Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Kto musi więcej zarobić? Bolek, Marcin P., Donald T.?

O ho ho, ho ho ha! – roześmieli się premier Donek, prezydent Bronek i cały Układ Ogólnopolski, gdy dojrzeli grom wylatujący z Ministerstwa Sprawiedliwości: „Jarosław Gowin nie jest usatysfakcjonowany ze sprawozdań z lustracji doraźnej przesłanych przez Prezesa Sądu Apelacyjnego w Gdańsku oraz Prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku”. Czas prosić o azyl na Białorusi – pomyśleli - bo gdy ten Herakles rzuci się do oczyszczania polskiej stajni Augiasza, to koniec z nami!

Cóż, dobrze jeszcze, że zwykły mieszkaniec Trójmiasta – twierdzy Platformy - może sobie przynajmniej pożartować, choć i to może już niedługo. Bo gdy o rzeczywistość chodzi, to jasne jest, że taki z Gowina Herakles, jacy z platformersów Spartanie. Sędzia Sądu Apelacyjnego w Gdańsku Włodzimierz Brazewicz pokazał ministrowi jego miejsce w szeregu: „sprawność postępowania w poszczególnych etapach tej sprawy nie budzi zastrzeżeń i decyzje sądu nie pozostają w sprzeczności z obowiązującymi przepisami”.

Rzetelność pracy sądów gdańskich ma ważne znaczenie dla całości życia publicznego na Pomorzu. Na sądownictwie tym spoczywa jednak coś więcej niż tylko obowiązki wobec własnego regionu. Przez fakt bycia przez Pomorze matecznikiem Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej, jakość sprawowanej przez te sądy władzy oddziałuje na sytuację wymiaru sprawiedliwości w całej Polsce. Podobnie jest z rolą innych instytucji państwowych i społecznych także zamieszanych w aferę Amber Gold – prokuratury, policji, urzędów skarbowych, ABW, CBA i całej reszty „dwupłciowych” policji Tuska, a także wykreowanych przez niego władz samorządu pomorskiego.

Minister Gowin dziwi się, że Sąd Apelacyjny twierdzi, że ma czyste ręce w sprawie Marcina P., ale nic nie mówił, gdy trójka jego sędziów, dysponując aktami, w których zgromadzona została tona dowodów na agenturalność Lecha Wałęsy, orzekła, że takich dowodów „nie było i nie ma”. Zaiste Temida jest kompletnie ślepa! I Gowin ustawiony na posadzie urzędnika też ślepy?

Nie tylko ślepy, ale i głuchy i w dodatku niemowa!

Bo któż inny nie wie, że Gdańsk, miasto „solidarnościowej rewolucji”, jest miejscem „betonowego” Układu powiązań dawnej nomenklatury PZPR, funkcjonariuszy i agentów SB, niektórych (ale czołowych) ludzi Kościoła i wielu dawniejszych działaczy „Solidarności” oraz funkcjonariuszy nowego - a tak mocno zakorzenionego w przeszłości - obozu władzy. Któż nie zna takich nazwisk, jak Edwin Myszk (SB), Nikodem Skotarczak (gang samochodowy) i ks. Zbigniew Bryk (spowiednik arcybpa Gocłowskiego). Przecież jakiś nadworny poeta Platformy powinien ich opisać, jako trzech muszkieterów – bojowników etosu III RP!

Historia tych tak dzielnych i przedsiębiorczych ludzi – prefigurantów i istotowych protoplastów PO - zaczęła się jeszcze w czasach, gdy szefem SB w Gdańsku był płk. Sylwester Paszkiewicz. Myszk, który obecnie należy do elity biznesowej Trójmiasta, był wtedy jednym z najbardziej niebezpiecznych agentów SB (kto nie wierzy niech zapyta Bogdana Borusewicza), który w latach 70. wszedł do WZZ i usiłował wmanewrować mnie w oskarżenie o szpiegostwo i terroryzm. Przyjacielem Myszka był ks. Bryk, rozsławiony później aferą „Gwiazdy Morza”, gdzie ściśle współpracował z ludźmi z SLD. Ks. Bryk miał kontakty z „Nikosiem”, szefem gangu samochodowego, działającego pomiędzy RFN, a PRL i ZSRS dzięki „opiece” komunistycznych służb specjalnych. W jednej z gdańskich parafii drukowali „podziemne” ulotki i Pismo Św. Później narodziło się z tego słynne Wydawnictwo Stella Maris.

Gowin powie, że to zamierzchłe czasy i obecnie te sprawy nie mają nic do rzeczy. Ale sam mówi, że za aferą Amber Gold mogą stać interesy „postkomunistycznego biznesu”. Jest faktem, że syn płka Paszkiewicza, Ryszard (skąd inąd podobno bliski znajomy Janusza Kaczmarka, byłego prokuratora w Gdyni, który przymknął oko na przechwycenie mikrofilmów teczki Wałęsy w ramach sprawy którą nadzorował), jest zastępcą szefa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Tej samej, wobec której prowadzone jest dochodzenie w sprawie przetrzymania dokumentów na korzyść Amber Gold.

Z kolei rzecznikiem prezydenta Pawła Adamowicza, jest Antoni Pawlak, poprzednio… pracownik Edwina Myszka (nie zerwał z tym nawet wtedy, gdy go ostrzegłem, że bierze pieniądze od człowieka z Układu). Rolę arcybpa Gocłowskiego można porównać tylko do roli Wałęsy, a tę trafnie ocenił poseł Andrzej Jaworski nazywając go „patronem układu gdańskiego powiązanego z Amber Gold" (Wałęsa wypiera się udziału w aferze, ale warto obejrzeć film, na którym jako naczelnik stacji z czerwoną chorągiewką w ręku odprawia ciągniony przez burłaków z Platformy samolot OLT).

/.../

Po odznaczeniu przez Komorowskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski Adamowicz powiedział: „Polska jest jedna. Ale w każdej rodzinie jest ktoś, kto musi więcej zarobić, aby wystarczyło dla słabszych i potrzebujących opieki.” Tacy są ludzie III RP. Muszą być tacy, bo gdyby w Polsce urzędnicy, prokuratorzy i sędziowie orzekali według faktów i dowodów, to bardzo szybko na ławie oskarżonych siedziałbym nie ja, a Donald T.!

(Całość artykułu ukaże się w "Gazecie Polskiej" dnia 12 września 2012 r.)

Ostatnia aktualizacja: środa, 12 września 2012 09:22

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.