Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Sędzia dyspozycyjny w wieńcu cierniowym

Prezes sądu gdańskiego, który uważa Donalda Tuska za swojego „zwierzchnika”, tak spowiadał się przed jego urzędnikiem: „To prowadził pan minister Gowin /…/ (ani) prezes apelacyjna ani ja się nie odezwaliśmy ani słowem”. Ujęty szczerością sędziego–sługi premiera, przypomniałem sobie, że znam już tę panią sędzię. I to nie od dzisiaj. Jako w pewnych sprawach milczącą, za to w innych bardzo czynną.

„Prezes apelacyjna” nie odezwała się ani słowem wtedy, gdy jej „podwładni”, mimo tysięcznych dowodów (w tym dokumentów przekazanych sądowi przez państwowy urząd powołany do identyfikacji współpracowników komunistycznych służb specjalnych), skazywali mnie na ogłoszenie w telewizjach przeprosin wobec człowieka zarejestrowanego przez SB, jako t.w. Bolek. Nie odezwała się nawet wtedy, gdy ci sędziowie stwierdzili, że tych dowodów „nie ma i nie było”!

Przypomniała mi się też ta sędzia sądu okręgowego, która po wysłuchaniu, powołanego przeze mnie na świadka, Bronisława Geremka (że nie pamięta, by Lech Wałęsa był oskarżony przez działaczy „Solidarności” o kradzież pieniędzy), przeprowadziła błyskotliwą analizę – Geremek jest europosłem, więc na pewno ma dobrą pamięć. Gdyby zdarzenie było faktem, to by je zapamiętał. Skoro nie pamięta, to znaczy, że go nie było. Wyszkowski jest więc winny pomówienia! C.b.d.o(sądzenia)., czyli przenikliwość godna umieszczenia w antologii sądownictwa sowieckoidalnego.

Co się stało z sędzią, która nie dostrzegła, iż Geremek musząc wybierać pomiędzy prawdą, a karierą wybrał amnezję? Jej talent sofistyczny został nagrodzony awansem do Sądu Apelacyjnego. I do czego się tam nadawała? Na przykład do tego, by nadal sądzić Wyszkowskiego. Gdy zobaczyłem jej nazwisko na wokandzie innego procesu z powództwa Wałęsy zrozumiałem, że wyrok może być tylko jeden (w ostatniej chwili wycofano ją i zastąpiono sędzią, która najwidoczniej nie znała akt, ale nie przeszkodziło to w jednogłośnym wydaniu wyroku skazującego).

Z kim tam teraz wyrokuje? Z takimi sędziami, którzy potrafią jeszcze więcej. Na przykład, gdy Wałęsa potwierdził, że wydarzenie na lotnisku w Paryżu miało miejsce: „to była prowokacja /…/ Myślałem, że głupi wybryk, a to była przygotowana prowokacja przez esbecję /…/ I na tą prowokację się nabrał Wyszkowski i inni.”, to zgrana trójka sędziowska mimo to i też jednogłośnie  orzekła, że go wcale nie było i skazała jak zwykle. Na koszty sądowe, koszty adwokackie, nawiązkę i przeprosiny w telewizji… Niewiarygodny jest więc nie tylko IPN, ale też SB (przedstawiłem dokument mówiący, że t.w. Grażyna <(Eligiusz Naszkowski> „był z Wałęsą we Francji, gdzie Wałęsa otrzymał w kopercie znaczną sumę pieniędzy”) i nawet sam Wałęsa – choć tylko wtedy, gdy przypadkiem wypaple prawdę…

Czy warto dodawać ministrowi Jarosławowi Gowinowi, że „prezes apelacyjna” wysłała do prokuratury zawiadomienie dotyczące sprawy „z powództwa Lecha Wałęsy przeciwko Krzysztofowi Wyszkowskiemu”? Czy warto pytać Gowina o skład sędziowski, który będzie orzekał w mojej sprawie 25 września, skoro w sprawie Amber Gold prezes zapewniał kancelarię premiera: „Proszę się nie martwić”. A ja się właśnie tym martwię! Bo jeżeli jest to skład pragnący zadowolić Gowina, jego rząd i jego partię, to orzeczenie jest już ustalone.

Nie warto pytać ministra. Tak jak nie warto „prezesowi okręgowemu”  przypominać tych sędzi, które skazywały mnie bez rozpatrzenia moich wniosków, bez przeprowadzenia postępowania dowodowego, odbierając mi głos, a nawet odmawiając mi prawa do adwokata! Czy Gdańsk leży w Europie? Nie, to miasto bezprawia leży w Tuskolandii i jest prywatną wyspą rządzoną metodami wypracowanymi przez „Donka” jeszcze w czasach, gdy był tylko „macherem z zaplecza”.

Gowin pyta o niedozwolone naciski? Niech zawiadomi prokuraturę o nadużyciu władzy przez swojego szefa, który jest odpowiedzialny za to, że 9 stycznia 2009 roku Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wszczęła śledztwo w sprawie książki Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa”. Polityka pozbawionego szacunku do demokracji do tego stopnia, że publicznie miotał przeciw tym autorom i mnie groźby: „IPN nadużywa cierpliwości Polaków i środków publicznych.”, „Chcę zaapelować do pracowników IPN i historyków, aby nie nadużywali środków publicznych, bo nie będą mogli ich w przyszłości używać”, „Będę robił wszystko, żeby obronić dobre imię Lecha Wałęsy”, „Nie może być tak, że w Polsce te żywe pomniki wspaniałej historii są plugawione”.

Czy Gowin nie wie, że w Tuskolandii sędziowie są gotowi spełniać nawet najbardziej bezprawne życzenia swego „zwierzchnika” tak samo, jak minister skarbu spełnił jego groźby wobec IPN sprzedając jego siedzibę? Wie i milczy tak samo, jak sędzia Milewski i „sędzia apelacyjna”. Dlatego nie wierzę w prowadzoną przez niego „lustrację” i czekam, aż razem z funkcjonariuszami informacji z GW i TVN w odniesieniu do tych sędziów powtórzy zaklęcia Michnika z tekstu: „Zła przeszłość i psy gończe, czyli odpieprzcie się od Wałęsy: „Wieńce laurowe może unieść wiaterek; wieńców cierniowych nie zerwie nawet huragan.”


Ostatnia aktualizacja: piątek, 21 września 2012 15:03

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.