Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Wielki rewolucjonista i mali ludzie

„Wierny syn Kościoła".

Na portalu wp.pl (2008.12.05.), w tekście zatytułowanym „Wałęsa o Kaczyńskich: z małymi ludźmi się nie walczy", przytoczona została taka oto wypowiedź byłego prezydenta: Pan Bóg daje każdemu krzyż na miarę wielkości, a skoro jestem tak atakowany przez braci Kaczyńskich to znaczy, że mój krzyż jest wielki. Bo tylko z małymi ludźmi się nie walczy". I należy domyślać się, że chodzi o wielkość intelektualno-moralno-duchową, a nie o wzrost, bo sam wypowiadający się przecież wielkoludem nie jest. Skoro jednak pan Wałęsa uznaje, że ten wielki krzyż, na miarę Jego (Wałęsowej) wielkości, pochodzi od Pana Boga, a stanowiącymi go, zapewne nie jedynymi elementami, są bracia Kaczyńscy, to jako wierzący chrześcijanin i nazywający się „wiernym synem Kościoła", powinien ten krzyż znosić z pokorą..... a tak nie jest. Gorzej, odnosi się do braci Kaczyńskich z pogardą, ubliża, wyzywa itp.

Oprócz tego wielce swoistego, intelektualno-moralno-duchowego wymiaru, fenomen ten zasługuje jeszcze na uwagę w aspekcie logiczności. Jakie są realne przesłanki na to, że p.Wałęsa doszedł do takiej konkluzji? Otóż jak sam mówi: „z małymi ludźmi się nie walczy". I rzeczywiście nie walczono. Za prezydentury Wałęsy, a także i Kwaśniewskiego, rządów liberałów Bieleckiego i Tuska, Unii Wolności (UD), SLD i PSL; rozkwitały: mafie, korupcja, afery, porwania, wymuszanie okupów, złodziejstwo itp.!!! Była więc cała armia „małych ludzi"(tj. o intelektualno-moralno-duchowej małości), która powinna być ścigana, sądzona i karana tak, jak w państwach praworządnych. Prezydent Wałęsa obserwując, ułaskawiając, a także współtworząc tą rzeczywistość, mógł dojść do takiej konkluzji, jako że sam doznawał politycznej walki. Panu Wałęsie wydawało się przeto, że jest zwalczany z powodu swojej wielkości, co robić mogli tylko mali, bo rzekomo zazdrośni ludzie. Zazdrość nie chodzi przecież w parze z intelektualno-moralno-duchową wielkością, czego „dowodem" były postpeerelowskie elity, przypisując innym oszołomstwo, zaprzeczały istnieniu korupcji, mafii i afer. Stąd więc ta łatwa konkluzja Wałęsy, jak wyżej. Tylko rzecz w tym, że bracia Kaczyńscy i nie tylko Oni, pragnąc przeciwdziałać patologii, musieli walczyć o to by odsunąć od władzy nieporadnego prezydenta, Jego „lewą nogę" oraz różowo-unijną lewicę i liberałów (tych od niewidzialnej ręki rynku). Dopiero potem - za rządów Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry - zwalczanie patologii stało się skuteczne. Ale skoncentrowany na sobie Wałęsa nie uznaje walki braci Kaczyńskich za ważną, podobnie jak innych, jako że to On sam pokonał komunizm. Gdyby ją uznał, konkluzja musiałaby być odmienna, a mianowicie, że braciom Kaczyńskim i popierającej Ich części społeczeństwa chodzi by ład był budowany na prawdzie, równości obywateli wobec prawa i możliwości egzekwowania sprawiedliwości. Wtedy jednakże ucierpiałaby mania wielkości Wałęsy, zwłaszcza, że prawo nie dzieli obywateli na wielkich i małych. Motywacją Kaczyńskich nie jest zazdrość, jak to wmawia były prezydent, bo zazdrośnicy nie wspieraliby Go, a co miało miejsce przez znaczny okres. 30% poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości to nie zazdrośnicy! Przeciwnie, to postawa Wałęsy jest zdeterminowana lękami, że prawda umniejszy Jego dokonania. To On ma się za mędrca, nie tylko na miarę Polaków. Pomimo fatalnej prezydentury, nadal ma przekonanie, że jest najbardziej zdolny naprawiać Polskę. On przecież chciał i chce(!), wiedział jak i wie(!), tylko Mu nie dali....

Przemiana w rewolucjonistę.

W Wałęsie dokonuje się bardzo istotna przemiana: oto, zamiast manifestowanej przed laty postawy pokojowego ewolucjonisty i „wiernego syna Kościoła", obecnie, w coraz większym stopniu mamy do czynienia z postawą rewolucjonisty i religijnego, wykalkulowanego mentora. Wybiórczo bowiem odwołuje się do niektórych elementów religijnych i nadaje im uzasadniająco-usprawiedliwiające  interpretacje dla własnego postępowania oraz zamysłów, tj. na własny użytek. Szczególnie intensywnie przejawiło się to podczas rocznicowych obchodów otrzymania nagrody Nobla. Oprócz mówienia o swoim krzyżu, nawoływał: „bądźmy lepsi od Mojżesza", „musimy poprawić Mojżesza", „Do wartości! Do Pana Boga. Na kolana!".

Ta dokonująca się przemiana osobowościowa, związana z poczuciem własnej wielkości, znajduje też odzwierciedlenie w wymiarze relacji między długoletnim, metropolitarnym przewodnikiem duchowym i prowadzonym liderem związkowym. Poczucie wielkości spowodowało zamianę miejsc, a także naznaczenie dotychczasowemu przewodnikowi nowej roli. Sprowadza się ona obecnie do uwiarygodniania ocen i postawy budowniczego postkomunistycznej rzeczywistości, konieczności poprawiania Mojżesza, itp. Mając się teraz za rewolucjonistę, L.Wałęsa nie kontynuuje walki o praworządność i dopełnienie odnowy moralnej w społeczeństwie, ale prowadzi grę i walkę polityczną o swoją wielkość. Wyraża to dobitnie:„Nie ma najmniejszych szans - mówię jako rewolucjonista.....", „....chcę dalej zwyciężać. - Właściwie chciałbym zostać ostatnim rewolucjonistą - wtedy będę miał wiele pomników - a jeśli nie ....".

Rewolucyjność Wałęsy wyraża się w Jego odstąpieniu od ducha Solidarności, zrodzonego w poczuciu wspólnoty milionów ludzkich pragnień do: prawdy, praworządności i zasad moralnych - brutalnie gwałconych przez komunistyczny reżim. I w tym należałoby dopatrywać się powodu wezwania o konieczności poprawienia Mojżesza. Ale jedynym spośród dokonań Mojżesza,  możliwym obecnie do zmiany (poprawienia???), jest sporządzony przez Niego na kamiennych tablicach zapis Dekalogu, jako żywe i aktualne dziedzictwo dla tylu już pokoleń. Które zatem przykazania uwierają rewolucjonistę???

Cwaniactwo.

Cwaniactwo najpierw były reakcją na okupację i totalitaryzm. Z czasem stawało się akceptowanym, immanentnym elementem życia w PRL, by wreszcie stać się fundamentalną zasadą budowy III R.P. Bierzcie sprawy w swoje ręce! - głosił Lech Wałęsa. Róbta co chceta! - wszczepiał do podświadomości dzieci i młodzieży pezetpeerowsko-eseldowski idol, w celu ugruntowania zasady i na nastepne pokolenie. Pierwszy milion trzeba ukraść! - instruowali liberałowie. Co prawem nie zabronione, to dozwolone - bardziej elegancko pouczały „różowe autorytety" UD (obecnie UW). Tylko zieloni wdrażali zasadę bez rozgłosu. I wszystkie te ugrupowania, wspierane tajnymi siłami, zjednoczyły się właśnie przeciwko idei IV R.P., będącej inspiracją braci Kaczyńskich i PiS.

W Wałęsowych grach także dominuje cwaniactwo. Oczywistym jest, że podczas prezydentury, roztrwonił aż do poziomu 1%, zdobyty uprzednio w Solidarności kapitał społecznego poparcia i teraz  niczym hazardzista pragnie odegrać to, co utracił. Jest w tym zdeterminowany i pełen wiary, bo dawniejsi partnerzy od stolika właśnie wspaniałomyślnie wychodzą naprzeciw takim pragnieniom. Z partnerami od stolika szło przecież jakoś się dogadać i dało się co nieco załatwiać. To ludzie dobrej woli, jak generał Kiszczak, który kazał anulować wiele gier, zwłaszcza tych wielkich obywateli. Szansa odegrania się została jednak zablokowana przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Wałęsa przeto swojego wielkiego krzyża nie łączy z tymi, co Go ograli przy stoliku, ale z tymi, co podjęli działania dla wyeliminowania szulerskich gier ze społeczno-gospodarczo-politycznej oraz prawno-sądowniczej przestrzeni w Polsce.

Maczuga macherów.

Dostrzec ponadto należy, że są też ugrupowania i ośrodki kształtowania opinii publicznej, które „grają samym Wałęsą", bądź to dla własnych interesów politycznych, bądź przeciwko Kościołowi. I tak portal Wirtualnej Polski, wielkoliterowym tytułem „Wałęsa o Kaczyńskich: z małymi ludźmi się nie walczy", zmienił sens wypowiedzi na rzecz własnego celu. Wypowiedź Wałęsy była ukierunkowana na „Jego wielki krzyż", a nie na braci Kaczyńskich; pozostałe części składowe przedmiotowego zdania stanowią jedynie dookreślenie owego krzyża. Na ten aspekt wskazywał np. newsweek.pl, nadając relacji z obchodów rangę wiadomości dnia i tytuł „Wałęsa: mój krzyż jest wielki". Istotę wypowiedzi oddawał też tytuł w TVN24.pl: „Bóg daje krzyż na miarę wielkości człowieka". Dziennikarze posiadają na ogół wysokie wykształcenie w zakresie składni oraz gramatyki naszego języka i dobrze wiedzą, że nawet przecinkiem można zmienić sens wypowiedzi. I od zarania PRL wiemy, że do „szycia informacji cienkimi lub grubymi nićmi" były specjalnie szkolone szerokie kadry propagandystów i dezinformatorów. Portalowego tekstu WP nie sygnuje żadne nazwisko, bo owi „dziennikarze", jako ludzie złej woli i zaprzedani, nie pokazują swojej twarzy. Działają w cieniu, jak złodzieje i złoczyńcy. Wyeksponowany stosunek L.Wałęsy do braci Kaczyńskich świadczy właśnie o linii ideowo-programowej portalu WP. Jest to tym dobitniejsze, że miało miejsce podczas obchodów poświęconych dokonaniom i zasługom laureata, które siłą rzeczy trafiały na dalszy plan i je umniejszały. Priorytetem WP, utożsamianej z PO, jest niszczenie braci Kaczyńskich oraz PiS. Wirtualna Polska, podobnie jak GazWyb, od dawna już wykorzystuje Wałęsę jako walącą maczugę.

Zamęt na wyżynach.

Obecność delegacji biskupów, robiącej wrażenie zaprosznych wg dość czytelnego klucza, uwiarygodniała nie tylko rewolucyjno-religijne mentorstwo i wezwania L.Wałęsy, ale także ten zmanipulowany przekaz. Milczenie owych biskupów uwiarygodniało też oraz wzmacniało wypowiedź ministra dyplomacji Radka Sikorskiego o oponentach L.Wałęsy, a którymi, jak od dawna wiadomo, są: Anna Walentynowicz, Andrzej Gwiazda, Krzysztof Wyszkowski, Jarosław i Lech Kaczyńscy a także wiele milionów Polaków. Mówiąc o karłach moralnych Sikorski sięgnął do ubecko-stalinowskich wzorów, kiedy to zaplutymi karłami reakcji nazywano żołnierzy AK.

W czasach PRL-u, źródłem społecznego autorytetu, hierarchicznego w charakterze Kościoła, był system chrześcijańskich wartości moralnych oraz upominanie się naszych biskupów i księży o respektowanie godności człowieka, deptanej przez totalitarny reżim. W obecnej Polsce, zdarzają się dostojnicy kościelni ewidentnie odstępujący od tamtych wartości i postaw, gdyż przepełnieni duchem demokratycznego pluralizmu, udzielają  poparcia ugrupowaniom partyjnym, których liderzy bądź doradzający im „intelektualno-moralne autorytety" mają politycznych oponentów za bydło, watahę do wyrżnięcia, itp.

Jeśli godność człowieka przestaje mieć znaczenie, to mówienie o miłości jest wyrazem obłudy. Wtedy taka „miłość" redukuje bliźniego do roli przedmiotu i wykorzystuje go w zaspakajaniu egoistycznych (czasami aż chorobliwych) pragnień. Wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych i sondaże opinii zdają się wskazywać, że jedynie ok.30% społeczeństwa przejawia gotowość i wolę poważnego respektowania godności człowieka. A jeśli tak, to czy nie należy tego postrzegać jako przejaw moralnego zamętu, sięgającego aż po wyżyny autorytetów? Jak rozumieć fakt, że celebracji pogrzebowej, zastrzelonego w porachunkach herszta mafii, dokonuje metropolitarny biskup, który zwyczajowo takie gesty przejawiał tylko wobec „wielkich" obywateli, notabli oraz zasłużonych osobistości ? Czy celebrans chciał w ten sposób zaświadczyć o duchowo-intelektualno-moralnej wielkości tudzież społecznych zasługach zastrzelonego? Czy może ta postawa została wymuszona przez mafię? - Fakt ten niewątpliwie wskazuje na odmienności w postrzeganiu wielkości obywateli, co mogłoby tłumaczyć niechęć do braci Kaczyńskich nie tylko L.Wałęsy, ale także i Jego długoletniego, duchowego przewodnika.

Potężny system dezinformacji oraz komunistyczne metody zniewalania umysłów, „łamania" ludzi tudzież ich „kupowania", wnikał nie tylko do naszych domów, szkół, uczelni, organizacji i zakładów pracy;  przenikał też mury kościołów, klasztorów, seminariów duchownych, a nawet biskupich kurii.

Brak należnej woli dopełnienia moralnej odnowy skutkuje tym, że w Polsce autorytet Kościoła jest niszczony nie tylko przez wrogie i nieprzyjazne siły, ale swoimi postawami przyczyniają się też w tym niektórzy sami biskupi i dostojnicy kościelni (!).

Obce duchowi chrześcijańsko-europejskiej cywilizacji cwaniactwo, w wyniku decyzji premiera Tuska, zyskało szansę wszczepienia do tzw. Rady Mędrców Europy. Ale jest też możliwość, że wielki rewolucjonista zostanie poskromiony tam, gdzie poszedł, aby swoją manię wielkości bardziej wywyższyć.

Bogdan Nienałtowski,

e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.


Ostatnia aktualizacja: wtorek, 30 grudnia 2008 13:51

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.