Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Debata na migi

Jaruzelski, Wałęsa, agentura i nowy okrągły stół.

W niedzielę, 15 maja, telewizja TVN miała przeprowadzić „debatę” pomiędzy Wojciechem Jaruzelskim i Lechem Wałęsą. W ostatniej chwili, jak powiedziano „z przyczyn od TVN niezależnych”, program odwołano, ale zapowiedziano go na najbliższy weekend. Warto wyjaśnić powody tego opóźnienia.

 

Jaruzelski, Wałęsa, agentura i nowy okrągły stół

W niedzielę, 15 maja, telewizja TVN miała przeprowadzić „debatę” pomiędzy Wojciechem Jaruzelskim i Lechem Wałęsą. W ostatniej chwili, jak powiedziano „z przyczyn od TVN niezależnych”, program odwołano, ale zapowiedziano go na najbliższy weekend. Warto wyjaśnić powody tego opóźnienia.
Bezpośrednią przyczyną publicznej rozmowy dwóch liderów „okrągłego stołu”, było z pewnością żądanie Prawa i Sprawiedliwości pozbawienia Jaruzelskiego uprawnień prezydenta i zdegradowanie go do stopnia szeregowca, z powodu jawnego pełnienia przez niego funkcji sowieckiego agenta, tak jak to robił w czasach PRL. Jest rzeczą zrozumiałą, że w poczuciu zagrożenia Jaruzelski zdecydował się zwrócić o pomoc i ochronę do człowieka, który pozostaje wobec niego w stosunku głębokiej zależności z powodu znajomości przez Jaruzelskiego osławionej teczki „Bolka”, w kształcie sprzed jej penetracji przez Wałęsę po czerwcu 1992 roku. Już przedtem Jaruzelski wielokrotnie odgrażał się, że jeżeli „okrągłostołowi” partnerzy z „Solidarności” nie będą wypełniać tajnych zobowiązań ochrony sowieckiej agentury, to on spowoduje, że
 

aureole pospadają”

 
W przeszłości ten szantaż zawsze okazywał się skuteczny.
Zapowiedź debaty ma dwoisty charakter. Z jednej strony jest to sukces demokracji, która zmusza byłych przywódców do obrony swego stanu posiadania na oczach szerokiej publiczności. Z drugiej strony jest to kontynuacja negocjacji trwających już od ponad trzydziestu lat.
Myślę tu nie o okresie szpiclowania przez t.w. „Bolek” na Wydziale W-4 Stoczni Gdańskiej, a o takich rozmowach Wałęsy, jak na przykład ta z dnia 6 października 1978 roku, czyli w cztery miesiące po podjęciu działalności w WZZ, z majorem Czesławem Wojtalikiem i majorem Ryszardem Łubińskim „na terenie bazy transportowej ZREMB przy ul. Siennickiej”, która „miała na celu podjęcie próby ponownego pozyskania L.W. do współpracy lub zneutralizowania jego negatywnej działalności prowadzonej w ramach tzw. Wolnych Związków Zawodowych”. Wałęsa miał powiedzieć wówczas, że: „owszem w przeszłości pomagał nam, ale w owym czasie nie miał innego wyjścia. Obecnie ocenia to jako swój błąd, zresztą z popełnienia tego błędu zwierzył się swoim znajomym z opozycji. Pociesza go jedynie fakt, że nie tylko on błąd taki w przeszłości popełnił, ale popełnili go także /.../ z kontekstu wypowiedzi wynikało, że według niego wymienione osoby także miały kontakt z władzami bezpieczeństwa”.
Podsumowanie notatki trafnie zapowiadało to, w czym Wałęsa tkwił później przez całe dziesięciolecia i w czym tkwi do dzisiaj, a czego najnowszym przejawem jest zapowiedź „debaty” z Jaruzelskim: „Rozmowę należy uznać za celową. Mimo, że w rozmowie nie osiągnięto głównego celu – ponownego nawiązania współpracy z L.W., to stworzono warunki do dalszych rozmów w przyszłości.”
Ja sam zostałem uwikłany w przygotowanie takiej poufnej „debaty”, gdy pod koniec kampanii prezydenckiej w 1990 roku ... Tymiński ogłosił, że w swojej „czarnej teczce” ma dokumenty kompromitujące Wałęsę. Od ludzi z wojskowych służb specjalnych, którzy z ramienia Jaruzelskiego kierowali kampanią Tymińskiego, za pośrednictwem wiceministra obrony narodowej Bronisława Komorowskiego, otrzymałem informację, że Tymińskiemu dostarczono kopię napisanego odręcznie przez Wałęsę zobowiązania do tajnej współpracy z SB. Tymiński zlecił przeprowadzenie badania grafologicznego, ale funkcjonariusze postarali się, by grafolog, którego znaleziono aż w Szczecinie, odmówił wydania jednoznacznej opinii.
W ten sposób publiczne przedstawienie dokumentu, zaplanowane jako gwóźdź debaty Wałęsa-Tymiński, transmitowanej na żywo przez telewizję,
 

zależało od decyzji ...Jaruzelskiego

 
Na wieść o groźbie Tymińskiego Wałęsa zareagował wydaniem oświadczenia, w którym przyznawał się do podpisania w odległej przeszłości kilku dokumentów, ale bez konkretyzowania ich treści (1).
Przebiegu dalszej części „debaty” nie znam, ponieważ odmówiłem współpracy z Wałęsą - prezydentem, ale potwierdzeniem jej powodzenia była rezygnacja Tymińskiego z otwarcia „czarnej teczki” oraz ogłoszone przez Wałęsę po wyborze na prezydenta „wzmacnianie lewej nogi” (2).
Doświadczenie wskazuje, że odłożenie „debaty” nie było przypadkowe i że do niej nigdy nie dojdzie, chyba że jakieś nowe wydarzenia spowodują, że „debata” stanie się niezbędna jako zasłona dla rzeczywistego przebiegu rzeczy. Jest oczywistością, że prawdziwa debata nie miałaby żadnego sensu, a przeprowadzenie transmisji z ponurej komedii z udziałem złych aktorów przyniosłoby tylko ich wzajemną kompromitację. Zapewne chodzi więc, jak zawsze, o szantaż w celu wymuszenia pomocy. Jaruzelski potrzebuje pomocy Wałęsy w obronie przed Kaczyńskimi, a Wałęsa potrzebuje pomocy Jaruzelskiego w obronie przed dokumentacją świadczącą o jego współpracy z SB.
Starając się o poświadczenie przez Jaruzelskiego, że SB w roku 1982 fałszowała nie tylko dokumenty dotyczące lat 1976-1981, ale i wszystkie poprzednie (3), Wałęsa musi zapłacić dotrzymaniem umów „magdalenkowych” (4). Jaruzelski może takie poświadczenie Wałęsie wydać, ponieważ ma w zapasie inne dokumenty opisujące jego kontakty z SB oraz „komprmateriały” z życia przywódcy „Solidarności” z lat 1980-1989.
W tym miejscu dochodzimy do głębszego sensu wiadomości o rzekomej „debacie”. Oto
 

w trzynastą rocznicę puczu agentury

 
i obalenia rządu Jana Olszewskiego, znowu dochodzi do jednoczenia się koalicji antylustracyjnej. Koalicja ta ma ważny cel – ponowne wybranie Leona Kieresa na prezesa Instytuty Pamięci Narodowej. Ci sami ludzie – Wałęsa, Jaruzelski, Geremek, Kiszczak, Mazowiecki, Kwaśniewski, Michnik - i ten sam interes – przetrwanie układu „okrągłego stołu”, dla którego upublicznienie zawartości archiwum IPN oznacza groźbę śmiertelną.
Dlatego „ludzie z Magdalenki”, wbrew wzajemnej nienawiści, muszą się znowu zjednoczyć w walce o przetrwanie. Dlatego Wałęsa zwraca się do Jaruzelskiego z propozycją komisji prawdy i pojednania, dlatego Mazowiecki łączy się z Belką, dlatego Michnik broni Kiszczaka, dlatego Geremek idzie ręka w rękę z Kwaśniewskim.
Ten układ jest znany i role oczywiste. Pozostaje tylko jedno pytanie – jak zachowa się Donald Tusk? Oto ten, którego „ludzie z Magdalenki” nienawidzą, ponieważ występując z Unii Wolności zniszczył możliwość jej koalicji z SLD i premierostwo Geremka, znowu, jak w czerwcu 1992 roku, może zdecydować o ich być albo nie być. Tamtej ponurej nocy trzynaście lat temu Tusk przyłożył rękę do noża wbijanego w plecy polskiej demokracji; czy zrobi to samo na progu IV Rzeczypospolitej? Tym razem stanowisko Platformy Obywatelskiej nie ma dla Polski większego znaczenia. Jeżeli liberałowie staną po stronie agentury, będzie to początek końca ich obecności w życiu politycznym. Jeżeli wypowiedzą lojalność obozowi postkomunizmu, mogą zostać przez niego, w odruchu zemsty, zniszczeni. Okaże się czy mogą, pogardzani przez wszystkich, stanąć z boku. Jeżeli jednak trzecie wyjście miałoby oznaczać walkę niejawną, powstanie cichej koalicji antylustracyjnej z udziałem PO-PD-SLD-SDPL-PSL, to efektem mogłoby być poświęcenie Jaruzelskiego i Kiszczaka na rzecz przetrwania młodszego pokolenia ludzi peerelu i ich agentury. Gdyby więc do takiego układu doszło, Jaruzelskiemu mógłby grozić szybki koniec, a Wałęsie wystawienie na pośmiewisko.
Działacze i wyborcy PO niewtajemniczeni w grę Tuska muszą wreszcie zrozumieć, że PO tym się różni od PD, że chce pozostać jedyną tratwą ratunkową dla postkomunistów i agentów. Pomijając plan zastąpienia w pół roku po wyborach premiera Rokity przez Bieleckiego, plan gry na uratowanie III RP przewiduje rozpad koalicji z PiS i „ratowanie” Polski albo koalicją z antylustracyjną drobnicą, albo nowe wybory, w których wyborcy zmęczeni „prawicowym szaleństwem” powrócą do dawnych panów. W każdym razie
 

PO ma zapewnić niemożność wyboru nowego prezesa IPN przez nowy sejm

 
(a w ostateczności koalicja antylustracyjna liczy na zablokowanie innej kandydatury przez nowy senat, w którym liczy na uzyskanie udziału umożliwiającego blokowanie inicjatyw PiS), a wiecznotrwały p.o. prezesa Kieres, wspierany przez Kościół, rzecznika praw obywatelskich, sąd lustracyjny i popeerelowskie autorytety, zapewni agenturze skuteczną osłonę.
Czy te plany są realne?
Zapewne nie we wszystkim, ale koalicja antylustracyjna musi planować niszczenie polskiej demokracji i blokowanie odzyskania pełnej niepodległości, bo takie jest jej być lub nie być, a ponadto jest w tym wspierana przez całą wschodnią i zachodnią zagranicę, która pragnie trwania Polski, jako rosyjsko-niemiecko-unioeuropejskiego kondominium. Przetrwanie agentury, uchronienie jej dominującej pozycji w polskim życiu publicznym, nieprzypadkowo jest ubierane w sukienkę europejskości, bo Europa, tak jak Rosja, woli Polskę słabą, uległą, źle rządzoną i łatwą do eksploatowania, niż państwo wierne swemu narodowi, twardo broniące swych interesów. To dlatego Aleksander Smolar, prezes Fundacji Batorego, współautor dawnych planów objęcia rządów przez koalicję SLD – UW pod premierostwem Geremka, obecny jest nadal w polskim życiu politycznym. Rosjanie, Niemcy i cała Europa korzysta z okazji do rabowania Polski przy pomocy dawnej sowieckiej agentury i jej solidarnościowych szpiclów. Tak jest od 1989 roku i tak ma pozostać po najbliższych wyborach.
Bardziej niż na Tuska „ludzie z Magdalenki” liczą na pomoc ze strony Kościoła. To zapewne wymogi tej gry doprowadziły do afery z ujawnieniem przez Kieresa agenturalności ojca Hejmo. Chodziło o zastraszenie hierarchii i wydaje się, że cel został osiągnięty. Biskup Orszulik publicznie tęskni za spotkaniami z ubecką stupają generałem Straszewiczem. Arcybiskup Tadeusz Gocłowski, przygnieciony aferą Stella Maris i jej głębokich źródeł, stał się łatwym partnerem obchodów XXV rocznicy Sierpnia`80 zaplanowanych jako
 

renowacja układu z Magdalenki

 
Wracając do rzeczy: walcząc o prawo do przewodniczenia obchodom Sierpnia`80 Wałęsa musi zdobyć zaświadczenie, że nie był szpiclem SB. Dlatego musi bronić Jaruzelskiego, popierać Tuska i starać się o wybór Kieresa. Jeżeli koalicja antylustracyjna przeforsuje Kieresa, a jemu uda się wymusić na pracownikach IPN przyznanie Wałęsie statusu osoby pokrzywdzonej, to podczas obchodów Sierpnia`80 zamiast prawdy o negocjacjach kata z ofiarą, odnowione zostanie kłamstwo o „porozumieniu jak Polak z Polakiem”. Zamiast prawdy o buncie narodu przeciw komunizmowi powróci mit „porozumień sierpniowych”. Wałęsa reprezentować będzie Kiszczaka, a Kwaśniewski Jaruzelskiego. Mazowiecki uściska się z Belką, a Michnik z Urbanem. Gdy kanalie staną na trybunie, Polska może stanąć na ulicy.
W polskim życiu politycznym trwa gwałtowna debata. Jej wynik zdecyduje o przyszłości Polski. Nie wolno dać się nabrać, że jej sensem jest to, co jej uczestnicy mówią w telewizji. Oni nadal negocjują tajnie, skryci pod „okrągłym stołem”.
 
 
KRZYSZTOF WYSZKOWSKI
 
 
 
Wybór śródtytułów – red.
(1) Ten sam manewr obronny zastosował Wałęsa 3 czerwca 1992 roku, gdy, obawiając się o treść „listy Macierewicza”, wysłał do telewizji pismo, w którym przyznawał się, że: „Za pierwszym razem, w grudniu 1970 roku, podpisałem 3 lub 4 dokumenty”. W dwie godziny później, najwidoczniej w efekcie jakiejś błyskawicznej „debaty”, pismo zostało wycofane.
(2) Podobne „debaty” Wałęsa odbywał już wcześniej. Na przykład w roku 1981 z generałem SB Krzysztoporskim, której efektem było zaangażowanie się SB w ochranianie jego pozycji w „Solidarności”, a w roku 1982 z szefem MSW Kiszczakiem, która przyniosła mu zwolnienie z internowania.
(3) Lech Wałęsa został zarejestrowany przez Wydział KW MO w Gdańsku pod numerem 12535 w kategorii tajny współpracownik, pseud. „Bolek” dnia 29 grudnia 1970 r., a 19 czerwca 1976 r. został wyrejestrowany. Notatka służbowa z dnia 21 czerwca 1978 roku: „Pomimo kilkakrotnych ostrzeżeń w dniu 11. 02. 1976 r. zabierając głos w dyskusji na zebraniu związkowym w sposób szkalujący zarzucił niewłaściwe postępowanie kierownictwa administracyjnego wydziału partyjnego i związkowego. Za wystąpienie to dyrekcja stoczni z dniem 30.04. 1976 r. zwolniła go z pracy. /.../ Ponowne nawiązanie kontaktu z t.w. „Bolek” spowodowało u niego bardzo aroganckie zachowanie w stosunku do naszego pracownika i stwierdzenie, że na żadne spotkanie nie przyjdzie, gdyż nie chce naszych organów znać.”
(4) Charakterystycznym dla tych metod wydarzeniem była wypowiedź Szymczychy, ministra w Kancelarii Kwaśniewskiego, w audycji „Śniadanie w Radiu Zet” w dniu 15 maja b.r., w której odwołał się on do tajnej części umów „okrągłego stołu”. Wypowiedź ta zabrzmiała jak szantaż, pozornie mający postać donosu skierowanego do opinii publicznej, wobec biorącego udział w audycji Lecha Kaczyńskiego, który natychmiast zdecydowanie zaprzeczył swemu udziałowi w takim spisku. Słuchacze pozostali w niewiedzy, na czym ten szantaż miałby polegać, ale skutek, w postaci wytworzenia wrażenia, że widocznie coś jest na rzeczy, mógł zostać osiągnięty.
Ostatnia aktualizacja: poniedziałek, 17 marca 2008 20:54

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.