Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Protokół 29 czerwca 2006 r.

Przesłuchanie świadków Józefa Drogonia, Jacka Merkla i Marka Parola.

Sygn. akt I C 954/05
PROTOKÓŁ Dnia 29 czerwca 2006r
Sąd Okręgowy w Gdańsku I Wydział Cywilny w składzie następującym:
Przewodniczący SSO Katarzyna Przybylska
Protokolant st.sekr.sąd Magdalena Mazurek
na posiedzeniu jawnym rozpoznał sprawę z powództwa Lecha Wałęsy
przeciwko Krzysztofowi Wyszkowskiemu
o nakazanie i zadośćuczynienie
Posiedzenie rozpoczęto o godzinie 10.00 zakończono o godzinie 14.35 Po wywołaniu sprawy stawili się:
powód Lech Wałęsa nie stawił się powiadomiony prawidłowo, stawiła się pełnomocnik powoda adwokat Ewelina W olańska, pozwany osobiście,
świadek Józef Drogoń osobiście.
W tym miejscu pozwany składa do akt pismo procesowe, którego odpis doręczono pełnomocnikowi powoda.
Sąd postanowił:
Dopuścić dowód z zeznań świadka Józefa Drogoń na okoliczności posiadanej wiedzy co do otrzymania przez delegację Solidarności podczas wizyty w Paryżu na zaproszenie francuskich związków zawodowych darów gotówkowych, przyjmowania tych darów przez powoda oraz sposobu rozdysponowania tych darów.
Staje świadek Józef Drogoń l 48,elektromonter, nie karany, Gdańsk, obcy
pouczony o obowiązku mówienia prawdy, karze za składanie fałszywych zeznań, za zgodą stron słuchany bez przyrzeczenia, zeznaje:
Przewodniczący przypomniał o art. 13 pp.
Świadek zeznaje:
wiem w jakiej sprawie zostałem wezwany.
Ja w zeszłym roku zadzwoniłem do pozwanego, że słyszałem o sprawie, którą wytoczył mu Lech Wałęsa. Powiedziałem pozwanemu, że wiem o tych pieniądzach, słyszałem o tej sprawie w 81r, że była w tej sprawie kłótnia i dyskusja w związku. Doradziłem mu, żeby nie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
mieszał się w te sprawy, bo to nie ma sensu, są inne czasy, że to nie przyniesie pozytywnego skutku i to nie pora by wyciągać takie rzeczy.
Ja nie byłem członkiem delegacji w Paryżu w 1981r.
Ja od 80r byłem przyjacielem domu Lecha Wałęsy, jeszcze zanim powstała Solidarność trwało to do 87r.
Kiedy nastąpił spór dotyczyło to wszelkich pieniędzy i otrzymywanych w drodze darowizn. Generalnie nikt się nie wychylał publicznie, nie mówiono na forum kto i jakie pieniądze w otrzymał. Ja odszedłem w 81 r w styczniu z MKZ dostałem skierowanie do szkoły i stwierdziłem, że mnie działalność nie interesuje,. Ja nadal odwiedzałem Lecha Wałęsę.
W 81r po wakacjach- wrzesień, październik wiem, że była dyskusja o pieniądzach. Ja byłem obecny przy dyskusji, która toczyła się w domu Lecha Wałęsy. Ja wtedy uznałem, że mnie to nie dotyczy więc wyszedłem. Lecha Wałęsa w kuchni miał zorganizowane tak jak sekretariat. Wtedy rozmawiał z kimś ja słyszałem treść rozmowy- ale byłem w pokoju obok. Wałęsa wyjaśniał, że pieniądze, które dostał we Francji tłumaczył, że dostał dla siebie, prywatnie nie dla związku. Osoba, która mu te pieniądze wręczała powiedziała mu wprost, że ma sobie te pieniądze wymienić i spożytkować dla siebie już w kraju. Mówił o kwocie 20.000 franków- o ile dobrze pamiętam .Ja nie słyszałem od kogo dostał. Wałęsa tłumaczył tę sprawę komuś, ale
nie umiał tego zrobić. To byłajakaś zadyma. Wyszedłem z pokoju, bo uznałem, że mnie ta
sprawa nie dotyczy. Rozmowa nie miała charakteru poufnego, toczyła się przy drzwiach otwartych- u powoda nigdy się drzwi nie zamykało.
Z treści rozmowy nie wynikało nazwisko osoby, która dała mu pieniądze. Wałęsa nie rozumiał całej tej kłótni. Nie potrafię powiedzieć czy w rozmowie Wałęsa mówił, że dostał pieniądze od jednej osoby. Wałęsa mówił, że tego nie rozumie, bo przy wręczaniu pieniędzy był tłumacz, bo on nie znajęz francuskiego. Ja po kilku zdaniach, które usłyszałem, Wałęsa wyjrzał, zobaczył mnie więc ja stwierdziłem, że nie powinienem tej rozmowy słuchać, byłem niepotrzebny.
W 81 r jesienią- dokładnie nie pamiętam miesiąca- Lechowi Wałęsie włamano się do samochodu i ukradziono radio samochodowe. Mówię o tym, bo Wałęsa dał mi wtedy kilkaset franków i poprosił o kupienie mu radia do samochodu. Ja kupiłem to radio za franki w peweksie i zamontowałem mu je w samochodzie.
Ja o pieniądzach paryskich słyszałem tylko w czasie tej rozmowy w kuchni.
Ja w tym czasie nie byłem działaczem związku ani nie byłem już zatrudniony w związku. Na pytania pozwanego:
chodzi o to, że Wałęsa takie wypowiedzi wykorzystuje przeciwko kolegom w sprawach sądowych. Chodziło o to, że Wałęsa wielokrotnie atakował swoich kolegów o różne sprawy. Ja mówiłem, że Wałęsa wniesienie przeciwko niemu sprawę do sądu. Nie śledziłem czy w tym czasie toczyły się już jakieś sprawy z powództwa Lecha Wałęsy.
Ja raz słyszałem, że Wałęsa mówił, że będzie występował do sądu jeżeli ktoś go będzie szkalował, obrażał. Ja słyszałem to w zeszłym roku, nie pamiętam dokładnie kiedy.
Od lutego 80r współpracowałem bardzo blisko z Wałęsą. My robiliśmy wszystko razem, chodzi o Wolne Związki Zawodowe.
Datowało się to od śmierci Tadeusza Szczepańskiego. Na pytania pełnomocnika powoda:
rozmowa, którą słyszałem w kuchni miała miej sce na jesieni po wakacjach. Była to osobista rozmowa, nie wiem z kim toczyła się rozmowa Lecha Wałęsy. Musiał to być ktoś ze związków, bo rozmawiali o związkowych pieniądzach. Rozmowa toczyła się w mieszkaniu przy ul. Pilotów.
Przewodniczący uchylił pytanie pozwanego:
czy mieszkanie powoda przy ul. Pilotów w Gdańsku było na podsłuchu?
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Świadek dalej na pytania pozwanego:
w tamtych czasach nie pytał nikt powoda skąd mógł mieć franki. Wiadomo, że można je było dostać w darowiźnie, kupić od "konika".
Przewodniczący uchylił pytanie pozwanego:
-czy Lech Wałęsa wręczył świadkowi franki na zakup radia, ponieważ sam nie chciał być widziany z frankami w peweksie?
-dlaczego powód zwrócił się do świadka o zakup radia?
W tym miejscu pozwany oświadcza, że ma poczucie, że Sąd uchyla pytania, które zmierzają do wyjaśnienia ważnych faktów procesowych.
Pełnomocnik powoda zwraca załącznik do pisma procesowego pozwanego z 29 czerwca 2006r, ponieważ stwierdza, że jest to dokument z dekretacją "tajne, spec-znaczenie".
Przewodniczący stwierdza, że powyższe pismo znajduje się już w aktach sprawy na k 94-102. Pełnomocnik powoda wnosi o nie uwzględnienie wniosku pkt 1 z pisma procesowego z 29
czerwca 2006r pozwanego, ponieważ wniosek ten nie ma nic wspólnego ze zdarzeniem o którym mowa w procesie. Odnośnie pkt 2 tego pisma- sprzeciwia się wszystkim wnioskom. Odnośnie wniosku z pkt 3 - sprzeciwia się, bo nie jest sprecyzowane o jakie dokładnie akta chodzi, by dołączyć je z IPN-u, powód nie zgadza się na to a akta jego dotyczą.
Wnosi o przesłuchanie powoda w charakterze strony w dniu 3 lipca 2006r., bowiem powód zarezerwował czas do 15 lipca 2006r na przebieg tej sprawy.
W tym miejscu pełnomocnik powoda powołując się na pismo pozwanego z 30 marca 2006r zwraca się do pozwanego o udzielenie odpowiedzi w związku z zawartym w tym piśmie wniosku w przedmiocie przesłuchania powoda Lecha Wałęsę i świadka Bronisława Geremka z użyciem wariografu w celu zbadania ich prawdomówności. Czy wie co to jest wariograf i czy domaga się przesłuchania byłych funkcjonariuszy SB przy użyciu tegoż urządzenia.
W tym miejscu pozwany oświadcza, że sformułował wniosek jednoznacznie i każdy kto umie czytać musi zrozumieć jego sens. Skoro Sąd mnie zmusza do odpowiedzi to podtrzymuję
wnioskiem o przesłuchanie powoda i świadka Geremek za pomocą wariografu a świadków -
pozostawiam decyzję do uznania sądowi.
W tym miejscu pozwany oświadcza, że Sąd ograniczył możliwość wypowiedzenie świadka Józefa Drogoń, który pod koniec swoich wypowiedzi chciał dodać jeszcze jedno zdanie­mimo, że przesłuchanie świadka zostało zaplanowane na l godzinę, a świadek zeznawał 15 mm.
Przewodniczący ogłosił przerwę do godziny 12 z uwagi na to, że świadek wezwany na godzinę 11.00 tj świadek Henryk Jagielski przysłał usprawiedliwienie swojej nieobecności.
Po przerwie stawili się:
pełnomocnik powoda adwokat Ewelina W olańska, pozwany osobiście,
świadek Andrzej Celiński nie stawił się, powiadomiony prawidłowo.
Przewodniczący ogłosił przerwę do godz. 12.30 bowiem świadek nie stawił się mimo prawidłowego powiadomienia, natomiast wiadomym jest, że z uwagi na reorganizację ruchu
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
w Gdańsku Wrzeszczu mogą istnieć obiektywne trudności z dojazdem do sądu w godzinach południowych.
Po przerwie o godzinie 12.30 stawili się: -pełnomocnik powoda adwokat ewelina Wo1ańska,
-pozwany osobiście,
-świadek Andrzej Celiński- nie stawił się, powiadomiony prawidłowo.
Pozwany oświadcza, że wskazany adres świadka Andrzeja Celińskiego- jest aktualny.
Przewodniczący stwierdza, że świadek został powiadomiony prawidłowo- wezwanie zostało doręczone 25 maja 2006r na adres Biura SDPL w Warszawie przy ul. Mokotowskiej.
Przewodniczący ogłosił przerwę do godziny 13.00.
Po przerwie o godzinie 13.00 stawili się: pełnomocnik powoda Ewelina W olańska, pozwany osobiście,
świadek Jacek Merkei osobiście.
Odczytano treść notatki urzędowej.
Sąd postanowił:
Dopuścić dowód z zeznań świadka Jacka Merkei na okoliczności posiadanej wiedzy na temat incydentu na lotnisku w Paryżu w październiku 1981 r oraz wiedzy odnośnie otrzymanych w czasie tego pobytu darów gotówkowych i sposobu ich rozdysponowania.
Staje świadek Jacek Merkell 52, inżynier, obcy, nie karany, Gdańsk
pouczony o obowiązku mówienia prawdy, karze za składanie fałszywych zeznań, za zgodą stron słuchany bez przyrzeczenia zeznaje:
nie byłem świadkiem tego wydarzenia, nie byłem członkiem delegacji. Pamiętam, że w czasie pobytu w ośrodku internowania wysłuchałem relacji Krzysztofa Wyszkowskiego na ten temat. Myśmy się wymieniali wspomnieniami z okresu funkcjonowania Solidarności- i incydent na lotnisku w Paryżu- był jedną z takich opowieści.
Było to już sporo lat temu ale według mojej najlepszej pamięci wyglądało to tak, że kiedy delegacja Solidarności wyjeżdżała już z Francji, członkowie tej delegacji byli w autobusie , który wiózł ich jako pasażerów do samolotu. Krzysztof Wyszkowski, który mi to opowiadał, nie tylko mi bo grupie internowanych- przedstawiał wydarzenie, które w jego odczuciu napawało go wstydem i zażenowaniem. Było to kontrastujące z przyjęciem przez Francuzów delegacji Solidarności i bardzo wysokiej opinii o Solidarności w świecie. Wg tego opowiadania w autobusie pozostała grupa nie wiem czy wszyscy delegaci czy ich część , był tam Przewodniczący związku Lech Wałęsa, Eligiusz Naszkowski z Piły i była jedna kobieta­ ale jej nazwiska nie pamiętam. Było to grono kilku, może 10 osób, jak pamiętam to wydarzenie. Pozwany był jednym z ostatnich wychodzących z autobusu, razem z Bronisławem Geremkiem, który mając podobne wrażenie jak sam Wyszkowski- namówił Krzysztofa Wyszkowskiego do opuszczenia autobusu, żeby nie być świadkiem tej napawającej wstydem sceny. Nie pamiętam czy pozwany używał tych słów, ale odniosłem wrażenie, że to robiło wrażenie takiej jakby szajki rzezimieszków, którzy kłócą się o łup adresując do swojego szefa pretensje o nie taki podział łupu o zawładnięcie pieniędzmi, które były gotówką zebraną spontanicznie przez uczestników spotkań Solidarności. Osobami, które
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
wiodły prym w tych adresowanych do Wałęsy pretensjach był Naszkowski i ta kobieta, której nazwiska nie pamiętam. Najważniejsze odczucie, wrażenie jakie mi pozostało to zarówno Geremek jak i Wyszkowski byli zniesmaczeni odbywającą się sceną i nie chcieli być jej świadkiem. Pamiętam to opowiadanie dlatego, że było ono ciekawe poprzez ten szalony kontrast między entuzjazmem i powszechnym uwielbieniem Solidarności jaka wtedy panowała we Francji a z drugiej strony taką ordynarnością tej sceny. Z tego opowiadania nie wynikało czy te pieniądze zostały zabrane czy nie, gdzie one były. Byłą to kłótnia o pieniądze, pretensje do Wałęsy o część tych pieniędzy czy też te pieniądze. Wałęsa zachowywał dystans do swoich oponentów, jakby nie poddając się tej presji ale podobnym językiem dyskutując argumentując.
To wszystko co pamiętam.
Nie pamiętam ile osób liczyła delegacja. Z opowiadania pamiętam, że było to kilka lub kilkanaście osób.
To dotyczyło pieniędzy, które były zebrane spontanicznie podczas spotkań z delegacją Solidarności wśród uczestników tych spotkań zwłaszcza związkowców, którzy w odruchu solidarności chcieli wspomóc walczący o prawa związkowe- związek zawodowy w komunistycznej Polsce. To akurat mnie nie dziwiło, dlatego, że wielokrotnie słyszałem o tego typu zbiórkach zwłaszcza po wprowadzeniu stanu wojennego, który był momentem znowu takiego odnowienia entuzjazmu dla Solidarności- podobnie jak w okresie, o którym mówiłem. To jest wiedza głównie zasłyszana. Ja nigdy nie byłem w żadnej zagranicznej delegacji Solidarności aż do roku 89r. Nigdy nie miałem do czynienia z pieniędzmi tak otrzymanymi. Czyli jakby nieformalnie, spontanicznie, spontaniczna zbiórka. Natomiast wielokrotnie słyszałem wiarygodne relacje o takich przypadkach.
Pamiętam nazwisko pana Naszkowskiego i kobietę członkinie delegacji, która była wyjątkowo głośna i agresywna w pretensjach do Przewodniczącego. Były to pretensje delegacji do Przewodniczącego Wałęsy. Obiektem ataku był Przewodniczący Wałęsa. Pretensje dotyczyły: oddaj nasze pieniądze, czemu je zabrałeś- tego typu sformowania padały. Można było pod tym rozumieć pretensje o niewłaściwe rozdzielenie tych pieniędzy pomiędzy poszczególne regiony reprezentowane przez poszczególnych członków delegacji. Były to pieniądze podarowane na rzecz Związku. Dotyczyło to rozdziału pieniędzy związkowych. Można było rozumieć te pretensje jako o zabór mienia- oskarżenia bardzo daleko idące. Relacja Wyszkowskiego w mojej pamięci nie rozstrzygała tego, czy pieniądze były przywłaszczone czy niewłaściwe rozdzielone. Pamiętam wrażenie jakie miałem po opowieści Wyszkowskiego ,że to było jego osobiste wrażenie, podobne wrażenie miał Geremek- co Wyszkowski przywoływał. Nie słyszałem z innych ust tej opowieści. O tej delegacji może mi kiedyś wspominał Geremek, że była taka delegacja, że zbierała tam pieniądze- ale nic bardziej konkretnego.
Nawet nie miałem potrzeby weryfikowania tego opowiadania z innymi członkami delegacji. To była jedna z opowieści.
Ja byłem działaczem Solidarności.
Nie ma wiedzy faktycznej, jak już wspomniałem. Słyszałem relacje o zbieranych pieniądzach ale raczej dotyczyło to okresu po wprowadzeniu stanu wojennego. Nie mam wiedzy- mówiąc najkrócej. Ja miałem do czynienia z pieniędzmi formalnie księgowanymi, będącymi w formalnym obiegu Solidarności.
Na pytania pozwanego:
Ja byłem członkiem Komitetu Założycielskiego Stoczni Gdańskiej, później byłem członkiem Prezydium Zarządu Regionu Gdańskiego, Na I Krajowym Zjeździe -w październiku 8Ir zostałem wybrany do Komisji Krajowej, później w Prezydium Komisji Krajowej.
Przewodniczący uchylił pytanie pozwanego:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
czy świadek sądzi, że służba bezpieczeństwa miała wiedzę na temat obrotów finansowych Solidarności.
Świadek dalej na pytania sądu:
nie mam konkretnej wiedzy na temat, czy służby specjalne wiedziały o obrotach finansowych Solidarności.
Przewodniczący uchylił pytanie pozwanego:
co stało się z dewizami zebranymi w czasie strajku na rzecz Solidarności?
Świadek dalej na pytania pozwanego:
ja od sierpnia 80r do wyboru Lecha Wałęsy na Prezydenta RP 90r byłem bliskim współpracownikiem powoda. Z tym, że w różnych okresach ta bliskość była różna. Ja ściślej, najbliżej współpracowałem z Przewodniczącym Wałęsą od momentu opuszczenia internowania od początku 83r do końca tego okresu.
Przewodniczący uchylił pytanie pozwanego:
czy na tle istniejącego konfliktu w Solidarności odnośnie przywództwa osoby Lecha Wałęsy pozwany był jego przeciwnikiem czy zwolennikiem?
Świadek dalej na pytania pozwanego:
ja tę relację słyszałem latem 82r.w obozie dla internowanych.
Te rozmowy miały charakter szczerości. Mogę dodać, że relacje Krzysztofa Wyszkowskiego ja odbieram jako wnikliwe i rzetelne.
N a pytania pełnomocnika powoda:
my byliśmy w obozie w Strzebielinku.
Ja dzisiaj używam określenia "szajka rzezimieszków" by opisać wrażenie jakie miał o tym zdarzeniu KrzysztofWyszkowski. W skład tej szajki wchodzili delegaci otaczający Wałęsę, którzy pozostali w autobusie. Pamiętam Naszkowskiego i tą kobietę· Pamiętam, że Wyszkowski i Geremek opuścili autobus dystansując się od tego wydarzenia.
Ja nigdy nie rozmawiałem o tym wydarzeniu z Lechem Wałęsą. To wydarzenie nie było przedmiotem moich dociekań. Lech Wałęsa był moim szefem ija o nim miałem ugruntowany pogląd. Moim celem i zamiarem nie było wnikanie w tego typu szczegóły. Ja nie wykluczam , że Wałęsa zdawał jakąś relację z tego, ale nie pamiętam, by było to coś istotnego.
Wtedy kiedy bardzo blisko współpracowałem z Lechem Wałęsą Solidarność walczyła w warunkach skrajnie trudnych zdelegalizowanego związku zawodowego. Była to walka złożona z setek różnych epizodów i zdarzeń, które były i bohaterskie i zdradzieckie, dobre, złe- chwalebnych i wstydliwych- jak normalnie na ziemi. Solidarność zwyciężyła i uważam za swoje wielkie szczęście, że dane mi było w tej walce uczestniczyć. Naszym szefem był Lech Wałęsa a kombatantem KrzysztofWyszkowski. Nie trawiłem wtedy czasu na dociekania tego rodzaju zdarzeń.
Krzysztof Wyszkowski nie przedstawiał tego w kategoriach zarzutów, czy pretensji- to była relacja. Wspomniałem rzetelna, nie ocenna- kategorycznie to podkreślam. To nie była ocenna relacja, to był opis sytuacji, wydarzenia, kontrastu, niesmaku z tego wynikające.
Na dodatkowe pytania pozwanego świadek dalej:
nie przypominam sobie żadnych sum ale trzeba pamiętam w jakim to było okresie- w Polsce zarabiało się kilkanaście dolarów. Każda suma dewiz zebrana we Francji była kwotę relatywnie znaczącą. Nie wiem jaka to kwota.
Przewodniczący ogłosił przerwę do godziny 14.00.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Po przerwie stawili się:
-pełnomocnik powoda adwokat Ewelina Wolańska,
-pozwany osobiście,
-świadek Marek Parol osobiście.
Sąd postanowił:
Dopuścić dowód z przesłuchania świadka Marka Parol na okoliczności wiedzy posiadanej odnośnie wyjazdu delegacji Solidarności do Paryża w październiku 1981r, otrzymywanych tam darów gotówkowych oraz ich rozdysponowania.
Staje świadek Marek ParolI 54,prywatny przedsiębiorca, obcy, nie karany, Gdynia pouczony o obowiązku mówienia prawdy, karze za składanie fałszywych zeznań, za zgodą stron słuchany bez przyrzeczenia zeznaje:
dokładnie nic mi nie jest wiadomo o delegacji Solidarności do Paryża w październiku 1981r. Ja posiadaną wiedzę mam z bieżących wiadomości, które uzyskałem w internecie i prasie­sięgnąłem po nie po otrzymaniu wezwania.
Na pytania pozwanego:
ja pełniłem funkcje w służbach bezpieczeństwa w latach 75-90roku.
Ja mam wątpliwości, bo czynności w ramach pełnionej funkcji które pełniłem objęte są tajemnicą państwową. Nie wiem czy na dzień dzisiejszy są one odtajnione, czy nie.
w tym miejscu pozwany oświadcza, że według jego wiedzy sprawy te nie są objęte tajemnicą państwową.
Świadek dalej na pytania pozwanego:
w okresie tj październik 1981r kiedy toczyła się ta sprawa nie służyłem ani w tej jednostce, którą przywołuje pozwany tj Biuro Studiów i Inspektorat II. W tym czasie ja przebywałem na szkoleniu. W związku z tym nie miałem służbowo do czynienia z tym okresem ani z tą delegacją do Paryża.
Przewodniczący uchyla pytania pozwanego:
czy istnieją zapiski w dokumentacji na temat Naszkowskiego po jego ucieczce z kraju, z których wynikałoby, że dopominał się od Kucy - szefa Biura Studiów należnych mu pieniędzy przywiezionych przez delegację w październiku 1981r z Paryża.
Świadek dalej na pytania pozwanego:
nie przypominam sobie, abym w ramach moich czynności wiedział cokolwiek na temat pieniędzy przywiezionych z Paryża. Odpowiadam to dla świętego spokoju. Chociaż odpowiedź na to pytanie w moim przekonaniu objęta jest tajemnicą państwową- tj pozytywna bądź negatywna.
Nie posiadam wiedzy na temat nieformalnego obrotu przez Solidarność dewizami w roku 1981r.
Przewodniczący uchyla pytanie pozwanego:
czy świadek wie o jakie sumy i w jaki sposób pozyskane pieniądze chodzi w cytacie Mieczysława Rakowskiego zamieszczonym w Dziennikach Politycznych za lata 81-83 "Był u niego (Lecha Wałęsy) w Arłanowie w dniu 9 listopada 1982r-( przypis KW) Kiszczak, który powiedział mu, że to nie żarty , ostrzegaliśmy go wielokrotnie i mógł się przekonać, że nie żartujemy, Przypomniał mu także historię z dolarami.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Przewodniczący po raz kolejny pouczył pozwanego, że pytania do świadków należy zadawać w granicach tezy dowodowej wynikającej z postanowienia sądu.
w tym miejscu pozwany oświadcza, że tak zakreślony temat przesłuchania jest niesłuszny, gdyż nie chodzi w niniejszym postępowaniu wyizolowany z udziałem powoda incydent ale zwyczaju, który był praktykowany w dłuższym okresie czasu i wykazanie tej reguły, tych metod postępowania- co ma bardzo ważne znaczenie dla wyrokowania w tym procesie. Bez tego nie można sobie wyrobić obiektywnego sądu o tym pojedynczym incydencie.
Przewodniczący pouczył pozwanego, że na postanowienia dowodowe nie służy zażalenie zgodnie z przepisami kpc i takie postanowienia mogą być kwestionowane przez stronę dopiero w postępowaniu apelacyjnym od orzeczenia kończącego postępowanie w sprawie.
Świadek na pytania pełnomocnika powoda:
chciałbym odpowiedzieć maksymalnie na ile to jest możliwe na pytania stron, by ten temat zamknąć.
Nie znałem Eligiusza Naszkowskiego .Nie mogę odpowiedzieć na pytanie czy był funkcjonariuszem służb specjalnych.
Sąd postanowił:
l.Rozpoznanie sprawy odroczyć na dzień 3 lipca 2006r g 10.00 s 129
2. Powód, pozwany i pełnomocnik powoda o terminie powiadomieni.
3. Strony zobowiązane do osobistego stawiennictwa w celu przesłuchania pod rygorem pominięcia dowodu z przesłuchania w charakterze strony.

4. Świadek Andrzej Celiński o terminie powiadomiony, Józef Kaczkowski na godz 10.00 o terminie powiadomieni.

Ostatnia aktualizacja: piątek, 25 stycznia 2008 23:02

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.