Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek - blatowanie autorytetów

Kapłaństwo oraz peerelowski tytuł naukowy profesora są godnościami, nadawanymi jednakże przez mocodaw-ców o bardzo odmiennych kwalifikacjach etycznych.
  Nadawanie peerelowskich godności służyło przekształcaniu nieprawego, zbrodniczego reżymu we „władzę godną”. Pomocnym w tym było ogłoszenie leninowsko-stalinowskiego totalitaryzmu ustrojem naukowym. O zasadności tego objawienia przekonywali właśnie naukowcy nowego pokroju oraz rytuał nadawania stopni i tytułów doktrynerom marksizmu-leninizmu. Odtąd politycznych oponentów postrzegano jako ciemnogród, tudzież osobników niespełna rozumu, jako sprzeciwiających się ustrojowi naukowemu. Zamykano więc ich w więzieniach i psychiatrykach, bo za-równo w sądownictwie jak i w psychiatrii także powielano metody sowieckie.

  Z czasem w proceder nadawania tytułów władza komunistyczna przemyślnie włączyła też księży i biskupów, mają-cych przecież wielki wpływ na postawę społeczeństwa. W efekcie powstał zastęp duchownych (szczególnie liczni na KUL i ATK), którzy najpierw przyjmowali jedną godność z rąk dostojników kościelnych, a potem drugą od mocoda-wcy o przeciwstawnych kwalifikacjach etycznych.
   To godniejsi nadają godności mniej godnym. Nadrzędność tą obdarowywany potwierdza dobrowolnym aktem przyjęcia tytułu i ukłonem przed pryncypałem.
Po niespełna 30 latach uprawiania owego procederu władza komunistyczna czuła się już na tyle godna, iż chciała nawet sowieckiego rodowodu tytuł profesorski nadać Ojcu Św. J.P.II., podczas Jego 1-ej wizyty do kraju w 1979r.

Instytucję prawną tytułu naukowego profesora wprowadzono bowiem ustawą sejmową (Dz.U. Nr 6/1951, poz.33, opublikowany w 1952r), stosownie do sowieckiego systemu tytułów: przodownika pracy socjalistycznej, bohatera Zw. Sowieckiego, zasłużonego nauczyciela, zasłużonego górnika itp. Odtąd na uczelniach mamy 3-torowść awansu: stopnie naukowe, stanowiska oraz tytuły. Odtąd też objęcie posady profesora, czyli kierownika zespołu dydaktyczno-badawczego, uwarunkowano uprzednim uzyskaniem tytułu profesora, przy czym to partia komunistyczna decydowała o tym, komu taki tytuł może być nadany.

   Nad wyraz wymownym jest natomiast przypadek ks. J.Tischnera, mieniącego się filozofem etyki i głoszącego ist-nienie 3 rodzajów prawdy (prawda, tysprawda i gownoprawda) – tak wielce funkcjonalnych w dezawuowaniu proce-su lustracyjnego. W III R.P. pełnił on rolę flagowego autorytetu kręgów liberalnych i środowisk inteligenckich.
J.Tischner jako pierwszy ksiądz przyjął ów tytuł naukowy z rąk członka Biura Politycznego KC PZPR w 1984r, tj. w czasie, gdy władza prowadziła wojnę przeciwko narodowi i mordowała innych księży. W istocie rzeczy w pierwszej kolejności władza komunistyczna mordowała: prawdę, patriotyzm i wolność. Mordowanie księży było konsekwencją odwagi w głoszeniu tychże wartości, czego niezwykle dobitnym przykładem był, obecnie już błogosławiony, ks. Jerzy Popiełuszko.
 Ks. prof. Tischner był potem członkiem rady programowej Unii Wolności oraz orędownikiem Kongresu Liberalno Demokratycznego D.Tuska i z okienka telewizyjnego osobiście namawiał do głosowania na tą partię w 1991r.
Podobny przypadek to ks. T.Pieronek: 1987r- tytularna godność od komunistów, 1992r - godność biskupia. Nie chcąc posługiwać wiernym, porzucił diecezję sosnowiecką i wrócił do Krakowa w roli zausznika Gazety Wyborczej,
Tą samą godność z rąk komunistów przyjął też w 1988r ks. abp St.Wielgus, zarejestrowany jako tajny współpracow-nik SB o ps. „Adam Wysocki” i „Grey”, niedoszły metropolita archidiecezji warszawskiej. Notabene do objęcia archi-diecezjalnego urzędu przez abp. Wielgusa nie doszło dzięki postawie pracowników IPN, Redakcji Gazety Polskiej i dyplomacji Prezydenta R.P., L.Kaczyńskiego. W tym przypadku SB poniosła porażkę. W innych udawało się jej jed-nak odnosić b. spektakularne sukcesy, zwłaszcza w Krakowie, Lublinie i Rzymie. SB swoich agentów nie tylko prze-bierała w habity, ale pomagała też uzyskiwać stopnie i tytuły naukowe. Profesorski tytuł bywał wielce pomocny w zdobywaniu wiodącej pozycji w łonie episkopatu, a przez to i w relacjach z Watykanem.
     Podobną postawą odznaczają się inni kapłani nauki – tuzowe autorytety III R.P.:
 A.Zoll przyjął tytuł profesora od reżymu Jaruzelskiego (1988) oraz nagrodę TOTUS 2007 z rąk abp. K.Nycza, notabene orędowniczym przewodniczącym kapituły był ks. prof. abp. J.Życiński, zarejestrowany jako TW „filozof”,
A.Strzembosz  – przyjął tytuł profesora od reżymu Jaruzelskiego (1986) oraz Order Świętego Grzegorza Wielkiego (2010), z rąk abp. K.Nycza. Po 1989 roku twierdził, że nie trzeba przeprowadzać lustracji sędziów, potem ten utytu-łowany autorytet przyznał na KUL-u, iż naiwnie wierzył w samooczyszczenie tego środowiska.
A.Rzepliński – jednoczesna przynależność do PZPR (ze stażem II sekretarza POP) oraz „Solidarności”; z rąk abp. K.Nycza otrzymał nagrodę Pro Ecclesia et Pontifice za zasługi dla Kościoła i szerzenie wartości chrześcijańskich.
   To właśnie taką kategorię utytułowanych, uprzednio reżim komunistyczny, a następnie władze III R.P. w łączności z kilkoma biskupami wygnieżdżonymi w Krakowie, wynosiły dotąd do roli największych autorytetów. (Notabene, to na Kraków właśnie, jako najtwardsze, intelektualne jądro polskości i naszego chrześcijaństwa, komuniści kierowali naj-przedniejsze ubeckie dywizje. Odniosły one tam wielkie sukcesy, zarówno w Alma Mater jak i kurii biskupiej).
    Cwaniactwo, będące sposobem obrony przed opresyjnością niemieckiego i sowieckiego okupanta oraz reżimu ko-munistycznego, zyskało tak szeroką akceptację społeczną w PRL, że urosło do rangi cnoty! W III R.P. było ono wy-noszone już na piedestał i najwyższe urzędy, z prezydenckim włącznie. Właśnie dzięki temu lewacko-liberalny, cwa-niacki establiszment decydował dotąd o ładzie w III R.P., mając pozostałych Polaków za frajerów i ciemnogród.
    Wielce znamiennym w tym pozostaje odniesienie się ks. prof. J.Tischnera do własnej postawy. Podczas rekolekcji nt. przestrzeni wolności i prawdy w życiu człowieka (Dom Kultury Kaszubskiej w Gdańsku) zapytany: jak mu się uda-je godzić noszenie godności od mocodawców o przeciwstawnych kwalifikacjach etycznych? Po dłuższym namyśle, od-powiedział, że to sprawa Ducha Świętego. Ale na zadane w korytarzu pytanie: czy to był grzech pychy, czy rozdwoje-nie jaźni? Odparł bez namysłu: ani jedno, ani drugie, tylko takie coś, jak jednemu chłopu podobajo sie dwie dziołchy naraz... – trzasnąwszy drzwiami wybiegł na następne spotkanie….
  Oniemiały pozostałem z refleksją, że rzeczywiście tak się zdarza…. Chrześcijanin jednakże poślubia tylko jedną z nich, a nasz brat Józef pojął naraz obie swoje oblubienice.
   Powoływanie się na opinie w/w autorytetów może prowadzić do poważnych intelektualno-etycznych aberracji, gdyż ich umysły, zarówno w sprawach polskich jak i chrześcijaństwa, obciążone są genem sowietyzmu. Nieprzeprowadzenie lustracji w uczelniach oraz desowietyzacji nauki polskiej powoduje, że geny te są przekazywane kolejnym, edukowanym pokoleniom. Owocuje to utrwalaniem się polsko-sowieckiej mutacji społeczeństwa.
  Czasami jednak takie 2 godności ciążą depozytariuszowi zbyt mocno. To właśnie zdaje się odczuwał ks. prof. To-masz Węcławski, teolog, współtwórca Pracowni Pytań Granicznych UAM. Zrezygnował bowiem z godności kapłań-skiej, a zachował tą sowieckiego rodowodu. Przy okazji zmienił jeszcze sobie nazwisko, nomen omen, na Polak….
Niewykluczone więc, że doczekamy też i innych przypadków - z odwrotnymi wyborami.  

Jawne i tajne formatowanie autorytetów
  
  Oprócz typowego kształcenia elit, jednostki rządne szybkich awansów i karier, a zwłaszcza z predyspozycjami do zaprzedawania się i renegactwa, były dodatkowo poddawane stosownemu formatowaniu, czynionemu przez władzę w jawny lub tajny sposób. Przykładem jawnego formatowania jest właśnie nadawanie godnościowo-naukowych tytu-łów, wiążących moralnie do lojalności wobec władzy.
Tajne formatowanie autorytetów należało do sowieckiego rodowodu służb specjalnych: UB, SB, WSI itp.
     Czynniki formatujące odciskają na formatowanych charakterystyczne piętna, niczym linie papilarne:
- podlizywanie się władzy oraz ciągłe wmawianie społeczeństwu, że program władzy jest jedynym rozsądnym, a o-pozycja nie nadaje się itp. – to znamię autorytetów obdarzonych przez władzę godnościowo-naukowymi tytułami
 - poniżanie godności, obelgi i wdeptywanie w ziemię - to pieczęć formatowania peerelowsko-sowieckiej ubecji (obiegowe określenie tajnych służb PRL-u).
Ten drugi rodzaj formatowania wygenerował szczególnie zajadłych obrońców okrągłostołowego układu. Dlatego bez trudu można dostrzec ich w sejmie, w liberalnym skrzydle opozycji solidarnościowej i w mainstreamowych mediach.   Odcisk pieczęci tajnych służb III R.P. nie już tak jednoznaczny w wymowie, jak tych peerelowskich - nadzwyczaj często wypowiadane słowa na: k, ch i p to znamienne dziedzictwo sowietyzmu, ale ośmiorniczki i ogony wołowe to już przejaw ich europejskości.
 
Nauka a gospodarka. Peerelowska spuścizna dla III R.P
 
 W państwach z konkurencyjną gospodarką rynkową naukę z gospodarką wiąże silne sprzężenie ekonomiczne. Kon-kurencyjność gospodarki oczekuje nowych wynalazków, patentów, technologii itp. Stanowi to pompę ssącą w stosun-ku do osiągnięć nauki i często bezpośrednie źródło jej finansowania.
 W PRL mieliśmy gospodarkę nakazowo-rozdzielczą. Była to gospodarka wiecznych niedoborów rynkowych, bez konkurencji, z fikcyjnym pieniądzem i rachunkiem ekonomicznym. Kolejkowe systemy przedpłat oraz reglamentacja kartkowo-talonowa pozwalały produkować towary niskiej jakości i bez unowocześniania. W efekcie prowadzenie rzetelnych badań naukowych zostało zepchnięte na pobocze społeczno-gospodarczego rozwoju. Zdane na łaskę wła-dzy, przyjmowało coraz bardziej rachityczno-pozorującą postać względem państw zachodnich. Miejsce sprzężenia nauki z przemysłem wypełniała coraz większa przepaść. Jedynie w dekadzie gierkowskiej władza zdobyła się na pewne technologiczne unowocześnienia, jednakże przez zaciągnięcie wielkich kredytów i zakup kilku gotowych, zachodnich licencji.
W świetle powyższego dyscypliny przyrodniczo-medyczno-techniczne zasklepiły się w kręgu badań podstawowych. A to tak, jakby budowanie domów w polskich miastach ograniczyć tylko do betonowania fundamentów.
Uprawianie nauki za społeczne pieniądze musi przekładać się na stosowne, użytkowe efekty dla społeczeństwa, w tym efektywne rozwiązywanie jego środowiskowo-zdrowotnych i ekonomiczno-technologicznych problemów, a także  wyzwań obronnych. Fabrykowanie mnogich stopni i tytułów, wobec gołych fundamentów, to uprawa jałowa.
    Z powodu upadku komunizmu gros peerelowskiego dorobku naukowego w ekonomii i dyscyplinach społeczno-humanistycznych trafiło na śmietnik historii. Naukowcy jednak pozostali, w tym doktrynerzy od marksizmu-lenini-zmu, ekonomiści socjalizmu itp.
 Ten peerelowski balast obecnie najmocniej ciąży w dyscyplinach społeczno-humanistyczno-prawnych (filozofia, socjologia, pedagogika, psychologia społeczna, politologia, historia, prawo). Tam bowiem dokonało się najbardziej trwałe zniewolenie umysłów, którego wczesne stadium tak trafnie opisał Cz.Miłosz („Zniewolony umysł”). Przez dziesięciolecia wykształcone zostały nad wyraz liczne elity zniewolonego umysłu - dawniej serwilistyczne wobec komunistycznego reżymu, zaś w III R.P., będąc namaszczeni dożywotnimi, profesorskimi tytułami, nadal mieszają
w umysłach społeczeństwa.
W dyscyplinach ekonomicznych natomiast, upadek komunizmu i fundamentalna zmiana treści nauczania otworzyły możliwość budowania więzi oraz konfrontowania się z naukowcami zachodnimi. Owocuje to pożądaną zmianą ich ekonomicznej mentalności ku Zachodowi. Sitwa z lewicowo-liberalnym establiszmentem i niewidzialną ręką rynku (od kreowania różnych księgowości) przeplatają się tam nadal z korzeniami PRL-u.

Sowiecko-europejska hybryda  
    W przeliczeniu na 10 tysięcy mieszkańców, Polska najprawdopodobniej jest 1-szą potęgą w świecie pod względem ilości tytularnych profesorów, natomiast zajmuje przedostatnie miejsce w Europie w ilości uzyskiwanych patentów.
Z kolei w światowym rankingu najlepszych uczelni, nasze plasują się około 400-nej pozycji.
   Straty wojenne i sowiecka degradacja elit intelektualnych były tak wielkie, że prześcignęły nas kraje, w których uniwersytety powstały kilka wieków po naszym UJ.
 Mimo upadku komuny, sowieckiego rodowodu godności naukowe między innymi nadawali: generał odpowiedział-ny za zbrodnie przeciwko narodowi, osobowość z ukończoną szkołą przysposobienia zawodowego i magister-oszust. Tylko bardzo nieliczni rezygnowali z takiego „zaszczytnego” uścisku dłoni. Nominacje przesyłano więc im pocztą.
   W państwach zachodnich posady profesorskie są wewnętrzną sprawą uczelni – bez politycznego namaszczania. Tam najwyższym stopniem jest doktor. W Polsce natomiast doktor został okiełznany statusem niesamodzielnego pracownika naukowego. Nie wynika to jednak z braku kwalifikacji do prowadzenia badań, ale z polityki kształtowania kadr w totalitarnym ustroju. Gdy na Zachodzie doktorzy skupiają energię na wyścigu w badaniach naukowych, to nasi na towarzyskich zabiegach, łaszeniu się i podchodach o kolejne stopnie oraz tytuły – coraz mocniej wplatające ich w wasalno-establiszmentowy system. Status samodzielnego pracownika naukowego uzyskiwany był dopiero po udowo-dnieniu dojrzałości politycznej, weryfikowanej w procedurze habilitacyjnej i potwierdzanej złożeniem stosownego ślubowania.
   Sowiecki duch najmocniej ugruntowany został w PAN – strategicznej wylęgarni reżimowych autorytetów telewizyj-nych. Nie ma bowiem w tej instytucji młodzieńczej umysłowości studentów, która oddziaływałyby jak papier ścierny na rdzę. Ma tam miejsce natomiast najwyższe nadęcie tychże utytułowanych autorytetów. Dowodzili tego szczegól-nie silnym zaangażowaniem w popieraniu prezydentur Kwaśniewskiego i Komorowskiego.
Po upadku komuny, oprócz podmiany ideologii w rocie ślubowania, podejmowano też inne zabiegi dla przybliżenia naszej nauki do standardów europejskich. Jedno z nich to wprowadzenie grantów naukowo-badawczych oraz system ich przydzielania na wzór zachodni, czego sednem była ich merytoryczna ocena i kwalifikacja bez uwidaczniania nazwisk autorów przedkładanych projektów. Gwarantowało to uczciwą konkurencję i miało skutkować wzrostem ja-kości oraz efektywności badań naukowych, w tym na rzecz naszego społeczeństwa, gospodarki i środowiska natural-nego. System niestety funkcjonował tylko 3 lata, bo w konkursach przegrywał nazbyt wielki odsetek tytularnych pro-fesorów, co w konsekwencji prowadziło do ograniczenia ich uprzedniej swobody w gospodarowaniu pieniędzmi  oraz sprowadzało do partnerskich relacji z młodszymi autorami i wykonawcami projektów badawczych. Innymi słowy utracili uprzywilejowaną pozycję. Skuteczna kontrrewolucja profesorów wymusiła jednak taką modyfikację tego za-chodniego sposobu przyznawania grantów, że odtąd wygrywają już „właściwe” nazwiska.
 W późniejszym okresie 3 R.P. do peerelowskiego ustroju akademickiego dodano możliwość objęcia posady profesor-skiej bez posiadania namaszczającego tytułu. Polski ustrój akademicki jest więc teraz sowiecko-europejską hybrydą, gdy do 1951 roku był on kompatybilny z systemem austriacko-niemieckim.

 Peerelowskie perpetuum mobile w funkcjonowaniu demokracji w III R.P.
   Dołączona ilustracja, wiążąca: władzę, autorytety i społeczeństwo; unaocznia schematy funkcjonowania demokracji w postkomunistycznej III R.P. oraz w modelu zachodnio-europejskim.
 Peerelowskie i post peerelowskie autorytety z nadania władzy stawali i stają się nie tylko jej poddanymi orędo-wnikami, ale i narzędziem do wymuszania spolegliwości społeczeństwa.
Zupełnie inną jakość oraz rolę tworzą niezależne autorytety społeczne. Wzrastają one siłą społecznego poparcia
i odgrywają rolę społeczno-państwowego moderatora – recenzują władzę w aspekcie intelektualno-etycznym oraz  pedagogizują społeczeństwo.
Przypadłością autorytetów z nadania władzy jest oportunizm i podtrzymywanie układu. Demokracja III R.P. nie przy-staje do zachodniej - jest głęboko upośledzona garbem PRL-u w postaci mechanizmu czerwonej pętli sprzężenia zwrotnego między władzą i autorytetami. Sprowadza się to do tego, że przez sute nagradzanie i przywileje władza robi dobrze autorytetom, a te odpłacają się oczekiwanym przez nią serwilizmem. Taki sojuszniczy układ gwarantował im dostatnie, pasożytnicze żerowanie na społeczeństwie.
 
                
 Funkcjonowanie demokracji: a) postkomunistycznej w III R.P.,     b) modelu zachodnio-europejskiego

Model zachodnio-europejski gwarantuje wszystkim obywatelom równość wobec prawa, gdy w PRL ludzie władzy byli ponad prawem, zaś autorytety i pieszczochy reżimu (filmowcy, artyści, literaci, dziennikarze-propagandyści itp.) korzystały z licznych przywilejów względem reszty społeczeństwa. Stan ten tylko bardzo nieznacznie zmienił się w okrągłostołowej III R.P. Z tego względu owe, podstarzałe już pieszczochy i zatwardziałe autorytety pozostają ciągle sojusznikiem lewicowo-liberalnego establiszmentu. Co więcej, teraz po odsunięciu przez naród liberalno-postkomu-nistycznej władzy PO-PSL, przypisują sobie namiestniczą rolę i wszczynają wojnę w obronie dotychczasowych pozycji i przywilejów. 

Gdyby Rzepliński miał honor…..
to by zrezygnował – piszą liczni internauci. No właśnie, gdyby …..
  Honor jest wartością wynoszoną na sztandary w licznych krajach, w szczególności tych z kręgu zachodnio-chrześci-jańskiej cywilizacji. To honor nakazuje nam godnie postępować względem bliźnich i nie zaprzedawać, ale „bić się” w obronie prawdy, wolności i godności człowieka oraz niepodległości Ojczyzny. Gdy tego nie czynimy, honor powoduje dyskomfort sumienia. Musieli dobrze to rozmieć generałowie Jaruzelski i Kiszczak, gdy planując wojnę przeciwko własnemu narodowi i nie mając pewności, co do postaw patriotycznych oficerów, sztandarową, gierkowską triadę „Socjalizm Honor Ojczyzna” (pierwotnie „Bóg Honor Ojczyzna”) przekształcili w „Socjalizm Praca Ojczyzna”. A sam honor ich siepacze usunęli nie tylko z wojskowego etosu, ale nawet z wydań encyklopedycznych oraz wyszydzili w szeregach kadry oficerskiej.
W 1939r utraciwszy Ojczyznę, żołnierze honoru podejmowali walkę na wszystkich frontach świata. Gdy w sowiec-kich łagrach i niemieckich obozach koncentracyjnych odbierano im jeszcze honor i godność, to zachowanie Boga w sercach chroniło przed własnym zezwierzęceniem się….
   Syndromem Jaruzelskiego było to, że on w przeciwieństwie do żołnierzy II R.P. i A.K., nie zaznał zaszczytu bycia obrońcą Ojczyzny. Był i pozostał jedynie instalatorem oraz obrońcą komunizmu.
   Dobrowolne przyjmowanie godnościowych tytułów z rąk reżimowych renegatów i oprawców deprecjonowało honor. Jego splugawienia dopełnili generałowie sowieckiej proweniencji.
    W polityczno-prawnych sporach, niekompetencja i brak poczucia honoru u autorytetów z nominacji władzy, może prowadzić do stanu silnego ich nabzdyczenia się. Przykładem tego jawi się właśnie prezes TK A.Rzepliński. Nabzdyczył się tak bardzo, że urzędującego ministra sprawiedliwości zredukował do osoby prywatnej - pana Zbyszka - i nie ustąpi ani na milimetr, pomimo iż rozniecił konflikt niekompetencją i tworzeniem ustawy, przekraczając prero-gatywy sędziego TK.

Desowietyzacja elit drogą wyjścia z intelektualno-etycznej degrengolady
   Tak jak środowisko sędziowskie nie dokonało samooczyszczenia i rozliczenia sędziów za przestępstwa i zbrodnie sądowe, tak samo naukowcy nie dokonali rozrachunku z tytułu kilkudziesięcioletniego oszukiwania społeczeństwa oraz serwilizmu wobec totalitarnego reżimu.
 Nieprzeprowadzenie lustracji, w tych nadzwyczaj ważnych sferach społeczno-państwowego organizmu, było karygo-dnym błędem. Bez lustracji, sądownictwo i trybunały pozorowały niektóre procesy, a w innych przypadkach nie prze-jawiały nawet i tej udawanej woli, by sprawiedliwie osądzić winnych i sprawców zbrodni reżymowych, w tym sę-dziów i prokuratorów - winnych zbrodni sądowych.
  W III R.P., propagandowo nazywanej państwem prawa, sfera praworządności i kształcąco-naukowa nadal funkcjo-nują wg peerelowskich, degenerujących mechanizmów. Przewlekłość peerelowskiej choroby osiągnęła obecnie pogłę-bione stadium – dochodzenie prawdy i sprawiedliwości przenosi się już na ulice miast. Dalej, przy braku niezwłocz-nego i skutecznego jej leczenia, zacznie lać się krew.
    W pierwszej kolejności winnymi zablokowania lustracji są utytułowane autorytety. Antylustracyjny chór tworzyli bowiem, obdarzeni tytułami przez reżym Jaruzelskiego, profesorowie zajmujący najwyższe stanowiska w sądach
i trybunałach, odziewających się w czarne togi, pospołu z tymi w gronostajach i purpurach.
 Z mechaniki systemu decydujący głos przypisany jest tytularnym profesorom, a oni, jako zdeterminowani w zdoby-waniu stopni, tytułów i przywilejów, nie kierują się społeczno-państwową racją stanu. Dla profesorów wprzęgniętych w układ władzy, tak samo jak dla jej komunistycznych i postkomunistycznych funkcjonariuszy, społeczeństwo i nasze państwo to coś jak krowa, bo służy im do coraz intensywniejszego dojenia.
    „To nie jest sukces Polski, a tylko osobisty sukces D.Tuska” – tak podsumowywał rok 2014 dr hab. W.Konarski. Trudno jednak przypuszczać, by ten inteligentny politolog nie odróżniał uczciwego sukcesu od renegactwa. Ale
dr hab. W.Konarski, prof. UJ, nie otrzymał jeszcze belwederskiego, dożywotniego tytułu profesora, tj. godności… z przekładnikiem na materialne korzyści i cieplutką synekurę, w tym przywilej 5-letniego, jednoczesnego pobierania emerytury oraz pensji, podczas gdy asystenci i doktoranci cierpią wielki niedostatek, zaś młodzi i zdolni absolwenci uczelni skazywani są na emigrację.
Krytyczna ocena o sojuszniku prezydenta oddalałyby zaproszenie dr hab. W.Konarskiego do Belwederu. Właśnie to polityczne uwikłanie tytularnych profesorów implikuje prezentowanie przez naukowców zafałszowanego obrazu o władzy oraz kondycji społeczno-państwowego organizmu.
   Do wyjścia ze stanu intelektualno-moralnej degrengolady konieczne jest uwolnienie autorytetów i elit intelektual-nych od peerelowsko-sowieckiego mechanizmu ich formatowania przez władzę. Węgielnym aktem musi tu być zniesienie stalinowskiej instytucji prawnej tytułu naukowego, która służąc sowietyzowaniu Polski i umacnianiu totalitarnego reżimu, przekierowywała europejsko-chrześcijańską duszę Polaków w przestrzeń cywilizacji bizan-tyjskiej.
W efekcie będą tylko stopnie naukowe, a posady profesorów ponownie staną się prerogatywą wewnątrzuczelnianą. Osiągnie się w ten sposób kompatybilność z Zachodem i będzie to w interesie Polski, Polaków i DEMOKRACJI.
 Tak, jak zbudowanie niezależnych od władzy związków zawodowych NSZZ „Solidarność” wymusiło przeprowadze-nie reform gospodarczo-politycznych, tak niezależne od władzy autorytety społeczne przyczynią się do zbudowania demokratycznego sposobu sprawowania władzy, przystającego do standardów zachodnich, oraz do wyjścia ze stanu etyczno-intelektualnej degrengolady, tym samym i do uzdrowienia państwa.

Współcześni judasze
   Wprowadzaniu zmian, w celu eliminacji narosłego zdegenerowania społeczno-państwowego organizmu, towarzyszą histeryczne protesty środowisk tracących uprzywilejowane pozycje i korzyści materialne z funkcjonowania w ukła-dzie postkomunistycznej III R.P. I znów, jak w antylustracyjnym sprzeciwie, firmują je te same, wiekowe już, dyżurne autorytety: A.Zoll, T.Pieronek, A.Strzembosz,; wspierani przez swoich wychowanków i epigonów.
   Jako „uczonych w Piśmie”, tych zawodowych jurystów łączy hołdowanie prawu, formułowanemu i interpretowane-mu przez nich samych. Prawo to obciążone jest jednakże faryzejską przypadłością, tj. prymatem jego litery nad: spra-wiedliwością, etyką chrześcijańską i dobrem ogółu. Towarzyszy temu przesadny formalizm, zadufanie jurystów oraz obłuda, odnośnie respektowania tegoż prawa przez nich samych. Z takim rodzajem prawa nie byłoby możliwości osą-dzenia zbrodniarzy niemieckich. Dla przeprowadzenia procesu norymberskiego, stosowne prawo sformułowała społe-czność międzynarodowa, ex post, w imię sprawiedliwości. III R.P. natomiast, w imię respektu dla litery prawa, okaza-ła się bezsilna wobec zbrodniarzy komunistycznych. Co więcej, podtrzymuje peerelowskie przywileje i jest nadzwy-czaj łaskawa dla przestępców i aferzystów. Jest to bowiem państwo prawa faryzejskiego, równie głęboko niesprawie-dliwe, jak uprzednie państwo ze sprawiedliwością i moralnością socjalistyczną. Postawa namaszczonych jurystów jest adekwatna dyktatowi Jaruzelskiego, który ustrojowej, socjalistycznej pryncypialności bronił jak ojczyzny, używając czołgów i karabinów przeciwko Polakom. Tak samo oni, ignorując: suwerenność narodu, dobro ogółu i sprawiedli-wość; nawołują do obrony nowo wydumanych (naukowych) principiów, choćby za cenę wojny domowej.
        Rolę wiodącego filozofa etyki odgrywa teraz ks. prof. bp T.Pieronek – nosiciel kościelno-komunistycznych god-ności. Udziela wsparcia buntownikom i piętnuje nowy rząd. Zewnętrznie schemat wygląda na taki sam, jak w konflik-cie Solidarności z władzami PRL. Ale to namaszczeni przez peerelowski reżim juryści, razem z buntownikami, tak samo jak Jaruzelski, stawiają się ponad narodem i w tym sensie stoją tam, gdzie stało ZOMO. PiS natomiast niezmien-nie pozostaje wyrazicielem solidarnościowych aspiracji Polaków, patriotyzmu i suwerenności. I to są właśnie roz-strzygające kryteria moralnych racji w tym sporze.
      Osoba ks. prof. bp. T.Pieronka urasta do rangi symbolu i miary intelektualno-etycznego zagubienia (degrengola-dy) post peerelowskich autorytetów, intelektualnych elit oraz owych pieszczochów komuny. Eksponowany bowiem ja-ko człowiek Kościoła, w swej retoryce odwołuje się głównie do złych mocy. Nowym tego przejawem jest piętnowanie podejmowania decyzji sejmowych w trakcie obrad, przeciągających się czasami na porę nocną. Argumentuje on, że: „ w średniowieczu powstrzymywano się od wyrokowania w nocy. Noc uznawano za czas szatana. Judasz wyszedł wydać Chrystusa nocą.” Jest to przejaw wielce osobliwego poglądu, jako mielibyśmy do czynienia z mocą dobra tylko za dnia, podczas gdy nocą panuje zło, a sprawczą tego siłą jest światło lub jego brak. W sejmie jednakże pali się światło, a posłowie uchwalający prawa nie zasłaniają twarzy kapturami. O "szatańskich zmianach" mówi też R.Petru - lider „nowoczesności”. Podobnie wielokrotnie wypowiadał się L.Wałęsa.
Przypisywanie szataństwa ugrupowaniom z chrześcijańską proweniencją oraz nazywanie czarnego białym a białego czarnym, to konsekwencja udziału elit i autorytetów w przenicowaniu zbrodniczego reżimu we władzę godną. Taki rodzaj narracji jest znamienny właśnie dla uwikłanych w komunistyczny reżim i jego tajne służby.
    W świetle powyższego pozostaje nadzieja, że owe autorytety nie znajdą posłuchu i że: lekarze, chirurdzy, strażacy, policjanci, żołnierze, maszyniści, hutnicy, pracownicy wodociągów i elektrociepłowni, tak samo posłowie, rząd i Pre-zydent R.P.; będą, bez względu na porę dnia, podejmować decyzje stosowne do: kompetencji, okoliczności, potrzeby ratowania ludzkiego zdrowia i życia, czy innych zagrożeń.
      Zasadnym natomiast jest przywołanie syndromu Judasza. Nie mogą być wolni od niego i współcześni judasze - skrywający twarze pod maską tytularnych autorytetów, dopuszczający się zdrady w świetle kamer i błysków fleszy.
 Judasz niegodność swego postępku rozpoznał sam. Z twarzą zdrajców polskości i chrześcijaństwa, do historii prze-szła już komunistyczna władza PRL. Najwyższy czas, by pozrywać maski i z nominowanych przez nią autorytetów.●
  

 (dr) Bogdan Nienałtowski, mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.                                                                                                                        

Ostatnia aktualizacja: czwartek, 04 lutego 2016 18:04

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.