Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

CAT czyli policja Tuska

Wywiad przeprowadzony przez Julię Jaskólską dla magazyna "Moja Rodzina".

Pytanie: Podczas uroczystej gali z okazji 25-lecia przyznania Lechowi Wałęsie pokojowej Nagrody Nobla, Radosław Sikorski, minister  spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska, stwierdził, że atakujący Wałęsę to „moralne karły". Uważa się Pan za takiego „karła"? Prawdy o byłym przywódcy „Solidarności" dowodzi Pan już od lat.

Odpowiedź: Obawiam się, że słowa Radosława Sikorskiego mają poważniejsze znaczenie niż rozumiane jako wyzwisko. Sikorski nie jest członkiem kierownictwa PO i dlatego musi udowadniać, że nadaje się do tej ekipy. Jako neofita, usiłujący zmieścić w głównym nurcie „dekaczyzacji", głośno wyraża ukryte cele liderów Platformy. Tusk mówi o miłości, a realizuje program czystek personalnych bardziej skrajny niż kiedykolwiek po 1989 r. Sikorski krzyczał o „dorzynaniu watah", ale popełnił zbrodnię zatrzymania w MSZ Witolda Waszczykowskiego i dlatego nadal musi udowadniać swoją prawomyślność.

P. Możliwe jest jednak, że za tymi znakami całkowitego podporządkowania się przez Sikorskiego realizowanemu przez PO programowi reesbekizacji administracji państwowej, kryje się coś więcej. Np. wiedza o podjęciu przez podporządkowane Donaldowi Tuskowi służby specjalne aktywnych działań przeciwko ludziom, których premier i jego ludzie uznali za swoich wrogów. Są podstawy do przypuszczeń, że Sikorski wyraził w ten sposób aprobatę dla pozaprawnych działań „spec-służb", które już realizują osobiste życzenia Tuska.

O. Obecnie nie wystarcza już „wypalanie kaczyzmu do korzenia", co oznacza eliminowanie wszystkich ludzi niezależnych. Tusk, jako bezpośredni nadzorca nowo utworzonego Centrum Antyterrorystycznego, uzyskał narzędzia pełnego kontrolowania wszystkich i wszystkiego. Nie musi wskazywać, kogo jego agenci mają wziąć pod lupę, oni sami potrafią zgadnąć nieskomplikowane życzenia swego oberpolicmajstra. Pytanie brzmi: czy tajne służby Tuska dopiero przystąpią do czynnej walki z ludźmi „nieprawomyślnymi", czy już to robią? A także, czy ograniczą się do obserwacji, podsłuchów itd., czy podejmą akcje czynne?

P. Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk w swojej książce wykazali, na podstawie dogłębnej kwerendy w archiwach, że Wałęsa jest „Bolkiem"? Ale może się mylą? O niewinności lidera „Solidarności", zdaniem Instytutu Lecha Wałęsy, zaświadcza m.in. były funkcjonariusz SB - Graczyk. Może więc świadkowie, do których Pan kilka miesięcy temu dotarł, w tym funkcjonariusze SB, którzy widzieli jak „Wałęsa przysięgał na krzyżyk" mówią nieprawdę? Może to Wałęsa ma rację, twierdząc, że „Bolek" to był aparat do podsłuchów?

O. Cenckiewicz z Gontarczykiem napisali na ten temat książkę i myślę, że żaden z ludzi, którzy ją przeczytali, nie może twierdzić, że nie udowodnili, iż Wałęsa był konfidentem SB o pseudonimie „Bolek". Jeden ze świadków, nota bene funkcjonariusz, który po powrocie Graczyka do Olsztyna przejął kontrolę nad t.w. „Bolkiem", wspominał, że słyszał o przysiędze Wałęsy na szkaplerzyk. Obecny kabaret z kolejnymi oświadczeniami Graczyka tylko potwierdza dowody przedstawione w książce IPN.

P. Szczytem absurdu jest obronne powoływanie się Wałęsy na mnie. Już kilkakrotnie słyszałem jego wypowiedzi, w których twierdzi, że ja ujawniłem, że funkcjonariusz SB Janusz Stachowiak założył na wydziale W-4 podsłuch, któremu nadano kryptonim „Bolek" i to jest źródło wszystkich nieporozumień.

O. Te wykręty Wałęsy są oczywistą bzdurą. Stachowiak nadzorował zakładanie podsłuchów długo po tym, jak Wałęsa podjął dobrowolną i dobrze płatną współpracę agenturalną na rzecz SB przybierając sobie pseudonim „Bolek". Ponadto „Bolkiem" nazwano nie podsłuchy na W-4 z lat 70., a podsłuch na centrali telefonicznej Solidarności w r. 1980. Wałęsa miota się jak w ukropie i wydala z siebie kolejne głupstwa, jako rzekome rewelacje, a kto w nie wierzy, ten z własnego wyboru głupi.

P. Przeciwnicy ujawniania przeszłości byłego prezydenta traktują rzecz jako błąd młodości, który nie miał konsekwencji w dalszej karierze politycznej „elektryka ze stoczni". Nie jest tak?

O. Jedynym sposobem wyrwania się z uzależnienia agenturalnego jest publiczne ujawnienie tego faktu oraz ujawnienie przebiegu działań agenturalnych. Byłym agentem staje się dopiero wtedy, kiedy całość współpracy agenta z tajną policją polityczną stanie się jawna, bo tajna służba utraciła możliwość wywierania na niego wpływu przez zagrożenie ujawnieniem informacji o przebiegu i konsekwencjach tej współpracy.

Wałęsa odmawia nie tylko przyznania się do agenturalności, ale twierdzi również, że jego działania po 1978 r., czyli przystąpieniu do WZZ, były wolne od konsekwencji uprzedniej agenturalności. To jest nieprawda, choć jest zrozumiałe, że Wałęsa chciałby, żeby tak było i subiektywnie może wypierać dowody swojej uległości wobec władz PRL. Tych dowodów jest jednak tak wiele, że nie ma żadnych wątpliwości, iż nawet po zaprzestaniu płatnej współpracy z SB, jako t.w. „Bolek", Wałęsa pozostał trwale uzależniony od władz PRL i jego działania noszą tego uzależnienia wyraźne ślady.

Nawet w chwili obecnej, 18 lat po rozwiązaniu SB i PZPR, Wałęsa nadal jest silnie uzależniony od funkcjonariuszy SB oraz takich szefów systemu, jak Jaruzelski czy Kiszczak. Oczywiście jest to również tragedia Wałęsy, że w wolnej Polsce należy do tych nielicznych, którzy nie mogą cieszyć się wolnością od sowietyzmu, który został dawno pokonany. Z publicznego punktu widzenia mamy jednak obowiązek pamiętać, że głównym planem tej tragedii jest fakt, że najsławniejszym polskim bohaterem narodowym jest donosiciel, który w dodatku nadal broni zdrajców ojczyzny.

P. Wałęsa miał kilka możliwości, żeby wytłumaczyć się ze swojej przeszłości. Dlaczego nie zrobił tego np. w maju 1992 r., kiedy rząd Jana Olszewskiego rozpoczął realizowanie uchwały Sejmu dotyczącej ujawnienia polityków umieszczonych w zasobach archiwalnych MSW jako tajni współpracownicy?  Poparcie dla rządu puściłoby przecież w niepamięć wydarzenia z roku 1970...

O. Uważam, że choć Wałęsa był wówczas blisko przyznania się, to przeszkody były jednak zbyt poważne, żeby mogło do tego faktycznie dojść. Musiałyby przecież zaistnieć wówczas dwie równolegle sprzyjające okoliczności. Pierwsza, to nie podjęcie przez formalną i nieformalną agenturę sił wywodzących się z PRL aktywnych działań na rzecz skłonienia Wałęsy do usunięcia rządu Jana Olszewskiego i zablokowania lustracji. Druga, to udzielenie Wałęsie przez rząd Olszewskiego gwarancji, że ujawnienie działalności t.w. „Bolka" będzie tylko symboliczne, a większość jego czynów zostanie zatajona. Olszewski musiałby ponadto zataić wszystkie fakty dowodzące oddziaływania SB na Wałęsę od podjęcia przez niego działalności w WZZ w 1978 r., po wizytę w Moskwie w 1992 r., jako prezydenta RP. W efekcie Olszewski musiałby podjąć także zobowiązanie, że będzie zwalczał program lustracji polskich elit politycznych.

Te warunki nie były możliwe do osiągnięcia, mimo, że Wałęsa coś takiego ministrowi Antoniemu Macierewiczowi proponował. Gdyby Wałęsa poszedł na pełne ujawnienie prawdy musiałby jednak złożyć urząd. Dlatego poszedł na współpracę z ludźmi PRL, tkwi w tym układzie do dzisiaj i, dzięki takim imprezom, jak obchody 25 rocznicy przyznania nagrody Nobla, zanurza się w bagnie coraz głębiej. Gdzież jest siła, która mogłaby go z tego bagna wyciągnąć?

P. Przypadek Lecha Wałęsy nie jest jakimś incydentem. Jak wykazują ostatnie lata, szczególnie po zmianie warty w Instytucie Pamięci Narodowej i objęciu prezesury przez Janusza Kurtykę, agentura komunistyczna jest obecna niemal na każdym poziomie władzy, począwszy od gmin, a skończywszy na członkach Trybunału Konstytucyjnego. Polska jest krajem „chorym na kłamstwo"?

O. Tak, Polska jest państwem ciężko chorym i miejmy nadzieję, że obecny kryzys gospodarczy nie doprowadzi do sprawdzania naszej zdolności do utrzymania suwerenności Polski. Udział agentury, jak mówiłem, formalnej, złożonej z agentów SB i WSW oraz nieformalnej, złożonej głownie z ludzi, którzy w okresie „transformacji ustrojowej" brali od SB i WSW pieniądze dla siebie i na zakładane przez siebie partii politycznych, dominuje w ośrodkach władzy i, tak jak Wałęsa musi bronić Jaruzelskiego i Kiszczaka, tak samo ona musi uwzględniać interesy swoich dysponentów krajowych i, co gorsza, zagranicznych. Miejmy więc nadzieję, że do czasu uzdrowienia państwa, sytuacja geopolityczna Polski pozostanie niezmienna i przetrwamy do lepszych czasów.

P. Prawo i Sprawiedliwość chciało zbudować IV Rzeczpospolitą bez agentury w życiu publicznym. Temu służyło zlikwidowanie Wojskowych Służb Informacyjnych i tzw. raport z likwidacji WSI, przygotowany przez Antoniego Macierewicza. Rządy PO i PSL, przy pomocy lewicy, od tej linii odeszły całkowicie. Np. Michał Boni, który w 1992 r. figurował na tzw. liście Macierewicza i który dopiero w ubiegłym roku przyznał się do bycia agentem, zajmuje eksponowane stanowisko w rządzie. Czy Polska może jeszcze stać się krajem, w którym to czystość postaw moralnych, a nie donosicielstwo będzie wyznacznikiem pozycji społecznej?

O. Jest mi przykro i wstyd, że nie mogę odpowiedzieć twierdząco na to pytanie, ale nie chcę tworzyć czy konserwować niewczesnych złudzeń. Polska jest państwem ubogim i zacofanym. Polacy, pomimo swego katolicyzmu, są społeczeństwem w dużej części zdemoralizowanym, a w każdym razie zdominowanym przez głęboko zdemoralizowane elity. Objawami tej demoralizacji jest brak szacunku do państwa, do interesu narodowego, do niepodległości, do suwerenności, do obowiązków patriotycznych, do rzetelności życia publicznego, do uczciwego dialogu, do prawdy. Skutkiem jest bezradność nawet tam, gdzie opinia publiczna jest jednoznaczna.

Np. w kwestii lustracji od lat absolutna większość Polaków popiera program ujawnienia agentura i odebranie jej wpływu na życie publiczne. A jednak połowa Polaków popiera jednocześnie partię, która realizuje program uwolnienia agentów od odpowiedzialności i reesbekizacja państwa.

Polska jest zbyt uboga, a polskość świadomościowo słaba, żeby móc przeciwstawić się i nie ulegać wpływowi zagranicy. Polskie elity polityczne, jak w XVIII wieku, bardziej liczą się z opiniami cudzych dworów niż interesem własnego państwa i narodu. Panuje atmosfera poniżania wartości narodowych w ogóle narodu polskiego, a wywyższania tandetnej „europejskości", której symbolem są podlece w rodzaju Urbana, Michnika czy „akty twórcze" z umieszczaniem polskiej flagi w psich odchodach.

Jeżeli Polacy brzydzą się samymi sobą, jeżeli edukują się na „Gazecie Wyborczej" i TVN, jeżeli wierzą, że byle macher będzie im z Platformy rozdawał cuda, to trudno oczekiwać, że szybko, a nawet trochę później, dojdzie do gruntownego otrzeźwienia. Zanim nasi sąsiedzi przeprowadzili rozbiory, Polacy sami zrezygnowali z obrony własnego państwa. Ta zbrodnia nie przestała ciążyć nad narodowym sumieniem. Kto ją lekceważy, ułatwia działanie wszystkim wewnętrznym i zewnętrznym „przyjaciołom ludu", dla których Polska i polskość są zakałą i solą w oku.

Dnia 11 grudnia 2008 r.

Ostatnia aktualizacja: wtorek, 30 grudnia 2008 13:54

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.