Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Warto tego wysłuchać

"Obama: przemowienie z sercem, bez spin doktorόw" - prawi http://mrittenhouse.salon24.pl/index.html  Zgadzam się, Obama ładnie mówi. Co to może znaczyć dla przyszłości Świata i Ameryki, gdyby wygrał, to inna spraw. Na razie wysłuchajmy (nie głosujemy) głosu "nowego Lincolna".

Obama: przemowienie z sercem, bez spin doktorόwKtoś powiedział, że było jak blues – bolesne i smutne, ale jednocześnie piękne i pełne nadziei. Odważne i ryzykowne, napisane bez pomocy strategόw i specjalistow od sondaży. Zupełnie nowa jakośċ w amerykanskiej polityce, nie mόwiąc o kampanii wyborczej za grube miliony dolarόw.
Miało miejsce w ubiegłym tygodniu w Filadelfii – więc oczywiście może słusznie ktoś zauważyċ, że trochę jestem zapόźniona w rozwoju.
Polskie media co najwyżej temat musnęły. Ja wspominiałam bardzo krόtko, na nic porządniejszego nie miałam czasu.
Przemowienie jednak zdecydowanie jest ponad-czasowe, wiec tydzien w ta, czy w tamta – bez wiekszego znaczenia.
Usiadlam w tym tygodniu z zamiarem napisania kilku slow, po czym doszłam do wniosku, że to bez sensu. Bo znacznie lepiej, zamiast moich wywodow, byście wysłuchali lub przeczytali, co mial do powiedzenia Barack Obama.
Tym, ktόrzy władają językiem, dedykuje clip albo tekst w oryginale.
Pozostalym, poniższe, (trochę chałupnicze i robione z marszu, więc proszę wybaczyċ ewentualne niedociągnięcia) tłumaczenie.
Mimo chalupniczosci i mimo ze w przeszlosci delikatne apele pozostaly bez odzewu, przyjmuje od wdziecznych Czytelnikow, zaproszenia na lody lub napoje chlodzace!) Kiedy się do tego mini-przedsiewziecia zabierałam, miałam intencje przetłumaczneia kilku najlepszych kawałkόw. Ale przy każdym kolejnym akapicie, mόwiłam sobie – jeszcze ten jeden, bo naprawdę jest świetny, a potem postawię (...). Koniec końcόw dobrnęłam mniej więcej do połowy, zrezygnowawszy z kilku, może kilkunastu, zaledwie zdań.
Druga połowa przemowienia jest rόwnie ważna, a może nawet ważniejsza niż pierwsza. Ale niestety ja sama muszę się zająċ mniej ekscytującymi zadaniami, a i Wy drodzy Salonowicze, nie przeczytacie przecież wszystkiego jednym ciągiem. Wiec poki co postawilam kropke.
Jeśli będzie ruch na stronie (i jeśli sprawnie i szybko uporam się z innymi zadaniami życiowymi) to BYC MOZE w przyszłym tygodniu zaserwuje następny odcinek. I linki do kilku doskonałych komentarzy. Ewentualne lody moglyby dodac mi zapalu do pracy!Poki co, doniose jeszcze – tym bardziej ze przewidywalam w zeszlym tygodniu, iz nikt owego przemowienia w Ameryce z nalezyta uwaga nie wyslucha/przeczyta (no moze oprocz tych, ktorym za to placa...) – ze i owszem, obejrzalo/przeczytalo calkiem sporo: prawie 4.5 mln za pośrednictwem YouTube i 4 mln w kablowych telewizjach.
Stronę New York Timesa, ktόry przedrukował przemόwienie w całości, odwiedza dziennie około miliona osόb. Przemowienie zapamiętało sobie w prywatnych archiwach prawie 6 tys użytkownikόw. Jeszcze wczoraj – czyli ponad tydzien po fakcie – bylo wsrod najczesciej czytanych.
Wiec mam nadzieje, że i Wy – choċ we fragmentach – okiem rzucicie.
"My narόd, w celu zbudowania doskonalszej unii...” –
Dwieście dwadzieścia lat temu, w auli do dziś mieszczącej się po przeciwnej stronie ulicy, zebrała się grupa mężczyzn, ktόrzy tymi słowami rozpoczęli nieprawdopodobny amerykański eksperyment pod nazwą demokracja. Farmerzy i uczeni, mężowie stanu i patrioci, chcac wyzwolic sie spod tyranii i prześladowań, przepłynęli ocean i podczas konwencji w Filadelfii, iosną 1787 roku, mogli wreszcie uczyniċ zadośċ swej deklaracji niepodległości.
Dokument, ktόry wόwczas stworzyli, został podpisany, ale nigdy nie został dokończony. Cień położył na nim pierworodny grzech naszego narodu, jakim było niewolnictwo – kwestia ta podzieliła kolonie i doprowadziła do impasu podczas tamtej konwencji. Όw impas został przełamany dopiero, gdy założyciele zdecydowali się, na co najmniej kolejnych dwadzieścia lat, przyzwoliċ na niewolnictwo i pozostawiċ ewentualne rozwiązanie tego problemu przyszłym pokoleniom.
Oczywiście, odpowiedź na owo pytanie o niewolnictwo, była już zawarta w naszej Konstytucji – Konstytucji, ktόrej podstawą była idea rόwności wobec prawa wszystkich obywateli; Konstytucji, ktόra obiecywała im wolnośċ, sprawiedliwośċ i unię, ktόra z czasem miała byċ udoskonalana.
Słowa na pergaminie nie wystarczyły, by wyzwoliċ z kajdan niewolnikόw i zapewniċ mężczyznom i kobietom wszystkich ras i religii pełnię praw i obowiązkόw, jakie przysługują obywatelom Stanόw Zjednoczonych. To udało się dopiero zrealizowaċ kolejnym pokoleniom Amerykanόw, ktόrzy skłonni byli zrobiċ swoją cząstkę: przez protesty i walkę, na ulicach i w salach sądowych, podczas wojny domowej i w akcjach obywatelskiego nieposłuszeństwa, co zawsze wiązało się z ryzykiem – wszystko zaś po to, by stopniowo ograniczaċ dystans dzielący nasze ideały od rzeczywistości.
Takie zadanie wyznaczyliśmy sobie także na początku tej kampanii – kontynuowaċ ten marsz, ktόrzy dawno temu rozpoczęli inni, marsz ku sprawiedliwszej, rόwniejszej, wrażliwszej, i lepiej prosperującej Ameryce.
Zdecydowałem się kandydowaċ w tych wyborach, w tym momencie historii, ponieważ głęboko wierzę, że nie jest możliwe stawienie czoła tym wyzwaniom, o ile nie będziemy tego w stanie zrobiċ wspόlnie – o ile nie będziemy udoskonalaċ naszej unii, przy jednoczesnym zrozumieniu, że mamy rozmaite doświadczenia, ale wspόlne nadzieje; że inaczej wyglądamy i z rόżnych miejsc pochodzimy, ale chcemy zmierzaċ w tym samym kierunku – ku lepszej przyszłości dla naszych dzieci i wnukόw.
To przekonanie bierze się z mojej niezachwianej wiary w przyzwoitośċ i wielkośċ ducha amerykańskiego narodu. A także z moich własnych amerykańskich doświadczeń.
Jestem synem czarnego mężczyzny z Kenii i białej kobiety z Kansas. Zostałem wychowany między innymi przez białego dziadka, ktόry przeżył Wielką Depresję i ktόry podczas drugiej wojny swiatowej służył w Armii Pattona; oraz przez białą babkę, ktόra w czasie, gdy on był za granicą, pracowała przy linii produkcyjnej w fabryce amunicji (...).
Odebrałem edukację w najlepszych amerykańskich szkołach i mieszkałem w najbiedniejszych krajach świata. Jestem mężem czarnej Amerykanki, w ktόrej żyłach płynie krew zarόwno niewolnikόw jak i ich właścicieli; to dziedzictwo przekazujemy naszym dwόm najdroższym cόrkom. Posiadam braci i siostry, bratankόw i siostrzenice, wujkόw i kuzynόw wszelkich możliwych ras i odcieni, rozsianych po rozmaitych kontynentach. Dopόki żyję, nigdy nie zapomnę, że takie jak moje doświadczenia, nie byłyby możliwe, w żadnym innym kraju na Ziemi.
Te doświadczenia sprawiają, że byċ może nie jestem najbardziej konwencjonalnem kandydatem. Ale te doświadczenia sprawiają także, że do mego kodu genetycznego przeniknęła idea: ten kraj to coś więcej niż tylko suma rόznych jego części – dopiero razem, choċ tak bardzo rόżnorodni, mozemy byc jednością.
W pierwszym roku tej kampanii, na przekόr prognozom i przewidywaniom, mieliśmy okazję zaobserwowaċ, jak bardzo owej jedności łakną Amerykanie. Mimo pokus, by na moją kandydaturę patrzeċ przez pryzmat rasy, udało nam się odnieśċ znaczące zwycięstwa w stanach zamieszkałych w przeważającej większości przez ludnośċ białą. (...)
Nie oznacza to, że rasa nie jest w tych wyborach ważna. Na wielu rόżnych jej etapach, najrozmaitsi komentatorzy określali mnie mianem kandydata „zbyt czarnego” lub „niedostatecznie czarnego”. (...) Media rozebrały na czynniki pierwsze każdy możliwy sondaż w poszukiwaniu dowodόw na to, że kwestie rasowe – nie tylko kolor biały, czarny, ale także brązowy – polaryzują nasze społeczeństwo.
Mimo tego, dopiero w ostatnich tygodniach tej kampanii, dyskusja na temat rasy, skręciła na szczegόlnie niebezpieczne, dzielące nas tory. Po jednej stronie spektrum słychaċ głosy, że moja kandydatura to li tylko ċwiczenie w ramach akcji afirmatywnej; że jej siłą napędową są jedynie dążenia rozmarzonych liberałόw, ktόrzy tanim kosztem prόbują doprowadziċ do powierzchownego rasowego pojednania. Z drugiej strony, słyszeliśmy jak bardzo obraźliwego języka używa mόj pastror, wielebny Jeremiah Wright. Jego opinię nie tylko mogą przyczyniċ do pogłębiania się rasowych podziałόw, ale podważają wiarę w wielkośċ i dobroċ naszego narodu. Zarόwno biali jak i czarni mają prawo czuċ się tym urażeni.
Potępiłem już, zupełnie jednoznacznie, wypowiedzi wielebnego Jeremiaha Wrighta, ktόre wywołały tak wielkie kontrowersje. Niektόrych nadal jednak dręczą wątpliwości. Czy wiedziałem, że zdarzało mu się w sposόb bardzo zdecydowany krytykowaċ amerykańską politykę, zarόwno wewnętrzną jak i zagraniczną? Oczywiście, że tak. Czy zdarzało mi się słyszeċ jego kontrowersyjne wypowiedzi, gdy siedziałem w ławach tego kościoła? Tak. Czy zdecydowanie odcinam się od wielu jego politycznych zapatrywań? Jak najbardziej. Tak samo jak – przypuszczam – wielu z Was słyszało wypowiedzi Waszych pastorόw, księży i rabinόw, z ktόrymi zdecydowanie się nie zgadzacie.
Ale te wypowiedzi, ktόre ostatnio wywołały taką burzę, nie były li tylko kontrowersyjne. Nie chodziło tu tylko o religijnego przywόdcę, ktόry prόbuje przeciwdziałaċ niesprawiedliwości, jaką wokόł dostrzega. To co powiedział, było bardzo głęboko wypaczoną oceną naszego kraju – wyrażał pogląd, że biały rasizm jest zjawiskiem endemicznym; to wszystko, co postrzega w Ameryce jako zło, przedkładał ponad wszystko, co jest w niej dobre; przyczyn konfliktu na Bliskim Wschodzie szukał jedynie w działaniach naszego bliskiego sojusznika Izraela, a nie dostrzegał, że jest on także pochodną perwersyjnej i ziejącej nienawiścią ideologii radykalnego islamu.
Jako takie, wypowiedzi Wrighta były nie tylko nieprawdziwe, ale przede wszystkim przyczyniały się do tworzenia większych podziałόw w czasie, gdy potrzebna nam jest jednośċ. Były naładowane rasizmem, w momencie, gdy powinniśmy się zjednoczyċ i stawiċ czoła ogromnym problemom: dwόm wojnom, zagrożeniu ze strony terroryzmu, powaznej zapaści gospodarki, chronicznemu kryzysowi w dziedzinie opieki zdrowotnej, potencjalnie tragicznym skutkom zmian klimatycznych – problemom, ktόre nie są problemami li tylko czarnych lub białych, li tylko Latynosόw czy Azjatόw, ale ktόre dotyczą nas wszystkich.
Zważywszy na moje doświadczenia, poglądy polityczne, ideały i wartości, ktόrym hołduje, bez wątpienia znajdą się ludzie, ktόrzy powiedzą, że słowa potępienia z mej strony to za mało. Mogą zapytaċ, dlaczegόż wogόle zadaję się z wielebnym Jeremiahem Wrightem? Dlaczego nie przeniosę się do innego kościoła? Muszę wyznaċ, że gdybym o wielebnym Wright’cie nie wiedział nic ponad to, co bez końca serwuje nam telewizja i YouTube, gdybym znał li tylko owe fragmenciki z jego kazań, i gdyby Trinity United Church of Christ rzeczywiście był takim kościołem, jakiego karykatury kreślą najrozmaitsi komentatorzy, to zareagowałbym dokładnie w ten sam sposόb.
Prawda jest jednak taka, że wiem o tym człowieku znacznie więcej. Poznałem dwadzieścia lat temu, wprowadził mnie do chrześcijaństwa, uczył mnie o obowiązku wzajemnej miłości, opiekowania się słabszymi i pomagania biednym. Jest człowiekiem, ktόry służył temu krajowi w szeregach Marines, ktόry studiował i wykładał na jego najlepszych uniwersytetach i seminariach, ktόry od trzydziestu lat kieruje kościołem służącym swojej wspόlnocie, podejmującym boże zadania tu na Ziemi. Kosciol ten udziela schronienia bezdomnym, pomaga biednym, podejmuje najrozmaitsze akcje pomocy, przyznaje stypendia, wspiera ludzi w więzieniach, zarazonych wirusem HIV i chorych na AIDS.
(...)
Jakkolwiek (wielebny Wright) nie jest doskonały był i jest dla mnie niczym członek rodziny. Umocnił moją wiarę, udzielił mi ślubu, chrzcił moje dzieci. Podczas rozmόw, ktόre prowadziliśmy, nigdy nie zdarzyło mu się odnosiċ się do mnie z pogardą ze względu na moje pochodzenie; ludzi białych, z ktόrymi ma na codzień do czynienia, traktuje niezmiennie z szacunkiem i grzecznością. Nosi w sobie takie same sprzeczności – zarόwno dobro jak i zło – jak wspόlnota, ktόrej od wielu lat, z tak dużym oddaniem, służy.
Nie mogę się go wyprzeċ, tak jak nie mogę się wyprzeċ swojej czarnej wspόlnoty. Nie mogę się go wyprzeċ, tak jak nie mogę się wyprzeċ swej białej babki – kobiety, ktόra pomagała w moim wychowaniu; kobiety, ktόra bardzo dużo dla mnie poświeciła; kobiety, ktόra kocha mnie bardziej niż kokogokolwiek na świecie; kobiety, ktόra wyznała mi kiedyś, że boi się gdy na ulicy mijają ją czarni mężczyźni; kobiety, ktόrej nie raz zdarzyło się powielaċ, doprowadzające mnie do drgawek, rasowe i etniczne stereotypy.
Ci ludzie są cząstką mnie. I są cząstką Ameryki – kraju, ktόry kocham.
 

Ostatnia aktualizacja: sobota, 29 marca 2008 19:52

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.