Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Milewicz oddaje order

Ewa Milewicz uznała, że powinna oddać prezydentowi order, który otrzymała od niego za, jak to napisała, wspomaganie strajku 1980 r. Jako przyczynę gestu, który zapewne szybciej zareklamowała w GW niż  faktycznie zrealizowała, Milewicz podała odznaczenie orderami również „ludzi z IPN, którzy dostarczają amunicji do strzelania do Lecha Wałęsy."

Jestem przekonany, że bardzo wysokie odznaczenie - Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski - otrzymała nie za sam udział w strajku, a „za całokształt" działalności antytotalitarnej, w tym również za działalność w KOR. Ewa współpracowała wówczas z Biuletynem Informacyjnym KSS „KOR", w którym ukazał się artykuł Seweryna Blumsteina porównujący polskich biskupów do irańskich ajatollahów. Czy z tego wynika, że katolicy powinni odesłać ordery, gdy otrzymała go koleżanka „Bluma"?

Milewicz uprawia nędzną propagandę, gdy pisze, że IPN nie pamięta o wieńcach laurowych dla Lecha Wałęsy. Pełno jest laurowych liści nawet w książce dokumentującej jego agenturalność, jako t.w. „Bolka" i kradzież dokumentów z archiwum UOP. Ale nawet gdyby miała rację, to jej akcja nie miałaby większego sensu, niż gdyby ktoś w rodzaju Piotra Farfała ogłosił, że „Polacy" powinni oddać ordery, które przyznano „Żydówce". A specjalistą od takich właśnie podziałów był człowiek, którego obrończynią prezentuje się publicystka GW.

Milewicz odmawia też pracownikom IPN odwagi, z determinacją zdyscyplinowanej propagandystki podając za akt odwagi aktywność Lecha Wałęsy w r. 1970, gdy ten podjął się zadań szpicla i o której sam pisał, że ma „krew na rękach"). To niegodny argument, bo ani Janusz Kurtyka, ani Jan Żaryn, ani żaden z innych odznaczonych nie będzie polemizował z tak fałszywym zarzutem. Ich przeszłość jest ich dumą, której kłamczucha z GW nie zdoła poniżyć.

Osobiście mam jednak nadzieję, że prezydent, podwyższając w ostatniej chwili rangę orderów, uhonorował wczoraj cechę jeszcze rzadszą niż odwaga wypowiedzenia walki totalitaryzmowi - odwagę cywilną. Właśnie ten dziki atak, którego interesownym uczestnikiem jest Milewicz, dokonał pasowania pracowników IPN na rycerzy godności moralnej i niezależności pracowników nauki. Właśnie ta kampania łgarstwa i nienawiści, w której wyraźniej niż kiedykolwiek połączyło się środowisko GW z agentami SB i WSW oraz całym obozem postkomunistycznym, zmieniła proporcje zasług w tych orderach - główna rola przeniesiona została z zasług w walce z komunizmem i pracy nad dokumentowaniem zbrodni komunistycznych, na odwagę cywilną niezbędną urzędnikom państwowym do właściwego wypełniania ich powinności. Skoro wierność statutowi instytucji jest dziś wartością patriotyczną, to choćby dlatego pracownicy IPN są godni swoich orderów.

Chuligaństwo Milewicz jest tym bardziej przykre, że jest świadectwem jej osobistego upadku. Bo w kwestii odwagi cywilnej Milewicz ma doświadczenie ważne publicznie i osobiście bardzo dla niej chlubne. W moich oczach na swój order zasłużyła nawet bardziej, jako osoba wyjątkowo moralna, niż jako jedna z patriotek. Chodzi mi szczególnie o wydarzenie sprzed dwudziestu pięciu lat, gdy potrafiła sprzeciwić się głupim wypowiedziom swego przyjaciela, mimo, że siedział on w tym czasie w więzieniu. Pamiętam, że jego wypowiedź mnie również przykro uderzyła (chodziłem wówczas pod sąd, by protestować przeciw więzieniu tego człowieka), ale zmilczałem ją, nie chcąc upokarzać człowieka ubezwłasnowolnionego. Ewa, jestem pewien, że z bólem serca, uznała za potrzebne zareagować na piśmie. Była za ten akt odwagi cywilnej najwyższej próby karana strasznym zarzutem, że „do bezbronnego strzelała zza winkla".

Ale od tego czasu wiele, niestety, się zmieniło. Upadł komunizm i wraz nim, całkiem nieoczekiwanie, upadły zasady. Ta sama Ewa, której obecność dodawała odwagi silnym mężczyznom w Stoczni Gdańskiej, tchórzliwie zgodziła się na przyjęcie udziałów w przechwyconej od Solidarności spółce. Od tej chwili jej opinie utraciły dawną wiarygodność, bo przestały być świadectwem postawy moralnej, a stały się objawem interesu. W następnych latach Milewicz nie raz pewnie była upokarzana metodą, za pomocą której wspólnicy Adama Michnika uwiarygodniali jego stanowisko - dowodem jego uczciwości miało być zrzeczenie się multimilionowej gratyfikacji za prywatyzację Agory (ale już nie stanowiska i „tłustych wypasów"). Teraz Milewicz sama musi sobie powiedzieć, ile teraz dzieli ją nawet od takiej wiarygodności szefa, skoro sama nie tylko nie potrafiła oddać pieniędzy na rzecz Solidarności, ale nawet zrzec się na ich na korzyść kolegów.

Z internetowej strony GW bije w oczy zdjęcie Ewy Milewicz dekorowanej przez prezydenta Kaczyńskiego i wielki tytuł: „Dlaczego oddaję Panu order".

Droga Ewo - nie staraj się usłyszeć odpowiedzi na to pytanie. Sama sobie wypłaciłaś za swą rolę, a teraz służysz jeszcze za parasol dla wpatrzonych w Ciebie „cyngielek". Przestań zabierać głos publicznie, a gesty zostaw tym, którzy swej odwagi cywilnej nie sprzedali.

 

 

 

 

 

 


Ostatnia aktualizacja: środa, 13 maja 2009 04:27

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.