Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Miałeś pseudonim? Masz zaufanie!

Reakcja ministra Radosława Sikorskiego na opublikowaną przez IPN informację, że wiceminister SZ Przemysław Grudziński był zarejestrowany jako agent SB o pseudonimie „Trojanowski", była łatwa do przewidzenia. Przyznał, że i on i premier Donald Tusk wiedzieli o tym już wcześniej, ale uważają, że Grudziński nie współpracował ani z komunistyczną policją polityczną, ani z wywiadem, a zarejestrowany został bez swojej wiedzy i zgody. Takie stanowisko jest tym łatwiejsze, że teczka Trojanowskiego i wszystkie materiały dotyczące Grudzińskiego zostały z archiwum SB wyprowadzone.

Tego, że esbecy werbujący Trojanowskiego i przez lata nadzorujący „zabezpieczenie operacyjne" obecnie oświadczą, iż wszystko sfałszowali,  można być tak samo pewnym, jak tego, że kopii zniszczonych lub wyniesionych przez nich dokumentów nie udostępni teraz archiwum KGB. Ewentualny proces lustracyjny zakończyłby się więc uwolnieniem od zarzutu kłamstwa lustracyjnego. Wydaje się jednak, że Sikorski obawia się jakiejś niespodzianki, bo powiedział też tak: „dopóki nie powstanie jakiś fakt, który by podważał prawdziwość jego słów, minister Grudziński ma moje pełne zaufanie". Słusznie, przecież do niespodziewanego odnalezienia dokumentów obciążających Grudzińskiego może dojść w przyszłości i wtedy zastrzeżenie będzie jak znalazł.

Zaufanie Sikorskiego i Tuska kieruje się dziwnymi zasadami. Choć z jednej strony nie mają za grosz zaufania do aparatu komunistycznej tajnej policji, jako notorycznych fałszerzy zapisów w księgach ewidencyjnych agentury, to  z drugiej strony ufają jak dzieci ludziom pracującym pod nadzorem GKB i GRU, takim jak np. Gromosław Czempiński czy Marek Dukaczewski. Choć premier mówi: „staram się iść prostą drogą", to tylko mówi, bo zły los stawia go w roli straceńczego slalomisty, który nie mogąc zmieścić się między bramkami, po prostu je wszystkie kosi. I musi dobrze wiedzieć co robi, bo przecież z własnej woli, więcej na własne żądanie, stał się bezpośrednim nadzorcą służb specjalnych, w których poustawiał swoich zaufanych ludzi z SB i WSI.

Ale o czym tu w ogóle gadać. Jeżeli zaczęło się karierę polityczną od współpracy z firmą Batax (ujawnioną w raporcie o likwidacji WSI jako ekspozytura WSW - WSI), awansowało się w układzie postkomunistycznym jako członek Komisji Likwidacyjnej RSW, bezkompromisową obroną agentury przebiło do ścisłej elity władzy podczas „mocnej zmiany", to nie ma się co dziwić, że kolejne akty na rzecz Układu nie stanowią żadnego problemu. Przeciwnie, jak mógłby nagle zmienić front? Przecież na prezydenta zostałby wtedy wystawiony nie on, a Olechowski.

 

A jednak temu „macherowi", który wyrwał się „z zaplecza", nadal trzeba ustawiać na drodze tyczki, mimo że wie się, że je milcząco skosi. Bo w końcu jednak trafi na kamień.

Wracam więc do zaufania, jakiego premier, minister i cała PO udzieliła człowiekowi zarejestrowanemu jako t.w. Trojanowski. Nikt w rządzie nie wierzy, że Grudziński mógł skłamać w sprawie agentury, bo, rzekomo, świadczy o tym jego życiorys. Więc ja pytam, dlaczego w podanym przez MSZ życiorysie brakuje zapisu o tym, co robił Grudziński pomiędzy zatrudnieniem w Uniwersytecie w Toruniu, a PAN w Warszawie. Czy to MSZ czy sam Grudziński ukrył fakt, że nie został ściągnięty do Warszawy, jako wybitny naukowiec, a jako „towarzysz" do pracy w aparacie ideologicznym Polskich Zdrajców Pachołków Rosji? Już w r. 1975 młody, ale bardzo ambitny oportunista został tak wysoko oceniony przez partyjną nomenklaturę, że pożegnał się z prowincjonalnym uniwersytetem, by podjąć twórczą pracę w Ośrodku Badań Stosunków Wschód-Zachód. W listopadzie 1975 r. OBSW-Z przemianowany został ma Instytut Badania Współczesnych Problemów Kapitalizmu, którego pracownikiem pozostał Grudziński do 31 grudnia 1976 r. Te bardzo szczególne ośrodki i instytuty wywołują następne pytanie do Tuska i Sikorskiego - czy nie było tak, że były to agendy pracujące na rzecz wywiadu PRL i ze swoimi sowieckimi odpowiednikami? Gdyby tak było, to może łączyłoby się to faktem, że w kolejnych latach interesował się Grudzińskim właśnie wywiad, a nawet oba - „cywilny" i wojskowy.

Tusk powołał Grudzińskiego do MSZ na miejsce Witolda Waszczykowskiego, do którego stracił zaufanie. Słusznie. Waszczykowski nie został przeniesiony z Uniwersytetu Łódzkiego do aparatu KC PZPR i nie walczył z Ameryką razem z Longinem Pastusiakiem (zarejestrowanym jako t.w. Wilman). Nie ma pseudonimu, to nie ma i zaufania.

 

 

 

 

 


Ostatnia aktualizacja: wtorek, 25 listopada 2008 08:50

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.