18 kwietnia

Dokument urzędowy

Spotkałem się z zarzutem, że przedstawione przez mnie informacje o kontaktach Lecha Wałęsy z SB już 14-15 grudnia 1970 r, a więc zanim Wałęsa rzucił hasło wyjścia stoczniowców na ulice w celu uwolnienia aresztowanych kolegów, nie są fragmentami dokumentu urzędowego, a może zmyślonymi cytatami lub swobodnymi konfabulacjami.

Wyjąsniam więc, co następuje:
Gdybym nie pozostawał w sytuacji procesowej z Lechem Wałesą, to już od razu przedstawił bym skan dokumentu, którego uwiarygodnioną kopię posiadam, lub jego całkowity odpis.
Przyznaję, że  opublikowałem tylko jego fragment, żeby do czasu przedstawienia dokumentu w sądzie nie dać Wałęsie czasu na identyfikację funkcjonariusza i jakieś ewentualne zabiegi wokół tego zeznania. Zostało ono złozone pod rygorem odpowiedzialności karnej i ma potwierdzenie w innych dokumentach urzędowych, a nawet jeszcze coś więcej, co jednak również na razie pozostawię w poufności do czasu rozprawy sądowej.
Przyznaję, że po ośmiu latach procesu chcę zobaczyć minę Wałęsy na widok dokumentów, o których myślał, że już jnie istnieją.

Twierdzenie, jakobym był "obsesyjnie zorientowany na udowodnienie agenturalnej przeszłości byłego prezydenta" nie polega na prawdzie, ponieważ to ja działam w sytuacji przymuszenia do obrony przez Wałęsę jako oskarżyciela, który publicznie oświadczał, że jego celem jest zniszczenie mnie. Nigdy nie zajmowałem się sprawą agenturalności Wałesy i teraz robię to tylko dlatego, że zostałem oskarzony o kłamstwo.
Wałęsa wytoczył mi już 5 procesów, które kosztują mnie wiele wysiłku i pieniędzy, więc uważam za rzecz naturalną, że podjąłem działania na rzecz wyjaśnienia kwestii jego agenturalności w taki sposób, by nie narazić się już nigdy więcej na ataki z jego strony.

Mniemałem, że fakt, iż mój wpis ma charakter publiczny i musi znaleźć swoje odbicie w procesie sądowym, sam przez się stanowi potwierdzenie jego prawdziwości, chyba, że ktoś uważa mnie za samobójczego oszusta, ale wtedy w ogóle nie warto rozmawiać. Jeszcze raz zapewniam - jest dokument, a nawet sporo dokumentów, posiadających walor świadectw potwierdzonych urzędowo, zawierających zeznania złożone przez wysokich funkcjonariuszy UOP, a sporządzony poza okresem ministrowania Antoniego Macierewicza. Zostanie on przedstawiony publicznie na rozprawie sądowej, na którą wszystkich zainteresowanych zapraszam.

Informacje zawarte w tych dokumentach ujawniają nieznane wcześniej fakty o przebiegu mordu robotników w Grudniu`70 i dlatego muszą zostać potraktowane z należytą powagą. Przypominam, że Wałęsa niespodziewanie objawił się na procesie zbrodniarzy, jako obrońca Jaruzelskiego.
Przed chwilą telefonował do mnie jeden ze stoczniowców z Wydziału W-4, gdzie pracował razem z Wałęsą, kóry powiedział mi, że 15 grudnia 1970 r. szedł z nim razem przez ul. Hucisko, a potem nagle zobaczył go w oknie Komendy Miejskiej MO. Stwierdził, że choć zachowanie Wałęsy wzbudziło już wówczas poważne podejrzenia, to dopiero przedstawiony przeze mnie dokument wyjaśnia po 43 latach całą tajemnicę.

Warto pamiętać, że w badaniach socjologicznych przeprowadzonych wśród robotników Stoczni Gdańskiej w latach 70. poczyniono np. takie ustalenie: "najniższą w skali wartości jest etat donosiciela". Wałęsa zdaje sobie z tego sprawę i woli zmywać sobie krew z rąk niż przyznać się do agentury.
W górę