Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Wałęsa w ciąży

Dwie tragedie rozrywają w tych dniach serca „obozu postępu”.

Dwie tragedie rozrywają w tych dniach serca ludzi „obozu postępu”. Najpierw nie udało się namówić Lecha Wałęsy w sprawie agenta Bolka na przyjęcie linii obrony „na humanizm” i w dodatku nazwał swoich obrońców ludźmi słabymi, a potem nie udało się usunąć ciąży młodej dziewczynie.
Sprawy „Agaty” nie trzeba wyjaśniać – furia, jaka ogarnęła aborcjonistów sama mówi wszystko o ich instynktach. Sprawa „Bolka” warta jest jednak komentarza. Od wielu lat aktywiści tzw. frontu antylustracyjnego wiedzą, że Wałęsa dał się zwerbować w r. 1970 jako konfident SB. W imię wspólnego interesu przyjęto wobec tej sprawy argumentację „humanistyczną”, według której był to niewart uwagi chwilowy błąd młodego robotnika (jest rzeczą charakterystyczną, że środowisko Gazety Wyborczej nie stosuje strategii wybaczania wobec ludzi dwudziestolenich, którzy „sypali” po Marcu`68, za to trywializuje donosicielstwo „Bolka”, który brał pieniądze mając już ponad 27 lat).
Argumentacja „na humanizm” miała swoje ograniczenia. Jeszcze dwa lata temu, gdy Wałęsa skrytykował Guntera Grassa, to Adam Michnik natychmiast upokorzył go tytułem: „Wałęsa w sforze naganiaczy” i przypomniał mu jego „pożałowania godne” czyny i stwierdził, że zrobił to, żeby „bronić Lecha Wałęsy. Przed nim samym.”
Teraz jednak, gdy zbliża się ujawnienie przestępstw Wałęsy i wielu innych funkcjonariuszy państwowych z okresu jego prezydentury, trzeba bronić Lecha przed nim samym, bo jego własna linia obrony jest jawnie fałszywa, co kompromituje cały obóz antylustracyjny, a więc zagraża ogólnym interesom Układu. Wałęsa od niedawna, ale za to bardzo twardo upiera się, że nigdy, w żadnym stopniu i ani przez chwilę nie był agentem, jego droga życiowa jest absolutnie czysta, zna swoją przeszłość, żyje w prawdzie i domaga się prawdy.
I w tym tkwi prawdziwy kłopot. Nikt z ludzi zaangażowanych w jego publiczną obronę nie wspiera jego stanowiska. Przeciwnie, wszyscy najgłośniejsi obrońcy Wałęsy przyznają, że zatrzymany przez SB w grudniu 1970 r. „coś podpisał” oraz, że „sam to przyznał”, np. w swej autobiografii. Oznacza to, że mimo enigmatycznych, lekceważących określeń, obrońcy Wałęsy zgadzają się, że Wałęsa został zwerbowany przez SB jako agent, a tylko czynią z tego nie wart uwagi epizod, jako rzekomo nie mający nigdy żadnych konsekwencji ani dla samego Wałęsy, ani dla Solidarności, ani dla Polski.
Skutkiem tej różnicy jest grożące rozpadem zamieszanie w samym centrum obozu antylustracyjnego. Z punktu widzenia Wałęsy, jego oficjalni obrońcy głoszą krzywdzącą go nieprawdę razem z jego krytykami. W efekcie, jeżeli Wałęsa zdobędzie się na minimalną konsekwencję, to oprócz grożenia sądem Lechowi Kaczyńskiemu czy Andrzejowi Zybertowiczowi, to wyśle pozwy również Adamowi Michnikowi, Monice Olejnik i Jackowi Żakowskiemu, bo oni również co najmniej dają do zrozumienia, że uważają, iż Lech Wałęsa w swoim czasie agentem był. Gdyby z kolei minimalną choćby konsekwencję wykazali funkcjonariusze „frontu antylustracyjnego”, to powinni uznać, że Wałęsa jest notorycznym i niepoprawnym kłamcą, a więc człowiekiem całkowicie niewiarygodnym we wszystkim, co mówi na temat swojej przeszłości.
Ponieważ taka minimalna konsekwencja wplątała by Wałęsę w wojnę ze swoimi obrońcami, a ich zmusiła by do oskarżenia Wałęsy o sprzeniewierzenie się prawdzie, więc świadkami takiej minimalnej przyzwoitości nie będziemy. Pozostaje jednak pytanie, jak można skutecznie bronić Wałęsy, jeżeli on sam niszczy wypracowaną przez front antylustracyjny linię obrony?
Najważniejsze jednak, że metodę „na humanizm” odrzucił sam Wałęsa, opatrując ją skierowanym do swoich obrońców pogardliwym komentarzem:
„Młody robotnik, chwile słabości, działalność, właściwie nieszkodliwa, jakieś pieniądze. /…/ Dlatego wierzą bo są słabi, bo sądzą kogoś według siebie i swojej słabości. (http://www.mojageneracja.pl/1980/ - 12.06.08)”.
Bohaterowie „okrągłego stołu” trochę się ostatnio zaplątali. Gdy młoda Agata zachodzi w ciążę, to cały „obóz postępu” żąda by ją usunęła „bo żyjemy w państwie prawa” i nie można pozwolić „katolom” na ich panoszenie się ich moralności. Gdy historycy analizują dokumenty opisujące działalność Lecha Wałęsy jako agenta SB i prezydenta RP, to „obóz postępu” dowodzi, że trzeba ograniczyć wolność badań naukowych i uznać wyższość mitu nad prawdą.
Ale może sukces jest jeszcze możliwy. Może zaproponować Wałęsie, żeby zaszedł w ciążę, a później, eskortowany w drodze do szpitala przez sygnatariuszy apelu w obronie „Bolka”, da ją sobie usunąć. I znowu wszyscy będą w kupie.

 

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.