Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Czyja Polska? Ścibor–Mazowieckiego?

Niby od czasu „transformacji” wszystko w Polsce się zmieniło, ale bez zmian pozostaje jej zasadniczy mechanizm, dzięki któremu władzom III RP nadal udaje się ukrywać przed opinią publiczną fakt, że żyjemy w PRL-bis. Ten mechanizm polega na tym, że system, w którym władzę sprawują agenci SB i „wojskówki” wraz z „zaufanymi ludźmi KGB” i wszelkiego pochodzenia „macherami z zaplecza”, przyjmuje maskę patriotyzmu walczącego o wolność i niepodległość.

Metoda wprowadzona przez NKWD i UB już w 1944 r. funkcjonuje i przynosi sukcesy do dzisiaj. Jej konkretne zastosowania to np. Bolesław Bierut podtrzymujący ręce kapłana podczas święta Bożego Ciała i udział Donalda Tuska w rekolekcjach prowadzonych przez byłego sekretarza papieża Jana Pawła II. To mechanizm, według którego NKWD przerobiła byłych działaczy ONR-Falanga na aktyw Stowarzyszenia PAX, a UB spośród powstańców warszawskich werbowała agentów do tropienia swoich kolegów.

To ten mechanizm, według którego Bronisław Komorowski i Donald Tusk wykorzystują dla siebie te same twarze, których – jako zasłony dla własnych manipulacji – używali Jaruzelski z Kiszczakiem. Np. twarz generała Zbigniewa Ścibor-Rylskiego, o którym Ryszard Szkopowski w artykule „Zagubiony Generał” napisał: W pewnym momencie (nie miałem jeszcze wiedzy o dokumentach IPN) zaintrygowało mnie, jaki jest powód, że Generał występuje jako pierwszoplanowy kombatant, podczas gdy istnieje Światowy Związek Żołnierzy AK. Otóż Ścibor-Rylski stał się prezesem Zarządu Głównego Związku Powstańców Warszawskich. Wszystko staje się oczywiste, gdy czytamy: „ZPW jest organizacją (…) apolityczną, zrzeszającą byłych żołnierzy Powstania Warszawskiego 1944 r. (…) oraz żołnierzy I Armii Wojska Polskiego walczących we wrześniu 1944 r. na przyczółkach, jako żołnierzy jednej wielkiej bitwy”. Pan Ścibor-Rylski zapomniał już, że spisał szatański cyrograf z władzą o apolityczności kombatantów. Czy ma zatem prawo powtarzać prezydentowi i uczestnikom: „Bracia moi najmilsi, życzę, abyśmy mogli spotkać się w przyszłym roku wszyscy, jak teraz, tu i z tą samą władzą”? Mój przyjaciel odznaczany krzyżem Virtuti Militari usłyszał podobne słowa, z tych samych ust, również w roku prezydentury A. Kwaśniewskiego.

Żołnierzem tej samej nieustającej „wielkiej bitwy” o przetrwanie Peerelu w III RP jest nieco młodszy kombatant polskiego sowietyzmu – Tadeusz Mazowiecki. Ta „maskirowka”, w której stalinowskiego propagandystę, „dobrze znającego metody pracy SB”, przerobiono na „pierwszego niekomunistycznego premiera PRL”, i jej kontynuacja w postaci „doradztwa” sprawowanego przy prezydencie Bronisławie Komorowskim, jest może jednym z najbardziej znamiennych przykładów dominacji Układu nad Polskim Państwem i samoświadomością Polaków.

W jaki sposób jest to człowiek nadal nieznany; wciąż czekający na swojego biografa, mimo że w archiwach IPN dokopano się o nim wielu rewelacji? Tego zasłużonego aktywistę PRL, służącego najpierw Franciszkowi Mazurowi – mordercy patriotów, później Zenonowi Kliszce – kierującemu dywersją wobec Kościoła, w końcu awansującego na bliskiego współpracownika Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka, wmówiono ludziom Solidarności jako bezkompromisowego bojownika o szlachetnym sercu! To bardzo podobna „kombinacja operacyjna” jak ze Ściborem-Rylskim, innym „konstruktywnym opozycjonistą”, umocowanym wśród powstańców warszawskich.

I powstańcy, i ludzie Solidarności byli i pozostają niedoinformowani. Żyją najczęściej w ubóstwie, przytłoczeni mozołem życia codziennego, pozostają w propagandowej niewoli michnikowszczyzny i są bezbronni wobec tych, którzy kontrolując narzędzia przetrwania pamięci o ich walce, narzucają jej swoje interesy.

*     *     *

Odpowiadając na tytułowe pytanie, czy III RP to Polska Ścibora i Mazowieckiego, trzeba stwierdzić, że – wbrew pozorom – tak nie jest. Ci biedni ludzie to tylko kukły starające się o utrzymanie swojej przeszłości w tajemnicy. III RP za sprawą komunistycznych służb specjalnych, które od 1989 r. za pomocą pieniędzy i agentury wytwarzały partie polityczne i ich kadry, jest nadal bardziej państwem Jaruzelskiego i Kiszczaka, Kwaśniewskiego, Millera i Oleksego niż tych kukieł wraz z całym teatrzykiem, w którym zostały obsadzone.


Ostatnia aktualizacja: środa, 22 sierpnia 2012 12:01

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.