Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Chrześcijaństwo Majdanu

David Wildstein

Prof. Andrzej Nowak powiedział - „wszystkich przerażonych obecnością portretów Bandery na Majdanie chcę uspokoić. Powszechny na Majdanie jest inny wizerunek – św. Michała archanioła.”

To prawda. Dodałbym tylko, że jeszcze inny wizerunek po wielokroć przewyższa ilość portretów Bandery. Ten Tarasa Szewczenki. Autora słów - „O, tak, Lachu, druhu, bracie,(...) Daj że rękę kozakowi” i „ Kochąjcie się, czarnobrewe, Lecz nie z Moskalami, Oni obcy, litować się Nie będą nad wami”

To przywołanie chrześcijaństwa jako bardzo ważnego elementu Majdanu przypomniało mi pewną historię.
To była ta najgorsza z nocy. Po dniu, gdy snajperzy mordowali. Gdy na Majdan wciąż przynoszono zwłoki dwudziestoletnich chłopaków... a czasem i dziewczyn.
Gdy dowódcy sotni, którym z 80 osób zostało zdolnych do walki sześć, pili w milczeniu za poległych. W zajętych przez rewolucję, pretensjonalnych knajpach na Hreszczatyku, wśród zdjęć Nowego Yorku i czerwonych foteli, pomiędzy którymi padli ze zmęczenia ich ludzie.
Gdy przywódcy Samoobrony Majdanu prosili o ewakuacje swoich rodzin a sami gotowali się na ostatnią noc. Nie tylko Majdanu ale i zapewne ich życia.
Gdy Tituszki biegały po Kijowie niszcząc i katując.
Noc, gdy Majdan rozbrzmiewał modlitwami w intencji zbawienia pomordowanych.

Właśnie w tę noc przy barykadzie na Hreszczatyku zatrzymano autobus żołnierzy wojsk wewnętrznych. Tłum otoczył pojazd. Absurdem było wysłanie autobusu tak blisko barykad, nie mógł to być przypadek. Rozbito część szyb. W środku młodzi, przerażeni chłopacy, niektórzy płakali.
Tłum krzyczał. Ścisk wokół pojazdu. Spoceni, zmęczeni ludzie parli do przodu. Autobus ochraniał tylko wąski kordon bojowników Majdanu. Twarze mieli zwrócone w kierunku pojazdu. Trzymali się za ręce, odgradzając autobus od tłumu. Od setek ludzi, którym snajperzy właśnie odebrali przyjaciół, członków rodziny, znajomych. „Na Majdan” wrzask narastał. Stałem przy kordonie, obok grupki młodych wściekłych ludzi w kominiarkach. Oni nie wrzeszczeli. Raczej syczeli jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa przez zęby. Nagle odwrócił się do nich jeden z członków kordonu i wrzasnął „ Chłopcy! Tak nie wolno, Wy chrześcijanie! My chrześcijanie”. Wierzcie lub nie, ale stojące obok mnie chłopaki momentalnie się uspokoiły.
A na dach autobusy wspiął się ojciec Paweł, bohater barykad. Wzniósł drewniany krucyfiks w górę a potem zaczął błogosławić. I tłum, i młodziutkich żołnierzy z autobusu.

Złapani żołnierze opuścili bezpiecznie pojazd. Nic się nie stało, nawet jedna ręka nie wzniosła się z kamieniem.
https://www.facebook.com/david.wildstein/posts/804970572863117?ref=notif&notif_t=like

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.