Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Lech Wałęsa zuch, donosił za dwóch

Mówi się, że Radosław Sikorski w emocjach bąknął słówko za dużo i nie ma się czym przejmować. Też bym chciał w to wierzyć, ale najpierw musiałbym uznać, że z niego żaden dyplomata, a przecież gdyby tak było musiałby przestać być ministrem spraw zagranicznych. Nie, Sikorski wiedział co mówi, bo musiał to powiedzieć właśnie dlatego, że chce ministrem pozostać. Choć krzyczał o „dorzynaniu watah", to, jak jakiś utajony „kaczysta", popełnił zbrodnię zatrzymania w MSZ Witolda Waszczykowskiego.

Jako neofita Sikorski musi pilnować, by mieścić się w głównym nurcie walki z „kaczyzmem". Dlatego wyraźniej niż inni wyraża ukryte cele liderów Platformy. Są podstawy do przypuszczeń, że Sikorski wyraził w ten sposób   aprobatę dla podjęcia przez podporządkowane Donaldowi Tuskowi służby specjalne aktywnych działań przeciwko ludziom, których premier i jego ludzie uznali za swoich wrogów.

Tusk twierdzi, że niczego nie ukrywa i po dwóch miesiącach od utworzenia pokazał dziennikarzom swoje cacko - Centrum Antyterrorystyczne (CAT): "pierwszą w historii Polski instytucję, która integruje wysiłki służb i agend rządowych, działających na rzecz bezpieczeństwa". Dlaczego nagle CAT okazało się niezbędne, choć wcześniej nie było potrzebne? Premier wyjaśnia: "Trzeba dmuchać na zimne."  A co właściwie CAT będzie robić? „Priorytetem jest ochrona państwa, władz, ale w pierwszym rzędzie polskich obywateli w Polsce i poza granicami naszego kraju. - odpowiada Tusk. - Zadaniem Centrum nie jest polityka i publicystyka, ale gromadzenie i analiza faktów, pod kątem zagrożeń." Jakie to zagrożenia? Głośno mówi się o takich jak w Bombaju, ale ciszej dodaje się że chodzi również np. o „monitorowanie radykalnych mediów". I właśnie tu, należy się obawiać, leży pies (czyli CAT) pogrzebany.

Obecnie nie wystarcza już „wypalanie kaczyzmu do korzenia", co oznacza eliminowanie wszystkich ludzi niezależnych. Tusk, jako bezpośredni nadzorca nowo utworzonego Centrum Antyterrorystycznego, uzyskał narzędzia pełnego kontrolowania wszystkich i wszystkiego. Nie musi wskazywać, kogo jego agenci mają wziąć pod lupę, na kogo zebrać haki, kogo osaczyć, a kogo przyskrzynić. Oni sami potrafią zgadnąć nieskomplikowane życzenia swego oberpolicmajstra. Pytanie brzmi: czy tajne służby Tuska dopiero przystąpią do czynnej walki z ludźmi „nieprawomyślnymi", czy już to robią? A także, czy ograniczą się do obserwacji, podsłuchów itd., czy podejmą akcje czynne?

Jeżeli taka super spec-służba ma chronić „polskich obywateli w Polsce i poza granicami naszego kraju" pod nadzorem Donalda Tuska i Krzysztofa Bondaryka, należy rozumieć, że to wcale nie dziennikarze radykalnych mediów są w niebezpieczeństwie, a wszelkie groźby wiszą nad głową każdego, kto ośmieli się nie wierzyć we wskazane przez rząd mniemane cuda lub objawione ex cathedra mity.

Gdy, po kończącym fetę noblowską koncercie Leszka Możdżera, wychodziłem z budynku Filharmonii Bałtyckiej, mieszczącej się na malutkiej i pilnie strzeżonej wyspie Ołowiance, zauważyłem krążący nieopodal samochód prowadzony przez typowego Jamesa Bonda. Na moście auto podjechało do mnie i Bond zadał uprzejme pytanie, gdzie zaparkowałem samochód.  Gdybym chciał zapytać z jakiej Bond był służby, to nie miałoby to sensu, bo w CAT są wszystkie: ABW, AW, SKW, SWW, Policja, Straż Graniczna, BOR, Służba Celna i jeszcze tuzin innych jawnych, tajnych i dwupłciowych. Ponieważ „Centrum umożliwia koordynację, pozwala na zbieranie informacji i zmusza służby do ich natychmiastowej wymiany." mogę mieć pewność, że wszystkie te służby zawsze będą miały na oku nie tylko mnie, ale nawet mój rower. Oczywiście tylko dlatego, że Tomek Jastrun wypaplał , iż mówiłem, że Wałęsę trzeba najpierw zrobić prezydentem, a później się go zastrzeli, a w dodatku nie wierzę Tuskowi, że wierzy, iż Wałęsa nie był t.w. Bolkiem. Czy z tego powodu „Gazeta Polska" jest już pod 24 godzinnym monitorowaniem przez CAT, jako „radykalne medium"?

P.S. Dlaczego lista sygnatariuszy „Listu do Stefana Niesiołowskiego" jest tak  rażąco niepełna? Bo nie ma na niej pewnego redaktora, który w r. 1974 zapewniał funkcjonariuszy SB, że nie znosi antykomunistów w rodzaju tych, którzy chcieli wysadzić pomnik Lenina w Poroninie. Kto to? Cicho -  CAT monitoruje, ale (szeptem) czytajcie „Gazetę Polską", a dowiecie się.

 

Prawa autorskie do tytułu w 50% należą się Bronisławowi Komorowskiemu.

Ostatnia aktualizacja: wtorek, 30 grudnia 2008 13:52

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.