Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Graczyk tylko dla GW

"Maciej Sandecki: Pamięta pan pierwsze przesłuchanie Lecha Wałęsy 19 grudnia 1970 roku?

Edward Graczyk: Po Grudniu '70 delegowano mnie z Olsztyna do Gdańska na przesłuchania robotników. Wałęsę wskazano jako robotnika, który ma posłuch wśród załogi. Chcieliśmy go wykorzystać, by po Grudniu uspokoił nastroje w stoczni. Przełożeni kazali nam nakłaniać do tego takich robotników jak Wałęsa. Grozili, że jak my nie uspokoimy nastrojów, to wejdą Sowieci. Statki radzieckie już stały gotowe na redzie. I całe przesłuchanie Wałęsy do tego się sprowadzało - mówiłem mu, że trzeba uspokoić nastroje, że mogą wejść Rosjanie, że może być znowu rozlew krwi. Wałęsa obiecał, że będzie te nastroje w stoczni uspokajał.


Zwerbował pan wtedy Wałęsę?

- A gdzie! To nie był żaden werbunek, zwykła rozmowa o sytuacji w Gdańsku, w stoczni.

W książce Sławomira Cenckiewicza jest relacja majora SB Janusza Stachowiaka, że Wałęsa zgodził się wtedy na współpracę, miał nawet przysięgać na krzyżyk.

- Bzdura. Nie znam żadnego Stachowiaka. Całe przesłuchanie robiłem ja. Nikt do pokoju mi nie wchodził. Każdy, kto się zna na tej robocie, wie, że przy próbie werbunku nie może być żadnych świadków. Byłem tylko ja i Wałęsa.

A więc próbował go pan zwerbować?

- Zwerbować, o czym pan mówi? To nie na tym polegało. Ja prosiłem, apelowałem do niego, żeby uspokoił nastroje w stoczni po tych krwawych wystąpieniach. Przecież robotnicy spalili wtedy komitet partii! Rozmawialiśmy o polityce, sytuacji międzynarodowej, o Rosjanach, Niemcach, Żydach. Bo ja pracowałem wtedy w kontrwywiadzie. Pytałem, czy czasem ktoś z zewnątrz nie inspirował robotników do wystąpień. O Żydów pytałem, bo wtedy jeszcze na fali wydarzeń z marca 1968 roku ten temat był obecny.

Gdzie spotykał się pan z Wałęsą?

- Chyba głównie w stoczni, bo mieliśmy wtedy legitymacje, które nam pozwalały wszędzie wchodzić.

Wałęsa wymieniał jakieś nazwiska kolegów ze stoczni?

- Stanowczo zaprzeczam. Na nikogo nie donosił, nie pamiętam, żeby w ogóle wymieniał jakieś nazwiska. To ja pytałem, rzucałem nazwiska buntowniczych stoczniowców, ale on nic na nich nie mówił. Tylko zapewniał: To ja ich uspokoję /.../

- Ja nie wiem, co się działo dalej z moimi notatkami. Z Wałęsą spotykałem się kilka razy w roku 1971 i koniec. Dwa lata później dostałem mieszkanie w Gdańsku i odszedłem ze służby. Pracowałem potem w Stoczni Nauta i nawet zapisałem się do "Solidarności". Nie miałem potem z Wałęsą do czynienia, kilka razy widziałem go tylko w kościele św. Brygidy. /.../

Ale zeznał pan w IPN, że wręczył mu pieniądze na wyjazd do Warszawy na spotkanie z Edwardem Gierkiem?

- To było tak. Miało się odbyć spotkanie z Gierkiem w Warszawie, na które mieli jechać delegaci z wielu zakładów w Trójmieście. Setki ludzi, z którymi po Grudniu przeprowadziliśmy rozmowy pouczające i którzy zapewnili, że nie będą robić burd, tylko uspokajać załogę. Wśród tych delegatów był i Wałęsa. Mój przełożony płk Kujawa powiedział mi wtedy, że tym ludziom będzie trzeba zwrócić koszty podróży do Warszawy. I kazał mi napisać takie notatki, że temu i tamtemu przekazano po 1500 złotych. Wszyscy mieli dostać tyle samo. Tyle, że potem Gierek zmienił zdanie i spotkanie robotników z nim nie odbyło się w Warszawie, tylko Gierek sam przyjechał do Gdańska. Nie trzeba było robotnikom wypłacać tych pieniędzy, bo nie było żadnej podróży do Warszawy.

Jest pan pewien, że tych pieniędzy Wałęsie nie dawał?

- Jestem pewien: Ja mu nic nie dałem.

W IPN pokazano panu kserokopię pokwitowania odbioru tych pieniędzy z pana podpisem i podpisem "Bolek". Pan zmienia teraz swoje zeznania złożone pod odpowiedzialnością karną.

- Bo jak mnie przepytywano w IPN, to nie pamiętałem, jak to było. Nagle wzywają człowieka i wypytują o szczegóły sprzed prawie 40 lat! Przecież nikt by tego dokładnie nie pamiętał! Pokazano mi dokument z moim podpisem, że wypłaciłem mu pieniądze, to przyznałem, że tak musiało być. Dopiero jak stamtąd wyszedłem, zacząłem sobie przypominać tamte czasy.

Może potem ktoś dopisał ten podpis? Może dostawał potem od innych oficerów SB, ale nie ode mnie. /.../

Dziennikarze mnie zaszczuli, więcej wywiadów nie udzielę. Panu jednemu powiedziałem, bo jako jedyny nie walił pan butami w moje drzwi."

Edward Graczyk dla Gazety Wyborczej 10 grudnia 2008 r.

Sam Wałęsa najpierw zaprzeczał, że chodził na rozmowy z SB (przyznawał się tylko do jednego przesłuchania w Komendzie Wojewódzkiej), później przypomniał sobie, że Graczykh pytał go tylko o Zydów i Niemców. Graczyk najpierw w zeznaniu przed prokuratorem IPN obciążył Wałęsę, następnie w biurze Wałęsy podpisał przygotowane oświadczenie, a w końcu udzielił wyłacznego wywiadu GW, w kórym znowu obciąża Wałęsę i podaje fakty sprzeczne z dopiero co opublikowanym oświadczeniem.

Zamiast chwytać się esbeckiej brzytwy Wałęsa powinien posłuchać rady pani Walentynowicz - Na kolanach przyznać się narodowi i prosić o przebaczenie!

Ostatnia aktualizacja: wtorek, 30 grudnia 2008 13:52

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.