Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Poufne (2) Głowa i mur

(korespondencja Piotra Müldnera-Nieckowskiego)

Kilka słów o konferencji "Polska inteligencja a życie publiczne po wyborach 2007", która odbyła się 2 marca 2008 w Warszawie.

Dzisiaj nasłuchałem się obraźliwych kpin w telewizji, między innymi w "Szkle kontaktowym" w TVN-24, ale i we wszystkich dziennikach i audycjach polityczno-publicystycznych. Naśmiewano się. Z intelektualistów ("co to za intelektualiści, którzy chodzą na takie konferencje") i z przemówienia Jarosława Kaczyńskiego, który co prawda tylko ogólnie podsumował spotkanie, ale na końcu przemówienia użył zdumiewającej puenty. Krótkie wystąpienie zakończył żartobliwym cytatem z marszałka Piłsudskiego, który kiedyś powiedział, że "jeśli mamy głowy, a nie ma czym bić w mur, to bijmy głową" (podaję dokładnie, bo sobie to zapisałem).

Żeby uczynić wypowiedź Kaczyńskiego nonsensowną, prasa zacytowała tylko ozdobnik przemówienia, a nie jego sens, i to oczywiście ozdobnik okrojony. Gdyby tej puenty nie okrojono, cytat nie byłby taki śmieszny. Pominięto pierwszą część wypowiedzianej przez Kaczyńskiego frazy: "jeśli mamy głowy", metaforę, która znaczy "skoro mamy tylu ludzi myślących"... W prasie zostało tylko "jeśli nie ma czym bić w mur, to bijmy głową". No cóż, publika dowiedziała się, że będziemy teraz bili głową w mur, bo jesteśmy bezsilni. Chamska zagrywka, ale ciekawe, że tak zgodnie wykonana.

To samo zrobiły portale internetowe, a za nimi w zaprogramowanym pędzie wszystkie radia i telewizje. Już dawno spostrzegłem, że jeśli ktoś z PiS-u mówi "nie", to prasa grzmi: powiedział "tak". To mnie zastanowiło i zacząłem się tej praktyce przyglądać, bo jest interesująca jako metoda socjotechniczna. Im częściej się z tym stykam, teraz już właściwie parę razy dziennie, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że za tym kryje się coś poważniejszego niż sam spór o to, kto ma trzymać władzę.

Naturalnie nie pojawiły się żadne merytoryczne komentarze ani opinie, nie mówiąc o suchych relacjach - takich także nie było. Przydałyby się choćby streszczenia najważniejszych wystąpień, które by ludziom otworzyły oczy i uszy.

Byłem tam, widziałem i słyszałem. Sala w Akademii Muzycznej była pełna, rzeczywiście pełna intelektualistów, profesorów, pisarzy, muzyków, plastyków. Sens tej konferencji zawierał się w merytorycznie świetnych referatach.

Najważniejsze (dla mnie) było wystąpienie prof. Ryszarda Legutki, który zwięźle a dobitnie opisał sytuację Polski po 1989 roku i podał, co jego zdaniem powinno być lekarstwem na całe zło, z którym mamy do czynienia. Diagnoza jest precyzyjna i trafna. To boleśnie ubodło dziennikarzy. Referat obnaża bowiem także miałkość dziennikarstwa we wszystkich wymiarach, bez żadnych subtelności wykazuje, że przez prawie dwadzieścia lat nikt z tej branży nie zdobył się ani na sensowną analizę, ani na mądre działanie.

Na drugim miejscu postawiłbym wystąpienie prof. Andrzeja Waśki, który podał przyczyny, dla których polska edukacja degeneruje młodzież, a także środki, którymi się w tym celu posługuje. Klasycznym przykładem jest stanowisko obecnej minister edukacji, która zamierza naukę w liceum przekształcić w doskonalenie zawodowe. Zwrócił uwagę na uprawiany przez dziennikarzy i polityków styl bełtania młodym ludziom w głowach, odsuwania ich od prawdy i sensu życia.

Tekst Legutki ujawnia, dlaczego PO musi przyjmować wobec PiS-u pozycję wiecznego agresora. Nie ma wyjścia, nie dysponuje zapleczem umysłowym. Od siebie dodam, że "intelektualiści" Platformy, z profesorem Ireneuszem Krzemińskim, Stefanem Bratkowskim oraz dziennikarzami pewnej gazety na czele, są w stanie jedynie rwać włosy z głowy i wykrzykiwać, że PiS depcze demokrację. Śmieszy mnie, kiedy Piotr Stasiński parodiuje Mentora. Od dawna z ust tych ludzi nie słyszałem żadnych konkretów, jedynie narzekania i złorzeczenia. PO jest in gremio bezmyślna i bezideowa, nadal gra tylko na emocjach. Jawi się jako bezkształtna galareta, nie ma kręgosłupa. Nie mógł tego znieść Jan Rokita i odszedł. Słusznie zauważył Legutko, że jeszcze w demokracji nigdy tak nie było, żeby jakaś partia wygrała wybory za pomocą skrajnie niemerytorycznych, surrealistycznych haseł i wściekłej nienawiści do przeciwnika. Dotychczas tacy zawsze przegrywali.

Wykształciuchy obraziły się na nas ostatecznie. To dla nich szok - konferencja pokazała, a ogólnopolskie media a rebour potwierdziły, że wykształciuchy nie są intelektualistami. Nikt im furtki do myślenia nie zamyka, oni jednak wolą żarciki, kpinki i epitety, argumenty uważając za truciznę. To jest dobra odskocznia dla PiS-u, choć trzeba przyznać, że przeciwnicy traktują swoje poparcie dla PO jak religię - a to nie wróży nic dobrego. PiS - ta dziwna partia prawicowa o socjalnej mądrości powinna być po tej konferencji mocniejsza.

Piotr Müldner-Nieckowski

* Piotr Müldner-Nieckowski jest pisarzem, wydawcą, wykładowcą UKSW, autorem “Wielkiego słownika frazeologicznego języka polskiego” oraz kilku książek prozatorskich i poetyckich.


 

Ostatnia aktualizacja: środa, 05 marca 2008 16:43

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.