Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Jan Karski: Osobiste rozważania na temat życia świętego

Michael Szporer - Nie jestem pierwszym, który twierdzi, że gdyby Żydzi mieli świętych, Jan Karski byłby jednym z nich.
Mogę porównać go do Jana Pawła II, człowieka, który wprowadził humanizm do debaty publicznej. Karski zminimalizował swoją własną rolę i nie zgodziłby się z nikim, kto uważałby, że zasługuje na szczególne uznanie oraz prawdopodobnie potępiłby każdego, kto uznałby go za świętego. Karski wykazywał się skromnością, prostotą i kategoryczną niechęcią do ideologii. Kiedy pomyślę o publicznych zgromadzeniach, w jakich towarzyszyłem Janowi Karskiemu, w czasie których był traktowany z olbrzymim szacunkiem, uważam, że mitologizowanie tej postaci i wykorzystywanie jej jako instrumentu narodowej propagandy jest niedopuszczalne. Pamiętam drobnego mężczyznę, pod którym uginały się kolana, otoczonego tłumem młodych Żydów w United States Holocaust Museum po jego prezentacji Fulbright, zatytułowanej po prostu „Poznajcie Jana Karskiego” w 1999 roku. Sala była wypełniona po brzegi widownią z całego świata.

Przywoływanie takich wydarzeń dobrze ilustruje fakt, iż Jan Karski był prawdopodobnie lepiej znany w Stanach Zjednoczonych niż w Polsce, mimo że National Public Radio nie relacjonowało jego pogrzebu, który był niezwykłym wydarzeniem łączącym chrześcijan i żydów w Katedrze św. Mateusza w Waszyngtonie. W ceremonii uczestniczyło wiele osób, a najbardziej znany uczeń Karskiego, Bill Clinton, wspomina, jak przerwał rozmowy w Camp David na temat przyszłości Palestyny, aby uczcić zmarłego minutą ciszy.

 Nagła popularność Karskiego wśród Polonii to także niedawne zjawisko. U schyłku swojego życia profesor Karski walczył z błędnymi przekonaniami, opowiadając o swoich doświadczeniach z wojny, o których nie wspominał zbyt często w czasach, gdy wykladał w Georgetown. Karski był bohaterem właśnie dlatego, że nigdy nie pretendował do tego miana i nie uważał, że dokonał szczególnych osiągnięć. Można wiązać to z jego skromną naturą lub po prostu uznać to za precedens moralnego dylematu. Jeżeli Karski pozostał moralnie odpowiedzialny po tym, jak był świadkiem potwornego i nieludzkiego traktowania w obozie przejściowym do Bełżca i zdał sobie sprawę, że osoby u szczytu władzy są obojętne wobec rzezi, przed innymi powinny stać takie same wymagania. Najlepsze, co można przekazać potomnym to człowieczeństwo. 

Karski mówił w sposób prosty i interpretując jego wypowiedzi poza kontekstem jego doświadczeń osobistych i społecznych łatwo o nieporozumienie. Co ważne, misja, jaką wyznaczył sobie Karski, z czasem stawała się coraz bardziej pilna. Jego prostota może być myląca. Karski był żołnierzem-emisarjuszem wykonującym rozkazy, ale poprzez swoje doświadczenia i rozważania na temat natury ludzkiej przeszedł głęboką przemianę. Zszokowała go nie bezprecedensowa skala Holokaustu, czy nawet fakt, że problem ludobójstwa o podłożu rasistowskim musiał ustąpić miejsca bardziej praktycznym priorytetom. Tak właśnie sądzili przywódcy alianccy, dla których najbardziej racjonalnym wyborem było zwyciężenie wojny najszybciej, jak to możliwe.

 Do tamtego momentu Karski miał już za sobą wiele traumatycznych przeżyć. Ponieważ nie koncentrował się na sobie, a na innych – ze względu na swoją misję i obowiązek, więc miało to mniej wspólnego z jego torturami, próbą samobójczą i ucieczką z Gestapo lub faktem, iż naziści zastrzelili trzydzieści dwie osoby w odwecie za udaną akcję jego uwolnienia. Nie był tylko nośnikiem czy posłańcem. Dlaczego misja Karskiego jest tak ważna w porównaniu z innymi misjami z tego okresu? Uniemożliwiała ona milczenie w kwestii problemu żydowskiego. Prawdopodobnie nie w pełni celowo stał się głosem niewystarczająco reprezentowanych – Żydów, ale w założeniu wszystkich ludzi, którzy nie mieli głosu. W tej grupie możemy także zawrzeć zniewolone narody Europy Środkowej i Wschodniej podczas zimnej wojny, Kurdów oraz Tatarów krymskich i innych.

Misja Karskiego przeniosła także porzucenie Jałty na inny, bardziej globalny poziom. To nie tak, że w danym momencie alianci nie wiedzieli lub nie byli ostrzeżeni. Łatwo było podejmować decyzje, trudniej żyć z ich wszystkimi konsekwencjami i brać odpowiedzialność za cierpienie jednostek.

Karski wciąż jest w Polsce niezrozumiany. Książka Andrzeja Żbikowskiego „Karski” opisuje otoczenie Karskiego, przedstawiając go w kontekście osób pchanych ambicjami politycznymi, problemów etnicznych i partyzanckich starć. Książka wysuwa wnioski po opisaniu kontekstu, w jakim żył Karski, a także skomplikowanej sieci relacji, które ukształtowały jego charakter. Praca ta jednak nie ukazuje unikalnego charakteru misji Karskiego, być może ze względu na jego skromność. Ostatecznie nie jest to biografia, ale zamierzona i dobrze udokumentowana krytyka polskiego skupienia na sobie i niezgody. Mimo iż w tym czasie Polacy wpisani byli w paradygmat etniczny, Żbikowski niewiele miejsca poświęca zdaniu Karskiego, według którego przywódcy alianccy nie rozumieli Holokaustu. Nie był on unikalny ze względu na jego skalę czy na fakt instytucjonalizacji masowego morderstwa, ale dlatego, że z jakichś powodów był tolerowany. Zanim Karski dotarł do Londynu, wcześniej pojawił się tam jego raport i wiadomości, ale Karski był naocznym świadkiem, który uczynił Holokaust kwestią publiczną i osobistą – nie dawał za wygraną i zrobił, co mógł, aby mu przeciwdziałać.

Seria nieautoryzowanych taśm „Emisariusz Własnymi Słowami” przedstawia zaskakujący obraz Jana Karskiego oparty na jego wypowiedziach, bez prób pogodzenia wewnętrznych sprzeczności. Nie stanowi to problemu, gdy zajmujemy się wyłącznie redakcją treści, jakie nam przekazano. Jednak samo wierne przekazanie opowieści bez kontekstu lub sprawdzania faktów mogą może zwieść odbiorów. Karski, profesor w szkole Służby Zagranicznej w Georgetown, który prowadził kursy na temat komunizmu, dobrze wiedział, że naziści wzorowali swoje obozy koncentracyjne na sowieckich gułagach, a nie więzieniu Józefa Piłsudskiego w Berezie Kartuskiej. Ponadto, mimo iż uznawał znaczenie Katynia, Karski nie winił wszystkich Rosjan za zbrodnie Stalina, widząc, iż Rosjanie byli ofiarami komunizmu w większym stopniu niż Polacy. Ostatecznie na podstawie narodowości przywódców sowieckich, którzy podpisali katyński wyrok śmierci można stwierdzić, że komunizm to nie tylko Rosjanie. Dla Karskiego ekstremizm był równoznaczny z faszyzmem. Szanował indywidualizm i mówił o niedocenianych problemach ludzkich.

Pod koniec życia Karski miał kilku znajomych wśród Polonii amerykańskiej, ale nie szukał nowych. Był jawnie atakowany, zwłaszcza po publikacji jego spostrzeżeń w „Trybunie”, dawnej gazecie komunistycznej. Niektórzy uważali je za obraźliwe. W stylu Karskiego było obnażanie skrajnych narodowców jako „fanatyków” na najmniej lubianym forum, aby wykazać ich powierzchowność. Niewiele osób doceniało jego wyszukany intelekt, zdecydowanie nie Kongres Polonii Amerykańskiej. Jego przywódcy bardzo łatwo brali bohaterów wojennych za zdrajców. Jak na ironię, obecnie wiemy, że niektórzy zaciekli krytycy, którzy wytykali Karskiego palcami, tak jak antysemicki prezydent Edward Moskal [KI Edwos] czy redaktor „Zgody” Wojciech Wierzewski [TW Tower], byli płatnymi agentami reżimu komunistycznego.[1] Niektórzy sądzili, że „oszalał” i oskarżali go o przejście na stronę wroga, co najprawdopodobniej oznaczało „Żydów”. Niektórzy byli nawet przekonani, że sam był Żydem. Niestety, fakt przyjęcia przez niego honorowego obywatelstwa państwa Izrael, który szczerze go poruszył, nie został właściwie zrozumiany. Karski wyraźnie odbierał to wyróżnienie jako swojego rodzaju osobiste pojednanie. [2] Pozostaje to najbardziej znamienitym momentem w jego życiu.

Do dziś nikt nie wystosował formalnych przeprosin. W tamtych czasach Kongres Polonii Amerykańskiej zwracał się przeciwko wszystkim – osobom takim jak Steve Wozniak, Jan Nowak Jeziorański i inni. Jan Karski po prostu odszedł z Kongresu Polonii Amerykańskiej i już nigdy nie wrócił. Dziś te same osoby, które bezwstydnie umniejszały rolę Karskiego próbują go mitologizować. To wstyd wykorzystywać go jako żywy dowód na to, że Polska zawsze była tolerancyjnym krajem, ponieważ nie jest to zgodne z przekonaniami i nauką Karskiego. Zawsze był przeciwny wszelkim rodzajom nacjonalistycznego ekstremizmu i mistyfikacjom historii. Jest to doskonale widoczne w jego rozmowach radiowych z Andrzejem Pomianem (Bohdanem Sałacińskim) oraz ambiwalentnym stosunku do Jana Nowaka Jeziorańskiego.

Karski wyrażał się w sposób jasny i stanowczy. Wszyscy, którzy uczestniczyli w wydarzeniu stanowiącym hołd Fulbright oddany Janowi Karskiemu w United States Holocaust Museum w 1999 roku pamiętają go jako mówcę zdecydowanego i przyciągającego uwagę, który doskonale radził sobie z udzielaniem odpowiedzi na trudne pytania w sposób prosty i często prowokacyjny, rozwiewający złudzenia. Na pytanie pewnego młodego mężczyzny: „Dlaczego alianci nie zbombardowali torów kolejowych do Auschwitz?”, odpowiedział: „Młody człowieku, czy był pan kiedykolwiek w samolocie z II wojny światowej?”. Karski odpowiada nie martwiąc się o to, jak zostanie odebrana prawda. Ironia Karskiego bywała zabójcza. Tłumacząc, dlaczego potrzebował mnie obok siebie na scenie, odpowiedział w zamyśleniu: „Kiedy przesłuchiwało mnie Gestapo, jeden z żołnierzy uderzył mnie pałką w lewe ucho... Świetnie mówił po polsku, mógł być Ślązakiem może nawet Polakiem...”.

Karski był doskonały w takim bombardowaniu, ale potrafił także okazać cierpliwość i zrozumienie. Nikomu nie pobłażał, gardził intelektualnym zakłamaniem i powierzchownymi reakcjami na prawdziwe ludzkie problemy. Równocześnie był empatyczny i przenikliwy oraz zmuszał do przyznania się do własnych przekonań. Nic dziwnego, że jego wykłady w Georgetown były oklaskiwane przez studentów, nawet gdy MacKarski (odniesienie do Josepha McCarthy'ego) był zagorzałym antykomunistą. Wszyscy, którzy znali Karskiego pamiętają jego suche poczucie humoru, niespotykany otrzeźwiający dowcip oraz obezwładniającą ironię, która nie była wymuszona, a być może nawet nie w pełni zamierzona.

 Miał niezwykłe poczucie humoru jak na kogoś, kto był świadkiem największych horrorów ubiegłego wieku, a także tragedii, które dotknęły go osobiście, czyli samobójstwa dwojga najbliższych mu osób – jego brata Mariana oraz żony Poli, której schyłek życia był szczególnie trudny. Musiały go boleć zarzuty żony, jakoby pełnił rolę osoby przepraszającej za Polaków, przy czym miała ona na myśli „prawdziwych” Polaków. Karski wiedział, że na to nie zasługiwał oraz że nie chodziło wyłącznie o Polaków. Czasem można zracjonalizować ludzki brak wrażliwości tłumacząc go rozpadem społeczeństwa obywatelskiego, ale nawet gdy jest to prawda, nie jest to pomocne ani nie uwalnia od życia wśród duchów.

Karski był powściągliwy, miał styl – tak jak wszystkie niesamowite jednostki ze straconego świata sprzed II wojny światowej. Według Jacka Kurskiego, Jan Nowak Jeziorański pamiętał Karskiego jako trzeźwego, niemal cynicznego analityka, który w lutym 1944 roku dokonał bardzo zimnej oceny beznadziejnej sytuacji, mówiąc, iż Polska została stracona w Teheranie i należy przeciwdziałać stratom i walczyć kiedy indziej.[3] Jan Nowak Jeziorański twierdził, że dzielił ten pogląd z generałem Borem Komorowskim w przededniu Powstania Warszawskiego. Nawet jeśli to prawda, Karski zdawał sobie sprawę, że ludzie rwali się do walki, a powstanie było nieuniknione.

Jan Nowak Jeziorański, który zapewne postrzegał siebie jako samozwańczy głos Polski, nie mógł zaakceptować bardziej globalnego poglądu Karskiego, według którego państwo polskie mogło być postrzegane za nieistotne. Nie mógł pogodzić się z poglądem, że Polska mogła zostać zmarginalizowana przez ekspansywnych sąsiadów, Niemcy i ZSRR, oraz że siły alianckie mogły ją zlekceważyć wtedy, gdy było to w ich interesie.

Jan Nowak Jeziorański, w odróżnieniu od Karskiego, zawsze był politycznym ekshibicjonistą, który zakładał, że wszyscy wokół podzielają jego poglądy. Zdarzało się, że Karski przypominał proroka i świętego, ale co jakiś czas pozwalał sobie na drinka, zazwyczaj Manhattan, z kandyzowaną wisienką. Doceniał towarzystwo pięknych i inteligentnych kobiet, również w późniejszych latach. Nie robił tajemnicy z faktu, iż kochał swoją drugą żonę Polę, której zdjęcia były jedyną ozdobą jego spartańsko umeblowanego mieszkania w mieście Bethesda. Być może identyfikował się z nią – i innymi ocalałymi – zbyt mocno, gdy mówił, że nie miał żadnej rodziny, mimo iż był najmłodszym z ośmiorga rodzeństwa? Mówiąc to, miał na myśli najbliższą rodzinę.

Jan Karski był skomplikowany w swojej prostocie: „Nie jestem prorokiem, nie mam żadnych wiadomości”. Ale dobrze wiedział, czego był świadkiem: jeżeli nie masz nikogo, kto się o ciebie zatroszczy, nikogo nie będzie to obchodziło. Ostatecznie ta na pozór prosta chrześcijańska prawda stanie się ostrzeżeniem dla sygnatariuszy z Teheranu i Jałty. To dlatego Organizacja Narodów Zjednoczonych wzięła na siebie odpowiedzialność za ochronę pozostawionych samych sobie mniejszości i uchodźców. W tym sensie misja Karskiego została wykonana – jego pomysły stanowią podwaliny współczesnej koncepcji praw człowieka.

Karski podziwiał przywódców alianckich, których spotkał, ale także rozumiał, że problemy ludzi mogą z łatwością zatrzeć się wśród szeroko zakrojonych machinacji na skalę globalną. Nie była to kwestia utraty celu z oczu z powodu odległości. W jaki sposób można opisać desperacki nieludzki chaos obozu śmierci komuś, kto myśli strategicznie w perspektywie globalnej? Karski nie był „personalistą” jak Jan Paweł II tylko dlatego, że nie miał tak dużej pewności co do siły jednostki, co nie oznacza, że umniejszał znaczenie doświadczenia pojedynczych osób. Mogło to wynikać z analizy konsekwencji jego własnego zaangażowania, które minimalizował. Był wystarczająco mądry – być może mądrzejszy niż przywódcy jego czasów – aby rozumieć, że do wielkich rzeczy dochodzi się małymi krokami. I przynajmniej miał siłę, by postępować słusznie.

Czasem mieliśmy odmienne zdanie. Karskiemu zdarzyło się mnie kilkakrotnie zganić, na przykład gdy organizowałem sympozjum na temat sprawy Oleksego w Bibliotece Kongresu i zaprosiłem go do udziału, wraz z Janem Nowakiem Jeziorańskim i Olegiem Kaluginem.[4] Karski współczuł rodzinie Józefa Oleksego. To nie spór polityczny martwił go najbardziej, ale jego wpływ na prawdziwe życie. Zgadzał się z Jackiem Kuroniem, że pierwszy rząd Solidarności stracił z oczu moralność, nie oferując zwykłym ludziom oczekiwanej pomocy, co doprowadziło do społecznej alienacji wielu z nich. Karski obawiał się powrotu ekstremizmu zakorzenionego w nacjonalizmie etnicznym.

Podobnie jak Józef Piłsudski, którego podziwiał wraz z bratem pułkownikiem Marianem Kozielewskim, Karskiego interesowała nie tyle polityka, co jej realne skutki. Wyróżniał Aleksandra Kwaśniewskiego jako bardzo dobrego prezydenta, co w tamtym czasie bardzo mnie zaskoczyło. Ostatecznie jego nauka była wystarczająco jasna – że człowieka nie należy oceniać wyłącznie na podstawie jego ideologii lub poglądów oraz że może on się zmienić.

W tamtym czasie zastanawiałem się jak Karski, republikanin z krwi i kości, mógł pogodzić swoje silne przekonanie na temat praw człowieka z paternalistyczną „państwowością”, która wciąż była głęboko zakorzeniona w świadomości polskiej inteligencji. Uderzyła mnie jako pozostałość po epoce komunizmu, swojego rodzaju partia stanowiąca „wstęp do proletariatu”. Aby odpowiedzieć na tę ripostę, przywołałbym mojego dziadka, który walczył z Piłsudskim i był dumny ze swoich ulicznych potyczek z antysemickimi, nacjonalistycznymi bojówkarzami w Warszawie. Dawny porucznik kawalerii Jan Karski, z domu Kozielewski, który ledwo utrzymywał się na nogach, prostował się na samo wspomnienie o marszałku Piłsudskim.

Wartości Karskiego były spójne i w pełni obejmowały różnicę pomiędzy wadami człowieka a mitem przywódcy – również w przypadku Józefa Piłsudskiego. Nie winił przywódców alianckich, w tym prezydenta Roosevelta, którego czasem naśladował, za ich ślepotę i nieumiejętność podjęcia kwestii żydowskiej, tylko dlatego, że nie uznawał istnienia wyraźnej linii pomiędzy rozsądkiem a racjonalizacją w ludzkim umyśle. Uważał, że romantyczne marzenia o majestacie człowieka były iluzją, która napędzała okrucieństwa, jakie widział podczas II wojny światowej. Człowieka w dużej mierze kształtują okoliczności, w jakich się znajduje. Być może właśnie dlatego Karski wybaczał błędy tym, których złe decyzje kosztowały ludzkie życie – nawet życie tych, których desperacko próbował uratować.

 

Dr Michael Szporer jest trzykrotnym stypendystą Fulbright, absolwentem Uniwersytetu Indiana. Jest wykładowcą na Uniwersytecie Maryland, dyrektorem amerykańskiej fundacji Victims of Communism Memorial Foundation w Waszyngtonie oraz autorem książki „Solidarity: The Great Workers Strike of 1980” opublikowanej w ramach serii Harvard Cold War Studies przez Lexington Books, 2012-14. 

 
 [1]Sławomir Cenckiewicz, „Tajemnica Edwarda Moskala,” Do Rzeczy, styczeń 2014; Cezary Gmyz, „Edward Moskal był źródłem wywiadu PRL” http://www.rp.pl/artykul/452252.html 
 

[2]„Poprzez honorowe obywatelstwo państwa Izrael dotarłem do duchowego źródła mojej wiary chrześcijańskiej. W pewnym sensie stałem się także częścią społeczności żydowskiej. A teraz ja, Jan Karski, z domu Jan Kozielewski – Polak, Alerykanin, katolik – stałem się także Izraelczykiem.”  

 

[3]Jaroslav Kurski, Jan Nowak Jeziorański, Emisariusz Wolności. Warszawa: Świat Książki, 2005. 

 

[4]Michael Szporer, „How New are the New Communists? Oleksy Colloquium Reflects on the Legacy of the KGB,” Library of Congress Information Bulletin, 27 maja 1996, Tom 55-10 http://www.loc.gov/loc/lcib/9610/kgb.html

 

Michael Szporer, PhD
Professor of Communications, Arts and Humanities
University of Maryland University College
4822 Osage Street
College Park, MD 20740-4515
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
The Great Workers Strike of 1980 

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.