Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Było, minęło

Znakomity komentator „Gazety Polskiej” Jacek Kwieciński, w poprzednim wydaniu swoich „Odcinków”, ostro, ale całkowicie słusznie, skrytykował expose premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego, ze stycznia 1991 r., w części odnoszącej się do polityki zagranicznej.

Znakomity komentator „Gazety Polskiej” Jacek Kwieciński, w poprzednim wydaniu swoich „Odcinków”, ostro, ale całkowicie słusznie, skrytykował expose premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego, ze stycznia 1991 r., w części odnoszącej się do polityki zagranicznej. Kwieciński trafnie wskazał na kuriozalne i kompromitujące sformułowania expose, ale, nie znając kulisów tworzenia tekstu, wyprowadził z nich błędne wnioski. Ponieważ byłem wówczas doradcą premiera i miałem skromny udział w przygotowywaniu expose, czuję się zobowiązany do udzielenia wyjaśnienia, dlaczego do tego kuriozum doszło.
Otóż premier Bielecki miał w tym czasie zdecydowanie krytyczny stosunek do ministra spraw zagranicznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego i nie chciał go w swoim rządzie. Został jednak do tego zmuszony przez prezydenta Lecha Wałęsę, który część ministerstw traktował jako tzw. resorty prezydenckie (Bielecki uznał, że tymczasem musi ulec woli prezydenta, ale z góry zaplanował usunięcie Skubiszewskiego po trzech miesiącach, co zresztą okazało się niemożliwe). Dowodem krytycyzmu był fakt, że, inaczej niż w przypadku innych ministrów, Skubiszewski nie został poproszony o przygotowanie propozycji do treści expose.
Część poświęcona polityce zagranicznej została więc napisana bez udziału MSZ i, w moim przekonaniu, był to tekst całkiem przyzwoity, wyraźnie akcentujący właśnie te wątki, których brak w ostatecznej redakcji skrytykował Kwieciński. Niestety, na dzień przed posiedzeniem sejmu, Skubiszewski przyjechał osobiście do Urzędu Rady Ministrów i wręczył premierowi tekst przygotowany przez siebie. Premier poprosił wówczas swoich współpracowników o przygotowanie wersji kompromisowej, co nie było łatwe ze względu na radykalną różnicę obu tekstów. Pamiętam, że usunąłem z tekstu większość fragmentu odnoszącego się do Związku Sowieckiego, w którym Skubiszewski niezliczoną ilość razy umieścił nazwę Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, zawsze w pełnym brzmieniu.
Tuż przed wygłoszeniem expose okazało się jednak, że Skubiszewski poskarżył się Wałęsie, który zażądał przywróceniu tekstu ministra bez żadnych zmian, nawet bez skracania peerelowskiej nazwy Związku Sowieckiego do ZSRR. Bielecki był tym wydarzeniem wyraźnie przybity, ale, uznając, że ten Paryż wart jest takiej mszy, wyszedł na salę sejmową i wydeklamował kazionne wersety.
Rzeczywiście była to kompromitacja na skalę europejską, bo Skubiszewski miał już powszechnie podzielaną opinię ostatniego obrońcy jednego i niepodzielnego Związku Sowieckiego. Osiągnęło to szkodliwy dla polskiej racji stanu wyraz np. w chwili wyzwalania się Litwy, gdy polski MSZ odmówił wsparcia jej aspiracji niepodległościowych optując za integralnością rzeczonego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich.
To upokorzenie premiera, którego Wałęsa wkrótce zaczął nazywać III ligą, dało o sobie znać w pozytywny sposób w trakcie tzw. puczu Janajewa, gdy Bielecki zablokował wiernopoddańczy list Wałęsy do puczystów. Również decyzja o uznaniu przez Polskę, jako pierwsze państwo, niepodległości Ukrainy, była samodzielnym działaniem Bieleckiego, który w ten sposób demonstrował swój dystans wobec prosowieckiej polityki Wałęsy i Skubiszewskiego.
Warto o tym wszystkim przypomnieć również dlatego, że właśnie w dziedzinie polityki zagranicznej ówcześni liberałowie z KLD zajmowali stanowisko zasadniczo odmienne wobec polityki Skubiszewskiego, będącego wyrazicielem woli premiera Mazowieckiego i następnie prezydenta Wałęsy. Już na przełomie roku 1989/1990 to środowisko przyjęło naszkicowany przeze mnie projekt polskiej polityki zagranicznej, którego pierwszoplanowym celem było przystąpienie Polski do NATO. Szkic ten stał się następnie podstawą planu polityki zagranicznej, który opracowałem z Jerzym Milewskim, jako stanowisko Wałęsy w wyborach prezydenckich. Warto zaznaczyć, że ten plan, całkowicie przeciwstawny polityce rządu Mazowieckiego, Wałęsa przyjął wówczas bez żadnej dyskusji. Został on jednak szybko porzucony, gdy do kontroli nad Wałęsą powrócił Mieczysław Wachowski.
Odbyło się to w ten sposób, że na mityngu wyborczym w Poznaniu, który został wybrany na miejsce ogłoszenia programu polityki zagranicznej, dałem Wałęsie tekst wystąpienia dopiero gdy wchodził na scenę. W chwili, gdy Wałęsa już usiadł przy stole prezydialnym i podniósł kartki do odczytywania, na scenę wśliznął się Wachowski, który zaczął szeptać coś Wałęsie do ucha. Wałęsa pokiwał głową i powiedział przez mikrofon, że program odczyta siedzący obok niego Bogdan Lis. Później zamiast NATO pojawiło się NATO-bis.
Nie bronię liberałów, których uważam za formację historycznie szkodliwą, a Donalda Tuska za poważne zagrożenie dla polskiej racji stanu, ale warto pamiętać, że bywały czasy, gdy nawet potwory mówiły ludzkim głosem.
 

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.