Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Lipcowe gadanie czyli wykształciuch listy pisze...

Czytelnicy „GW” chwycili za pióra, by pisać listy o Wałęsie, jest to więc już druga taka akcja w ciągu ostatniego 18-lecia.

Czytelnicy „GW” chwycili za pióra (nawiasem mówiąc mam wrażenie, że od pewnego czasu „GW” jest znacznie gorzej redagowana, ale – może to złudzenie). Chwycili, by pisać listy o Wałęsie, jest to więc już druga taka akcja w ciągu ostatniego 18-lecia. Pierwsza miała miejsce w związku z kampanią prezydencką w której z Wałęsą starł się Mazowiecki. Dziś chodzi o książkę Cenckiewicza i Gontarczyka. Co łączy te akcje? Po pierwsze – plucie. Co prawda 18 lat temu czytelnicy „GW” pluli na Wałęsę, a dziś plują w obronie Wałęsy na autorów książki, ale – plucie jest pluciem. Po drugie – forma tego plucia wygląda na żywcem wziętą z PRL. A ponieważ autorzy niektórych listów podają się za ludzi młodych i trudno przypuszczać, by przeszli trening nagonek organizowanych przez władców Polski Ludowej, być może mamy do czynienia z przekazem pokoleniowym: tata pluł w 68 na studentów, mama w 1976 „warchołów z Ursusa”, rodzice razem pluli w 1981 na „elementy antysocjalistyczne” – dziś syn pluje na „pseudohistoryków” bo tak mu kazała ulubiona gazeta. No właśnie – gazeta. Akcja „GW” też wygląda jak żywcem wzięta z PRL. Słowem – trafił swój na swego. „Ludzie gazety” znają widać swojego czytelnika i wiedzą do jakich włókien jego duszy można się odwołać. Poniżej podaję porcję wypisów z listów czytelników „GW” (dodajmy listów, które gazeta uznała za warte opublikowania) 

Lipcowe gadanie:

"Nie hańbić narodowych symboli!"

"Gdyby - nie daj Boże - niektórym małym, zawistnym ludziom udało się zniszczyć Wałęsę - Symbol wielu Polaków i nie tylko Polaków, to kto będzie Wałęsą?"

"Po wsze czasy chwała Lechowi Wałęsie, a na pohybel tym, którzy go opluwają! Niech historia zapomni ich imion"

"Jak napisał Theodor Adorno w Znaku w 1978 roku w swoim artykule "Wychowanie po Oświęcimiu", sprawcy nie zmieniają się, oni nawet stojąc po osądzeniu pod szubienicą, nadal wierzą, że umierają za słuszną sprawę. Tak więc nie martwmy się małymi braćmi i ich obsesjami. Oni zawsze będą mali, a Wałęsa zawsze będzie Wielki. Za 100 lat nikt nie będzie wiedział kto to są Kaczyńscy, ale wszystkie dzieci w szkołach będą się uczyć o Wałęsie. Panie Prezydencie, wyrazy najwyższego uznania dla Pana, Pańskiej drogi życiowej i wyrazy głębokiej wdzięczności za to, że dzięki Panu żyję w Wolnej Polsce, moi synowie są studentami wolnych, polskich uniwersytetów a ja jestem obywatelem świata."
(uwaga: w 1978 Adorno był martwy)

"Powiem krótko ja i cała rodzina byłego funkcjonariusza milicji jesteśmy z Panem Panie Prezydencie, a wam wszystkim, którzy chcecie zniszczyć słowo Honor, Ojczyzna... wara od historycznej postaci jaką jest Lech Wałęsa - robotnik, przywódca związkowy, a potem narodu jako Prezydent RP."

"Nie chcę i nie zgadzam się, by ktoś, dla promocji swojej osoby i pieniędzy, deptał i pluł na pana Wałęsę (równocześnie depcząc i plując pamięć moich dziadków). Nie chodzi o fakty, dokumenty, śledztwa, dochodzenia i wyroki, ale o sposób w jaki panowie Centkiewicz i Gontarski promują się również moim kosztem.
Mam 21 lat. My, młodzi, mamy inne podejście do byłych (i obecnych) komunistów, "esbeków", teczek i lojalek. Wraz z rówieśnikami nie zastanawiamy się nad agenturalną przeszłością czołowych polityków - dla nas to tylko grzebanie się w przeszłości, kolejny rozdział w podręcznikach historii."

"Dziś staję w obronie Lecha Wałęsy. Bronię go przed zarzutami o współpracę z komunistyczną bezpieką, których podstawą są materiały Służby Bezpieczeństwa. Bronię go przed zajadłością historyków z IPN, którzy w imię z góry sformułowanej tezy, dostarczają społeczeństwu produkt swoich wybiórczych badań teczek SB; jestem zażenowany, że w państwie prawa robi się to za państwowe, a więc także moje, pieniądze. Nie mogę milczeć. Wyrażam swój stanowczy protest przeciw deptaniu - z pobudek ideologicznych - dorobku polskich przemian ostatniego dwudziestolecia. Bronię Lecha Wałęsy z powodów osobistych - chcę zachować czyste sumienie."

"Czy jednak IPN miał prawo do wydania książki? Uważam, że nie w takim kształcie. IPN nie powinien publikować wniosków, a co najwyżej kompletne dane. Analizy mogliby dokonać niezależni od IPN historycy. Niezależność dawałaby im prawo do polemiki z wyrokiem sądowym."

"Jako Polak zamieszkały za granicą nie mogę się pogodzić z kampanią nienawiści wobec Lecha Wałęsy. Książka tzw. historyków IPN przypomina mi podobne "prace" o tym, że nie było Holocaustu, że w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu nie mordowano Żydów i innych nacji, a jeśli tak, to obozy te zakładali Polacy..."

"Uwielbiam Wałęsę! Szarpanie nogawek pozostawiam historykom szarpiącym nogawki. Pieski to rozumieją, bo mają taką potrzebę. Ja nie."

"Zachowania, wypowiedzi tej garstki - ale jakże hałaśliwych - frustratów, zakompleksionych, bezinteresownie zawistnych (M. Wańkowicz "Szewc zazdrościł prałatowi, że ten został biskupem"), wskazują, że to są skrajni ortodoksi. Nikt i nic nie jest w stanie ich zmienić."

"Na podstawie art. 18 ust. 1 Ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz. U. 2001 r. nr 142 poz. 1591 z późn. zmianami) uchwala się co następuje:

Rada Gminy Tarnowo Podgórne wyraża swoje najwyższe zaniepokojenie oskarżeniami kierowanymi pod adresem byłego Prezydenta RP Pana Lecha Wałęsy w związku z publikacją książki "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii". Rada Gminy Tarnowo Podgórne z najwyższym niepokojem obserwuje toczący się w mediach spór o przeszłość osoby, która dla Polaków była i jest ikoną walki o wolność i godność. Uważa, że nie wolno milczeć, gdy grupa ludzi - ignorując prawomocny wyrok sądu lustracyjnego, oczyszczający Lecha Wałęsę z zarzutu kłamstwa lustracyjnego - w imię rzekomej prawdy historycznej niszczy nie tylko symbol walki o wolność Polaków, ale zaprzecza także wszystkiemu, co zdarzyło się po 1989 roku, zaprzecza III Rzeczpospolitej. Szargając autorytet Lecha Wałęsy usiłuje odebrać nam nadzieję, że solidarna Polska z naszymi wielkimi rodakami znajdzie w historii należne jej miejsce."

"Zarząd Koła Mokotowskiego Partii Demokratycznej z wielkim zaniepokojeniem i zażenowaniem obserwuje działania zmierzające do skompromitowania i zdyskredytowania Prezydenta Lecha Wałęsy a przez to poddania w wątpliwość zasług i moralnej postawy środowiska demokratycznej opozycji lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Niesmak i zgorszenie budzi fakt, że osoby inicjujące takie działania, posługują się formalnym atrybutem badań naukowych, z których wyciągają tendencyjne wnioski, jawnie urągając prawom logiki, których obowiązywanie wszędzie, również w Instytucie Pamięci Narodowej, uważaliśmy dotąd w naszej naiwności za zupełnie oczywiste"

"Jednakże to, co naprawdę straszne w sprawie Wałęsy, to wyolbrzymiony rozgłos nadany dwóm, proszę wybaczyć słowa, to skrót myślowy a la Macierewicz (naturalnie obu Panów serdecznie przepraszam) "cieniasom" jak mawiał premier Marcinkiewicz - bez szczególnych zasług naukowych i dorobku, reprezentujących część (tę gorszą i niestety w przewadze) podkultury, tzw. IV RP, zwaną "historykami IPN", która kreuje się na polskich Katonów, a w szczególności na najwybitniejszych znawców zagadnień Peerelu i tajników ludzkiej duszy. Glejt niezawodności i rzetelności naukowej wystawia im niejaki prof. Zybertowicz, niestety dyletant w zakresie poważnych badań historycznych, a i co do osiągnięć w badaniu służb specjalnych dla mnie niespecjalnie wybitny, jeśli się nie mierzy go miarami Macierewicza i dworu Pana Prezydenta Kaczyńskiego. Naturalnie serdecznie przepraszam Pana Profesora. Wreszcie definitywnie przecina dyskusję dr hab. Janusz Kurtyka, umiejscawiając książkę obu Panów między "dziełami". Na szczęście póki co nic nie wiadomo, aby prezes IPN był autorytetem w czymkolwiek, stąd to co dla niego jest "dziełem", dla innych - niekoniecznie. Cechą charakterystyczną grupy przywódczej dążącej do "prawdy", obok oczywiście wszechogarniającej miłości bliźniego, jest fizjologiczna skłonność do ślinienia się podczas wystąpień publicznych (np. bracia Kaczyńscy, Olszewski, Gwiazda, Macierewicz). Wygląda to nieestetycznie, jakby Panom płynął jad z ust, a przecież to tylko ich prawda pomieszana z powietrzem. Na szczęście wszyscy oni skończą tak jak Jan Olszewski, który za sprawą mechanizmów demokratycznych z przywódcy dużego ruchu politycznego o znacznym poparciu społecznym sam się zredukował poprzez głoszenie owych prawd do roli Jana bez Ziemi."
(uwaga - list podpisano: prof. zw. dr hab. Krzysztof Jasiewicz, historyk i politolog, profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN)

PS  Oczywiście, że poszedłem na łatwiznę pisząc powyższy tekst. Ale będzie nabierał wartości z czasem, gdy koloryt lata 2007 będzie już blaknąć w pamięci...

http://perlyprzedwieprze.salon24.pl/83607,index.html

2008-07-12

Ostatnia aktualizacja: czwartek, 09 października 2008 18:09

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.