Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Poufne (3) Marzec w kancelarii

40 rocznica tzw. wydarzeń marcowych 1968 roku.

Rocznica
Ot i mamy kolejną czterdziestą rocznicę tzw. wydarzeń marcowych 1968 roku i związane z nią sensacje na szczytach władzy. To, że przy takich okazjach dochodzi z reguły do manipulowania opinią publiczną i sterowania emocjami osób posiadających ugruntowane poglądy polityczne można uznać za rzecz normalną. Nic zatem dziwnego, ze prasa codzienna trąbi o odmowie przyjęcia z rąk Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Orderu Odrodzenia Polski przez uczestnika ówczesnych protestów, Bogdana Czajkowskiego tudzież o innych zgrzytach i wpadkach towarzyszących uroczystości nadawania odznaczeń w Pałacu Prezydenckim 6 marca br. Przy czym – co ciekawe – przytłaczająca większość reporterów oburza się, że na uroczystość nie zaproszono Adama Michnika, nie dostrzega natomiast, że wśród zaproszonych i odznaczonych zabrakło trochę bardziej egzotycznych polityków prawicy, takich jak Janusz Korwin-Mikke. A przecież podobnie jak ci, co organizowali pierwszy wielki wiec 8 marca, spędził on kilka miesięcy w areszcie śledczym. W swoim blogu <http://korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID299671676,index.html> współzałożyciel i były prezes Unii Polityki Realnej napisał: „Nie wiem z jakich powodów nie przyjął odznaczenia p. Bogdan Czajkowski. Ja bym też nie przyjął. Wolałbym optymistycznie poczekać na 50-lecie - w nadziei, że wreszcie ordery będzie wręczał ktoś godny i uczciwy.”

Razy sypią się więc z różnych stron, a odpowiedzialność za to ponosi niestety Kancelaria Prezydenta RP. „Nikt nie zgłaszał do nas wniosku, nikt nie zwracał uwagi prezydentowi, że jest marzec, i że trzeba znaleźć osoby, które były wtedy przywódcami buntu studenckiego”, oświadczyła po fakcie Ewa Junczyk-Ziomecka, mogę wszakże skomentować to tylko jednym słowem: „żenujące”!

W cieniu Ministerstwa Prawdy
Jednym ze źródeł zamieszania wokół prezydenckich obchodów rocznicy Marca jest fakt, iż typując osoby do odznaczeń posłużono się workowatym pomysłem ogarniającym „uczestników Marca '68 oraz osoby zasłużone na rzecz przemian demokratycznych w Polsce”. W rezultacie, w tym samym worku znaleźli się przedstawiciele środowiska „komandosów”, które pozostawało wówczas stroną w grze politycznej i reprezentanci całkowicie zmarginalizowanej w następnych latach społeczności studenckiej, która wszakże po 8 marca stała się faktycznym bohaterem protestów, pomimo iż z polityką nie miała nic wspólnego. Bogdan Czajkowski, współorganizator strajku okupacyjnego na Politechnice Warszawskiej dołączył do protestów na znak solidarności 9 marca. O wiecu na Uniwersytecie 8 marca nic nie wiedział (<http://www.youtube.com/watch?v=4jpb-fnNYJ8>). Ale to właśnie dzięki takim jak on ruch mógł się rozprzestrzenić na inne uczelnie. Bo w końcu studenci wychodzili na ulice nie dlatego, że upatrywali w tym jakąś doraźną korzyść polityczną, lecz z pobudek moralnych i patriotycznych, nie pytając kto jest katolikiem, kto Żydem, a kto „chamem”. Jeśli Panu Prezydentowi zależało na nawiązaniu do ówczesnego etosu po to by doprowadzić do jakiegoś porozumienia ponad dzisiejszymi podziałami, tym bardziej trzeba było liczyć się z faktem, że odznaczenia w większym stopniu dzielą niż łączą i nie podejmować działań, które mogłyby zostać sklasyfikowane jako ministerialna zgoda na „zawłaszczanie Marca” przez którąś z opcji politycznych (a’propos zawłaszczania Marca: polecam wszystkim mistrzowski felieton Macieja Rybińskiego z „Rzeczpospolitej” <http://blog.rp.pl/rybinski/>).

Przemilczana geneza
Przygotowując imprezę nie należało również zapominać, że środowisko „komandosów” wywodzące się z odsuniętej od władzy partyjnej nomenklatury nie było jedynym uczestnikiem gry, który parł do konfrontacji. Wybuch zamieszek leżał przecież także w interesie kierowanego przez gen. Mieczysława Moczara Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Bardzo trafnie i uczciwie scharakteryzował tę grupę prof. Leszek Kołakowski w liście do uczestników konferencji naukowej „Marzec '68 - 40 lat później”. Napisał w nim: „Właściwym celem kampanii moczarowskiej nie byli ani Żydzi, ani studenci, ani inteligencja, ani pisarze. To były tematy instrumentalne. Celem właściwym było kierownictwo partyjne”. […]. „Cały ów ruch był polityczną frakcją partii komunistycznej, po prostu zmierzał do tego, by władzę ówczesną pod takim czy innym pretekstem usunąć” <http://www.rp.pl/artykul/103867.html>. Z punktu widzenia moczarowców miał to być ostatni akt scenariusza rozwijającego się przez lata. Akt przedostatni rozegrał się po wojnie sześciodniowej na Bliskim Wschodzie w czerwcu 1967 roku. Zwycięstwo wojsk izraelskich nad popieranymi przez Związek Sowiecki Arabami sprawiło, że Moskwa nie tylko nakazała bratnim krajom zerwać stosunki dyplomatyczne z Izraelem, ale również sama rozpoczęła kampanię „antysyjonistyczną” i dała towarzyszom z bratnich partii placet na przeprowadzenie u siebie stosownych czystek. To właśnie wtedy przypieczętowany został los środowiska, z którego wywodzili się „komandosi”. Teraz chodziło już tylko o pretekst do wykończenia niedobitków i do uderzenia w aktualne władze. Sprowokowanie wystąpień na większą skalę, stwarzało możliwość stłumienia rozruchów siłą i wskazania winnych. O paru związanych z tym sprawach pisałem przed dwoma laty w „Głosie” odwołując się do osobistych doświadczeń (artykuł pt. „Złamany szyfr…” dostępny m.in. na stronie <http://www.abcnet.com.pl/?q=node/1539>).

Kancelaria pod lupą
To, co piszę, nie oznacza bynajmniej, że kwestionuję zasługi czy też etyczne i patriotyczne motywy działalności osób ze środowiska „komandosów” odznaczonych podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim, takich choćby jak Irena Lasota, czy Józef Dajczgewand. Chcę tylko powiedzieć, że imprezę przygotowano w sposób nieprzemyślany, bez odpowiedniego przygotowania opinii publicznej. Okazało się przy tym, że urzędnicy odpowiedzialni za sprawy socjalne najzwyczajniej nie wiedzą, kogo zapraszają do pałacu. Rozpamiętując rocznicę Marca skupiono się na sprawie ponownego nadania obywatelstwa osobom, które je wówczas utraciły, zapomniano natomiast o innych kosztach, o trwałych kosztach, jakie ponieśli pobici i więzieni. Nie pomyślano o odszkodowaniach dla ofiar tamtych wydarzeń. Gdyby wypowiedzi Ewy Juńczyk-Ziomeckiej uznać za reprezentatywne dla całej Kancelarii, trzeba by stwierdzić, że największą troską Pana Prezydenta jest dziś zawarcie porozumienia z Adamem Michnikiem, czy może nawet wystawienie naczelnemu „Gazety Wyborczej” pomnika za Marzec.

Nie jest to pierwsza wpadka Kancelarii w sprawach, które za tło mają konflikty interesów środowisk wyrastających z odmiennych tradycji religijno-politycznych. Przed dwoma laty, ujawniając fakt współpracy ks. Czajkowskiego z SB, doświadczyłem skutków działalności tych samych urzędników. Ktoś wówczas przekonał głowę państwa, że byłem „człowiekiem Edwarda Moskala”, w związku z czym musi mi zależeć na popsuciu stosunków polsko-żydowskich i to nawet kosztem zakłócenia przebiegu wizyty Ojca Świętego w Polsce. W konsekwencji Prezydent Kaczyński oświadczył publicznie, że sprawą zainteresuje Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, co na szczęście nie onieśmieliło mnie na tyle, bym zaprzestał „lustracyjnej publicystyki”.

Małostkowość z mojej strony? Nie, to tylko świadectwo kogoś, kto ma już dosyć biernego przypatrywania się politycznemu spektaklowi z udziałem aktorów przedkładających partykularne interesy własnego podwórka ponad wartości nadrzędne. Brak kompetencji nie jest wyłącznie cechą przeciwnika. Trzeba umieć nazywać go po imieniu, nawet wówczas, gdy może z tego powodu ucierpieć doraźny interes partii, którą się popiera. Bo z reguły zyskuje na tym Kraj.

Tadeusz Witkowski
 

Więcej z tej kategorii: « Poufne (4) Poufne (1) »

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.