Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Niepodległość za darmo?

Po ubiegło tygodniowej emisji programu Bronisława Wildsteina „Cienie PRL”, na temat „okrągłego stołu”, odebrałem kilka telefonów i listów elektronicznych z wyrazami zdziwienia moją wypowiedzią, którą zrozumiano jako twierdzenie, że w r. 1989 powinno było dojść do rozlewu krwi.

Po ubiegło tygodniowej emisji programu Bronisława Wildsteina „Cienie PRL”, na temat „okrągłego stołu”, odebrałem kilka telefonów i listów elektronicznych z wyrazami zdziwienia moją wypowiedzią, którą zrozumiano jako twierdzenie, że w r. 1989 powinno było dojść do rozlewu krwi. Wyjaśniam więc, że to wrażenie wynikło stąd, że autor programu znacząco skrócił (z pewnością bez zamiaru ich zniekształcenia) wszystkie wypowiedzi rozmówców (myślę, że przynamniej o połowę), w tym moje, w tym jednak przypadku pozbawiając ją kontekstu. Moje stwierdzenie, że bez rozlewu krwi nie odzyskuje się pełnej niepodległości miało charakter ogólny i było reakcją na powtarzaną z wielkim naciskiem przez Andrzeja Celińskiego i Andrzeja Friszke tezę, że całkowicie pokojowy przebieg „przemian ustrojowych” był błogosławieństwem dla Polski i innych krajów bloku sowieckiego.
Mam w tej kwestii przeciwstawną opinię, co nie oznacza, że żałuję, że do rozlewu krwi nie doszło. Jestem przekonany, że uzgodniony przez Jaruzelskiego i Kiszczaka z jednej strony, a przez Wałęsę, Mazowieckiego, Geremka, Kuronia i Michnika oraz przedstawicieli Kościoła z drugiej, pakt o współrządzeniu, którego głównymi zasadami było zobowiązanie strony solidarnościowej do zagwarantowanie komunistom bezpieczeństwa indywidualnego i zbiorowego oraz zgoda na rozkradzenie majątku narodowego, były darem tyleż bezpodstawnym i niepotrzebnym, co szkodliwym dla państwa i narodu.
Celiński i Friszke twierdzili, że władze PRL dysponowały w tym czasie możliwym do użycia aparatem przemocy, a Solidarność była słaba i pozbawiona dynamiki. Odpowiadałem, że Jaruzelski z Kiszczakiem nie realizowali własnego planu demokratyzacji PRL, a tylko, jako sowieccy agenci, wykonywali dyspozycje narzucone przez Kreml. Gdyby nie wykonali operacji „okrągły stół”, to po prostu zostaliby usunięci przez KGB czy GRU i ten sowiecki plan przeprowadził by jakiś inny pezetpeerowski „reformator”. Wiosną 1989 roku komunistów mogło uratować tylko ponowne wprowadzenie stanu wojennego, a to było absolutnie niemożliwe z powodu krachu gospodarki Sowieckiej i konieczności szukania poprawy stosunków z Zachodem za każdą cenę.
Sytuacja ta stwarzała Polsce niezwykłą okazję do jednoczesnego pozbycia się komunizmu wraz z komunistami i budowania demokratycznego państwa bez wszczepiania w nie postkomunistycznej zarazy. Stało się inaczej, i dlatego zastosowanie polityki pacta sunt servanda nawet wówczas, gdy Czesi przeprowadzili wolne wybory prezydenckie, a Węgrzy wybory parlamentarne, należy ocenić, jako zdradę stanu. O takim wyborze zdecydowała agenturalność i oportunizm wielu przedstawicieli Solidarności przy „okrągłym stole”.
Mówiłem też, że powoływanie się na słabość Solidarności jest fałszywym usprawiedliwieniem skandalu z zobowiązaniem się w Magdalence przez doradców Związku, że Solidarność będzie odbudowywana „od góry”, a nie, jak w r. 1980, w sposób demokratyczny. Ta mało znana sprawa dowodzi, że choćby Solidarność była tylko mitem, to wiążąca się z nią zasada demokratyczna była śmiertelnym zagrożeniem dla systemu „realnego socjalizmu” i jego ludzi. Gdy jednak przedstawiciele Solidarności przerobili ją na podobieństwo CRZZ, takim zagrożeniem być przestała. Dzięki odrzuceniu demokratyczności, która była największym skarbem Solidarności i fundamentem antykomunizmu, udało się Geremkowi, Michnikowi i innym doprowadzenie do sojuszu z postkomunistami na szkodę państwa i narodu. Gdyby Solidarność była odbudowywana demokratycznie, jej reprezentacja w sejmie „kontraktowym” wyglądałaby zupełnie inaczej i nie mielibyśmy Jaruzelskiego za prezydenta, a Kiszczaka za ministra spraw wewnętrznych. Ale wówczas archiwa SB nie zostałyby zniszczone i ci liderzy i doradcy Solidarności zablokowali dekomunizację, zostaliby ujawnieni jako formalni i nieformalni konfidenci.
Dopiero w takim kontekście umieściłem refleksję że niepodległość uzyskana bez ofiary krwi, czyli bez patriotycznego wysiłku, nie będzie pełna, jako że na rozkaz Sowietów została uorganizowana przez polskich zdrajców, agentów i złodziei w taki sposób, żeby Polska pozostała strukturalnie niezdolna do osiągnięcia suwerenności.

 

Ostatnia aktualizacja: piątek, 09 maja 2008 20:14

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.