Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

PZPN czyli III RP

Gdy prezydent Lech Kaczyński oświadczył, że kryzys „stoi u bram"  i zapowiedział zwołanie rady gabinetowej, rząd zapewniał, że nie ma takiej potrzeby, bo Polski załamanie na rynku bankowym nie dotyczy. Gdy giełda spadała jak szalona, Premier Donald Tusk, rząd i PO zapewniały Polaków, że nasza wieś spokojna, nasza wieś wesoła. Gdy z banków znikały pieniądze, a kredyty gwałtownie drożały Tusk zabawiał publiczność bajkami o panowaniu nad sytuacją. „Polska gospodarka ma trwałe, mocne fundamenty, polski system bankowy jest bezpieczny i Polsce nie grozi kryzys." - twierdziła Platforma.

Gdy przywódcy na całym świecie uwijali się jak w ukropie, starając się porozumieć w sprawie ograniczania skutków katastrofy, to w Polsce rząd zachowywał się jak orkiestra na Titanicu. Przez cały czas rozwijania się kryzysu Tusk z uporem odmawiał rozmów z prezydentem i opozycją. Otrzeźwiał dopiero 22 października i stwierdził, że spotka się z Jarosławem Kaczyńskim. Wreszcie trzeba będzie coś odpowiedzieć opozycji i opinii publicznej na pytania dlaczego rząd tylko gada, a nic nie robi. Dlaczego nie ma nawet planu działania. Dlaczego nie ma pomocy dla małych i średnich firm. Dlaczego banki usiłują odbierać firmom wcześniej udzielone pożyczki. Dlaczego budżet nie zawiera środków na walkę z rozszerzającymi się obszarami nędzy.

Donald Tusk nie rozumie dlaczego doszło do załamania się złotówki, ale czeska korona trzyma się mocno. Nie zauważył, że oskarżał prezydenta Kaczyńskiego o sianie paniki, a prezydent Wacław Klaus od dawna głośno mówił o nadchodzących kłopotach i dlatego Czechy okazały się lepiej przygotowane.

 

Myślę, że zaniechania premiera i całego rządu warto zbadać za pomocą specjalnej komisji sejmowej, bo to są zaniechania karalne. Premier, wraz ze swoim rządem i partią, zapewniając, że „nie ma powodu do żadnego niepokoju o gospodarkę i finanse" dopuścił się oszustwa narażając na szkodę milionów ludzi, którzy w tę propagandę uwierzyli. Różnica między stratami wynikającymi z obiektywnego wpływu kryzysu światowego na Polskę, a stratami będącymi skutkiem opóźnionych działań obywateli w celu ratowania własnych pieniędzy, powinna obciążyć premiera, jego rząd i jego partię.  Skoro zapewniali, że zła sytuacja banków amerykańskich nie będzie miała wpływu na banki polskie, to niech teraz zapłacą różnicę w oprocentowaniu kredytów hipotecznych. Wszystkich strat nie da się wyliczyć, ale należy oszacować sumy, jakie Polacy stracili z powodu świadomego okłamywania ich przez władze państwa. Niech zapłacą przynajmniej tym, którzy bez własnej winy z dnia na dzień stają wobec utraty środków choćby na przetrwanie.

Nieodpowiedzialne zachowanie rządu osłaniane było przez większość mediów.  Agresywna i stronnicza propaganda, przedstawiająca konflikt premiera z prezydentem i Platformy z PiS,  umożliwiła przemilczanie najważniejszych problemów, które już odbijają się na gospodarce i realiach życiowych milionów Polaków.

Dobitnym przykładem tej osłonowej propagandy jest stosunek mediów do wizyty Tuska w Chinach. Ten sam człowiek, który dwa miesiące temu zbojkotował otwarcie igrzysk w Pekinie, teraz odmówia poruszenia kwestii Tybetu. Więcej, oświadcza, że „Polska bezwzględnie szanuje chiński model rozwoju". To jest stanowisko skandaliczne. Premier musi uznawać realia, ale w imieniu Polski wyrażać szacunek dla systemu opartemu na zbrodni? Wyrażenie „bezwzględny szacunek" oznacza, że Polska akceptuje współpracę z chińskim gułagiem i produkcją niewolniczą.

Stosunek Tuska do kryzysu przypomina metody działaczy PZPN - są gdzieś jakieś kłopoty, ale kierownictwo trzyma się mocno i nie widzi powodów do dymisji. Tak jak Listkiewicz w PZPN, tak samo Tusk nie walczy z chorobą państwa, a o „przekierowanie strumieni finansowych". Nie dziwię się, że Władysław Frasyniuk postawił pytanie, czy premier jest poczytalny.

Według programu PO państwo miało się ograniczyć do bycia „nocnym stróżem". Kryzys wykazał, że to koncepcja głupia, szkodliwa i po prostu nierealna. Po latach brnięcia w absurd, najdoskonalsze demokracje świata jedyny ratunek dostrzegły we wzmocnieniu roli państwa. Ale rządzących Polską można nazwać drugim PZPN - Polskim Związkiem Polityków Nieodpowiedzialnych.


Ostatnia aktualizacja: wtorek, 25 listopada 2008 08:51

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.