Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Niemcy, Rosjanie i antypolonizm

Są tacy, którzy twierdzą, że antypolonizm nie istnieje. Ani nakaz twórcy II Rzeszy Bismarcka: „"Bijcie Polaków tak długo, dopóki nie utracą wiary w sens życia. /.../ wytępić ich", ani Generalplan Ost twórcy III Rzeszy Hitlera, ani dążenie Lenina, Stalina i światowego komunizmu do zniszczenia Polski - „pomiotu Traktatu Wersalskiego", mają nie dowodzić istnienia międzynarodowego strategicznego antypolonizmu, jako działań na rzecz zniszczenia polskości i państwa polskiego. Ani fakt, że był on ważnym wątkiem II WŚ i powojennych relacji Związku Sowieckiego z Zachodem, ani dowody, że komuniści i ich koalicjanci w walce z polskością odgrywali zawsze czołową rolę, nie może przebić się ponad twierdzenia, że antypolonizm to tylko propagandowa pałka wymyślona przez polskich szowinistów na użytek schlebiania polskim cechom narodowym: ksenofobii, ciemnocie, religianctwu, kołtuństwu, zaściankowości (pełny zestaw tych oszczerstw zainteresowani znajdą w archiwum Gazety Wyborczej).

Mijają epoki historyczne, w Berlinie buduje się mur i się go rozbiera, Polska jest wolna lub okupowana, ale zawsze Polacy poddawani są oskarżeniu, że nie potrafią rządzić własnym państwem, nie nadają się do wolności, „nie dojrzeli do demokracji".  Nawet po upadku komunizmu należało utrzymać ten naród pod kontrolą koalicji złożonej z ludzi SB, WSW i „konstruktywnej opozycji" w rodzaju Mazowieckiego, Geremka, Wałęsy, Michnika czy Kuronia. Sojusz wszystkich przerażonych wizją nadchodzącej niepodległości, która da Polakom wolność i demokrację, a ich odeśle do Moskwy lub pozbawi wpływu na życie publiczne, posłużył się antypolskimi kliszami. Mazowiecki mówił o „polskim piekle" i prosił Sowietów o opiekę, Michnik o polskim nacjonalizmie i konieczności spowalniania przemian, a Wałęsa, że 95% Polaków kolaborowało i nie można rządzić nimi bez dekretów.

Współpraca krajowych „europejczyków" z zagranicznym antypolonizmem trzymała Polskę poza głównym nurtem rozwoju Europy i doprowadziła Polaków do stania się międzynarodowym pośmiewiskiem - naród, który nie uległ nazizmowi i komunizmowi, naród Powstania Warszawskiego, Jana Pawła II i „Solidarności", zgodził się na prezydenturę Jaruzelskiego i wicepremierostwo Kiszczaka, dał władzę „Alkom", „Minimom", „Katom", „Olinom", „Carexom", „Mustom" i tysiącom innych agentów oraz tym, którzy dla osiągnięcia sukcesu politycznego korzystali z pomocy tajnej policji. Dał rozkraść majątek narodowy nomenklaturze i współpracownikom SB i WSI.

Wszystko się zmieniało, ale jedno pozostaje niezmienne - pogarda dla polskości, jako narzędzie sprawowania władza nad Polakami. Ci, którzy zorganizowali mord w Jedwabnem w 1941 r. przygotowali grunt tym, którzy zorganizowali mord w Kielcach w 1946 r. Ci, którzy zorganizowali antysemickie czystki 1968 r., przygotowali grunt tym, którzy w r. 1996 usiłowali na kieleckim kirkucie dokonać nowej antypolskiej prowokacji. Ci, którzy nie chcąc uznać swej winy za Katyń, rozgłaszali w 1991 r. na cały świat rzekomą polską winę za Jedwabne, przygotowywali grunt tym, którzy obecnie wskazują na polskich chłopów, jako konieczny czynnik, bez którego Niemcy nie przeprowadzili by Zagłady.

Te akty antypolonizmu ubierane są obecnie w szatę badań naukowych i prawa. Oto da się wykazać, że w Generalnej Guberni żyło więcej Polaków niż Żydów i Niemców razem wziętych, więc gdyby tylko Polacy chcieli, to nakryli by ich wszystkich czapkami i żaden Niemiec nie miąłby szansy dostrzec żadnego Żyda. Holokaustu by nie było, a komunizm, historycznie konieczny do reedukacji Polaków,  zapanowałby w Polsce dużo wcześniej. Dlatego teraz Polacy muszą pogodzić się ze swoją współodpowiedzialnością za hitlerowski holokaust i wyłącznie własną odpowiedzialnością za kontynuowanie Zagłady po kapitulacji Niemiec.

Tak się składa, że najnowsze informacje o sprawstwie kierowniczym Polaków w Zagładzie przypadają na czas, gdy niemieckie sądy zakończyły procesy przeciw zbrodniarzom Niemcom. Końcem wieńczącym dzieło będzie akurat proces Ukraińca, byłego niemieckiego więźnia, który został strażnikiem w Sobiborze. Jak piszą Niemcy: „Po raz pierwszy w centrum zainteresowania światowej opinii publicznej znajdą się cudzoziemscy sprawcy, ludzie, którym dotychczas poświęcano zadziwiająco mało uwagi - ukraińscy żandarmi i litewscy policjanci pomocniczy, rumuńscy żołnierze, węgierscy kolejarze. A także polscy chłopi, holenderscy urzędnicy katastralni, francuscy merowie, norwescy ministrowie, włoscy żołnierze - wszyscy oni współuczestniczyli w zbrodni holokaustu."

Za chwilę odezwą się chętni współpracownicy niemieckich kłamców o nie wyłącznie niemieckiej odpowiedzialności za holokaust z Gazety Wyborczej czy Polityki i będą rozgłaszać, że w Polsce prawdy nie chcą uznać tylko Kaczyńscy ze skrajną prawicą. Minister Spraw Zagranicznych już udaje durnia, że to tylko dowód, iż „w Niemczech jest wolność słowa". Dlatego trzeba głośno powiedzieć, że zdanie: „gdyby nie było zagranicznych popleczników, wielu tysiącom, może nawet milionom z około sześciu milionów zamordowanych Żydów udałoby się przeżyć." brzmi, jak początek manifestu antypolonizmu, którego zakończenie jest znane Polakom od czasów Targowicy.

 

Tygodnik „Der Spiegel", który niemiecką winą za Zagładę chce przerzucić na  polskich chłopów, w niemieckim wydaniu pisze o obozie w „okupowanej Polsce", ale w artykule po angielsku: „The Last Nazi Trial" informuje już bez ceregieli: „the Sobibor death camp in Poland."

Więcej z tej kategorii: « Przyznali się ABW czuwa! »

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.