Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Bezdroża kłamstwa

Nowa książka Lecha Wałęsy pt. Droga do prawdy to gruby katalog bezprzykładnych kłamstw. Nikt poważny nie potraktuje tej książki serio, ona ma być tylko placebo dla tych, którzy bardzo chcą Wałęsie wierzyć lub mają interes w zaprzeczaniu prawdzie. Po co została wydała? Żeby robić wrażenie, iż Wałęsa obalił zawarte w książce IPN dowody, że był płatnym agentem SB oraz przedstawić siebie jako działacza, który świadomie przyjął pokojowe metody walki politycznej.

Słowotok Wałęsy jest tak chaotyczny i wewnętrznie sprzeczny, że nie poddaje się merytorycznej analizie. Próba odpowiedzenia na 500 stron przewrotnych łgarstw i przeinaczeń wymagałaby jeszcze dłuższego wywodu, więc zapewne reakcji na nią w ogóle nie będzie. W tym miejscu mogę tylko na pojedynczym przykładzie zarysować skalę niechlujnych bredni pełnego nieposkromionej pychy noblisty, który usiłuje sfałszować własny życiorys. Na s. 71 czytamy: „O istnieniu WZZ dowiedziałem się od Bogdana Borusewicza z „Robotnika Wybrzeża”. W połowie 1977 roku dotarłem do niego i rozpocząłem pracę w środowisku gdańskiego Komitetu Obrony Robotników. W tym czasie w ramach KOR powstała grupa, która później przekształciła się w komitet założycielski Wolnych Związków Zawodowych.” Wałęsa podjął działalność 6 czerwca 1978 r., gdy WZZ istniał od 40 dni, a „Robotnik Wybrzeża” miał się ukazać za kilka miesięcy.

Na s. 72 następna legenda: „Przyszedłem do nich na spotkanie i powiedziałem: <W ogóle to wy tu do dupy działacie, to trzeba sprawnie zorganizować, to tak nie może być>”. Ani nie był wówczas tak wulgarny, bo byśmy z nim nie rozmawiali, ani nie zaproponował działań organizacyjnych, bo nigdy nie miał o tym zielonego pojęcia. Gdy otworzyłem mu wówczas drzwi mojego mieszkania powiedział, że w tramwaju znalazł ulotkę o głodówce protestacyjnej przeciwko aresztowaniu mojego brata Błażeja i chciałby z nami porozmawiać. Wprowadziłem go do pokoju, gdzie byli jeszcze Bogdan Borusewicz i Andrzej Gwiazda i posadziłem na stołeczku. Wałęsa wyraził podziw dla naszego poświęcenia, ale metodę uznał za błędną: „Wasze głodowanie nie ma sensu. Sami się osłabiacie, a tamci tylko się z tego cieszą”. Gdy zaczęliśmy gościowi tłumaczyć, że przyjęliśmy metodę wali bez użycia przemocy, a gość nie wydawał się rozumieć, co do niego mówimy, grzecznie zapytałem, co proponuje w zamian. I tu padły zdania, które Wałęsa chciałby teraz usunąć ze swego życiorysu. „Za każdego aresztowanego – jedna komenda w powietrze.” Leżący na łóżku polowym Borusewicz odwrócił się do okna, najwyraźniej uznając, że ma do czynienia albo z prowokatorem, albo idiotą. Gwiazda uśmiechał się kpiąco, więc ja, choć też zniechęcony, kontynuowałem rozmowę z obowiązku gospodarza: „A jak by pan chciał te komendy wysadzać?” – zapytałem. „Granatami, w wojsku nauczyłem się wiązać granaty w wiązki i taką wiązkę trzeba wrzucić” – kontynuował. Z poczuciem beznadziejności rozmowy i tylko dla jej komicznego efektu kontynuowałem pytania: „Ale w piwnicach tych komend trzymani są działacze antykomunistyczni, więc oni by też zginęli”. „To trzeba wrzucać granaty na dach.” – brzmiała odpowiedź. „Ale jak to zrobić, przecież taka wiązka musi być ciężka?” – uprzejmie pytałem dalej. „Przy pomocy katapulty. Można zrobić taką katapultę i ona to wrzuci”.

W chwili, gdy jasne już było, że rozmowa nie ma sensu, do mieszkania weszła grupa młodzieży z późniejszego RMP, żeby nas zawiadomić, że w intencji uwolnienia Błażeja rozpoczynają modlitwy w Bazylice Mariackiej. Wałęsa skorzystał z okazji i przyłączył się do nich. Gdy wychodził nie miałem poczucia, że go jeszcze kiedykolwiek zobaczę.

Choć Wałęsa jakoś do nas przylgnął, to nigdy więcej słowem nie wspomniał mi o terroryzmie. Myślałem, że zrozumiał bezsensowność swoich propozycji. A jednak w r. 1979 okazało się, że namawiał młodych ludzi ze Stogów do eksperymentów z wybuchami. Parę osób twierdziło, że nadal obstaje przy konieczności przejścia do fazy „siłowej”. Co ciekawe, mimo, że jeden z tych chłopców okazał się agentem SB, w archiwum IPN nie zachował się żaden ślad po tych pomysłach przyszłego noblisty. I w „Drodze do prawdy” też nie.

Ostatnia aktualizacja: wtorek, 25 listopada 2008 08:50

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.