Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Mysi pisk Tuska

Tym razem zmilczano wypowiedź prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którą kiedy indziej piętnowano by bez końca jako wulgarny, bezpodstawny, skandaliczny atak na nieskazitelnego, znanego z osobistego wstrętu do wszelkich kombinacji i całą duszą walczącego z korupcją, premiera Donalda Tuska.

Prezydent tak wypowiedział się o casusie Misiaka - Sądzę, że to jest przede wszystkim sprawa moralności poszczególnych senatorów i całych formacji, które albo się wywodzą z ludzi często związanych z biznesem powstałym po roku 1989, albo też takich ludzi w szeregach mają".

Co jest konstytutywną cechą formacji, której Tusk przewodzi od lat już 20? Co jest jej fundamentem, jej kamieniem węgielnym i opoką, na której została zbudowana? Co jest ideą, która przyciągała tabuny aktywistów? Według rozpowszechnionego przekonania jest to zasada, że „pierwszy milion trzeba ukraść”. Trzeba uznać, że prezydent Kaczyński, jako doświadczony uczestnik i bystry obserwator życia politycznego, znający ponadto oba raporty Antoniego Macierewicza z likwidacji WSI, wie o tym lepiej niż ktokolwiek inny.

Tusk, który u początków swej kariery sam nazwał się „macherem z zaplecza”, jest  uznanym mistrzem moralnego kuglarstwa. Mieni się spadkobiercą Solidarności, ale w czerwcu 1992 r. bronił agentury komunistycznej z zaciekłością równą dzisiejszemu głoszeniu mitu t.w. Bolka. Gdy KLD, nazywany partią „aferałów”, nie dostał się w r. 1993 do sejmu, skojarzył swoich ludzi z niedawnymi wrogami z Unii Demokratycznej. W efekcie w Unii Wolności wytworzył się podział na, jak to mówiono, „etosowców” i „złodziei”. Gdy Geremek został przewodniczącym UW i chciał uzdrowić partię, a zapamiętał sobie metody, jakimi wcześniej Piskorski sprawił mu lanie w wyborach w Warszawie, natychmiast wyciął z Rady Krajowej wszystkich ludzi Tuska. Operacja się powiodła, ale pacjent zmarł, tymczasem nie dobity „macher” wyszedł z zaplecza i zaatakował Platformą.

Okazało się szybko, że lecą do niego wszyscy, którym było niewygodnie i z postkomunistami i z troską o dobro państwa i narodu (są w PO również ludzie uczciwi, ale ich  naiwność skazuje ich na rolę „pożytecznych idiotów”). Wsparcie właścicieli mediów pomogło ukryć „kierownicze sprawstwo” w tym sukcesie Czempińskiego, Olechowskiego i innych działaczy jawnych, tajnych i dwupłciowych, przy których uwikłania Marcinkiewicza są tylko dziecinną igraszką.

Dzięki temu opinia publiczna akceptuje dzisiaj twierdzenie Tuska, że nie wyrzuca Pawlaka, bo troszczy się o koalicję, czyli dobro kraju. Szkoda, że nikt nie sprawdzał jego własnych rachunków. Premierowi tym łatwiej jest wyprzeć się jakiegoś Misiaka, że nikt nie pyta go o Kubiaka, człowieka, który niesprawiedliwie pozostaje anonimem, choć jest zasłużonym budowniczym III RP. Bez Misiaka można uprawiać politykę, rządzić Polską, planować zostanie prezydentem, ale jeżeli wzgardzi się technikami Kubiaka, żaden sukces nie będzie już możliwy.

Kiedy Tusk mówi, że metody Pawlaka nie są zgodne ze standardami Platformy, to kopiuje Wałęsę, który w 1982 r. mówił esbekom, że od czterech lat już niczego nie podpisał, a dzisiaj twierdzi, że nie był agentem. I Pawlak i Tusk są pojętnymi uczniami postkomunistów. Ci najpierw posiadali (wcześniej ukradzione), a następnie dopiero legalizowali własność. Jak mówił Rokita: „Agresywna interesowność dwóch starych formacji - SLD i PSL - zdeprawowała polskie życie publiczne.”

Czy coś się teraz zmieniło? Rokita wyleciał z Platformy nie za to, że wspierał sprzyjające korupcji pomysły starych układów  polityczno-biznesowych, a za to, że próbował wprowadzać regulacje antykorupcyjne wewnątrz PO. Miarą troski Tuska o nieprzekupność funkcjonariuszy państwowych jest fakt, że wszechwładnym urzędnikiem kontrolującym obywateli za pomocą Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego uczynił Krzysztofa Bondaryka, człowieka od dawna stojącego wobec kompromitujących zarzutów. Bondaryk bez obawy o konsekwencje może inwigilować ludzi uznanych przez rząd za przeciwników. Ponieważ za pomocą Centrum Antyterrorystycznego szef ABW przejął władzę również nad Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, Agencją Wywiadu i CBA, razem z Tuskiem stanęli praktycznie ponad prawem i mogą sobie powiedzieć – państwo to my.

Dopóki Polską będzie rządził tandem Tusk-Bondaryk, dopóty walka z korupcją będzie tylko „wizerunkowymi” popisami diabła, który ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni.

Ostatnia aktualizacja: poniedziałek, 30 marca 2009 07:56

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.