Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

27 listopada
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Media III RP czyli tryumf postkomunizmu

Masowe media tworzą dzisiaj chętnie swój własny, bardzo pozytywny wizerunek. Wielu ich właścicieli ukrywa się za należącym już w dużej mierze do przeszłości obrazem mediów jako instytucji, która w imieniu obywateli kontrolowała jedynie instytucje władzy. Tymczasem media partycypują dzisiaj w układzie władzy i to często z pozycji dominującej. I ta właśnie instytucja ("czwarta władza") - zamiast kontrolować pozostałe trzy władze (ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą) - sama stała się dzisiaj dość powszechnie jednym z elementów czystej władzy politycznej.” Ta diagnoza autorstwa Cezarego Michalskiego została postawiona w r. 2000, ale choć od tego czasu nastąpiły zmiany na lepsze, to postępują one tak powoli, że nadal ważne jest pytanie o źródła tej sytuacji.

Masowe media tworzą dzisiaj chętnie swój własny, bardzo pozytywny wizerunek. Wielu ich właścicieli ukrywa się za należącym już w dużej mierze do przeszłości obrazem mediów jako instytucji, która w imieniu obywateli kontrolowała jedynie instytucje władzy. Tymczasem media partycypują dzisiaj w układzie władzy i to często z pozycji dominującej. I ta właśnie instytucja ("czwarta władza") - zamiast kontrolować pozostałe trzy władze (ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą) - sama stała się dzisiaj dość powszechnie jednym z elementów czystej władzy politycznej." Ta diagnoza autorstwa Cezarego Michalskiego została postawiona w r. 2000, ale choć od tego czasu nastąpiły zmiany na lepsze, to postępują one tak powoli, że nadal ważne jest pytanie o źródła tej sytuacji. [1]

Kto chce wiedzieć, ten wie, że media III RP, jako całość, mają charakter postkomunistyczny. Wielu ludzi pyta jednak ze zdziwieniem, w jaki sposób, w kraju niepodległym i demokratycznym, układ postkomunistyczny zdołał zdominować, oficjalnie wolny, rynek medialny? Otóż problem polega na tym, że tzw. Układ nie zdominował mediów na wolnym rynku, a wyprowadził tę dominację z monopolu informacyjnego PZPR w PRL za pomocą tzw. transformacji ustrojowej, której cechą było uwłaszczenie się nomenklatury na majątku narodowym i machinacje komunistycznych służb specjalnych [2].

We współczesnej Polsce nadal nigdy za częste jest powtarzanie, że „okrągły stół" jest faktem i symbolem najgorszym w całej historii powojennej walki Polaków o niepodległość. [3]. U progu zwycięstwa zorganizowana została akcja wyprzedzająca i unicestwiająca możliwość budowy Polski wolnej od strukturalnej obecności zewnętrznych i wewnętrznych przeciwników wolności, demokracji i patriotyzmu. Ważnym narzędziem tych struktur były i są środki komunikacji społecznej, czyli media.

Zrozumienie, dlaczego „os" stał się faktem osiowym dla dokonania tzw. transformacji ustrojowej, nie oznaczającej jednak odbudowy niepodległego państwa polskiego, wymaga analitycznej pracy świadków wydarzeń, politologów, historyków i działaczy społecznych. Chcę jednak zaproponować państwu pokazanie przewrotnej metody działania systemu na przykładzie karier dwóch ludzi, którzy w całej sprawie odegrali role wybitne, a co ciekawsze, pozornie będąc przeciwnikami, w rzeczywistości grali w jednej drużynie, podzielonej na dwa równoległe zespoły. Myślę tu o Mieczysławie Rakowskim - działaczu PZPR i Tadeuszu Mazowieckim [4] - działaczu z grupy tzw. postępowych katolików [5].

Najpierw jednak należy wrócić do początków okupacji sowieckiej i proroczych ostrzeżeń Józefa Mackiewicza, który w roku 1944, w Krakowie, przewidywał, że po narzuceniu Polsce komunizmu naród polski podzieli się na trzy orientacje: „pierwsza, znikomo mała, to grupa ideowych komunistów polskich; druga, niewspółmiernie liczniejsza, szczerych patriotów; trzecia, największa, obojętnych i oportunistów. Grupa pierwsza, bez względu na to, jakie formy etapowe przyjmie aneksja Polski przez Sowiety, stać będzie wiernopoddańczo pod czerwonym sztandarem.

Zachowanie grupy drugiej może ulec pewnym wahaniom. W wypadku gwałtownej sowietyzacji (której nie należy się spodziewać) może okazać początkowo mniej lub więcej silny sprzeciw. W najgorszym jednak dla nas wypadku, tzn. przy okolicznościach (co nie daj Boże!) porozumienia przejściowego czynników polskich z Komitetem Polskiej Komuny, grupa ta bezsprzecznie w przytłaczającej większości stanie na stanowisku dotrzymania i lojalności umowy, dopatrując - w nie prowokowaniu Moskwy - jedyną gwarancję utrzymania chociażby pozorów niepodległości lub ratowania jej resztek. Nieświadoma tego, że w ten sposób współpracuje jedynie z wrogiem, ułatwiając mu stopniowo tej niepodległości zniszczenie[6]. Trzecia grupa w każdym wypadku współpracować będzie z reżymem. W rezultacie więc, cały Naród i cały aparat państwowy działać będzie na zgubę naszą, a na korzyść Sowietów." [7]

Prawdziwość proroctwa Mackiewicza zilustruję cytatem z Andrzeja Wajdy, człowieka reprezentatywnego dla polskiej inteligencji i założyciela spółki „Agora": „Polacy wzięli udział w komunistycznej przeszłości, ale gdyby wtedy, w roku 1945, inteligenci: profesorowie uniwersytetów, architekci i rozpoczynający świadome życie młodzi artyści... Gdybyśmy my wszyscy powiedzieli »nie« - kim byśmy byli dzisiaj? Wałęsa nie umiałby czytać ani pisać, a nami rządziłby Łukaszenko" [8].

{mosimage}

 

Rakowski i Mazowiecki są prawie rówieśnikami - 1926 i 27 rok urodzenia. W komunizm wkraczali więc równolegle, jeden jako wojskowy politruk [9] - drugi, jako działacz PAX w latach 1948-55 i adiutant Bolesława Piaseckiego. Jest rzeczą charakterystyczną, że obaj od początku swych karier związani byli z tzw. kwestią rewanżyzmu niemieckiego [10]; na niej się politycznie urodzili i na niej dokończyli swych politycznych dni [11]. W tym sensie obaj byli i pozostali dziećmi Stalina [12].

Dokonań Rakowskiego w okresie stalinizmu możemy się łatwo domyślać, a dokonania Mazowieckiego możemy mierzyć jego osławionym artykułem pt. „Wnioski", oczerniającym bpa Czesława Kaczmarka i Kościół w Polsce, a opublikowanym w numerze z 29 września 1953 r., czyli napisanym w przeddzień aresztowania prymasa Stefana Wyszyńskiego (noc z 25 na 26.X.) [13]. Możliwe, że doszło wówczas do jakiejś, na razie niebezpośredniej, współpracy obu młodych działaczy.

Ale Mazowiecki na tak demonstracyjne wysługiwanie się stalinizmowi, wybrał niewłaściwy już moment, bo w Moskwie zaczynały wiać wiatry destalinizacji. Za to środowisko Rakowskiego mogło o tym wiedzieć od, uwolnionej właśnie z więzienia, Anny Pauker, „internacjonalistki" nazwanej przez tygodnik "Time" w 1948 roku "najpotężniejszą kobietą świata". Od tego czasu Mazowiecki zawsze się pilnował, by już nigdy nie wyskakiwać przed szereg.

Polska „odwilż" rozwijała się jednak tak powoli, że Mazowiecki jeszcze w porę zdołał porzucić Piaseckiego i podwiązać się pod „puławian" [14], gdzie Rakowski robił błyskotliwą karierę. Dzięki temu, po październiku 1956 r., akcje obu poszły ostro w górę. Politruk dostał, przeznaczony do manipulowania inteligencją laicką, tygodnik „Polityka" [15], a wiernego „postępowego katolika" postawiono na czele miesięcznika „Więź", przeznaczonego do dezintegracji inteligencji katolickiej, „po linii" II Soboru Watykańskiego, z którym sowietyzm wiązał wielkie nadzieje [16].

W tym samym czasie Mazowiecki zostaje skierowany przez władze PRL do Zarządu Głównego Towarzystwa Łączności z Polonią Zagraniczną "Polonia" [17]. W tej antypolskiej organizacji, założonej z inspiracji sowieckiej w celu dywersji wobec antykomunistycznych działań emigracji politycznej w Europie zachodniej i USA, w latach 50. i 60. ściśle współpracował z takimi agentami UB, jak Hugon Hanke [18] czy Klaudiusz Hrabyk.

Do następnego spotkania Mazowieckiego (wspólnie z Zawieyskim) i Rakowskiego (z Albrechtem) doszło w marcu 1968 r. Rakowski nie wziął udziału w kampanii antysemickiej, a Mazowiecki był współautorem interpelacji Koła „Znak". Ale żaden z nich nie zerwał z systemem - zaraz potem warszawski KIK wyraził ideową akceptację dla ustroju socjalistycznego i sojusz ze Związkiem Sowieckim, a 21 grudnia 1968 r. Mazowiecki złożył w sejmie oświadczenie: "Zasadą ustrojową jest w Polsce socjalistycznej założenie, że kierownictwo polityczne sprawuje Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Na uznaniu tej zasady i my opieramy swą działalność".
W r. 1976 Mazowiecki związał się z tzw. ruchem opozycyjnym, złożonym z komunistycznych dysydentów [19] i Rakowski również nadążał za ewolucją „realnego socjalizmu", utrzymując poufne stosunki z tym samym środowiskiem [20].
W sierpniu 1980 r. Bogdan Gotowski i Artur Hajnicz [21], dwaj ludzie „służb" i jednocześnie aktywiści środowiska koncesjonowanych krytyków systemu z grupy DiP [22], czyli kręgów tygodnika „Polityka" i SDP, a więc także środowiska Rakowskiego, przedstawili Mazowieckiemu projekt „Apelu" do stron konfliktu, znanego później, jako „Apel intelektualistów". Po paru dniach Mazowiecki, na czele przedstawicieli „trójporozumienia", czyli KIK, TKN i DiP, zjawił się z tym apelem w Stoczni Gdańskiej, został ustanowiony szefem komisji ekspertów i wprowadził do tzw. Porozumień Sierpniowych tę samą zasadę dominacji PZPR (zwaną „kierownicą"), którą składał już wiele razy, poczynając od r. 1948, gdy wstępował do PAX, w r. 1955, gdy podjął walkę o samodzielną pozycję w ruchu „postępowych katolików" i w r. 1968, w imieniu klubu „Znak".
Proporcjonalnie analogicznie znalazł się Rakowski publikując w „Polityce" artykuł pt: „Szanować partnera".

Stan wojenny zatrzymał te równoległe kariery [23], ale gdy w październiku r. 1987 władze PRL zawiadomiły wybranych reprezentantów hierarchii Kościoła, że Sowieci zgadzają się na zjednoczenie Niemiec, przed oboma protagonistami wszystkie możliwości stanęły otworem. W r. 1988 Rakowski został premierem, a Mazowiecki liderem tzw. strony solidarnościowo-opozycyjnej, przygotowującej się do „okrągłego stołu".

Choć rok 1989 był czasem wspólnego tryumfu - Mazowiecki zastąpił Rakowskiego na stanowisku premiera, a Rakowski osiągnął szczyt w postaci stanowiska I sekretarza KC - to w relacji odwróconej; władza Mazowieckiego rosła, a Rakowskiego malała. Nadal jednak mogli na siebie wzajemnie liczyć [24].

 

W żadnej dziedzinie transformacja władzy na własność nie miała tak jednoznacznie korzystnego dla nomenklatury charakteru jak w mediach.

Pierwszy niekomunistyczny premier PRL na główne stanowiska w mediach, zgodnie z umową „okrągłego stołu", mianował sprawdzonych ludzi [25]. Prezesem PAP został Ignacy Rutkiewicz, były zastępca Mazowieckiego w „WTK" [26]. Prezesem Radiokomitetu został Andrzej Drawicz, były t.w. „Kowalski" i „Zbigniew". Szefem telewizji został Jan Dworak, sekretarz Mazowieckiego przy „okrągłym stole" [27]. Dyrektorem PAI został Jacek Żakowski. Na redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej" został powołany Dariusz Fikus, wieloletni sekretarz redakcji tygodnika „Polityka" i bliski przyjaciel Rakowskiego, założyciel i pierwszy prezes Związku Kontroli Dystrybucji Prasy, wiceprezes Klubu Europejskiego.

Monopolista prasowy RSW (jego częścią był monopolista kolportażu „Ruch"), którego szefem Rady Nadzorczej był Rakowski, pozostał własnością KC PZPR. Gdy w parę miesięcy później, grupa posłów OKP przystąpiła do opracowywania ustawy o nacjonalizacji RSW, premier Mazowiecki (wg. relacji Marka Jurka) bronił tego majątku jak lew, prosząc o zaufanie i chwilę zwłoki. Naiwni posłowie porzucili swój projekt, a Mazowiecki, wspierany przez Geremka i Michnika, przeforsował ustawę o likwidacji RSW, która ustalała korzystne dla komunistów zasady podziału koncernu. Powołana przez rząd Komisja Likwidacyjna na tytułach prasowych i ich majątku uwłaszczyła ludzi dawnego aparatu propagandy. [28]

 

W ochranianiu postkomunistycznej kontroli na mediami szczególną rolę odegrała „Gazeta Wyborcza". Bardzo symptomatyczny jest fakt, że przemiany w mediach w r. 1989 r. rozpoczęły się od decyzji kierownictwa PRL, żeby dać pismu Michnika najlepsze możliwości druku, kolportażu i zapłaty za nakład [29]. Ta decyzja umożliwiła zajęcie przez GW pozycji dominującej na rynku prasy. Była to decyzja polityczna, będąca świadectwem utworzenia niejawnego sojuszu politycznego przez ludzi stanu wojennego z komunistycznymi dysydentami [30]. Od usytuowania Wyborczej jako nowej „Trybuny Ludu" zaczął się proces zabudowywania przestrzeni medialnej przez postkomunistów w taki sposób, żeby zablokować możliwość pojawienia się mediów niezależnych [31].

Michalski trafnie napisał: „choroba "Gazety Wyborczej ", która uczyniła z niej przeciwieństwo gazety - skrzyżowanie biura politycznego z policyjną pałką dla niepokornych - ukazuje przede wszystkim poważną chorobę całego polskiego rynku medialnego" [32].

W Polsce nie znalazł się nie-postkomunistyczny kapitał odpowiednio duży, żeby na rynku ogólnopolskim mogła pojawić się poważna konkurencja dla „Agory". Stać na to było tylko inwestorów niemieckich. Wobec zagrożenia z tej strony, ludzie, którzy tworzyli postkomunistyczne władztwo nad mediami, nagle zaczęli dbać o polskość mediów. „Lepszy Michnik niż Murdoch" - miał mówić Miller. Nie musimy mieć jako właściciela mediów publicznych ani Michnika,

 

 

IV władza czyli demokracja telewizyjna

Telewizje prywatne

Polsat

Zygmunt Solorz wielki sukces w budowie swego imperium medialnego odniósł pomimo publicznej znajomości jego podejrzanych powiązań. Organizatorem sukcesu Solorza był Piotr Nurowski, funkcjonariusz propagandy z Komitetu Warszawskiego PZPR. W r. 1992 Solorz kupił dziennik "Kurier Polski", którym kierował Andrzej Majkowski, późniejszy sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Kwaśniewskiego. W "Kurierze Polskim" pracowali ludzie z osławionej grupy Lesiaka. W zarządzie Polsatu ma się znajdować więcej ludzi WSI.

O uwikłaniach właściciela Polsatu prasa pisała: "Dzięki współpracy z wywiadem wojskowym oraz przez pewien czas ze Służbą Bezpieczeństwa Solorz cieszył się wsparciem służb specjalnych w działalności gospodarczej. (współpracował) z wywiadem wojskowym - najpierw peerelowskim, później z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi. Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku Solorza prowadzili funkcjonariusze wyszkoleni przez sowieckich specjalistów." [33]

Taki zarzut i ujawnienie potwierdzających go dokumentów nie wywołały nawet w części takiego skandalu, jak rzekome ojcostwo działacza Samoobrony. Okazuje się, że molestowanie seksualne ma być większym zagrożeniem dla społeczeństwa i dobra publicznego niż wiarygodna poszlaka, że ogólnopolska telewizja może służyć podtrzymywaniu w Polsce możliwości manipulowania opinią publiczną w interesie postkomunizmu.

 

TVN

Ponieważ nikt nie pyta, czy podobieństwa w biznesowych początkach Solorza i Jana Wejcherta [34] mają jakieś znaczenie dla sposobu budowania należących do nich imperiów medialnych i czy istnieje między nimi jakiś niejawny związek, należy zapytać, czy nie mamy tu do czynienia z wymuszonym przemilczaniem, które może być dowodem na istnienie podobnej zmowy, jak w przypadku ujawniania prawdy o spółce „Agora" przez Stanisława Remuszkę.

Informację, że: „Wejchert w 1976 r. otworzył w PRL filię niemieckiej firmy handlowej Konsuprod. Było to pierwsze przedstawicielstwo zachodnioniemieckiej firmy w PRL." Antoni Dudek, historyk z IPN, komentuje następująco: „Jednocześnie Departament II MSW rozpoczął operację „Ren", czyli zabezpieczenie kontrwywiadowcze ich działalności. Nie ma żadnych wątpliwości, że firma Konsuprod musiała podlegać tzw. zabepieczeniu kontrwywiadowczemu." [35]

Solorz usiłuje problem zagłuszyć wytaczaniem pozwów sądowych, a Wejchert, wzorem „Agory", po prostu milczy. A przecież chodzi o mocarza, którego prestiż ma znaczenie dla obrazu całej polskiej przedsiębiorczości, jako że Wejchert był współzałożycielem i pierwszym prezesem Polskiej Rady Biznesu (następnym prezesem był Jan Kulczyk, po nim Henryka Bochniarz, Zbigniew Niemczycki i znowu Jan Kulczyk), a obecnie grupa ITI wchodzi na rosyjski rynek medialny.

Choć TVN i Polsat zażarcie zwalczają TVP, to nie nakręciły programu o jej historii - od Urbana, przez Drawicza do Kwiatkowskiego, który by TVP skompromitował, jako stację - ostoję postkomunizmu. Dlaczego? Czy nie dlatego, że taki program mógłby, przez analogię, uderzyć w nie same?

W obu stacjach pracuje wielu dziennikarzy, którzy twierdzenie o dziennikarskiej niezależności uczynili swym wyznaniem wiary. Ale czy nie są oni dzisiaj, tak jak w czasach Urbana, Drawicza czy Kwiatkowskiego tylko usłużnymi narzędziami, rodzajem sfory wypuszczanej przez właścicieli i kierowników redakcji we wskazanym kierunku. Czy trudno się dziwić, że np. Tomasz Lis w audycji „Co z tą Polską" nie zapyta Solorza o szczegóły jego uwikłań i ich znaczenie dla osiągnięcia sukcesu w budowie Polsatu, a redaktorzy Morozowski i Sekielski nie sprowadzą do programu „Teraz MY" Jana Wejcherta, żeby wyjaśnił szczegóły nadzoru jego poprzedniej firmy przez Departament „T" MSW.


{mosimage}



Po latach, gdy postkomunistyczny układ medialny w Polsce został zbudowany i umocniony, dnia 8 czerwca 2003 roku Aleksander Kwaśniewski, podczas uroczystego spotkania w Pałacu Prezydenckim z okazji referendum europejskiego, powiedział: „Proszę Państwa, to nie przypadek, to świadomy wybór, to podjęta wiele lat temu decyzja, aby w tym ruchu uczestniczyć. To ona spowodowała, że dzisiaj, tu w Pałacu Prezydenckim są obok siebie Tadeusz Mazowiecki i Mieczysław Rakowski /.../".

Tadeusz Mazowiecki swoją uległość wobec sowietyzmu nazwał koncepcją „obliczalności" (po latach praktyki pod koniec lat 80. sformułował ją publicznie na łamach miesięcznika „Więź"), według której, tzw. opozycja musi zagwarantować komunistom, że w żadnych okolicznościach nie wykroczy samodzielnie poza program reformy PRL. [36]

 

Warto pamiętać, że Mackiewicz prorokował: „W najgorszym jednak dla nas wypadku, tzn. przy okolicznościach (co nie daj Boże!) porozumienia przejściowego czynników polskich z Komitetem Polskiej Komuny, grupa ta bezsprzecznie w przytłaczającej większości stanie na stanowisku dotrzymania i lojalności umowy". Po latach mógł do tego dopisać: „Po upadku projektu naiwnej i anachronicznej restalizacji Polski po wprowadzeniu stanu wojennego, znowu okazało się, że trzeba wrócić do oryginalnych wskazań Józefa Stalina z lat czterdziestych, każących przeprowadzać wszelkie manewry nie samodzielnie, a z użyciem zapośredniczenia i osłony w postaci postępowych katolików. Gdy wreszcie Jaruzelski z Kiszczakiem zrozumieli, że nie dadzą rady przeprowadzić transformacji bez wsparcia ze strony katolickich „pożytecznych idiotów", okazało się, że znowu pełnym blaskiem rozbłysła koncepcja Bolesława Piaseckiego, według której, sukces sowietyzacji uwarunkowany jest uzyskaniem współpracy ze zagenturyzowanymi ludźmi Kościoła. W ten sposób angażujący się w „transformację" Kościół stał się odpowiedzialny za narzucenie Polakom podwójnej zależności - od uratowanych od anihilacji komunistów i ich nowych- starych współpracowników, ale nastawionych jeszcze bardziej wrogo wobec Kościoła, z owianej chwałą rzekomych wyzwolicieli z komunizmu, tzw. konstruktywnej opozycji." [37]

Jaruzelski z Kiszczakiem zrozumieli, że dla ratowania siebie i „aparatu" muszą uzyskać wsparcie ze strony swoich zaufanych ludzi w kierownictwie politycznym Kościoła. W tej sytuacji było jasne, że ludzie tacy jak ks. Orszulik, abp Dąbrowski i inni wskażą na niezbędność Mazowieckiego [38]. Mazowiecki z kolei musiał pociągnąć za sobą Michnika i Kuronia [39], a razem z nimi całą „różową kanapę", wygłodzoną brakiem dostępu do władzy od 1968 r.


{mosimage}


Stalinizm przeprowadził totalizację mediów, również tych, które za zezwoleniem PZPR i UB, odgrywały rolę rzekomego pluralizmu. Dopiero Solidarność zagroziła temu monopolowi i dlatego musiała zostać przez komunistów zamordowana. Po 13 grudnia 1981 r. nastąpiła próba restalinizacji mediów, co, przy uwzględnieniu odmiennego kontekstu cywilizacyjnego, w dużym stopniu się udało. Ponieważ po r. 1986 Sowieci podjęli decyzję o rezygnacji z utrzymywania komunistów przy władzy nad Polską, doszło do ugody „okrągłego stołu". Manewr ugody został przeprowadzony tak zręcznie, że nowy porządek medialny pozostawiał w dyspozycji postkomunistów dominującą część mediów.

Obecnie pozycja postkomunistów w polskim układzie medialnym jest podobna do pozycji Pałacu Stalina w panoramie architektonicznej Warszawy. Stalinizm, w swej istotnej części, nadal trwa w swoich skutkach. Jest to sukces generalissimusa, choć swoje zasługi mają też jego wierni czynownicy, tacy jak Jaruzelski i Kiszczak. Nie należy jednak zapominać o wielkim wkładzie skromniejszych sług systemu, ponieważ skrzywdzilibyśmy takich ludzi, jak Rakowski i Mazowiecki.

Prezydent Kaczyński powiedział w Katowicach 16 grudnia, że komunizm skończył się w Polsce w chwili, gdy Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory parlamentarne. Być może najważniejszym owocem tego zwycięstwa było rozwiązanie WSI, a w efekcie ujawnienie, że, np., sukces Kongresu Liberalno Demokratycznego wiele zawdzięcza Wiktorowi Kubiakowi, wspólnikowi Grzegorza Żemka z lat 80., przy omijaniu ograniczeń narzuconych Związkowi Sowieckiemu przez COCOM. I że np. Żemek współpracował z kilkoma członkami redakcji pisma „ResPublica".

Andrzej Zybertowicz o skutkach rozwiązania WSI mówił następująco: „To byłby krok do symbolicznego przełomu. Jak się to zrobi, to ci, którzy kontrolują media, zaczną inaczej myśleć. A dziennikarze - w efekcie - inaczej działać. Bo teraz jest tak, że czytam zapis dyskusji w Radiu TOK FM. Występują panowie: Lis, Władyka, Wołek i Żakowski. Wszyscy egzaltują się, jakie to straszne rzeczy dzieją się w wyniku rządów PiS-u. Potem oglądam audycję telewizyjną. Występuje prowadzący i trzech zaproszonych profesorów. Zgodnie narzekają na PiS" [40].

To, co wygląda na wojnę mediów postkomunistycznych z PiS, jest w istocie wojną ze społeczeństwem, które chce dla siebie i Polski wolności, niepodległości, demokracji i suwerenności; chce prawdy w życiu publicznym, chce rzetelności w podawaniu informacji. Jawne i niejawne monopole medialne utrzymywane są po to, żeby Polakom dostępu do prawdy nie dać, żeby postkomunistyczni właściciele mediów i wynajęci przez nich dziennikarze mogli nadal, jak przez szesnaście lat III RP, ogłupiać opinie publiczną i narzucać jej fałszywy obraz rzeczywistości.

Pomimo tych skoordynowanych ataków polska opinia publiczna zdołała w ubiegłym roku wybrać wbrew dominującym mediom. Wiele wskazuje, że permanentna histeria medialna roku 2006 była objawem paniki i w roku 2007 możemy być świadkami historycznego przesilenia.

[1] C. Michalski, Kto skontroluje kontrolera?

 

[2] Miarą nikłej, publicznej znajomości tego procesu jest fakt, że przechwycenie mediów przez postkomunistów uważa się na ogół za dzieło Służby Bezpieczeństwa, gdy w rzeczywistości ważniejszą rolę odegrały służby wojskowe (WSW-WSI). Pod kontrolą WSI pozostawał nie tylko FOZZ, ale i, wywodzące się jeszcze z podziemia lat 70., prestiżowe redakcje.

[3] Rozmowa Moniki Olejnik z Tadeuszem Mazowieckim w Radiu Zet, dnia 24 lutego 2005 r.: „(Pyt.): Panie premierze, Lech Wałęsa walczy z Radiem Maryja, walczy o swoją historię, o historię Okrągłego Stołu. Politycy w Radiu Maryja twierdzą, że Okrągły Stół to była zmowa agentów, to był spisek skonstruowany przez Związek Radziecki. (...) (Odp.): : Te twierdzenia są po prostu oburzające. Świadectwa biskupów Dembowskiego, Gocłowskiego, Orszulika są tutaj jasne. W dzisiejszej prasie i nie od dzisiaj zresztą, ci hierarchowie, którzy uczestniczyli w rozmowach, jasno na ten temat mówią. Jest to po prostu absurdalne i oburzające, ten niezwykle istotny moment w historii Polski, niezwykle trudny moment w historii Polski tak posponować to jest... Nie mam słów. To oburzające."

[4] W liście do KC PZPR z 14 sierpnia 1955 r. przedstawiał się następująco: „w środowisku od 1948 r. w Zespole od 1948 r. W latach 195o-52 zastępca redaktora naczelnego"Słowa Powszechnego", od roku 1953 do czerwca 1955 redaktor naczelny „Wrocławskiego Tygodnika Katolickiego" i inspektor Komisji Krajowej Frontu Narodowego. Radny WRN we Wrocławiu. Laureat nagrody publicystycznej im. Wł. Pietrzaka w roku 1954." Jego kartoteka została wyjęta z archiwum centralnego UOP przed wyborami prezydenckimi. Informacje pracownika archiwum, który stwierdził, że widział kartę TW, Macierewicz uznał za niewystarczające.", za: Zygmunt Przetakiewicz, Od ONR-u do PAX-u, Warszawa 1994, s. 117. http://mazowsze.kraj.com.pl/mazow/mazowiecki.shtml. W aktach SB dotyczących rozpracowania „Tygodnika Solidarność" Mazowiecki został tak opisany: „Dobrze zna metody pracy Służby Bezpieczeństwa".

[5] W składzie redakcji "Wrocławskiego Tygodnika Katolickiego", byli m.in. Ignacy Rutkiewicz (w r. 1989 mianowany przez Mazowieckiego szefem PAP) i Jan Turnau, obecnie redaktor działu religijnego "Gazety Wyborczej".

[6] Józef Mackiewicz, Optymizm nie zastąpi nam Polski, Londyn 2005, s. 36-37.

[7] Mackiewicz dodaje: „Nie należy się liczyć, pod panowaniem sowieckim, ani ze strzałami do agentów NKWD, jak to miało miejsce z agentami Gestapo, ani z prasą podziemną"., j.w. s. 37.

[8] Andrzej Wajda, Tu było moje miejsce, „Gazeta Wyborcza", 9 IV 2000 r.

[9] W kręgu ludzi wywodzących się z Związku Patriotów Polskich mówiono, że Rakowski był asystentem Bermana do spraw prasy (stąd miała się wywodzić jego nominacja do tygodnika „Polityka), ale sam Rakowski temu zaprzecza.

[10] Wiele wskazuje na to, że Rakowski mógł być łącznikiem wywiadu PRL z agenturą sowiecką działającą w sferach politycznych RFN, np. z H. Wehnerem. Potwierdzeniem może być uwaga W. Jaruzelskiego: „Mieczysław Rakowski /.../ miał liczne owocne kontakty, „dojścia", a nawet przyjaźnie z szeregiem czołowych polityków RFN.", w: Historyczny wiraż, http://www.geocities.com/wojciech_jaruzelski/Niemcy.htm.

[11] Być może jednak Rakowski i Mazowiecki nadal posiadają poważne wpływy polityczne jako, że wg. najnowszych informacji, mają stać za koncepcją „zlania się" partii Demokraci.pl z SLD pod kierownictwem A. Kwaśniewskiego.

[12] Obaj odnieśli swe największe sukcesy w chwili, gdy ZSRS za pomocą „pierestrojki" podjął operację oddania NRD za pomoc Zachodu w transformacji imperium sowieckiego.

[13] O aresztowaniu Prymasa B. Piasecki został uprzedzony przez Brystygierową. Za: Z. Przetakiewicz, j.w., s. 88.

[14] Od r. 1955 Mazowiecki, wraz z grupą działaczy PAX zwaną „Frondą", podjął działania na rzecz odsunięcia grupy Bolesława Piaseckiego. W tym celu nawiązali własne kontakty z kierownictwem PZPR (z jednej strony z „Puławianami", ale z drugiej z Franciszkiem Mazurem reprezentującym „Natolin"). Po odkryciu spisku przez kierownictwo PAX w 1955 r., w donosach pisanych do KC PZPR, „Fronda" oskarżyła grupę Piaseckiego, że traktuje PAX „nie jako zupełnie nowe , powojenne zjawisko polityczne, ale jako przedłużenie, jako jedno z kolejnych „wcieleń" na ich trwającej od kilkunastu lat drodze.", za: Z. Przetakiewicz, j.w., s. 118.

W liście „Frondy" do KC PZPR z 14 października 1955 r. napisali: „Niżej podpisani działacze katoliccy zwracają się do Komitetu Centralnego PZPR jako do gospodarza politycznego naszego kraju /.../ czynimy to z pełnym zaufaniem wynikającym z głębokiego ideologicznego uznania przez nas partii klasy robotniczej za siłę kierowniczą naszego kraju oraz w pełnej gotowości do zastosowania się do jej oceny. /.../ Decyzję wstąpienia do Zespołu Stowarzyszenia PAX podjęliśmy nie na skutek personalnego przywiązania do ludzi, którzy stanęli na jego czele, ale dlatego, że chcieliśmy świadomie służyć celom ideowo-politycznym , jakie prezentowały jego ideologiczne „Wytyczne": rewolucji socjalistycznej i Kościołowi katolickiemu w Polsce Ludowej. /.../ Niżej podpisani wielokrotnie dawali wyraz zarówno w publicystyce jak i w działalności politycznej swojemu krytycznemu i negatywnemu stosunkowi do linii politycznej Watykanu (np. głośna polemika T. Mazowieckiego w „Słowie Powszechnym" jesienią 1952 r. /.../",j.w., s. 109-119. Siebie „Fronda" prezentowała jako: „młody aktyw działaczy o mentalności ukształtowanej wpływami życia w Polsce Ludowej", j.w., s. 119.

[15] Jak się obecnie okazuje i zawsze należało się domyślać, redakcja była zdominowana przez agentów. Dotychczas ujawniono agenturalność m.inn. Krzysztofa Teodora Toeplitza, Daniela Passenta, Kazimierza Koźniewskiego, Andrzeja Garlickiego, Krzysztofa Mroziewicza, Wojciecha Giełżyńskiego. Daniel Passent bronił w swoim blogu Krzysztofa Mroziewicza w następujący sposób: "W normalnym państwie współpraca z wywiadem wojskowym swojego kraju nie jest przestępstwem - oczywiście, Polska Ludowa nie była "swoim" krajem, była niechciana, ale była to jedyna Polska istniejąca." Oczywiście nie inaczej było z dziennikarzami prasy „postępowo-katolickiej". W wywiadzie udzielonym "Rzeczpospolitej" historyk dr Sławomir Cenckiewicz, były przewodniczący Komisji do spraw Likwidacji WSI, na pytanie: „Czy działacze katoliccy często współpracowali z bezpieką?" odpowiedział: „Tak. Generalnie rzecz ujmując, podobnie jak w przypadku Andrzeja Micewskiego, wiedzieli, że aby zrobić karierę w PRL, musieli dać dowód lojalności wobec systemu. /.../ Znam kilkanaście przypadków dziennikarzy, którzy pracowali dla SB, a po 1989r. kontynuowali współpracę i do tej pory są czynnymi agentami. Skala tej współpracy musiała być duża, bowiem dziennikarze byli na pierwszym froncie urabiania opinii publicznej", S. Cenckiewicz, Dowód lojalności w zamian za karierę, „Rzeczpospolita", 1 grudnia 2006 r.

[16] Według ideologicznego organu KC PZPR "Nowe Drogi", nr. 10 z października 1956 r., to Jakub Berman stworzył: "klimat, który umożliwił rozwój ruchu postępowo-katolickiego.". Za: Władysław Gauza, Kilka uwag na marginesie, http://www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=9397.

[17] Warto tu przytoczyć opinię J. Mackiewicza: „Prawo równi pochyłej jest jednakie dla wszystkich. Kto na nią raz wkroczy , toczy się dalej. Takoż obserwujemy w tej chwili (początek lat 60. - K.W.) staczanie się grupy Znaku z „etapu politycznego", poprzez „etap faryzeizmu" do etapu jawnej agentury. Świadczy o tem zarówno włączanie się we wszystkie dezyderaty polityki zagranicznej bloku komunistycznego, dywersyjna akcja w ośrodkach katolickich na Zachodzie, jak też w ośrodkach emigracyjnych." Mackiewicz stwierdza, że w propaganda „katolewicy" zawiera „w istocie dokładnie te same sugestie, jakie 40 lat temu lansowane były przez prowokacje znanego nam „Trustu" GPU". W: J. Mackiewicz, Zwycięstwo prowokacji, Monachium 1962.

[18] O związki z H. Hanke oskarżył Mazowieckiego już w 1954 r. Zygmunt Przetakiewicz, ale wówczas Mazowiecki temu zaprzeczał.

[19] O horyzontach cywilizacyjnych tej opozycji wiele mówi fakt, że w r. 1978 w „Więzi" opublikowano artykuł Edwarda Lipińskiego, czołowego ekonomisty „KSS" KOR, w którym ten dowodził, że Polska nie powinna naśladować Zachodu z masową motoryzacją indywidualną, a rozwijać model powszechnej komunikacji autobusowej. Jak widać jeszcze na 11 lat przed wprowadzeniem w Polsce kapitalizmu Mazowiecki pozostawał wierny swym poglądom z lat 50.: „W roku 1952 historia dowodzi wyraźnie, że dokonane w Polsce przemiany społeczne i są nieodwracalne. W świat zaś wyzysku kapitalistycznego /.../ uderza coraz to mocniej powiew buntu społecznego /.../ świat kapitalistyczny rozdzierany jest od wewnątrz sprzecznościami", słowo wstępne do broszury PAX pt.: „Wróg jest ten sam".

[20] W „Dziennikach" z lat 1976-80 Rakowski wspomina: „Odwiedził mnie gen. Krzysztoporski, szef departamentu III MSW. Chciał wyjaśnić sprawę mojej obecności w Ambasadzie USA... Krzysztoporski był ciekaw, jak przebiegał ten wieczór, więc mu opowiedziałem. /.../ zaproponował mi, żebym co pewien czas spotykał się z oficerem, który opiekuje się naszą redakcją. Wyraziłem zgodę. Czasy są takie trudne, że warto wiedzieć, co ci panowie o nas wiedzą. Warto także spotkać się z nim, by dowiedzieć się trochę o moich ludziach". Za: Teresa Kuczyńska, Czwarta władza i agenci, „Tygodnik Solidarność" nr 43/2003.

[21] Po Sierpniu`80 B. Gotowski został zastępcą prezesa SDP Stafana Bratkowskiego, a A. Hajnicz sekretarzem redakcji „Tygodnika Solidarność".

[22] Uczestnikiem pierwszego zebrania DiP był M. Rakowski. Przejście premierostwa z rąk Rakowskiego do rąk Mazowieckiego nie było więc zmianą tak radykalną, jak to się prezentuje.

[23] Dnia 18 stycznia 981 r. agent SB „Walasek" informował, że Mazowiecki należy do grupy działaczy chcących odbudować „Solidarność" we współpracy z władzami za pomocą odrzucenia demokracji i organizowania władz Związku „od góry w dół:" Wówczas władze PRL nie przyjęły tej oferty, ale jej ponowienie przez Mazowieckiego i innych dnia 27 stycznia 1989 r,. w trakcie przygotowującego „okrągły stół", spotkania z Kiszczakiem, była dla władz gwarancją, że do odbudowy „Solidarności", jako organizacji demokratycznej, na pewno nie dojdzie.

[24] T. Mazowiecki na posiedzeniu Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego dnia 23 sierpnia 1989, na dzień przed powołaniem przez Sejm na premiera PRL: „Musi być dla wszystkich, także dla PZPR, zapewniony udział, otwartość i współodpowiedzialność. Dlatego mówię o szerokiej koalicji, ale ja biorę za nią odpowiedzialność." Miarą zaufania Mazowieckiego do poprzednika był fakt, że zachował po Rakowskim cały aparat obsługujący premiera, nawet dyrektora gabinetu i sekretarki. Dopiero w r. 1991, gdy okazało się, że dokumenty premiera mają być wynoszone przez ten personel Rakowskiemu, doszło do wymiany kadr.

[25] O ówczesnej perspektywie politycznej Mazowiecki świadczy następująca anegdota. Gdy Mazowiecki zastanawiał się nad treścią pierwszego numeru odnowionego „Tygodnika Solidarność", zwrócił się do mnie z pytaniem, jaki artykuł mógłbym w nim zamieścić. Już wcześniej odmówiłem mu wspólpracy, ale chcąc sprawdzić jego zamiary zaproponowałem artykuł pod tytułem: „O potrzebie antykomunizmu". Reakcja była charakterystyczna - „To może do ostatniego" - odpowiedział, a ja do Tygodnika wróciłem dopiero wówczas, gdy redaktorem naczelnym został Jarosław Kaczyński.

[26] Warto dodać, że wkrótce rzecznikiem prezydenta Lecha Wałęsy został inny dziennikarz „WTK", Andrzej Drzycimski.

[27] Szefem „Wiadomości" w TVP został Jacek Snopkiewicz.

[28] W Komisji zasiadali m.in.: Jan Bijak, zastępca Rakowskiego z „Polityki" i, jako jej sekretarz, dziennikarz katolicki Andrzej Grajewski. Członkiem Komisji był również, nikomu wówczas nieznany, zastępca redaktora naczelnego „Gazety Gdańskiej" Donald Tusk. Szefem Komisji został Jerzy Drygalski, przeniesiony następnie na ministra prywatyzacji, gdzie nadal wspierał uwłaszczanie nomenklatury.

[29] Świetny opis monopolistycznych przywilejów, w jakie władze PRL wyposażyły „Gazetę Wyborczą", został zawarty w najnowszym wydaniu książki Stanisława Remuszki „Gazeta Wyborcza i okolice". Perypetie Remuszki związane z tematem książki, są, same w sobie, doskonałą ilustracją istnienia nielegalnych zmów właścicieli mediów przeciw wolności słowa.

[30] Jednocześnie prezesem TVP, czyli kierownikiem najpotężniejszego medium propagandowego PRL, został Jerzy Urban, przyjaciel Adama Michnika, zwany „Goebbelsem stanu wojennego".

[31] W Polsce nie znalazł się nie-postkomunistyczny kapitał odpowiednio silny, żeby na rynku ogólnopolskim mogła pojawić się poważna konkurencja dla „Agory". Stać na to było tylko inwestorów niemieckich. Wobec zagrożenia z tej strony, ludzie, którzy tworzyli postkomunistyczne władztwo nad mediami, nagle zaczęli dbać o polskość mediów. „Lepszy Michnik niż Murdoch" - miał mówić Miller. Nie musimy mieć jako właściciela mediów publicznych ani Michnika, ani Murdocha, ani Springera, ani Millera. Media w Polsce mogą stać się własnością obywateli polskich i służyć Polsce, a nie być narzędziem masowej indoktrynacji dokonywanej przez tajemne grupy interesu.
Jeżeli większość prasy polskiej jest własnością kapitału zagranicznego, jeżeli właściciel niemiecki monopolistycznie decyduje o treści gazet lokalnych na 1/3 terytorium Polski, to jest to skutek działań postkomunistów, wspieranych przez lewicę laicką i katolewicę.

[32] J.w.

[33] Wojciech Wybranowski, „Nasz Dziennik", 17 listopada 2006 r.

[34] Współautorem sukcesu Wejcherta był Mariusz Walter, o którym M. Rakowski pisał: „O godzinie 11 Mariusz Walter. Niezmiennie mój wielki zwolennik. Rozmawialiśmy o sytuacji w Polsce. Był bardzo przygnębiony, gdy usłyszał ode mnie ocenę tego, co w naszym kraju się dzieje. Na marginesie: wielu ludzi w Polsce ciągle we mnie wierzy, widzi we mnie człowieka, który odegra jeszcze wielką rolę w życiu kraju". "Dzienniki polityczne", 4 czerwca 1986 r.

[35] Katarzyna Hejke, Teresa Wójcik, Piotr Lisiewicz, WSI na wizji!
„Gazeta Polska", 28 listopada 2006.

[36] Mazowiecki przedstawiał się jako zwolennik „pluralizmu" ideowego w realnym socjalizmie. Była to walka z góry wygrana, bo ukartowana z komunistami, jako, że, jak to trafnie nazwał Z. Przetakiewicz: „interesy międzynarodowe komunizmu wymagały prezentowania liberalizmu światopoglądowego, jako towaru eksportowego rewolucji.", j.w., s. 108.

[37] Józef Mackiewicz, Zwycięstwo prowokacji, Monachium 1962.

[38] O relacjach w grupie organizatorów „okrągłego stołu" wiele mówi wspomnienie bpa Orszulika: „Pytanie: Jaki był generał Kiszczak? Odpowiedź: Gładki. Kulturalny. (...) Raz na nas nakrzyczał. To było juz po wyborach, chyba 6 czerwca 89, kiedy padła lista krajowa. Wezwał abp Dąbrowskiego, mnie, Mazowieckiego i Geremka. Siedzieliśmy jak na ławie oskarżonych. Gen. Kiszczak krzyczał: -Co sobie myślicie, ustrój zmieniać chcecie, władzę przejąć chcecie."

[39] Bp Alojzy Orszulik tak to opisuje: „Pewnego razu Mazowiecki zaproponowal: -A może bym przyprowadził Kuronia i Michnika? - Czemu nie - odpowiedziałem. I w 1988, tego dnia gdy odbywała się telewizyjna debata Alfred Miodowicz-Lech Wałęsa, wypiliśmy z Michnikiem bruderszaft.", Ewa Milewicz i Mikołaj Lizut, Gazeta Wyborcza.

[40] „Trzeba przemówić językiem siły", Piotr Głuchowski i Jarosław Cajsel, „Gazeta Wyborcza", 16 maja 2006 r. Za najważniejsze „antyrozwojowe grupy interesów" Zybertowicz uznał "część środowisk politycznych, gospodarczych i medialnych posiadającą związki ze służbami specjalnymi".

Ostatnia aktualizacja: poniedziałek, 17 marca 2008 21:09

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.