Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Pismo pozwanego 3

Warszawa, 10 maja 2007 roku

Do Sądu Okręgowego w Gdańsku

Wydział I Cywilny

ul. Nowe Ogrody 30

80-803 Gdańsk

sygn. akt: I C 1387/ 07 VII

(adresy stron i pełnomocników - w aktach)

 

PISMO PROCESOWE

 

Zgodnie z postanowieniem Sądu z rozprawy w dniu 13 maja br., uprzejmie przedstawiam stanowisko w sprawie, podnosząc i zaczepiając jak następuje.

 

Pozwany powództwa nie uznaje, wnosi o jego oddalenie wraz z zasądzeniem od powoda kosztów procesu, w tym kosztów zastępstwa adwokackiego według norm przepisanych.

 

Należy na wstępie podnieść, iż wypowiedź pozwanego, jako dziennikarza zajmującego się między innymi problemami najnowszych dziejów Polski, w tym ruchu Solidarności, którą poczuł się obrażony w swych dobrach osobistych powód Lech Wałęsa, była poczyniona w najlepszej wierze, poprzedzona skrupulatnym i żmudnym zbieraniem materiału pozwalającego na taka wypowiedź, a przede wszystkim służąca dobru społecznemu, jakim bez wątpienia jest przekazywanie w życiu publicznym prawdy o naszej historii.

 

Według ustalonego poglądu orzecznictwa i prawniczej doktryny nie można o naruszeniu dóbr osobistych mówić wówczas, gdy dziennikarz działając w uzasadnionym interesie publicznym podaje prawdę lub nawet mija się z prawdą, ale po dochodzeniu jej z zachowaniem rzetelności i należytej staranności.

 

Pozwany jest dziennikarzem. Wykazanie przez dziennikarza, że przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych działał w obronie społecznie uzasadnionego interesu oraz wypełnił obowiązek zachowania szczególnej staranności i rzetelności, uchyla bezprawność działania dziennikarza. W orzecznictwie tym istnieją wyroki traktujące odpowiedzialność dziennikarską bardziej w ten sposób, w których Sąd Najwyższy dopuszczał wyłączenie odpowiedzialności dziennikarza za naruszenie czci w publikacji prasowej, mimo nieprawdziwości zarzutu (np. wyroki z dnia 5 marca 2002 r. I CKN 535/2000 i z dnia 14 maja 2003 r. I CKN 463/2001 OSP 2004/4 poz. 22).

 

Kryteria wynikające z art. 12 ust. 1 Prawa prasowego, czyli zachowanie przez dziennikarza szczególnej staranności i rzetelności, uzasadniają tezę, iż zachowanie przez dziennikarza wymaganej staranności odpowiada działaniu zgodnemu z prawem, przy czym o zgodności tej zaświadcza już samo tylko dążenie do ustalenia prawdy, co niewątpliwie, pozwany spełnił. Ze względu na zadania prasy oraz telewizji i obowiązki dziennikarzy, ich odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych doznaje istotnej modyfikacji w porównaniu do zasad odpowiedzialności dotyczących innych osób, a wymaganie, żeby rzetelne informowanie oznaczało bezwzględne przestrzeganie przez dziennikarzy prawdziwego przedstawiania zjawisk, prowadziłoby do istotnego ograniczenia możliwości wypełniania zadań stojących przed prasą i telewizją w demokratycznym społeczeństwie.

W orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wyrażony został pogląd, iż nie da się zaakceptować sytuacji, w której dziennikarz może formułować krytyczne oceny wyłącznie pod warunkiem, że wykaże ich prawdziwość. Wyłączenie odpowiedzialności dziennikarza za naruszenie czci w publikacji prasowej, następuje pomimo nie wykazania prawdziwości zarzutu w różnych sytuacjach. Należy wymienić wyroki z dnia 23 października 1973 r. II CR 557/73 i z 8 października 1987 r. II CR 269/87 (OSNCP 1989/4 poz. 66), w których decydujące znaczenie, także z punktu widzenia bezprawności, przypisano zachowaniu szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych.

 

Radykalnie i jednoznacznie omawiany pogląd sformułował Sąd Najwyższy w wyrokach z dnia 5 marca 2002 r. I CKN 535/2000 i z dnia 14 maja 2003 r. I CKN 463/2001 (OSP 2004/2 poz. 22). W wyroku z dnia 5 marca 2002 r. Sąd Najwyższy stwierdził, że w niektórych sytuacjach bezprawność może być uchylona, mimo nie wykazania, iż fakty objęte informacją rzeczywiście zaistniały. Sąd Najwyższy wskazał że - przy uwzględnieniu art. 10 ust. 1 i art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego - nie ma podstaw do przypisania dziennikarzowi absolutnej odpowiedzialności w tym sensie, by dziennikarz odpowiadał tylko z racji zaistnienia niezgodności faktów wynikających z informacji z rzeczywistym stanem rzeczy.

 

Nie przeprowadzenie dowodu prawdy nie przesądza o odpowiedzialności dziennikarza na podstawie art. 24 k.c., jeżeli dziennikarz nie zaniedbał wypełnienia obowiązków, o których mowa w art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego, spełnienie bowiem tych obowiązków stanowi podstawę zakwalifikowania jego działania jako zgodnego z prawem. Dlatego, w ocenie Sądu Najwyższego, zgodne z tym przepisem działanie dziennikarza uchyla bezprawność nieprawdziwej informacji naruszającej dobro osobiste innej osoby, choćby tzw. dowód prawdy nie został przeprowadzony.

W wyroku z dnia 14 maja 2003 r. Sąd Najwyższy wyraził pogląd, że zachowanie przez dziennikarza, działającego w obronie interesu społecznie uzasadnionego, szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiału prasowego, powoduje, że jego opublikowanie nie jest działaniem bezprawnym także wtedy, gdy okaże się, że materiał ten zawiera informacje nieprawdziwe. Sąd wskazał, że obowiązki rzetelnego informowania (art. 1 Prawa prasowego i prawdziwego przedstawiania zjawisk (art. 6 ust. 1 Prawa prasowego) nie mogą być utożsamiane z wymaganiem wykazania prawdziwości zarzutów. Prowadziłoby to, przy ograniczeniu środków pozostających w dyspozycji dziennikarzy, do istotnego ograniczenia możliwości wypełniania zadań stojących przed prasą w demokratycznym społeczeństwie. Powinność realizowania przez dziennikarzy zadań stojących przed prasą wpływa na ukształtowanie ich praw i obowiązków w sposób określony w art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego. Uczynienie im zadość - działanie ze szczególną rzetelnością i starannością oraz działanie w obronie społecznie uzasadnionego interesu - są wystarczające dla wyłączenia bezprawności. Działanie wypełniające obowiązki nałożone przez ustawę nie może być uznane za bezprawne.

 

Określenie w art. 12 ust. 1 pkt 1 Prawa prasowego zasad postępowania dziennikarza powoduje, że działanie czyniące zadość tym zasadom nie może być uznane za naruszające prawo, przy czym nie ma podstaw do uznania, by wykazanie prawdziwości zarzutu stanowiło konieczną przesłankę wyłączenia bezprawności. Po drugie, spełnienie wymagań zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i publikowaniu materiałów prasowych stanowi kryterium istotne dla stwierdzenia (wyłączenia) bezprawności, a nie tylko winy. Po trzecie, warunkowanie dopuszczalności publikowania krytycznych materiałów koniecznością wykazania ich prawdziwości, przy uwzględnieniu rzeczywistych możliwości dziennikarzy, prowadziłoby do ograniczenia wolności prasy i zdolności realizowania przez nią doniosłych dla życia publicznego zadań.

 

Stanowisko wyrażone przez Sąd Najwyższy w powołanych orzeczeniach także znajduje oparcie w piśmiennictwie, w którym wskazuje się, że bezprawność naruszenia dobra osobistego jest wyłączona, gdy działanie mieści się w ramach porządku prawnego. Jeżeli dziennikarz realizuje zadania postawione przed prasą i telewizją, występując w obronie społecznie uzasadnionego interesu i spełniając obowiązki nałożone na niego przez Prawo prasowe, nie może być uznany za działającego niezgodnie z prawem. Dziennikarz nie narusza w takiej sytuacji ani normy prawnej, ani zasad współżycia społecznego, a to oznacza, że nie działa bezprawnie. Jeżeli zatem za ujawnieniem danej informacji w określonym czasie przemawiał ważny interes społeczny, a dziennikarz z zachowaniem zasad staranności i rzetelności ustalał fakty i sprawdzał ich prawdziwość, nie ma podstaw do zakwalifikowania jego działania jako bezprawnego.

W tym nurcie rozważań akcentuje się brak podstaw, by - przy zachowaniu powyższych wymagań - domagać się dowodu prawdy i traktować ten dowód jako nieodzowną przesłankę wyłączenia bezprawności. Społeczna funkcja i rola prasy wymaga dużej staranności przy zbieraniu, ocenie i publikacji materiałów, ale jednocześnie uzasadnia poprzestanie na wymaganiach rzetelności i staranności oraz działania w celu ochrony interesu społecznego, bez konieczności wykazania prawdy.

 

Potwierdzają to również poglądy przedstawicieli doktryny, którzy miernik staranności rozpatrują na płaszczyźnie bezprawności, a nie tylko winy, bądź na pograniczu winy i bezprawności. Jak się wskazuje, przy ocenie bezprawności nie można abstrahować od obiektywnych mierników i wzorców postępowania: brak przekroczenia „wzorca staranności" wpływa na ocenę bezprawności. Zachowanie naruszające cudze dobro może być uznane za bezprawne tylko wtedy, gdy wykracza przeciwko obowiązkom (zakazom lub nakazom), popadając w sprzeczność z normami prawa lub zasadami współżycia społecznego. Odrzuca się w ten sposób koncepcję bezprawności wyłącznie ze względu na skutek. Bezprawność działania i jej wyłączenie oceniać należy nie tylko z punktu widzenia poszkodowanego - ze względu na skutek - ale także z punktu widzenia działania sprawcy, zgodnego lub niezgodnego z obiektywnymi wzorcami postępowania.

 

Podkreśla się również, że bezwzględne żądanie od dziennikarza wykazania prawdziwości zarzutu, to postawienie przed nim nierealnych wymagań ścisłości ustaleń porównywalnych z możliwymi do uzyskania w postępowaniu prowadzonym przez powołane i przygotowane do tego organy państwowe, a to mogłoby oznaczać „koniec wolności słowa", a w każdym razie znacząco krępować prasę w realizowaniu jej funkcji.

 

Rozważaniu wskazanych kwestii na tle polskiego kodeksu cywilnego i Prawa prasowego towarzyszy często powoływanie się na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, oparte na art. 10 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Przepis ten stanowi, że każdy ma prawo do swobody wypowiedzi. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Przewiduje również, że korzystanie z tych wolności pociągających za sobą obowiązki i odpowiedzialność może podlegać takim wymogom formalnym, warunkom, ograniczeniom i sankcjom, jakie są przewidziane przez prawo i konieczne w społeczeństwie demokratycznym, zaliczając do przesłanek tych ograniczeń ochronę dobrego imienia i praw innych osób.

 

W orzecznictwie Trybunału wolność wypowiedzi, wyrażająca się w wolności otrzymywania i przekazywania informacji, traktowana jest jako ostoja demokratycznego społeczeństwa. Nie jest to zasada bezwzględna, dopuszczalna jest bowiem ingerencja w określonych sytuacjach, np. w razie ochrony dobrego imienia i praw innych osób. Ingerencja ta powinna spełniać określone warunki, które formułuje się jako legalność, celowość i konieczność, co oznacza, że ograniczenie musi być przewidziane przez prawo; można jej dokonać tylko wtedy, gdy służy ochronie praw i wartości wymienionych w art. 10 ust. 2, a ograniczenie dokonane przez władze krajowe musi być konieczne w społeczeństwie demokratycznym.

 

W orzecznictwie Trybunału wyraźna jest tendencja do akcentowania pierwszorzędnego znaczenia wolnej debaty publicznej jako nieodzownego warunku funkcjonowania i rozwoju demokratycznego społeczeństwa, stąd przesłanka „konieczności" jej ograniczania jest traktowana dość surowo. Stwierdzenie naruszenia Konwencji ze względu na ingerencję niedostatecznie uzasadnioną nie jest uzależniane od rodzaju zastosowanej sankcji (karna czy cywilna), ani stopnia jej nasilenia, decyduje bowiem sama zasada i sposób wykładni art. 10. Dlatego, przy uznaniu, że pogwałcono swobodę wypowiedzi, może dojść do nakazania zapłaty odszkodowania, gdy zakwestionowanym orzeczeniem krajowym nakazano dziennikarzowi opublikowanie przeprosin oraz zasądzono jedynie symboliczną kwotę (orzeczenie z dnia 29 marca 2001 r. - Thoma przeciwko Luksemburgowi).

 

Na rzecz poglądu, że wykazanie prawdziwości zarzutu nie stanowi koniecznej przesłanki wyłączenia odpowiedzialności dziennikarza najczęściej powoływane są orzeczenia w sprawie cywilnej (Bladet Tromso i Stensaas przeciwko Norwegii, z dnia 20 maja 1999 r.) oraz karnej (Dalban przeciwko Rumunii, z dnia 28 września 1999 r.). W obu tych sprawach skargi zostały uwzględnione przez Trybunał, pomimo że postawione zarzuty nie zostały w pełni potwierdzone. W pierwszym z tych orzeczeń Trybunał zasadniczą wagę przywiązał do tego, czy wydawca (dziennikarz) mógł w chwili publikacji artykułów, a nie według kryteriów z późniejszego okresu, uważać określone źródło za wiarygodną podstawę informacji.

 

W drugim orzeczeniu Trybunał stwierdził, że Konwencja wyklucza, by wyrażanie przez dziennikarza krytycznych sądów było uzależnione od wykazania ich prawdziwości. Podobne stanowisko zajął Trybunał w sprawie Thorgeirson przeciwko Islandii (orzeczenie z dnia 25 czerwca 1992 r.), uwzględniając skargę, pomimo stwierdzenia, że zarzuty postawione w publikacji były pozbawione podstaw; zdaniem Trybunału, wymóg przedstawienia dowodu prawdy jest „wygórowany, a nawet wręcz niewykonalny".

 

Orzecznictwo Trybunału i dokonywanej przezeń wykładni art. 10 Konwencji daje prymat bardzo silnej ochrony wolności wypowiedzi w debacie publicznej i do ograniczania dopuszczalnej ingerencji; Trybunał kieruje się założeniem, by ingerencja ta nie zniechęcała prasy do podejmowania i uczestniczenia w otwartych dyskusjach w sprawach „stanowiących przedmiot uzasadnionego zatroskania opinii publicznej". W orzecznictwie najostrożniej należy stwierdzić, że wykazanie prawdziwości zarzutu nie jest uznawane za absolutnie konieczną i niezależną od innych okoliczności przesłankę wyłączenia odpowiedzialności sprawcy naruszenia czci, a nieprawdziwość zarzutu nie stanowi samodzielnej i wystarczającej przesłanki usprawiedliwiającej ingerencję w swobodę wypowiedzi.

 

Zgodnie z orzecznictwem Trybunału strasburskiego, swoboda wypowiedzi w debacie politycznej może być poddana  tylko zawężającej interpretacji art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Obywatela (Lingens v. Austria, orzeczenie z 8 lipca 1986, Seria A no. 103, par.42; Castello v. Spain, orzeczenie z 23 kwietnia 1992 r. Seria A no. 236, par. 43). Trybunał wielokrotnie podkreślał, że swoboda ta obejmuje także fakty i opinie, które szokują opinię publiczna, obrażają, burzą ustalone poglądy i przekonania. polityczne. Bez takiej swobody nie może funcjonować społeczeństwo demokratyczne. (Handyside v. he United Kingdom, orzeczenie z 7 grudnia 1976, Seria A no. 24, p.23, par. 49 i Jerisld v. Denmark, orzeczenie z 23 sierpnia 1994 r. seria A no. 298, p. 26 par. 37). Zasady te powtórzył ETPCz w orzeczeniu Sokołowski v. Poland ..... i  v. Turkey.

 

Stosunek przepisów obu ustaw dla rozważanego zagadnienia jest istotny w innym aspekcie. Został on dostrzeżony w uzasadnieniu wyroku Sądu Najwyższego z dnia 14 maja 2003 r., w którym stwierdzono, że ze względu na zadania prasy i obowiązki dziennikarzy, ich odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych doznaje w prawie prasowym istotnej modyfikacji w porównaniu do ogólnych zasad odpowiedzialności. Nie oznacza to zmiany podejścia do kwestii wzajemnego stosunku przepisów kodeksu cywilnego i prawa prasowego, jako przepisów, które wzajemnie się uzupełniają. Sąd Najwyższy wyraźnie zwrócił uwagę na konsekwencję takiej relacji przepisów: jeżeli do naruszenia dobra osobistego doszło w publikacji prasowej, przy stosowaniu art. 24 k.c. należy uwzględniać przepisy Prawa prasowego. Przy analizowaniu w takiej sprawie przesłanek wyłączenia bezprawności należy mieć na względzie także szczegółowe regulacje zawarte w Prawie prasowym. W takim znaczeniu można mówić o modyfikacji odpowiedzialności dziennikarzy w stosunku do zasad ogólnych. Należy położyć nacisk na obiektywne przesłanki staranności, gdyż te trudniej uznać za obojętne przy kwalifikowaniu zachowania sprawcy jako zgodnego lub sprzecznego z zasadami współżycia społecznego. Prawo prasowe określa powinności dziennikarza, przypisując mu obowiązki zachowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych (art. 12 ust. 1 pkt 1) oraz działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego (art. 10 ust. 1). Stwierdzony przy zastosowaniu kryteriów obiektywnych fakt zadośćuczynienia tym obowiązkom, powinien być czynnikiem uwzględnianym przy ocenie bezprawności działania. W przeciwnym razie wskazanym przepisom Prawa prasowego, związanym z doniosłymi zadaniami wolnej prasy, odmówi się należnego im znaczenia. Interes społeczny, w którym działał pozwany wyraża się przede wszystkim w urzeczywistnianiu zasad jawności życia publicznego i prawa społeczeństwa do informacji. Istotne znaczenie ma zatem właściwe rozumienie i ustalenie społecznie uzasadnionego interesu. Dotyczy on sfery życia publicznego, takiej więc, w ramach której można mówić zarówno o istnieniu potrzeby ważnej w demokratycznym społeczeństwie otwartej debaty publicznej, jak i o takim prawie do uzyskiwania informacji, które wymaga realizacji przez środki społecznego przekazu. Dlatego tak istotne znaczenie ma przewijające się we wszystkich rozważaniach słowo „publiczny". Chodzi o osoby aktywnie działające na forum publicznym („osoby publiczne"), do których powód sam się zalicza i podkreśla przez całe postępowanie przed Sądem Okręgowym.

 

Działanie powoda nadal, choć już w minimalnym stopniu, co widać prawie codziennie w głównych mediach telewizyjnych, radiowych i prasowych, wywiera wpływ na kształtowanie życia publicznego, a więc nadal stanowi podstawę usprawiedliwionego zainteresowania społeczeństwa i związanego z nim prawa do uzyskania informacji na temat przeszłości powoda. Z tego też względu powszechnie przyjmuje się, że w odniesieniu do osób publicznych zakres dopuszczalnej krytyki jest szerszy, a udzielana ochrona słabsza. Regułą jest także, że chodzi o informacje dotyczące publicznej sfery życia tych osób, bo to w tej sferze zasadniczo ujawnia się potrzeba ważnej debaty publicznej. Działania opisane przez pozwanego właśnie tej sfery dotyczyły. Sporna publikacja, realizowała w ten sposób tak rozumiany, godny ochrony, interes społeczny.

 

Pozwany spełnił obowiązek wynikający z art. 12 ust. 1 Prawa prasowego, czyli zachował szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych. Przekazanie zawartej w spornej wypowiedzi informacji wynikało z usprawiedliwionego zainteresowania społeczeństwa oraz potrzeby publikacji. Działanie pozwanego nastąpiło dla realizacji społecznie uzasadnionego interesu oraz w spełnieniu przezeń w zakresie zachowania szczególnej staranności i rzetelności, wyłącza to bezprawność naruszenia tą publikacją dóbr osobistych. Dla wyłączenia bezprawności w tym wypadku nie jest konieczne wykazanie prawdziwości zarzutu zawartego w spornej wypowiedzi. Wykazanie prawdziwości zarzutu nie jest konieczną i niezależną od innych okoliczności przesłanką wyłączenia bezprawności naruszenia publikacją w mediach dóbr osoby trzeciej.

 

Bezpodstawnym jest zatem formułowanie dalszego wymagania - jednoznacznego ustalenia w procesie prawdziwości zarzutu. Wypowiedź określonej treści powinna podlegać kwalifikacji według stanu istniejącego w chwili jej upublicznienia. Wykazanie istnienia tzw. kontratypu w postaci działania dla realizacji społecznie uzasadnionego interesu, a ponadto zachowania szczególnej rzetelności i staranności w rozumieniu art. 12 ust. 1 Prawa prasowego, to wykazanie przesłanek decydujących o wyłączeniu bezprawności naruszenia dobra osobistego w chwili opublikowania wypowiedzi medialnej.

Gdy uwzględni się wszystkie wymagania, którym pozwany musiał sprostać, aby móc się skutecznie powołać na działanie w obronie społecznie uzasadnionego interesu oraz na zachowanie szczególnej staranności i rzetelności, nie sposób zarzucić pozwanemu, który wszystkie te reguły godziwego celu i właściwego postępowania respektował, że naruszył zasady współżycia społecznego. Spełniające tak określone wymagania działanie pozwanego nie zasługuje na uznanie go za naruszające zasady współżycia społecznego i nie powinno być napiętnowane jako bezprawne. Obowiązek pozwanego jako dziennikarza do prawdziwego przedstawiania zjawisk nie powinien być utożsamiany z bezwzględnie rozumianym wymaganiem udowodnienia prawdziwości zarzutu, przesłankę prawdziwości przekazywanych informacji należy bowiem odnosić do prawdziwości źródeł, czyli ich rzetelnego wyboru, sprawdzenia i przedstawienia. Na wykazaniu prawdziwości informacji w takim rozumieniu może polegać tzw. dowód prawdy, obciążający pozwanego w procesie o ochronę dóbr osobistych, które zostały naruszone jego wypowiedzią.

Warto przy tym dostrzec, że rola środków masowego przekazu nie sprowadza się tylko do dostarczenia informacji, jej celem jest często także przedstawienie faktów mające na celu otwarcie dyskusji, wyrobienie sobie przez odbiorców własnej opinii, zasygnalizowanie istnienia konkretnych zagrożeń czy pytań o prawdziwe oblicze historii. Rzeczowe i rzetelne przedstawienie sprawy umożliwia prawidłową realizację zadań mediów i jednocześnie pozwala na zakwalifikowanie takiego działania jako mieszczącego się w granicach wolności słowa. Taki też był cel wypowiedzi telewizyjnej pozwanego.

Pozwany jako dziennikarz ma do dyspozycji ograniczone środki w zakresie ustalania faktów i że nie są one w żaden sposób współmierne do środków będących w dyspozycji organów ścigania lub wymiaru sprawiedliwości. Nie sposób w tej sytuacji wymagać takiej ścisłości ustaleń, jaką można uzyskać w sformalizowanych postępowaniach, pamiętając przy tym, że niejednokrotnie „dojście do prawdy" w tych postępowaniach pochłania wiele czasu. W piśmiennictwie powoływane jest często podsumowanie rozważań tego aspektu działania dziennikarzy, wyrażające się w stwierdzeniu, że „żądanie publikowania jedynie materiałów bazujących na informacjach o stuprocentowej pewności mijałoby się z elementarnymi zasadami doświadczenia życiowego".

 

Od pozwanego jako dziennikarza nie można zatem wymagać przeprowadzenia tzw. dowodu prawdy. Pozwanego jako dziennikarza obciąża bowiem obowiązek działania w obronie społecznie uzasadnionego interesu, tzn. sytuacji, w której rzetelnie oraz starannie zebrane i zweryfikowane źródła stanowić mogą - według obiektywnych kryteriów - uzasadnioną podstawę do sformułowania tezy. Miało to miejsce, gdyż powód jest wciąż w obszarze zainteresowania społecznego. Pozwany niewątpliwie dołożył należytej staranności przy zbieraniu materiałów dotyczących spornej wypowiedzi, którą w procesie kwestionuje powód. Przede wszystkim, pozwany jako dziennikarz i historyk dochował należytej staranności w myśl przepisów prawa prasowego. A stwierdzenie dochowania należytej staranności, wyłącza bezprawność rzekomego naruszenia dóbr osobistych powoda.

 

Pozwany przedstawił świadków potwierdzających jego wersje wydarzeń, co świadczy o obiektywności pozwanego. Niniejszym pełnomocnik pozwanego popiera wnioski dowodowe pozwanego o wezwanie na rozprawę, dopuszczenie dowodu i przesłuchanie wnioskowanych świadków zarówno na okoliczność współpracy powoda ze Służbą Bezpieczeństwa (dowód prawdy), jak i na okoliczność wykazania przez pozwanego należytej staranności przy zbieraniu informacji o związkach powoda z SB.

 

Ponadto pozwany przedstawił źródła z dokumentów archiwalnych, o których dopuszczenie drogą postanowienia dowodowego, jako innych dowodów (art. 308 § 1 i 2 kpc.), niniejszym wnoszę.

 

W wypadkach wymagających wiadomości specjalnych, Sąd na podstawie normy art. 290 § 1 kpc., może zażądać opinii odpowiedniego instytutu naukowego lub naukowo - badawczego. W niniejszej sprawie bez wątpienia mamy do czynienia z takim przypadkiem. Analiza i krytyka źródeł historycznych wymaga profesjonalnego przygotowania, które zapewnić może tylko opinia wyspecjalizowanego w badaniu i analizie takich źródeł instytutu naukowego. Takim instytutem jest bez wątpienia jedynie Instytut Pamięci Narodowej, z siedzibą w Warszawie, ul. Towarowa 28,
00-839 Warszawa. Jest to powołana ustawą z dnia 18 grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. W niniejszej sprawie zarówno już złożone przez pozwanego do akt środki dowodowe, jak i materiały zgromadzone w Instytucie Pamięci Narodowej, a dotyczące powoda wymagają fachowej oceny historyka, znającego zarówno warsztat naukowy konieczny przy krytyce źródeł z dokumentów, jak i znającego szeroki kontekst historyczny, pozwalający dokonać naukowo weryfikowalnych ustaleń.

Tylko opinia fachowego instytutu, dysponującego nota bene bogatymi materiałami źródłowymi, pozwoli Sądowi uzyskać kategoryczny pogląd, czy pozwany mógł, posiłkując się zarówno osobowymi, jak i pisanymi źródłami historycznymi, wyrazić pogląd o płatnej współpracy powoda ze Służbą Bezpieczeństwa.

 

Dlatego wnoszę o zażądanie od Instytutu Pamięci Narodowej opinii, czy w świetle dokumentów i zeznań świadków, można - w sposób uprawniony - prezentować pogląd, iż w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia powód Lech Wałęsa świadczył na rzecz Służby Bezpieczeństwa płatną współpracę. W szczególności opinia wskazanego instytutu winna zawierać ustalenia czy: znajdujące się w archiwum IPN dokumenty werbunkowe, donosy i pokwitowania za pieniądze dotyczą Lecha Wałęsy, czy ewentualna współpraca Lecha Wałęsy z SB sprowadziła lub mogła sprowadzić na jego ofiary realne krzywdy ze strony komunistycznej tajnej policji politycznej (SB), czy ewentualna aktywność Lecha Wałęsy, jako konfidenta SB, a w szczególności jego kreatywność w dostarczaniu SB propozycji, w jaki sposób powinna zwalczać ruch antykomunistyczny w Stoczni Gdańskiej, umożliwiła lub mogła umożliwić władzom PRL szybsze spacyfikowanie tego ruchu, ze szkodą dla antykomunistycznego i niepodległościowego wysiłku narodu polskiego.

Odnosząc się do zgłoszonych już w toku postępowania przez samego pozwanego wniosków o wezwanie i przesłuchanie w charakterze świadków wyszczególnionych wcześniej osób.? Jednocześnie, z uwagi na to, iż pozwany nie dysponuje adresami wielu ze zgłoszonych świadków, uprzejmie proszę o wydanie postanowienia odnośnie wszystkich świadków, których adresów nie jest w stanie obecnie wskazać strona pozwana, o zobowiązaniu przez Sąd do ustalenia ich adresów, dla potrzeb toczącego się postępowania i o zakreślenie stosownego okresu dla ustalenia adresów wskazanych osób w instytucjach do tego powołanych (Centralne Biuro Adresowe).

 

Podtrzymując wnioski dowodowe zgłoszone przez pozwanego w dotychczasowym przebiegu sprawy, uprzejmie precyzuję, iż dowody te mają być dopuszczone na okoliczność płatnej współpracy powoda ze Służbą Bezpieczeństwa PRL oraz na okoliczność dochowania przez pozwanego należytej staranności w zbieraniu materiałów, które posłużyły za podstawę do wypowiedzi pozwanego, którą poczuł się obrażony w swych dobrach osobistych powód Lech Wałęsa. Szczegółowe tezy dowodowe zostały wyszczególnione przy każdym z nazwisk zgłoszonych przez pozwanego w charakterze świadków.

 

Popierając złożone dotychczas wnioski w tym zakresie rozpoznania, uprzejmie proszę o dopuszczenie w pierwszej kolejności dowodu z zeznań następujących świadków:

 

Św. Andrzej Bulc, Warszawa - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako działacz WZZ posiada źródłową wiedzę o współpracy Lecha Wałęsy z SB. W r. 1979 nagrał na kasecie magnetofonowej relację Lecha Wałęsy o jego współpracy z SB, polegającej na rozpoznawaniu pracowników Stoczni Gdańskiej na zdjęciach i filmach prezentowanych mu przez funkcjonariuszy SB. Podczas uroczystości w Sali Kolumnowej sejmu w XXV rocznicę Sierpnia `80 nazwał Lecha Wałęsę „kłamcą tysiąclecia", stwierdzając, że w r. 1979 w jego obecności Lech Wałęsa przyznał się do współpracy z SB.

Św. Andrzej Czyżewski, Hogenbrook 21a, 21149 Hamburg - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Świadek zna szczegóły powiązań Lecha Wałęsy z SB, nawet z okresu po 13 grudnia 1981 r.

Św. Bogdan Borusewicz, ul. Wiejska 6, 00-902 Warszawa - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Posiadał taśmę magnetofonową z nagraniem wypowiedzi Lecha Wałęsy, w której przyznał się on do rozpoznawania robotników, biorących udział w buncie Grudnia`70, na zdjęciach i filmach SB. Wspólnie z J. Kuroniem brał udział w próbie usunięcia Lecha Wałęsy z „Solidarności", pod zarzutem agenturalności na rzecz SB. W aktach Sprawy Operacyjnego Rozpoznania „Gracze" (akta rozpracowania KSS „KOR" przez Służbę Bezpieczeństwa) znajduje się „Informacja z dnia 19.09.1981 r.", t. 16, k. 33-34: „Wałęsa ponownie podjął dialog z B. Borusewiczem, któremu ponownie zaproponował współpracę. Borusewicz odmówił /.../ KSS „KOR" posiada materiały obciążające Wałęsę, które w odpowiedniej chwili (gdy Wałęsa zaatakuje pierwszy) będą użyte."

Św. Andrzej Gwiazda, ul. Wejchera 3 c m 118, 80-346 Gdańsk - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako działacz WZZ miał bliski kontakt z Lechem Wałęsą i zebrał liczne dowody jego współpracy z SB. W jego mieszkaniu w r. 1979 Lech Wałęsa przyznał się publicznie do współpracy z SB: „myśmy uznali, że kapusiem był Myszk i w związku z tym przestali sprawdzać Wałęsę. Dopiero później okazało się, że obaj byli agentami. Pamiętam, kiedyś powiedział nam, że po wydarzeniach grudniowych 1970 roku, bywał zatrzymywany przez funkcjonariuszy SB i na ich polecenie rozpoznawał głosy, nagrane na taśmie magnetofonowej, jak również twarze na filmach. W ten sposób identyfikował kolegów, którzy brali czynny udział w tamtych wydarzeniach."

Św. Joanna Gwiazda, adres j.w. - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako działaczka WZZ miała bliski kontakt z Lechem Wałęsą i zebrała liczne dowody jego współpracy z SB. Odpowiadając na jej pytanie  Lech Wałęsa w r. 1979 przyznał się publicznie do współpracy z SB.

Św. Henryk Jagielski, ul. Stolema 45, 80-177 Gdańsk, na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako współpracownik Lecha Wałęsy na Wydziale W-4 Stoczni Gdańskiej był obiektem składanych przez niego donosów podpisanych, jako t.w. „Bolek".

Św. Jarosław Kaczyński, ul. Nowogrodzka 84/86, 02-018 Warszawa - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. „PAP, 2006-10-16: „Wśród ujawnionych dokumentów znajduje się między innymi zeznanie Jarosława Kaczyńskiego w sprawie "Bolka". Jarosław Kaczyński zeznał w 1998 r. w śledztwie dotyczącym sprawy płk Jana Lesiaka, że w 1991 r. ówczesny szef UOP Andrzej Milczanowski pokazywał mu akta tajnego współpracownika SB "Bolka". Obecny premier pełnił w 1991 r. funkcję szefa Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy. "Była to teczka dotycząca agenta o pseudonimie Bolek, chodziło o Lecha Wałęsę, był to właściwie jeden dokument. Był to opis wydarzeń, jakie miały miejsce w Stoczni Gdańskiej już po głównej fali strajków - albo przy końcu grudnia 1970, albo w styczniu 1971 r. Był to opis dość przejrzysty, wielostronicowy, z wymienianiem nazwisk. Chodziło o jakieś zamieszanie w stoczni, kilkusetosobowe wiece" - zapisano w protokole zeznań J. Kaczyńskiego. "Na moje stwierdzenie, że tego Wałęsa nie mógł napisać, bo by nie potrafił, jako że tekst był dość spójny, w miarę gramatyczny, a w każdym razie zrozumiały, Milczanowski odpowiedział mi: Co ty nie wiesz jak było - on najpierw opowiedział to temu ubekowi, a później tamten mu to podyktował. I dlatego ten tekst jest taki" - zeznał w 1998 obecny premier. Podczas przesłuchania Kaczyński powiedział, że Milczanowski stwierdził, iż przeprowadzono badania grafologiczne tekstu i stwierdzono, że jest to tekst pisany ręką Lecha Wałęsy. "Przy czym możliwość sfałszowania tak długiego tekstu jest minimalna, ale jednak jest. Milczanowski był przekonany, że jest to tekst autentyczny" - zeznał J. Kaczyński." W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej" powiedział: „- (Pytanie GW) Czy Wałęsa to agent SB o pseudonimie "Bolek"? - (Odpowiedź J.K.) Sąd lustracyjny uznał, że Wałęsa nie był agentem, i sąd konstytucyjny uznał, że w związku z tym, że sąd lustracyjny coś uznał, to już dalej nie można prowadzić postępowania. Tyle mogę w tej sprawie powiedzieć. A znane mi fakty zachowam dla siebie. - Podważa Pan opinię sądu lustracyjnego? - Uważam, że orzecznictwo sądów lustracyjnych jest w Polsce jednym gigantycznym skandalem. - Czyli daje Pan wiarę temu, co jest w teczkach SB? - Mam ograniczoną wiarę w to, co jest napisane w teczkach. Natomiast mam inne przesłanki, żeby sądzić, że różne fakty często publicznie podnoszone są prawdziwe, choćby dlatego, że mam taką wiedzę zupełnie niezależnie od teczek, jeszcze z lat 70. - Czyli Pan uważa, że Wałęsa to "Bolek"? - Zostawcie, panie, ten temat. Jeżeli Krzysztof Wyszkowski wezwie mnie na świadka w swojej sprawie, to wtedy zeznam to, co na ten temat wiem."

Świadek Lech Kaczyński, ul. Krakowskie Przedmieście 48/50, 00-071 Warszawa - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa. Jako działacz Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża w latach 70., działacz podziemia „Solidarności" w stanie wojennym i wysoki funkcjonariusz państwowy po r. 1989, świadek posiada ugruntowaną wiedzę na temat przeszłości Lecha Wałęsy. Dnia 30 stycznia 2006 r., pytany przez dziennikarza o swoją wiedzę na temat wytoczonego mi przez powoda procesu, oświadczył: „Jeżeli zostanę wezwany do sądu, to będę zeznawał zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą." Mówił też, że Lech Wałęsa utrzymywał stałe kontakty z byłymi wysokimi oficerami SB i z kontrwywiadem wojskowym. W wypowiedzi prasowej z czerwca br Lech Kaczyński potwierdził, że posiada wiedzę, iż powód Lech Wałęsa to agent „Bolek".

Św. Antoni Macierewicz, ul. Wiejska 6, 00-902 Warszawa  - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako minister SW w r. 1992 badał oryginały dokumentów stwierdzających, że Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB. Radio TOK FM 2005-11-22: „(Redaktor) Panie pośle, zadaję proste pytanie, czy nadal uważa Pan, że Lech Wałęsa był agentem? Antoni Macierewicz: Tak. Lech Wałęsa: Ja Pana do sądu podaję, po to, żeby pan mi udowodnił. Antoni Macierewicz: Cieszę się z tego, że spotkamy się w tej sprawie w sądzie. Rzeczywiście warto, żeby po tylu nieprawdach i insynuacjach, kłamstwach i obrazach, zwłaszcza tych, które Pan formułował i wobec mnie i wobec ojca Tadeusza Rydzyka, wobec dziesiątków innych, wiarygodnych ludzi, którzy zrobili dużo więcej i dużo dawniej działali na rzecz niepodległości Polski niż ktokolwiek inny i warto by było, żeby w tym momencie stanąć przed sądem, to będzie naprawdę rzecz, na którą liczę i czekam. (Redaktor) Panie prezydencie, zadam proste pytanie, czy spotka się Pan z Panem posłem A. Macierewiczem w sądzie? Lech Wałęsa: Tak, tak, to jest nieuniknione, dlatego że muszę wreszcie go nauczyć porządku i prawdy. Antoni Macierewicz: Porządku to mógłby się Pan sam nauczyć, a prawdy tym bardziej. Lech Wałęsa: To spotkamy się w sądzie."

Św. Piotr Naimski, - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako szef UOP w 1992 r. osobiście badał oryginały dokumentów dowodzących agenturalność Lecha Wałęsy. Podczas procesu lustracyjnego w 2000 r. zeznał: „Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB o kryptonimie Bolek".

Św. Józef Szyler, ul. Osiedlowa 14, 39-300 Mielec - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako współpracownik Lecha Wałęsy na Wydziale W-4 Stoczni Gdańskiej był obiektem donosów składanych przez powoda, jako t.w. „Bolek" i na tej podstawie represjonowany przez SB.


Byli funkcjonariusze SB

 

Św. Krzysztof Adamski, Gdańsk - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako były funkcjonariusz wydziału obserwacji SB bezpośrednio poznał szczegóły kontaktów Lecha Wałęsy z SB.

Św. Marek Aftyka - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. W dniu 21 VIII 1978 r. jako podoficer SB sporządził notatkę służbową z przeglądu teczki pracy TW ps. „Bolek".

Św. Krzysztof Bolin - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako funkcjonariusz gdańskiego Oddz. UOP osobiście badał oryginały dokumentów z tzw. teczki Bolka i uznał je za prawdziwe. Ponadto posiada wiedzę o agenturalności Lecha Wałęsy z przekazów ustnych funkcjonariuszy SB i UOP kontrolujących Lecha Wałęsa przez wiele lat swej służby.

Św. Antoni Domański, Gdańsk- na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako funkcjonariusz Inspektoratu II SB w Gdańsku miał wgląd w oryginalną dokumentację współpracy Lecha Wałęsy z SB.

Św. Józef Burak - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako Z-ca Naczelnika Wydz. II-go Biura Studiów SB MSW był współautorem sporządzonego przez SB obszernego opracowania dokumentującego działalność Lecha Wałęsy, włącznie z jego agenturalnością. Z dokumentu IPN: „Przypominam sobie rozmowę z dyrektorem na okoliczność opracowanej za moją inicjatywą i nadzorem obszerną charakterystyką o Lechu Wałęsie /../ dokument ten oparty jest na konkretnych materiałach." Ponieważ po napisaniu tego opracowania mjr Burak wyjechał do Moskwy, należy sądzić, że opracowanie to zostało przekazane KGB.

Św. Romuald Chlaszczak - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako oficer SB, prowadził w Insp. II w Gdańsku sprawę o kryp. Zadra dot. L. Wałęsy.

Św. Władysław Ciastoń, Warszawa - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Nadzorował operację fałszowania dokumentów na rzecz „przedłużenia" udokumentowanej współpracy Lecha Wałęsy z SB na okres po 1976 r.

Św. Jerzy Frączkowski, Gdańsk - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako funkcjonariusz Inspektoratu II SB w Gdańsku miał wgląd w oryginalną dokumentację współpracy Lecha Wałęsy z SB. Posiadał tę dokumentację w formie mikrofilmów do r. 1993, gdy została mu ona zarekwirowana przez UOP, działający pod nadzorem prok. Szulca. Prowokacja UOP miała miejsce 2-5.03.1993 r. Sprawa o sprowadzenie niebezpieczeństwa zagrożenia dla życia, zdrowia, mienia toczyła się przed Sądem Rejonowym w Gdyni sygnatura akt - II K 558/93. Wyrok zapadł 13.04.1994. W aktach powyższej sprawy - karta 127 to "Protokół oględzin przedmiotów znalezionych podczas przeszukania mieszkania należącego do Jerzego Frączkowskiego". W oględzinach, które odbyły się w UOP w Gdańsku uczestniczyli: prok. Maciej Schulz z Prok. Rej. w Gdyni, por. Zbigniew Olczak i Marzanna Bernecka z delegatury UOP w Gdańsku. "W tym miejscu por. Zbigniew Olczak okazał prokuratorowi zapieczętowaną i zalakowaną kopertę oznaczoną numerem 1 i stwierdził, że przedmioty ujawnione i zabezpieczone w trakcie przeszukania mieszkania Jerzego Frączkowskiego (...) i wymienione w protokole przeszukania pod pozycją 1-3 znajdują się wewnątrz tej koperty (...)" Dalej było, że to własność UOP, że materiały prawdopodobnie zawierają informacje tajne i tajne spec. znaczenia. Prokurator polecił przekazać tę kopertę niezwłocznie "do dyspozycji Prokuratora Wojewódzkiego w Gdańsku celem załączenia do sprawy V DS- 37/91 prowadzonej przez Wydział Śledczy tejże prokuratury zgodnie z treścią postanowienia z nią 12.03.1993 o wyłączeniu materiałów do odrębnego postępowania".

Św. Adam Hodysz, ul. Płk. Dębka 38, Rumia - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako szef gdańskiego Oddz. UOP osobiście badał oryginały dokumentów z tzw. teczki Bolka i uznał je za prawdziwe. Ponadto posiada wiedzę o agenturalności Lecha Wałęsy z przekazów ustnych funkcjonariuszy SB i UOP kontrolujących Lecha Wałęsa przez wiele lat swej służby.

Św. Władysław Jaworski - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB i na okoliczność przyznania Lechowi Wałęsie statusu pokrzywdzonego. Jako były szef SB w Gdańsku zna dokumentację dot. współpracy L. Wałęsy z SB, nadzorował ekipy werbujące agenturę w ramach operacji krypt. „Jesień".

Św. Kazimierz Kaziszyn - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB i na okoliczność przyznania Lechowi Wałęsie statusu pokrzywdzonego. Oficer SB, który prowadził sprawę operacyjną na Zakłady Mechanizacji Budownictwa „Zremb", w których pracował Wałęsa. W notatce o Wałęsie z napisał: „W czasie pracy w stoczni [Wałęsa] był wykorzystywany operacyjnie przez Służbę Św.

Św. Władysław Kuca, Warszawa - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako szef Biura Studiów SB gruntownie poznał całą dokumentacją posiadaną przez SB na temat Lecha Wałęsy.

Św. Adam Krzysztoporski - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako dyrektor Dep. III MSW i wiceminister MSW poznał dokumentację dot. współpracy L. Wałęsy z SB. Wykorzystywał ją w operacjach przeciwko „Solidarności" (m. in. krypt. „Debata") oraz w tajnych rozmowach z Lechem Wałęsą w latach 1980-1981.

Św. Waldemar Misiewicz - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Oficer Dep. III MSW, bliski współpracownik gen. Krzysztoporskiego, brał udział w poufnych rozmowach z L. Wałęsą jesienią 1981 r.

Św. Ryszard Łubiński - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB i na okoliczność przyznania Lechowi Wałęsie statusu pokrzywdzonego. Jako z-ca naczelnika Wydz. III SB w Gdańsku w 1978 r. odbył rozmowę z L. Wałęsą, której celem był ponowny werbunek Wałęsy do współpracy z SB.

Św. Misztal - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako szef grupy SB „ochraniającej" Wydział W-4 Stoczni Gdańskiej posiada źródłową wiedzę na temat składania przez Lecha Wałęsę donosów, jako t.w. „Bolek" i wypłacania mu z tego tytułu pieniędzy.

Św. Wojciech Nachiło - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako funkcjonariusz gdańskiego Oddz. UOP osobiście badał oryginały dokumentów z tzw. teczki Bolka i uznał je za prawdziwe. Ponadto posiada wiedzę o agenturalności Lecha Wałęsy z przekazów ustnych funkcjonariuszy SB i UOP kontrolujących Lecha Wałęsa przez wiele lat swej służby.

Św. Sylwester Paszkiewicz, Gdańsk - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB i na okoliczność przyznania Lechowi Wałęsie statusu pokrzywdzonego. Jako szef SB w Gdańsku i z-ca szefa KW MO/WUSW znał dokumentację dot. współpracy L. Wałęsy z SB.

Św. Zbigniew Pawlicki, Wrocław - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako szef Inspektoratu II w Gdańsku nadzorował operacje kontroli L. Wałęsy przez SB, poznał dokumenty dot. współpracy L. Wałęsy z SB.

Św. Wojciech Raniewicz, Wrocław - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB i na okoliczność przyznania Lechowi Wałęsie statusu pokrzywdzonego. Jako były naczelnik Wydziału III SB w Gdańsku zna dokumentację dot. współpracy L. Wałęsy z SB.

Św. Henryk Rapczyński - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako oficer SB, spotykał się i odbierał donosy od L. Wałęsy jako współpracownik SB ps. „Bolek".

Św. Janusz Stachowiak, ul. Bernardyńska 6 m 23, Warszawa - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako funkcjonariusz Grupy VI Wydziału III a SB, „ochraniającej" Wydział W-4 Stoczni Gdańskiej, posiada źródłową wiedzę na temat składania przez Lecha Wałęsę donosów, jako t.w. „Bolek" i wypłacania mu z tego tytułu pieniędzy.

Św. Leon Stańczyk, Gdańsk - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB i na okoliczność przyznania Lechowi Wałęsie statusu pokrzywdzonego. Były naczelnik Wydz. III SB w Gdańsku, oficer prowadzący Edwina Myszka.

Św. Andrzej Styliński, Gdańsk - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako starszy inspektor Wydziału II Biura Studiów SB miał osobisty dostęp do wszystkich materiałów wytworzonych w trakcie agenturalnej współpracy Lecha Wałęsy z SB oraz później, gdy był on kontrolowany za pomocą posiadanych przez SB materiałów kompromitujących. Po przystąpieniu Lecha Wałęsy do WZZ osobiście przeprowadził z rozmowę, w której wykorzystał tę wiedzę do wymuszenia na Lechu Wałęsie uległości wobec SB.

Św. Waldemar Żaczek - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB i na okoliczność przyznania Lechowi Wałęsie statusu pokrzywdzonego. Były oficer SB i UOP, prowadził SOR kryp. „Bolek".

 

Współpracownicy instytucjonalni i agenturalni SB

 

Św. Mieczysław Gromadzki, Gdańsk - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako kierownik USW PWRN, na polecenie SB, wypłacał Lechowi Wałęsie pieniądze.

Św. Antoni Sęp, Gdańsk - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako z-ca Kierownika USW PWRN posiada wiedzę na temat wypłacania Lechowi Wałęsie pieniędzy na polecenie SB.

Św. Edwin Myszk, Gdańsk - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB. Jako prowokator Wydz. III SB, skierowany do dywersji w WZZ, posiada źródłową wiedzę o współpracy Lecha Wałęsy z SB. Posiada informacje o przyjmowaniu przez Lecha Wałęsę funkcjonariuszy SB w jego mieszkaniu przy ul. Wrzosy i piciu z nimi wódki.

Św. Eligiusz Naszkowski - na okoliczność współpracy Lecha Wałęsy z SB i na okoliczność przyznania Lechowi Wałęsie statusu pokrzywdzonego. Agent SB ps. „Jola", którego prowadził płk Kuca. Ukierunkowany i zadaniowany szczególnie do kontroli operacyjnej L. Wałęsy. Autor wewnętrznych opracowań SB nt. Wałęsy.

 

Jednocześnie strona pozwana wnosi o dopuszczenie dowodu z przesłuchania stron i zastrzega sobie prawo wnioskowania kolejnych dowodów, w przypadku, gdyby pojawiły się nowe, nieznane do tej pory środki dowodowe, jak też w przypadku, gdyby z przeprowadzanych przed Sądem dowodów mogła wyniknąć potrzeba powołania nowych.

 

Z tych przyczyn wnoszę jak dotychczas.

 

 

 


Ostatnia aktualizacja: poniedziałek, 02 marca 2009 09:50

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.