Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Akta IPN: Jakie informacje przekazywał "Bolek"?

Dokumenty IPN: SB w 1986 r. niszczy donos "Bolka" z 1971 r.

W dokumentach IPN z teczki tajnego współpracownika SB "Bolka", którego współpraca miała się zakończyć w 1976 r., jest prośba z listopada 1986 r. o zgodę na zniszczenie meldunku "Bolka" ze stycznia 1971 r., użytego do tajnej operacji SB kompromitowania Lecha Wałęsy przed Komitetem Noblowskim.

W dokumencie datowanym na 4 listopada 1986 r., oznaczonym jako "tajne spec. znaczenia" mjr A.Styliński i kpt. J.Burak z wydziału II Biura Studiów piszą do dyrektora biura studiów SB płk. Adama Malika raport. Głosi on: "Uprzejmie prosimy o zatwierdzenie wybrakowania oryginalnego doniesienia tw ps. 'BOLEK' z dnia 12.01.1971 r., wyłączonego z teczki pracy nr archiwalny I 14713, kart 2, strona nr 25 i 26. /kserokopia doniesienia w załączeniu/. Dokument ten wykorzystany został w działaniach specjalnych krypt. 'AMBASADOR', realizowanych w pierwszej dekadzie 1982 r.".

Na dokumencie widnieje też odręczna adnotacja zastępcy płk. Malika - płk. Stanisława Stępnia. "Proponuję zatwierdzić dla uporządkowania dokumentacji zdawanej do archiwum" - zasugerował.

Operacja SB "Ambasador" wyszła na jaw w 2000 r., w czasie procesu lustracyjnego Lecha Wałęsy, któremu poddał się jako kandydat na prezydenta.

"Wybrakowany" dokument z załącznika jest dostępny w aktach IPN. To opatrzona klauzulą "tajne" "informacja" z 12 stycznia 1971 r., spisana na maszynie z relacji źródła "Bolek" przez kpt. Edwarda Graczyka. To relacja z przebiegu wydarzeń na Wydziale W-4 Stoczni Gdańskiej od 1 do 12 stycznia 1971 r.

"Bolek" ma tam twierdzić, że na wydziale toczą się dyskusje o strajku, i że "rozpowszechniane są różne ulotki. Pisane są one ręcznie i na maszynach. Traser z wydziału W-4 obiecał że odbije te ulotki na powielaczu i jedną z nich dostarczy mi. Do dnia dzisiejszego trasera nie spotkałem i ulotki nie otrzymałem. Wiadomo mi jest że ów traser o nazwisku Kontor posiada posrednie dotarcie do powielacza gdyż w powielarni pracuje jego kolega. Z opowiadan stoczniowców wiem że ulotki te są antypanstwowe i dotyczą osoby Tow. Kociołka, MO itp." - głosi dokument.

Dalej "Bolek" miał powiedzieć, że 11 stycznia dwaj pracownicy wydziału W-4: Jan Jasiński i Popielewski mieli sondować go, co myśli o strajku w stoczni. "Z rozmowy z nimi wywnioskowałem że szukają oni ludzi którzy mogliby pokierować strajkiem. Odpowiedzi moje odnośnie ich propozycji były wymijające powiedziałem im że obawiam się konsekwencji i odpowiedzialności za to gdyż za podobną działalnosc byłem zatrzymany przez MO. Uważam że jasinski i Popielewski mogą być członkami jakis komórki organizacyjnej która może zorganizować strajk. Ten sam Jasinski wypożyczył mi do przepisania ulotkę krążącą po stoczni pod tytułem +Ballada Stoczniowców+ obiecał mi również że przekaże mi ulotki o innej tresci które wypożyczył dla innych stoczniowców" - napisał kpt. Graczyk.

W dalszej części "informacji" "Bolek" miał powiedzieć, że uważa za wskazane, aby dla lepszego zakonspirowania jego osoby wezwać go na MO. "Inne osoby z mojego Wydziału są zoriętowane o mojej działalności w Radzie Delegatów i nie wezwanie mnie do Komendy może wzbudzić różne podejrzenia" - wyjaśnił. Dodał, że wie, iż Jasiński jest wzywany na milicję, ale rozmów z funkcjonariuszami "specjalnie nie obawia się". "Ja osobiscie uważam że rozmowa z nim powinna być delikatna gdyż może on bardziej zamknąć się w sobie i nie uzewnętrzniać swoich mysli. Ponadto uważam że w tej chwili Jasinski może być członkiem jakiegoś tajnego komitatu. Daży in mnie w tej chwili zaufaniem i w najbliższym czasie będę mógł podać bliższe szczegóły o nim i o jego działalności. W tozmowie z innymi kolegami dowiedziałem się że Jasinski w czasie wydarzen grudniowych brał udział w grabieżach /były to rzeczy kosmetyczne/" - czytamy w maszynopisie przeznaczonym do "wybrakowania".

W czasie procesu lustracyjnego Wałęsy w 2000 r. ówczesny zastępca Rzecznika Interesu Publicznego Krzysztof Kauba wnosił o umorzenie sprawy przez Sąd Lustracyjny z powodu braku wystarczających dowodów pozwalających ocenić, czy oświadczenie Wałęsy o braku współpracy, jest prawdziwe. Sąd uznał, że Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne.

W ustnym uzasadnieniu oczyszczającego Wałęsę orzeczenia Sądu Lustracyjnego sędzia Paweł Rysiński przywołał dokument SB z 1985 r., w którym rekonstruowano "działania specjalne" SB wobec Wałęsy. Wynika z niego, że trzy lata wcześniej - w 1982 r. - SB fałszowała własne akta, by skompromitować Wałęsę nie tylko w społeczeństwie polskim i w "Solidarności", ale także za granicą.

"Pierwszy etap działań polegał na +przedłużeniu działalności+ tajnego współpracownika +Bolek+, tj. Lecha Wałęsy o minimum 10 lat (ostatnie doniesienie +Bolka+ pochodziło z 1970 roku)" - napisał autor notatki, oficer SB. "Korzystając ze wszystkich dostępnych materiałów, tj. stenogramów przemówień Lecha Wałęsy wygłoszonych w różnych miastach Polski, komunikatów Biura B, materiałów techniki operacyjnej sporządziliśmy kilka doniesień, z których ostatnie nosiło datę prawdopodobnie 1981 r." - pisał funkcjonariusz. "+Dokumentom+ nadano właściwą szatę graficzną (charakter pisma tajnego współpracownika +Bolek+, omówienie, odpowiedni papier). Na każdym z doniesień zaznaczone było miejsce jego odbioru oraz sposób przekazania. Elementy te dobierano w taki sposób, żeby pasowały one do Lecha Wałęsy, zwłaszcza sposobu jego zachowania i miejsc pobytu, o których wiedzieli inni."

"Drugi etap operacji polegać miał na rozprowadzeniu sporządzonych doniesień w taki sposób, aby doprowadzić do prawdziwego lub pozornego sądu nad Wałęsą oraz sporego poruszenia całego byłego NSZZ +Solidarność+" - pisał w 1985 r. funkcjonariusz SB. Mówiąc o tym dokumencie, sędzia oświadczył: "W sposób oczywisty jego wymowa wskazuje na to, że nawet gdyby sąd dotarł do pierwotnego, oryginalnego dokumentu, ręcznie sporządzonego przez tajnego współpracownika +Bolek+, to i tak w dniu dzisiejszym nie byłby w stanie stwierdzić, że istotnie ten dokument jest oryginalny, ponieważ wymowa tego pisma, które sąd dzisiaj ujawnił, jest jednoznaczna".

Według autora notatki działania SB doprowadziły do tego, że w 1982 r. Wałęsa nie dostał pokojowej Nagrody Nobla (ówczesny lider podziemnej "S" otrzymał ją rok później - PAP). Według notatki stało się tak m.in. dzięki przesłaniu ambasadorowi Norwegii w Polsce podrobionych donosów Wałęsy i pokwitowań za nie.

Relacja z rozmowy z Wałęsą nt. wydarzeń grudnia 1970 r.

Jeszcze przed "rozmową pozyskaniową" z 21 grudnia 1970 r. Lech Wałęsa relacjonował kpt. SB Edwardowi Graczykowi przebieg wydarzeń Grudnia'70. w Gdańsku - wynika z notatki pochodzącej z teczki personalnej TW "Bolka", udostępnionej przez IPN.

14-stronicowa notatka służbowa Graczyka pochodzi z 19 grudnia 1970 r. Jest to maszynopis, w którym esbek spisał słowa Wałęsy. To najwcześniej datowana informacja dla SB (w notatce nie ma mowy ani o "Bolku", ani o byciu przezeń TW). Z kolei pierwsze doniesienie znajdujące się w teczce pracy TW "Bolka" datowane jest na 4 stycznia 1971 r.

W notatce Wałęsa relacjonuje, że 14 grudnia w stoczni spotkał "swego kolegę Lewandowskiego Jana z wydziału W-4, który powiedział mu, że na wydziale nikt nie pracował, że jutro będzie podobnie". 15 grudnia Wałęsa dowiedział się, że stoczniowcy "nie podejmą pracy, lecz udadzą się pod dyrekcję". "Idąc wraz z tłumem pod dyrekcję słyszał rozmowy, że robotnicy mają zamiar wyjść do miasta. W tym celu niektórzy z nich idąc po terenie stoczni zbierali łomy, rurki, kamienie, narzędzia pracy itp." - pisał esbek.

Dodał, że dyrektor stoczni poprosił, aby z tłumu wybrano delegację, która przedstawi mu żądania załogi; jednym z delegatów został Wałęsa. Jako pierwszy przedstawił je Wałęsa; polegały one na: zwolnieniu aresztowanych w dniu poprzednim; dokonaniu podwyżki płac oraz obniżeniu cen na artykuły pierwszej potrzeby. Dyrektor mówił, by "uczynić wszystko i nie dopuścić do burd, awantur, ekscesów chuligańskich i przelewu krwi". "Wałęsa zapewnił dyrektora, że dołoży wszystkich sił aby utrzymać porządek" - głosi notatka. 

Po wyjściu tłumu ze stoczni "Wałęsa biegiem dopędził czołówkę pochodu i szedł na jej czele" - stwierdza notatka. Dalej jest mowa, że doszło do ataku milicji na pochód. "Wałęsa widział osobiście, jak bito milicjantów rurkami, kołkami drewnianymi, narzędziami i kamieniami" - brzmi notatka. "Nazwisk stoczniowców, którzy brali udział w maltretowaniu milicjantów, Wałęsa rzekomo nie zna" - napisał Graczyk. 

Następnie notatka opisuje wydarzenia pod komendą MO, którą zaatakowali demonstranci. Wałęsa wszedł do środka, gdzie "miał przedstawić żądania załogi odnośnie wypuszczenia więźniów". Potem Wałęsa przemawiał przez milicyjną tubę do tłumu, mówiąc, że "komendant przyrzekł mu, iż więźniowie zostaną uwolnieni". "Z tłumu zaczęto krzyczeć, że jest to przebrany milicjant i że należy go zlinczować. Wówczas Wałęsa rzucił z okna swój chełm i kartę zegarową by przekonać tłum, że jest stoczniowcem" - pisał esbek. Dodał, że po tym "tłum częściowo uspokoił się".

W innej części notatki napisano, iż Wałęsa zauważył, że "w pobliżu dworca kolejowego duża ilość stoczniowców piła wino ze zrabowanych sklepów", a "duża ich ilość posiadała przy sobie łupy pochodzące z rabunków". Potem Wałęsa poszedł do komendanta MO, któremu powiedział, że "duża ilość stoczniowców rabuje sklepy i jest pijana". Pytany, co proponuje, odparł, że zbierze ok. 10 osób i będzie z nimi jeździł otwartą ciężarówką oraz "nawoływał stoczniowców do rozsądku i powagi". "Pomimo usilnych starań, ludzi takich nie znalazł" - napisał Graczyk. Dodał, że kilku kolegów z wydziału W-4, którym Wałęsa to proponował, odmówiło w "obawie przed pobiciem". 

Według notatki 16 grudnia rano, będąc w strajkującej stoczni, Wałęsa usłyszał strzały i dowiedział się, że są zabici i ranni. "Wśród załogi rozpowszechniane były plotki, jakoby wojsko, które obstawiło stocznię, jest radzieckie lub czeskie, ubrani tylko w polskie mundury" - pisał Graczyk.  Opisując dalszy rozwój wydarzeń w stoczni, Wałęsa oświadczył, że w pewnej chwili "stracił inicjatywę, a podjął ją osobnik z bronią (pracownik umysłowy) i kierownik wydziału". 

Z notatki wynika, że w nocy 17 grudnia do członków rady przybył dyrektor, który oświadczył, że postulaty strajkujących nie będą rozpatrywane, a o ile załoga nie opuści stoczni do 5 rano, to "będzie użyta siła". "Rada wspólnie z delegatami po przedyskutowaniu stwierdziła, że nie ma żadnych szans oporu i postanowiła podporządkować się zarządzeniom" - głosi notatka. Do 5 rano stoczniowcy opuścili stocznię.

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.