Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Naszkowski o Wałęsie

Najnowsze "Arcana"  zamieściły analizę postaci Lecha Wałęsa sporządzoną w 1982 r. przez Eligiusza Naszkowskiego (t.w. "Grażyna").

Bliżej prawdy o Lechu Wałęsie - Grzegorz Majchrzak, Arcana, styczeń luty 2008 (fragment)

"Wałęsa mało znany
Chęć ukazania mniej znanego oblicza Lecha Wałęsy nie bierze się z występowania przeciwko niemu, osobistej do niego niechęci, ale ze sprzeciwu wobec braku obiektywnej oceny, myślenia krytycznego w dotychczasowych opiniach na jego temat. Przy pierw¬szym zetknięciu się z Wałęsą po zakończeniu strajku, w pierwszej siedzibie gdańskiego MKZ spostrzegłem, iż Przewodniczący dużo mówi, chętnie, a nawet zbyt chętnie udziela wywiadów, jest gadułą. W obfitości wypowiedzi gubił się raz po raz i nie jest wcale tak szczery, prawdomówny i prostolinijny, jak wyobrażają sobie to często szeregowi człon¬kowie "Solidarności". Z tak bliskiej odległości widać, iż jego mowność jest tym większa, im mniej przekonywające dla słuchaczy są jego racje. Przewodniczący jest gotów do natychmiastowego replikowania, jest wówczas złośliwy. Często jego repliki są dobre, celne, ale bywają też zwyczajnym unikiem czy wręcz ukazują nie przygotowanie Wałęsy, nieznajomość rzeczy czy też – jeśli jest to wywiad - niezrozumienie pytania. Nie lubi on bardzo, gdy rozmówca złapie go na niewiedzy, niechętnie pokazuje, że musi się nad czymś zastanowić, że potrzebuje doradztwa .
Nieraz widziałem, jak w starciach słownych Przewodniczący się unosił dając upust swojej naturze choleryka. W stosunkach osobistych rzadko stara się być uprzejmy
(uprzejmy jest już częściej dla kobiet niż dla kolegów), zazwyczaj jest szorstki (szorstkość wynika z jego usposobienia). Najczęściej nie słucha w rozmowach osobistych, co się do niego mówi. Ożywia się dopiero wówczas, gdy mówi ktoś po jego myśli. Już w pierw¬szym zetknięciu robi na ludziach wrażenie człowieka pewnego siebie, zarozumialca.
Przykrym dla mnie było odkryciem, gdy po dłuższej obserwacji spostrzegłem, że Wałęsa mało, że nie ma zmysłu organizacyjnego to nie wykazuje nawet najmniejszego zrozumienia dla potrzeby uporządkowanej i wydajnej organizacji. Kocha improwizację przekonany jest, że robi to tak doskonale, że wystarczy to za wszystkie inne niedomogi. Nie przestrzega żadnej dyscypliny pracy, nigdy nie mieści się w czasie. Całodniowa jego praca jest bardzo nieefektywna. Rozmawia z przypadkowymi ludźmi, a w międzyczasie nawala ustalone spotkania, nagminnie spóźnia się (nawet na rozmowy z rządem). Nie widziałem go nigdy w roli gospodarza na własnym podwórku. Toteż praca MKZ wyglądała przez długie miesiące tak jak pracował jego przewodniczący. Wydaje mi się, że począt¬kowo był to w przypadku Wałęsy brak zrozumienia dla potrzeby sprawnej, funkcjonalnej organizacji, następnie doszło do tego poczucie własnej wielkości i spoglądanie na te sprawy, jako na niewiele znaczące. Jeśli mu ktoś zwracał uwagę na powyższe sprawy, co najwyżej wysłuchał i to nie do końca, i przechodził nad tym do porządku dziennego.
Przewodniczący jeśli się czymś w pracy Prezydium MKZ i KKP zainteresował de¬cyzje podejmował sam. Jeśli mu się ktoś sprzeciwił albo też zrobiła to większość zebra¬nych potrafił przerywać zebranie i ostentacyjnie wychodzić bez słowa. Rzadko kiedy wysiedział do końca na zebraniach MKZ czy KKP. Wychodził z nich kilkakrotnie w ciągu jednego posiedzenia, szedł udzielać wywiady, porozmawiać z którymś z ekspertów, często także do swego pokoju na drzemkę. Nigdy nie przepraszał nikogo ze ścisłego kierownictwa za swoje zachowanie, nigdy też nie wyjaśniał jego powodów, a jeśli już ktoś zdecydowanie domagał się ich przedstawienia - winnych szukał zawsze poza sobą. Takim postępowaniem odstręczał od siebie ludzi lojalnych i życzliwych. Można podać również wiele przykładów niekonsekwencji i beztroski Wałęsy. Lech ma bardzo wiele poważnych wad i braków. Najgorsze jest jednak to, że on w to nie wierzy. Ma o sobie wysokie mniemanie, lubi się chwalić i bierze na swoje konto wszelkie powo¬dzenie. Nie umie radzić sobie z porażkami, nie chce nawet się do nich przyznać przed samym sobą.
Bardzo rzuca się w oczy walka Wałęsy z wszystkimi o prymat, o pierwsze miejsce.
Działaczka, która uczestniczyła w jednej z jego pierwszych podróży delegacji KKP za granicę opowiadała wszystkim jak podczas konferencji prasowych Wałęsa potrafił od¬bierać głos członkom delegacji. Dlaczego? Bo jego zdaniem na wszystkie stawiane pyta¬nia właściwych odpowiedzi mógł tylko udzielić on sam. W stosunku do bardzo niewielu osób potrafił on być układny. Na pewno w stosunku do kleru. Nieprawdopodobne jest w zestawieniu z tym jak odnosił się do najbliższego otoczenia, że w stosunku do przed¬stawicieli Kościoła był uległy, a nawet czołobitny. Częste obcowanie z nim wyrobiło we mnie przekonanie, że nie jest to człowiek walki. W walkę angażuje się i ją prowadzi dopiero w chwili jej rozstrzygania. Ale szybko rezygnuje, gdy jest to walka pozbawiona blasku, polegająca na codziennym zmaganiu się i precyzyjnej organizacji.
Bywa, że Wałęsa powie coś bez zastanowienia. Tak np. powiedziało mu się "poka¬żemy drugą Japonię". Na pewno brakuje mu konsekwencji, jest wahliwy w poglądach, bywa też wiarołomny. Nie trzyma się tego, co ustalił kiedyś. Przypomina mi się, jak zabawne były poszukiwania przez Wałęsę winnych decyzji, które dosłownie na kilka dni przed podnoszoną awanturą podejmował. Szczególnie uderzył mnie fakt nieliczenia się przez Wałęsę z elementarnymi wymogami demokracji. Na pewno człowiek ten nie jest demokratą, ani umysłem ani sercem. Dlaczego? Demokratyczne formy podejmowania decyzji nie pozwalają Przewodniczącemu decyzji narzucać, bądź ich nie respektować. Wałęsa nie chciał, aby - nawet tylko w samym założeniu - większość przegłosowała go i zobowiązała go do realizacji jakichś decyzji. Jeśli tak się stawało zwykł mawiać: "Mó¬wiąc szczerze mam dość takiej demokracji, jaką uprawia się w naszym związku ". Wałęsa nie rozumie istoty demokracji, po co mu ona? Jeśli postępowanie czyjeś, a nawet grupy nie odpowiadało mu nie wdając się w racje tejże potrafił ją publicznie besztać. Występując przeciwko jej oczekiwaniom nie przedstawiał najczęściej żadnej argumentacji. Ar¬gumentem w takiej sytuacji było zawsze to, że on podjął decyzję, a on się nie myli i chce jak najlepiej. W takich sytuacjach bywał również mentorem. daje mi się, że " wódz" w tym co robił nie przejawiał nigdy samokrytycyzmu (nie mówię o efektownym samokry¬tykowaniu się na wiecach).
Reasumując: Faktyczne przywództwo Wałęsy skończyło się wraz ze strajkiem sierp¬niowym. Nie słyszałem nigdy, aby ktokolwiek z kierownictwa "Solidarności" uznawał Wałęsę za duchowego jej przywódcę. Najbliższe otoczenie powtarzało: symbol. Autorytet, jeśli go posiadał, to poza ścisłym kierownictwem. To ostatnie znało go bowiem aż nazbyt dobrze./…/ Grażyna”.
 


 

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.