Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Biografia Lecha Wałęsy

Fragmenty biografii politycznej Lecha Wałęsy napisanej przez Pawła Zyzaka, młodego historyka z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pierwszy rozdział ukazał się w marcowym numerze dwumiesięcznika "Arcana". W numerze również inny ważny materiał dotyczący Wałęsy.

Fragmenty biografii politycznej Lecha Wałęsy napisanej przez Pawła Zyzaka, młodego historyka z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pierwszy rozdział ukazał się w marcowym numerze dwumiesięcznika "Arcana". W numerze również inny ważny materiał dotyczący Wałęsy.
"/.../ Stanisław Olszewski był jednym z tych, którzy pracowali z Lechem Wałęsą w POM w Leniach Wielkich. Przyznaje, że „świeżo upieczonemu kapralowi” nie brakowało sprytu i pomysłowości w pracy, którą wykonywał. Kolega z ośrodka nie zaryzykowałby jednak stwierdzenia, jakoby Lech był w ośrodku najlepszym fachowcem, natomiast umieściłby go „w pierwszej dziesiątce”. Z opowieści Olszewskiego wynika, że Wałęsa miał specyficzne poczucie humoru. Do klamki od drzwi pomieszczenia kierownika doczepiał przewody z prądem. Kiedy ten ją przechylił, natychmiast zostawał porażony napięciem rzędu dwudziestu kilku Voltów. „Był temperamentny, nie że się bał. Nie tam. Zaraz idzie, puka do kierownika” – podsumowuje z podziwem dawny kolega. Wałęsa był dobrym organizatorem, potrafił sobie zjednać młodszych od siebie kolegów. Kiedy wpadali w tarapaty, radził jak mają z nich wybrnąć. Olszewski podaje nawet przykład. Kierownik zdecydował się zwolnić pracownika za picie wina w pracy. Lech kazał chłopakowi na klęczkach błagać o łaskę, co ten też uczynił. Jak się okazało błaganie poskutkowało i chłopak zwolnienia uniknął.
Obowiązki Wałęsy w POM sprowadzały się do bardzo prostych napraw elektrycznych, takich jak usunięcie zwarcia. Miał dostęp do akumulatorowni, dzięki czemu mógł sobie odrobinę poeksperymentować z prądem. Okres pracy w Leniach Wielkich zapisał się również początkiem aktywności społecznej Lecha Wałęsy. Gdy do filii przyjeżdżał dyrektor POM, elektryk nie obawiał się zabrać głosu w imieniu załogi, zwracając uwagę zarówno na potrzeby zaopatrzeniowe filii, jak i potrzeby indywidualne pracowników .
Optymistyczna relacja kolegi Wałęsy to jedno, zaś opinia samego zainteresowanego to drugie. Lech Wałęsa nie odnosi się nazbyt dobrze do swojego pobytu w Leniach Wielkich. Był wprawdzie „najlepszy”, ale i to w końcu znudziło się, a następnie zbrzydło naszemu bohaterowi. Zaczął się dusić. Męczyły go ciągłe sprzeczki z kierownikiem oraz poczucie, że jest najlepszy na tak małą skalę. Śmieszyła go ta sława. Najlepiej problem ten ujmuje ta oto wypowiedź Wałęsy: „Tamto wcześniejsze (POM – przyp. P. Z.) poznałem dogłębnie, a kiedy coś poznam i nie mam możliwości poprawienia czegoś, ogarnia mnie znudzenie. Poznałem i ludzi, ich małość, ich przywary i możliwości – i postanowiłem, że idę dalej” .
Kolejnym utrapieniem stał się nieudany związek z lokalną dziewczyną, która rzekomo go zostawiła . Wojciech Wałęsa przypomina sobie, że jego brat miał w Leniach dziewczynę: „Do panny jednej tu chodził. Jadwiga jej było, teraz (w 1982 roku – przyp. P. Z.) jest za jakimś leśnikiem” . „Miłość - nie miłość, sprawa, w którą brnąłem bez przekonania i coraz głębiej. - zwierza się Lech w Drodze nadziei - Chyba była mądrą dziewczyną, bo to ona, nie ja, podjęła w końcu decyzję za nas oboje. I zerwała ze mną. Wyjechała. Żal, nie żal, w każdym razie poczucie pustki, samotności, w oczach wszystkich od dawna uchodziliśmy za żelazną parę i teraz ona ‘puszczała mnie w trąbę’. Cios w ambicję. I taki odruch: wyjechać gdziekolwiek, byle dalej stąd. Był i wstyd przed matką. Ona jakby czegoś oczekiwała ode mnie, miałem coś spełnić” .
Z powyższych słów Lecha Wałęsy wnioskujemy, że bynajmniej nie był zakochany w Jadwidze. Możemy pokusić się też o stwierdzenie, że nie „złamała mu serca”. Świadczą o tym następujące frazy: „Miłość – nie miłość, sprawa, w którą brnąłem bez przekonania”, „Żal, nie żal, w każdym razie poczucie pustki” oraz „cios w ambicję”. Są to słowa osoby, która związku z Jadwigą nie traktowała w sposób poważny. Czy zatem owo „poczucie samotności” i „wstyd” wpłynęły na decyzję Lecha Wałęsy o opuszczeniu domu rodzinnego oraz porzuceniu pracy w Leniach Wielkich? Jeśli tak to wydarzenia musiały przybrać charakter naprawdę traumatyczny, skoro Wałęsa, jak twierdzi, szybko załatwił sprawę odejścia z POM, przyszedł do domu, powiedział, że jedzie się przewietrzyć i ruszył na stację kolejową w Dobrzyniu nad Wisłą .
Jak traktować powyższe wypowiedzi Lecha Wałęsy w obliczu kuriozalnej wręcz mistyfikacji z jaką spotykamy w tym ostatnim jego stwierdzeniu. W Dobrzyniu nad Wisłą nigdy nie było i nie ma torów kolejowych, a tym bardziej stacji kolejowej. Najbliższa znajduje się w oddalonym o 35 kilometrów Włocławku. Oburza i zastanawia brak krytycyzmu kolejnych, po 1987 roku, badaczy sylwetki Lecha Wałęsy, zwłaszcza historyków, którzy pełnymi garściami czerpią choćby z Drogi nadziei. Wstrzemięźliwość w interpretacji wszelkich publikacji autobiograficznych Lecha Wałęsy jest wskazana.
Sympatią Lecha Wałęsy w omawianym przez nas okresie była mieszkająca w Dobrzyniu nad Wisłą Jadwiga Piasecka. Poznawszy relacje mieszkańców Łochocina oraz Dobrzynia można śmiało stwierdzić, iż kulisy rozstania nie były aż tak niewyraźne, jak to pozwolił sobie przedstawić Wałęsa w Drodze nadziei i miały bezpośredni związek ze „skandalem łochocińskim”. Jadwiga dowiedziała się bowiem o nieślubnym synu Wałęsy. Niewykluczone, że zbiegło się to z nieszczęśliwym wypadkiem i pogrzebem Grzegorza .
Powróćmy jeszcze na moment do Łochocina i przytoczmy relację znajomej Jadwigi: „Ona do mnie przyszła i się pytała czy to prawda, że Wałęsa ma w Łochocinie dziecko. Bo ja w ogóle z tych stron pochodzę (z Dobrzynia – przyp. P. Z.). Ja mówię: ‘No wie pani, jak ja mogę powiedzieć, czy to jest jego dziecko? Przecież to on chodzi z panią, to niech on powie. Przecież ja nie mogę za kogoś powiedzieć, że to jest jego dziecko’. A ona mówi: ‘Myślałam, że się coś dowiem’ – no bo wiedziała o tym, tylko chciała się upewnić” . Jadwiga najprawdopodobniej zerwała z Lechem Wałęsą, gdyż po prostu obawiała się, że może podzielić los Wandy. Obawiała się, że zostanie niebawem „puszczona w trąbę”...

Kiedy w 1975 roku w Stanach Zjednoczonych zmarła Feliksa Wałęsa, a w kilka lat po niej, w sierpniu 1981 roku na skutek wylewu Stanisław, Lech Wałęsa przekazał spadek, który odziedziczył po rodzicach, proboszczowi z Sobowa, jako ofiarę na Kościół . „Przecież przekazałem cały swój spadek po rodzicach z okresu ich pobytu w Stanach dla parafii w Sobowie, nie sugerując nic” – wyznaje pretensjonalnie w swoich wspomnieniach elektryk. Sam spadek, według księdza J. Płaciszewskiego, był przedmiotem gorszących waśni w rodzinie Wałęsów. Jego podział przypadł Wojciechowi . Pieniądze zużyto na budowę kaplicy cmentarnej, rozbudowę i modernizację wikariatu. Ksiądz nigdy nie zaksięgował tej darowizny, gdyż, jak wyjaśnia, w PRL musiałby zapłacić 60-procentowy podatek i zwróciłby na siebie uwagę SB. Wałęsa przekazał proboszczowi także kilka starych fajek, rodzinnych zdjęć oraz wielki długopis, którym podpisywał „porozumienia sierpniowe”. Miało być między nimi ciche porozumienie, że w pobliżu kościoła powstanie Muzeum Wałęsy. Muzeum nie wybudowano, a pieniądze na ten cel jakby wyparowały .
Ksiądz Płaciszewski usprawiedliwia się, że wszystkie pomysły upadły, kiedy w latach 80-tych przyszedł jego następca. Do tej pory na plebanii w Sobowie dla rodziny Wałęsów rezerwowano dwa górne pokoje. Porzucono ten zwyczaj decyzją nowego proboszcza. Natomiast muzeum miało powstać w tak zwanej „organistówce” – mieszkaniu dla organisty i kościelnego. Pamiątki i zawartość pokoi, w tym nawet meble, wersalki i szafki, zostały rozdane i rozkradzione .
Po latach Lech Wałęsa nie chciał sprecyzować dokąd zawędrował legendarny długopis, którym podpisywał „porozumienia sierpniowe”. Większość pamiątek z czasów Sierpnia miała trafić podczas „stanu wojennego” do siedziby diecezji gdańskiej. „Prawdopodobnie długopis też tam trafił” – oświadczył. Zaskakujące, że losy historycznych pamiątek po strajku w Stoczni Gdańskiej również nie wzbudzały do tej pory ciekawości dziennikarzy oraz historyków. Rodzi się więc pytanie: jak długo to, co R. Boyes określił mianem „tematu tabu”, wciąż będzie paraliżowało umysły polskich badaczy?
W Popowie można spotkać się z wielką niechęcią wobec Lecha Wałęsy, i to znacznie częściej niż z aktami podziwu i dumy względem głośnego rodaka. Kiedy wypłynął w 1980 roku na szerokie wody działalności publicznej, ludzie z okolic Popowa mówili o nim: „Wyżarł się na naszym chlebie, co sobie wyobraża, Polskę niszczy, Ruskich sprowadzi, pijak dzieciorób!” . W wyborach prezydenckich jesienią 1990 roku, w okręgu wyborczym Chalin otrzymał zaledwie 156 głosów, nieco tylko wyprzedzając Stanisława Tymińskiego, który zdobył 124 głosy. Kolejne wybory kończyły się kompromitującymi wręcz klęskami Lecha Wałęsy w rodzinnych stronach. W 2000 roku zdobył na „swoim terenie” zaledwie kilka głosów .
Między Popowem a Sobowem wypomina się współtwórcy „Solidarności”, że nie pozostawił po sobie żadnej pamiątki. Taką mogła być na przykład droga asfaltowa łącząca obie miejscowości. Z powodzeniem zastąpiłaby gliniasto – piaszczystą, polną ścieżkę. Stary lokalny przesąd o rodzinie Wałęsów - że jest to klan hazardzistów i kiepskich gospodarzy - miał zostać zastąpiony mitem Wałęsy - bogatego skąpca karzącego Popowo za swoje nieszczęśliwe dzieciństwo .
I odwrotnie. Kiedy Lech Wałęsa chciał nadać negatywnego kolorytu jakiejś sprawie, nie obawiał się odnieść do nazw rodzinnych miejscowości: „Byłem też świadkiem takich samych małości ludzkich, jak te w Leniach i Popowie, chęci imponowania czy zdobycia poklasku – tyle że tamte odbywały się w niewielkiej skali, na własny rachunek tych, którzy chcieli się wynieść nad pozostałych” .
Mimo tych słów Wałęsa regularnie, co rok, w dniu Wszystkich Świętych, starał się odwiedzić rodzinne strony, by przyklęknąć przed grobem rodziców i zapalić na nim znicz. Czasami kazał zatrzymać swoją limuzynę, wysiadł i zamienił słowo ze starym znajomym . „Jak zjedzie - a byli tu (w Popowie - przyp. P. Z.) całą rodziną na truskawkach - kłania się pierwszy sąsiadom: to pan mnie jeszcze pamięta, panie Leszku? - pyta sąsiad. Jakże, panie Adamski, a mało to kijów od pana dostałem za jabłka...? ” - opowiadał jednej z dziennikarek Wojciech Wałęsa.
W Popowie wciąż mieszka liczna reprezentacja rodu Wałęsów. /…/”

 

 

 

 

 

 

Ostatnia aktualizacja: poniedziałek, 17 marca 2008 21:00

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.