Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

„Sens istnienia resortu"

Gdy w kierownictwie GW kompletowano listy dziennikarzy do zwolnienia z pracy, Rafał Kalukin pozostał niezagrożony. Można pozbyć się Wojciecha Załuski czy nawet Łukasza Ramlaua, ale Kalukina, który posiadł arcybolszewicką sztukę zadawania retorycznych pytań w celu sławienia geniuszu partii, nigdy. Dlatego każdy z drżących o posadę powinien przećwiczyć aktualną wersję samokrytyki z kanonu WKPB - „List do starszych kolegów".

Wierny członek kolektywu najpierw obnaża na agorze nurtujące go wątpliwości: „Cieszymy się ze zwycięstwa nad populistyczną rewolucją (kaczyzmem - K.W.). Przypisujemy sobie zresztą niemały udział w tym sukcesie. A zarazem jakiś kornik (subtelna aluzja do historycznej  wrażliwości moralnej pracodawcy - K.W.) drąży nasze dobre samopoczucie. Wielu z nas zastanawia się, czy cząstka odpowiedzialności za katastrofę tamtych dwóch lat nie spoczywa i na nas." Następnie kaja się wobec starych towarzyszy z kierownictwa: „Te wszystkie pytania i rozliczne wątpliwości potraktować możecie jako wyraz słabości i rozchwiania albo, co gorsza, efekt wrogiej indoktrynacji." Na koniec wznosi wzrok ku wydziałowi kadr i wygłasza organizacyjne zaklęcia: „A może się mylę? Może chodzi właśnie o to, by trwać niezmiennie przy fundamentalnych zasadach? Może na tym polega właśnie racja honoru i poczucie własnej godności? Czy wyprowadzicie mnie z błędu?"

Kolektyw zgromadzenia agoralnego ulitował się nad „buntownikiem" i odpowiedział drukiem odezwy przewodniczącego wydziału ideolo: „nie głosiliśmy przyzwolenia dla korupcji; nigdy nie powtarzaliśmy, że "pierwszy milion musi być skradziony". Byliśmy z innego świata - w naszym świecie nie zarabiało się milionów /.../ Sami wolni od syndromu korupcji i od mentalności prokuratorów antykorupcyjnych, zlekceważyliśmy ten problem. /.../ Mówiłem o tym samokrytycznie, składając wyjaśnienia przed tzw. komisją ds. Rywina. /.../ Cechą tego etosu był moralizm, czyli przekonanie o własnej przyzwoitości; pewność, że kłamstwo i oszczerstwo kompromitują kłamcę i oszczercę; wiara w przyrodzoną dobroć ludzi; brak zdolności do krętactwa, manipulacji, intrygi, pogarda dla wartości materialnych, a także swego rodzaju megalomania etyczna i intelektualna." Na koniec wyrażono błogosławieństwo: „Moja formacja schodzi ze sceny. Nadchodzi czas Twojego pokolenia, Rafale."

Ale Kalukin wie, że w takie zejścia ze sceny nie należy zbyt wcześnie uwierzyć. Dlatego nie zapomniał o złożeniu kierownictwu najważniejszego zapewnienia: „Możecie być spokojni, pozostanę - choć to już dziś nieistotne - przeciwnikiem lustracji."

Genialne. Czujność w kwestii tego co dziś najistotniejsze została natychmiast nagrodzona. Został wyznaczony do „dania odporu" artykułowi Doroty Kani o kompromitującym Michnika dokumencie SB. A jest tam wiele okropnych  informacji, jak np. ta, wg. której Michnik ujawnił funkcjonariuszom, że „autorem i inspiratorem pisania petycji o darowanie dalszej kary" działaczom „Ruchu" był Antoni Słonimski. W dodatku Michnik miał donieść SB, że „Słonimski dotarł sam do Estreichera w Krakowie i uzyskał jego podpis z racji zażyłej znajomości sprzed wojny."

Choć Kalukin wiele wstydliwie przemilczał, to odniósł się do rzeczy najgorszej. I zrobił to pochwalnie! W tym miejscu kończy się suwerenność wewnętrznego życia kolektywu GW, a zaczyna ważna kwestia publiczna.

Byłem pewien, że jeżeli GW w ogóle odniesie się do zdań: „(Michnik) nadmienił, że gdyby wiedział o powstaniu nielegalnej organizacji zmierzającej, jak określił, wysadzić Muzeum Lenina w Warszawie  lub pomnik w Poroninie, sam zameldowałby o tym władzom bezpieczeństwa, Ponoć takiego samego zdania ma być również Jacek Kuroń. Następnie nadmienił, że on rozumie sens istnienia naszego resortu i wykonywanie przez niego określonych zadań. Taki resort musi istnieć w każdym państwie niezależnie od ustroju", to z całą mocą zaprzeczy ich prawdziwości. Stało się odwrotnie - GW zrównała tę  ofertę donosu z rozmową z dzielnicowym pytającym „kto podpala okoliczne śmietniki". Robi to wrażenie, że w ten sposób Michnik potwierdza prawdziwość dokumentu SB, przyznaje się do haniebnej deklaracji i jeszcze łajdactwo chwali.

Ton tekstu wskazuje, że GW chce, byśmy uznali, że cała sprawa to kupa śmiechu - cha, cha, Michnik doniósł dzielnicowemu na polski śmietnik. Ale sprawa jest zbyt poważna. Dzisiaj, wobec rocznicy „okrągłego stołu", Michnik winien publicznie ujawnić całość tajnej drogi prowadzącej od deklaracji o donosie, do deklaracji o Kiszczaku jako człowieku honoru. Niech błazen zdejmie maskę zanim wraz ze swą formacją zejdzie ze sceny i odejdzie do piekła bolszewików - na śmietnik historii.

(Gazeta Polska nr. 3, 21 stycznia 2009 r.)

 


Ostatnia aktualizacja: wtorek, 03 lutego 2009 08:37

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.