zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne”. Pamiętać bowiem należy o mających zastosowanie w postępowaniu lustracyjnym naczelnych zasadach procesu karnego – domniemaniu niewinności i rozstrzyganiu wszelkich nie dających się usunąć wątpliwości na korzyść oskarżonego (tu: osoby lustrowanej).

Ponadto pamiętać trzeba, iż tzw. status pokrzywdzonego nadawano osobie, która spełniała przesłanki zawarte w definicji pokrzywdzonego umieszczonej w art. 6 ustawy o IPN w brzmieniu sprzed nowelizacji. A zatem pokrzywdzonym była również osoba, która współpracowała z organami represji PRL, o ile następnie współpracę tę zerwała i stała się obiektem rozpracowywania przez takie organy. Praktyczny aspekt tej definicji obrazowała bardzo często powtarzana w środkach masowego przekazu wypowiedź Janusza Kurtyki, który stwierdził, iż gdyby Wojciech Jaruzelski złożył wniosek o nadanie statusu pokrzywdzonego to IPN nie miałby wyjścia i musiałby taki status nadać, wobec spełnienia warunków z art. 6 ustawy.”

Po lekturze Uzasadnienia mam głęboką obawę, że sędzia Masternak nie tylko nie przeanalizowała przedstawionej wyżej argumentacji, ale może nawet w ogóle się z nią nie zapoznała.

Sędzia Masternak na str. 6 Uzasadnienia stwierdziła: „osoba, która powzięła informację o dowodach nieznanych sądowi lustracyjnemu, chcąc w sposób odpowiedzialny tę informację wykorzystać, winna była zdaniem Sądu przekazać je uprawnionym do tego organom, np. Rzecznikowi Interesu Publicznego, tak aby mógł on doprowadzić do ewentualnego wznowienia postępowania lustracyjnego.”

Zarzut ten jest całkowicie nietrafny, ponieważ nie istnieje prawna możliwość wznowienia postępowania lustracyjnego, które zakończyło się stwierdzeniem, że Lech Wałęsa nie jest kłamcą lustracyjnym, jako że było to postępowanie w trybie specjalnym czyli wyborczym. Właśnie z powodu tego lex specialis Rzecznik Interesu Publicznego, jak to wyjaśniał w publicznych oświadczeniach, zrezygnował ze złożenia apelacji od wyroku sądu lustracyjnego, ponieważ terminy trybu wyborczego uniemożliwiały rozpatrzenie tej apelacji.

Poza tym ewentualny obowiązek zawiadomienia RIP o nowo odnalezionych dokumentach spoczywał nie na mnie, a na ich właścicielu, którym po roku 2000 stała się autorytatywna instytucja państwowa czyli IPN. Zapoznając się z zarchiwizowanymi przez IPN dokumentami dowodzącymi agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy wiedziałem, że jestem już którymś z kolei na liście osób zapoznających się z tymi dokumentami, a przede mną poznali je pracownicy IPN, w tym władze Instytutu.

W toku całego Uzasadnienia Sąd wielokrotnie nadaje orzeczeniu SL zupełnie bezpodstawne znaczenie. Oświadczam, że ja nie podważam wyroku SL, a tylko wskazuję, że traktowanie go jako wiążącego w procesie cywilnym jest oczywistym błędem. Poza wszystkim ja nie byłem stroną postępowania przez SL, ani nawet nie brałem w nim żadnego udziału. SL orzekał według rygorów procedury karnej, nakazującej mu rozstrzyganie wątpliwości na korzyść osoby lustrowanej, a w postępowaniu obecnym nie ma takiej konieczności. Dlatego wyroku SL nie należy traktować jako orzeczenie, że Lech Wałęsa nie był agentem, a tylko że nie można wykluczyć, że nim nie był, tak samo, jak nie można wykluczyć, że nim był.

Bezzasadne są więc rozważania Sądu o moim rzekomym „podważaniu” i „dyskredytowaniu” tego orzeczenia oraz wynikające z takich ocen, wyciągnięte przez Sąd, krzywdzące mnie wnioski.

To właśnie Lech Wałęsa sam wielokrotnie dyskredytował Sąd Lustracyjny. Dowodem na to, że Lech Wałęsa nie uznawał orzeczenia sądu lustracyjnego za dowód, że nie był agentem, jest właśnie jego dążenie do uzyskania z IPN statusu pokrzywdzonego, jako tego orzeczenia, które jedynie jest obdarzone rękojmią prawdziwości. Dał temu dobitnie wyraz w wypowiedzi w programie telewizyjnym „Prosto w oczy” w dniu 17 listopada 2005 r.:

„Monika Olejnik: Panie prezydencie, czy jest Pan szczęśliwym człowiekiem? Wreszcie, po tylu miesiącach starań dostał Pan status pokrzywdzonego z IPN.

Lech Wałęsa: To do szczęścia mi nie było potrzebne. Ja tego potrzebowałem dla takich polityków jak Rydzyk, Wyszkowski, Gwiazda. /…/ No i cieszę się, że wreszcie pozbierano dokumenty i cieszę się z czegoś innego. Bo nie wiem czy Pani wie, na mój temat zniszczono 85 tomów. A okazuje się, że jeszcze więcej zostało.” Wynika z tego jasno, że dopiero orzeczenie IPN, a nie uzyskane w trybie specjalnym orzeczenie sądu lustracyjnego, uznawał za wiarygodny dowód, że nie był agentem. W tej wypowiedzi Lech Wałęsa potwierdził również, że dopiero po otrzymaniu wglądu w zbiory IPN dowiedział się, że istnieje w nich wiele dokumentów nieznanych sądowi lustracyjnemu.

Sąd bezpodstawnie obciąża mnie bezzasadnym obowiązkiem przedstawienia dowodów, które nie były znane SL, ponieważ Sąd nie jest związany wyrokiem SL i ma obowiązek samemu dokonać oceny przedstawionego w tamtym procesie materiału dowodowego. Jest oczywistością, że SL orzekał na podstawie wycinków materiałów obecnie dostępnych, ale Sąd odrzucił możliwość dowiedzenia się tego przez rozpoznanie moich wniosków dowodowych.

Poza tym twierdzenie Sądu, że powinienem wykazać, że przedstawione przeze mnie dowody nie były znane SL jest błędne, ponieważ sprawa ta nie ma znaczenia dlatego, że, jak to już wielokrotnie wskazywałem, Sąd ma obowiązek samodzielnej oceny materiału dowodowego.

Z drugiej strony, w swojej, wymierzonej w moje prawa procesowe zapalczywości, Sąd obciążył mnie nawet rzekomą winą nie wykazania w jaki sposób wszedłem w posiadanie przedstawionych sądowi dokumentów dowodzących agenturalności powoda. Otóż poza uległością wobec argumentacji pełnomocniczki powoda zarzut ten nie ma żadnego uzasadnienia prawnego. Żaden przepis nie nakłada na mnie obowiązku wykazania w jaki sposób uzyskałem składane sądowi dowody.

Zarzut o nie złożeniu przeze mnie zawiadomienia do sądu lustracyjnego jest nietrafny również dlatego, że tylko Lech Wałęsa mógł zwrócić się do tego sądu o przeprowadzenie lustracji w trybie zwykłym, ale z całym rozmysłem nigdy tego nie zrobił, uzasadniając to zaniechanie brakiem zaufania do zasiadających w nim sędziów (Lech Wałęsa w Radiu Zet w Gdańsku.http://www.radiozet.pl/rozmowy_gosc.html?wid=12893):

Skowroński: Mówi pan, że lustrację trzeba zrobić. Lustracja trwa, jest Sąd Lustracyjny, dlaczego pan nie poszedł po prostu z tymi dokumentami do Sądu Lustracyjnego?
Wałęsa: Proszę, niech pan sprawdzi te czasy, kiedy ja walczyłem i sądy mnie skazywały, to też tam jest. Pan, który jest szefem tego wszystkiego, był w Sądzie Najwyższym. To ja mam się tłumaczyć z tego, że mnie skazywał, pośrednio czy bezpośrednio? Bądź pan poważny! Nie stanę nigdy przed takim sądem. Papiery wyszły; jak chcą, niech sobie sprawdzają, natomiast nie będę stawał przed sądem, który mnie wiele razy, może pan sprawdzić dokumenty, właśnie karał.
Skowroński: Ale to jest legalny organ III Rzeczypospolitej.
Wałęsa: Ale w tym legalnym sądzie są ludzie, którzy mnie sądzili, pośrednio czy bezpośrednio. O, nawet Katyń, do dzisiaj nie oddano mi tych Katyniów, chciałbym je zobaczyć. Nic mi nie oddano, ale nie występowałem o to, nie występowałem w sprawie kolegiów, na które mnie sądy skazywały. Przed takim sądem i takimi sędziami mam zeznawać? Powagi, proszę pana! Duma mi na to nie pozwala.”

Na str. 7 Uzasadnienia Sąd zamieścił oskarżenie mnie o nieodpowiedzialność dziennikarską oraz podważanie zaufania obywateli do demokracji w ogóle, a sądu lustracyjnego w szczególności: „Dążenie do odpowiedzialnego wykorzystania tych informacji (rzekomo posiadanych przez pozwanego) powinno być tym większe, gdy uwzględni się, że dotyczyć one miały byłego Prezydenta RP, osoby o niekwestionowanym autorytecie międzynarodowym. Tymczasem pozwany swoim działaniem podważył zaufanie obywateli do stworzonych demokratycznie procedur, w oparciu o które badana jest kwestia współpracy z organami bezpieczeństwa, i zdyskredytował tym samym dotychczasową pracę sądu lustracyjnego.”

Należy wskazać, że taki zarzut Sąd powinien był skierować po pierwsze wobec parlamentu RP, który, uznając oczywistą i powszechnie dostrzeganą wadliwość prac sądu lustracyjnego zlikwidował tę instytucję. Tym samym zarzutem Sąd mógł obciążyć również powoda, ponieważ najwyraźniej nie uważał on korzystnego dla siebie wyroku sądu lustracyjnego za wystarczający dowód, że nie był tajnym współpracownikiem SB i właśnie dlatego wystąpił do IPN o przyznanie mu tzw. statusu pokrzywdzonego, a więc w sposób publiczny i dobitny dał wyraz swojemu brakowi szacunku dla pracy i orzeczeń tego sądu.

Należy też przypomnieć, że Lech Wałęsa złożył swój wniosek o uznanie go za pokrzywdzonego dopiero po wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego, który nakazał IPN przyznawanie tego statusu również tym osobom, które były niegdyś agentami komunistycznych służb specjalnych, ale które następnie podjęły działalność niepodległościową. Dzięki temu orzeczeniu Lech Wałęsa mógł liczyć na to, że pomimo faktu, że w archiwach IPN zachowały się dowody jego agenturalności w początku lat 70., to korzystając z furtki stworzonej przez wyżej wymienione orzeczenie NSA, będzie mógł mamić opinię publiczną rzekomym oczyszczeniem z zarzutu agenturalności.

Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że zarówno ja, jak i inni znani działacze ruchu antykomunistycznego sprzed 1989 roku, którzy publicznie twierdzili, że Lech Wałesa był t.w. SB, otrzymali od IPN status pokrzywdzonego przed wyżej omawianym orzeczeniem NSA, czyli w czasie, gdy przyznanie tego statusu przez IPN było jeszcze dowodem, że dana osoba nigdy nie była współpracownikiem komunistycznych służb specjalnych.

Pomimo wynikających z orzeczenia NSA nadziei powoda, archiwiści IPN przez wiele miesięcy odmawiali Lechowi Wałęsie przyznania tego statusu. Jest rzeczą publicznie znaną, że nawet po pojawieniu się orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, którym IPN został zobowiązany do przyznawania tego statusu osobom posiadającym korzystne dla nich orzeczenia sądu lustracyjnego, archiwiści IPN nie chcieli przyznać powodowi statusu pokrzywdzonego i dopiero bezpośrednio wydane polecenie ze strony ówczesnego kierownictwa IPN spowodowało, że odpowiedni dokument został podpisany.

Dowodem na fakt, że archiwiści, historycy i władze IPN oceniali posiadane przez Instytut dokumenty w sprawie Lecha Wałęsy za dowody uniemożliwiające przyznanie mu statusu pokrzywdzonego, jest przebieg posiedzenia Kolegium IPN, odbytego bezpośrednio po przyznaniu Lechowi Wałęsie statusu pokrzywdzonego, podczas którego prezes Leon Kieres złożył wyjaśnienia w sprawie zmiany stanowiska IPN. Do ujawnienia treści tego posiedzenia zostałem upoważniony przez byłego przewodniczącego Kolegium IPN dra Andrzeja Grajewskiego, który zobowiązał się, w razie potrzeby, do poświadczenia swych słów przed sądem. Na tym posiedzeniu prezes IPN Leon Kieres uzasadnił przyznanie Lechowi Wałęsie statusu pokrzywdzonego tylko i wyłącznie orzeczeniem TK.

Z przypisanego mi „podważania” i „dyskredytowania” Sąd wyprowadził wniosek, że: „Z tych względów zachowanie jego (pozwanego) nie może być uważane za służące społecznie uzasadnionemu interesowi”. Ocena ta wymaga bliższego przyjrzenia się toku myślenia Sądu.

Całość Uzasadnienia wskazuje, że Sąd uznał moją wypowiedź z dnia 16 listopada 2005 r. za niespodziewany, nie mający precedensu i szokujący opinię publiczną wyskok człowieka społecznie nieodpowiedzialnego i nie liczącego się z ustaleniami instytucji państwowych oraz „międzynarodowym autorytetem” Lecha Wałęsy.

Po pierwsze, wbrew opinii Sądu, w polityce nie istnieje coś takiego, jak „niekwestionowany autorytet międzynarodowy”. Np. były prezydent Rosji

Gorbaczow jest, z jednej strony, tak jak Lech Wałęsa, laureatem pokojowej nagrody Nobla, a jednocześnie z drugiej strony, przez wiarygodne organizacje międzynarodowe, np., Amnesty International, też laureata tej samej pokojowej nagrody Nobla, jest oskarżany o spowodowanie ludobójstwa w Czeczenii, czyli o dokonanie zbrodni przeciw ludzkości.

Jest całkowitą nieprawdą twierdzenie Sądu (aczkolwiek nie wyrażone expressis verbis, ale wyraźnie obecne jako kontekst całego Uzasadnienia), jakoby moja opinia wyrażona dnia 16 listopada 2005 r. stanowiła jakąkolwiek nowość dla polskiej czy międzynarodowej opinii publicznej. Już sam fakt, że zarówno telewizja TVP, jak telewizja TVN i kilka rozgłośni radiowych zwróciły się do mnie z prośbą o komentarz do przyznania Lechowi Wałęsie statusu pokrzywdzonego, dowodzi, że wszyscy uprzednio dobrze wiedzieli, jaką odpowiedź usłyszą i właśnie dlatego, uznając realne istnienie źródłowej wiedzy o agenturalności Lecha Wałęsy wśród jego byłych współpracowników, o podzielenie się tą wiedzą zwrócili się właśnie do mnie.

Odpowiadając na prośby mediów o komentarz wyjaśniałem powody dla których IPN odmawiał Lechowi Wałęsie przyznania statusu pokrzywdzonego, aż do dnia pojawienia się orzeczenia TK. Nie leżało w mojej mocy kontrolowanie sposobu w jaki TVP i TVN potraktowały moją wypowiedź, a więc nie jest moją winą, że wycięły z niej tylko ten fragment, w którym stwierdzałem, że status pokrzywdzonego Lechowi Wałęsie się nie należy.

Wbrew opinii Sadu publicznie znana informacja o istnieniu problemu agenturalności Lecha Wałęsy nie pojawiła się na skutek mojej wypowiedzi z dnia 16 listopada 2005 r., ani nawet jakichkolwiek moich wcześniejszych wypowiedzi. Jest oczywistym faktem, że Lech Wałęsa był oskarżany o bycie agentem SB o całe lata wcześniej niż ja w te oskarżenia uwierzyłem.

Gdyby Sąd przeprowadził postępowanie dowodowe dowiedziałby się, że pierwszymi oskarżycielami Lecha Wałęsy o bycie agentem SB byli autorytatywni przedstawiciele ruchu antykomunistycznego - Jacek Kuroń i Bogdan Borusewicz, którzy wraz z innymi czołowymi działaczami tego ruchu w pierwszych dniach września 1980 r. dążyli do usunięcia Lecha Wałęsy z funkcji przewodniczącego rodzącej się Solidarności. Sprawa ta jest publicznie i oficjalnie znana i uznana choćby z powodu opisania jej w urzędowej publikacji IPN pt. „Pamięć i Sprawiedliwość”. Po ukazaniu się tej publikacji nie spotkała się ona z jakimkolwiek zaprzeczeniem z czyjejkolwiek strony, a wręcz przeciwnie, Lech Wałęsa od tego czasu publicznie powołuje się na zawarte w niej fakty.

Wynika z tego, że wiarygodni i ogólnie szanowani reprezentanci ruchu antykomunistycznego – Jacek Kuroń był ministrem w rządzie RP i kawalerem Orderu Orła Białego, a Bogdan Borusewicz jest aktualnym marszałkiem Senatu RP i kawalerem orderu Polonia Restituta - od początku kariery politycznej Lecha Wałęsy oskarżali go o bycie agentem komunistycznej tajnej policji politycznej. Posiadanie przez nich tej wiedzy potwierdzają wnioskowane przeze mnie dowody w postaci odpowiednich dokumentów znajdujących się w archiwum IPN.

Pomijając wiele innych następnych takich samych oskarżeń jest faktem publicznie znanym umieszczenie informacji o agenturalności Lecha Wałęsy w sprawozdaniu ministra spraw wewnętrznych Antoni Macierewicza sporządzonym na polecenie sejmu RP z maja 1992 r.: „LECH WAŁĘSA. TW "Bolek". Figuruje w KW MO Gdańsk oraz w kartotece informacyjnej wydz. II BEiA UOP i kartotece komputerowej ZSKO. Zarejestrowany 29.XII.70 r. pod numerem 12535 przez wydz. III KW MO Gdańsk. Akta archiwalne zachowane.
19 czerwca 1976 roku zaprzestano kontaktów z powodu niechęci "Bolka" do współpracy.
TW "Bolek" od 1970 do 76 r. przekazywał SB informacje dotyczące destrukcyjnej działalności niektórych pracowników stoczni. W styczniu 71 poinformował m.in. o tym, że jego koledzy z wydziału W-4: Jasiński, Kontor i Popielawski szykują akcje strajkową. W innym raporcie prosił, by SB wzięła go na przesłuchanie, co pozwoliłoby mu uwiarygodnić się przed kolegami. Za przekazane informacje "Bolek" był wynagradzany na łączna sumę 13100 zł. W czasie prezydenckiej kampanii - przed wynikami I tury - (gdy szefem UOP był Antoni Milczanowski) dokonano ekspertyzy zgodności pisma Lecha Wałęsy z raportami podpisanymi przez TW "Bolek". Centralne Laboratorium Kryminalistyki, które wykonywało ekspertyzę, uchyliło się od wydania jednoznacznej opinii, ponieważ dostarczono mu jedynie kserokopie raportów, a nie oryginały. Wśród dokumentów związanych z Lechem Wałęsą znajduje się notatka służbowa z 1992 r. podpisana przez dyrektora Zarządu Kontrwywiadu UOP Konstantego Miodowicza. Podajemy jej treść:
1. Podług kpt.xxx (pracownika merytorycznego byłego przedstawicielstwa KGB) oraz mjra yyy (rezydenta warszawskiej KGB), służba, którą reprezentują jest w posiadaniu materiałów świadczących o fakcie współpracy Lecha Wałęsy z b.SB, MSW i PRL.
Zdaniem mjra yyy, grafolodzy nie mieliby trudności z potwierdzeniem ich autentyczności.
2. Informacje agenturalne uzyskane w ostatniej dekadzie, w okolicznościach czyniących mało prawdopodobna tezę, iż stanowiły element zaplanowanych działań o charakterze inspirująco-dezinformującym.” Dokument ten jest stale dostępny w internecie pod adresem: http://www.glos.com.pl/ListaM/ListaM.html

Od tego czasu wiedza ta była rozpowszechniana tysiące razy przez tysiące ludzi w kraju i za granicą w niezliczonych publikacjach prasowych, książkowych, radiowych i telewizyjnych oraz w trakcie wielu publicznych demonstracji na terenie Polski i wielu miejscach za świecie, szczególnie podczas wizyt Lecha Wałęsy w ośrodkach polonijnych.

Sam Lech Wałęsa wielokrotnie publicznie przyznawał się do podpisania na rzecz SB kompromitujących go dokumentów. Uczynił to np. w swej autobiografii pt. „Droga nadziei” oraz w specjalnym oświadczeniu dla Polskiej Agencji Prasowej w dniu 4 czerwca 1992 r., czyli w dniu ujawnienia tzw. listy Macierewicza. Dopiero po usunięciu z tzw. teczki Bolka oryginałów zobowiązania do tajnej współpracy, własnoręcznych donosów i pokwitowań otrzymanego wynagrodzenia, co nastąpiło po udostępnieniu tej teczki Lechowi Wałęsie przez Urząd Ochrony Państwa w r. 1993, Lech Wałęsa zaczął twierdzić, że takie dokumenty nigdy nie istniały, choć nadal przyznawał, że „coś podpisał”.

Mimo to nadal w przestrzeni publicznej wiele autorytatywnych osób z kraju i zagranicy ponawiało twierdzenia o agenturalności Lecha Wałęsy. Pośród nich były tak znaczące wypowiedzi, jak prezydenta Rosji Borysa Jelcyna i archiwisty KGB Wasilija Mitrochina.

O książce Jelcyna pisał w dzienniku „Trybuna” z dnia 19 października 2004 r. Aleksander Oskin: „Borys Jelcyn w książce "Notatki prezydenta" napisał: "Przywiozłem Lechowi Wałęsie (wówczas prezydentowi - przyp. red.) kopie dokumentów komisji Susłowa (...). To było całe dossiers na "Solidarność". Polscy i radzieccy czekiści rozłożyli na czynniki pierwsze całą prawdę o liderach ruchu robotniczego. Niekiedy te dokumenty strasznie było czytać - aż tak bezwzględny był "kagebowski" rentgen. Trzepnąłem w teczkę i powiedziałem: "Tu jest wszystko. Bierzcie". Wałęsa z lekka zbladł". (http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2004101903):

Z kolei Mitrochin podał, że Lech Wałęsa był odnotowany przez KGB jako agent SB i wskazał jego pseudonim - „Bolek”. Mitrochin stwierdził również, że: „Jaruzelski poinformował Aristowa o przygotowaniu materiałów oczerniających Wałęsę, w tym pornograficznych (przypuszczalnie Wałęsa z kochanką), które przedstawiają go jako »chamskiego intryganta o gigantycznych ambicjach«”. (Ch. Andrew, W. Mitrochin, Archiwum Mitrochina. KGB w Europie i na Zachodzie, Warszawa 2001, s. 928.)

Przykłady typowych informacji o Lechu Wałęsie można znaleźć wszędzie, np. w wydanych książkowo wspomnieniach Mieczysława Rakowskiego: „(zapisek z 17 XI 1982 r.): „Wieczorem telefoniczna rozmowa z W[ojciechem] J[aruzelskim], także na temat Wałęsy. Wojciech obawia się, że może on teraz przemawiać do narodu niemal każdego dnia via Wolna Europa. Wprawdzie – mówił – Kiszczak ma na to różne sposoby, to, jak się domyślam, chyba jakiś dowód na to, że Wałęsa w latach siedemdziesiątych współpracował z SB”.

Przeglądarka internetowa „Google” dla zapytania: „Wałęsa Bolek” podaje 53 tysiące 800 odpowiedzi, z których pierwsza brzmi: „Lech czy Bolek?” i jest artykułem napisanym przez Zbyszka Koreywo, znanego działacza „Solidarności”. W artykule tym Koreywo wylicza argumenty za agenturalnością Lecha Wałęsy i kończy go następująco: „Nie ulega też wątpliwości, że w historii Polski było wielu zdrajców i nie jesteśmy pod tym względem ani gorsi ani lepsi niż reszta świata. Ale chyba nie ma takiego drugiego kraju, gdzie półpiśmienny chłop zostałby prezydentem, dostał nagrodę Nobla, sprowadził moralność polityczną do poziomu wojskowej latryny, zniszczył narodowy patriotyzm i na dodatek teraz ma własny Instytut. Dlatego czasem w środku nocy budzi mnie myśl, która nie chce odejść: ile czasu jeszcze musi upłynąć zanim Najjaśniejsza Rzeczpospolita w końcu podźwignie się z kolan i wreszcie uprzątnie nasz Polski dom z brudów.” (http://www.starwon.com.au/~korey/lech_czy_bolek.htm).

Nie jestem w stanie stwierdzić dlaczego Lech Wałęsa właśnie mnie wybrał sobie na ofiarę swoich roszczeń, ale jest absolutną nieprawdą twierdzenie, że w jakiś szczególny sposób wyróżniłem się spośród tych, którzy kiedykolwiek wspomnieli o agenturalności powoda. Wręcz przeciwnie, od roku 1978 do roku 1992, czyli przez ponad dziesięć lat broniłem powoda przed takimi oskarżeniami, aż do czasu gdy oskarżenia te przybrały postać oficjalnego dokumentu rządowego i sejmowego oraz gdy osobiście zapoznałem się z wiarygodnymi materiałami i relacjami świadków. W tym kontekście uznanie mnie przez Sąd za winnego „podważania zaufania obywateli do stworzonych demokratycznie procedur” jest oczywiście bezpodstawne i wynika z całkowitej nieznajomości faktów.

Pomimo oczywistej błędności swych samowolnie i bezpodstawnie przyjętych mniemań, Sąd wywiódł z nich wniosek, że (str. 7): „W świetle wszystkich wyżej omówionych okoliczności Sąd doszedł do przekonania, iż pozwany nie zdołał wykazać braku bezprawności swego działania”.

Przyznaję, że wobec takiego, przyjętego przez Sąd, toku wnioskowania jestem całkowicie bezbronny. Równie bezbronny, równie zdumiony i równie upokorzony, co każdy czytelnik „Procesu” w stosunku do procedury opisanej przez Franca Kafki. Przecież to „światło”, które zobaczył Sąd jest w oczywisty sposób tylko jego osobistym omamem i żywcem przypomina niesławne praktyki sądownictwa z czasów PRL.

Chcę poruszyć jeszcze jeden problem o zasadniczym znaczeniu dla tego procesu. Chodzi o zaprzeczenie przez Sąd Rejonowy konstytucyjnej zasadzie równości obywateli Rzeczypospolitej wobec prawa. Sąd zrobił to twierdząc, że: „Dążenie do odpowiedzialnego wykorzystania tych informacji (rzekomo posiadanych przez pozwanego) powinno być tym większe, gdy uwzględni się, że dotyczyć one miały byłego Prezydenta RP, osoby o niekwestionowanym autorytecie międzynarodowym.” Wynika z tego, że autorzy twierdzeń o agenturalnej współpracy Naczelnika RP Józefa Piłsudskiego z wywiadem japońskim, austriackim i niemieckim tylko dlatego pozostają jeszcze nie skazani, że nie dowiedziała się o ich „nieodpowiedzialności” sędzia Masternak (pomijam już fakt, że przedstawione przeze mnie dowody Sąd bezpodstawnie nazywa „rzekomymi” informacjami, jednocześnie odmawiając zapoznania się z nimi, bo gruntowna analiza Uzasadnienia mogłaby dawać podstawy do takiego samego nazwania napisanego przez Sąd Uzasadnienia). Podobnie trzeba by oceniać fakt niedawnego ujawnienia i szerokiego omawiania w mediach sprawy agenturalności (na rzecz NKWD) Wojciecha Jaruzelskiego, poprzednika Lecha Wałęsy na urzędzie prezydenta. Podobnie trzeba by karać dziennikarzy za publikowanie informacji, że Aleksander Kwaśniewski, następca Lecha Wałęsy, został zarejestrowany jako agent SB o pseudonimie „Alek”.

Podstawą tej apelacji jest moje przekonanie, że współczesna Polska jest państwem prawnym, gdzie nawet niekompetencja i zła wola pojedynczych sędziów nie może skutecznie doprowadzić do cofnięcia wymiaru sprawiedliwości do czasów PRL, a wręcz przeciwnie, wady te zostaną niechybnie ujawnione i napiętnowane, a ich skutki naprawione.

Wskazując na powyższe apelacja jest zasadna i zasługuje na uwzględnienie.

 
 

P.S. Przepraszam za ewentualnie popełnione w tekście powtórzenia i inne błędy wynikające z wielkiego napięcia i pośpiechu oraz trudności poruszanej w nim problematyki.

Ostatnia aktualizacja: środa, 26 listopada 2008 09:35
Więcej z tej kategorii: Apelacja II w sprawie t.w. Bolek »

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.