Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

"Solidarność" jako "Nieciekawość"

Według popularnego osądu Amerykanie są narodem bez historii (ich państwo ma niewiele ponad 200 lat), więc nie należy się dziwić, że bardziej interesują się przyszłością niż przeszłością.

Dlatego niczyjego zdziwienia nie budzi ich pomysł wysłania na Marsa łazika noszącego odpowiednią dla charakteru narodowego nazwę – „Ciekawość”. Według podobnie potocznej opinii my, którzy wywodzimy się od Mieszka (a może nawet od Lecha), mamy bardzo bogatą historię więc nasza ciekawość kieruje się raczej w przeszłość.

Podam dwa fakty, które przeczą tym stereotypom (fenomen niesłychanego rozrostu populacji lemingów pomijam). Pierwszy to notka na stronie polskiej firmy VIGO z Ożarowa Mazowieckiego: „W spektrometrach sondy zamontowane są detektory podczerwieni wyprodukowane dla NASA przez naszą firmę.” Drugi to słabość badań źródłowych na temat najsławniejszego polskiego sukcesu ostatnich dziesięcioleci, czyli „Solidarności”. Okazuje się więc, że łatwiej jest nam dorównać najbardziej na świecie wyrafinowanym technikom badania przyszłości niż przyjrzeć się słomie, która nadal wystaje z naszych własnych butów.

Przykładem niech będzie brak zainteresowania dla okoliczności wybuchu strajku sprzed 32 lat. Nauka polska poprzestaje na przyjęciu do wiadomości oświadczenia Bogdana Borusewicza, który na stronie marszałka sejmu umieścił zdanie: „To on wyznaczył osoby, które rozpoczęły strajk, przygotował ulotki i ustalił datę.”

Jestem ostatnim, który by chciał podważać zasługi Bogdana dla Wielkiego Strajku czy w ogóle dla ruchu Wolnych Związków Zawodowych. On (historyk z wykształcenia) napisał, co napisał, a obowiązkiem naukowców jest fachowe zbadanie tych wszystkich okoliczności, które notka opisuje oraz tych, które pomija. Państwo polskie łoży idące w setki milionów sumy na finansowanie instytucji mających obowiązek prowadzenia badań na ruchem Solidarności. Ale czy naukowcy z Instytutu Pamięci Narodowej lub Europejskiego Centrum Solidarności podobni są choć w części do tych z Ożarowa? Powstrzymam się od ocen, a tylko zadam kilka pytań?

Czy wiemy, jak wybuchł strajk? Czy to tak trudny temat, że nauka polska boi się go i poprzestaje na bezkrytycznym przyjęciu stwierdzenia Borusewicza, że strajk zorganizowało pięciu ludzi - on sam, Jerzy Borowczak, Bogdan Felski, Ludwik Prądzyński i Lech Wałęsa?

Choć trudno jest dokładnie stwierdzić ile osób ze środowiska WZZ czynnie uczestniczyło w działaniach na rzecz rozpoczęcia strajku, to jednak wiadomo, że było ich znacznie więcej. Jak słusznie podnosi Lech Zborowski wywołanie strajku wewnątrz stoczni przez wyłącznie trzech młodych ludzi (wbrew umowie Wałęsa pojawił się w Stoczni już po proklamowaniu strajku) nie udałoby się, gdyby nie wielka akcja ulotkowa w sprawie Anny Walentynowicz z dołączoną  instrukcją strajkową. To dzięki niej ogół stoczniowców, a nie izolowane wydziały rozproszone na ogromnej przestrzeni Stoczni, zostały przygotowane do udziału w proteście. Nie nadając temu felietonowi rangi wskazania wszystkich czynnych na zewnątrz Stoczni, trzeba przypomnieć, że afisze z żądaniami namalowali  Grzegorz i Tomasz Petryccy, ulotki (ok. 8 tys.) drukowali Piotr i Maciej Kapczyńscy oraz Zbigniew Nowek, a rozdawali je idącym do pracy stoczniowcom Jan Karandziej, Mieczysław Klamrowski, Mirosław Walukiewicz i Lech Zborowski. Poza tym, to dzięki takim ludziom jak np. inny działacz WZZ i uczestnik Grudnia`70 Henryk Jagielski Wydział K-3 stanął wcześniej niż K-5 Borowczaka.

Ale może ważniejsze jest pytanie, kto, poza działaczami WZZ, wiedział o planie akcji strajkowej? Skoro Borowczak rozmawiał o strajku z uczniami stoczniowej szkoły przyzakładowej, to trudno sądzić, że wszyscy inni zachowali tajemnicę. Dowodzi tego relacja Andrzeja Mościbrodzkiego, działacza Związku Metalowców (CRZZ) do którego należeli również stoczniowcy, który stwierdził, że w niedzielę 10 sierpnia 1980 r. odwiedził go w domu Wałęsa uprzedzając, że WZZ proklamuje strajk i zastrzegając, że on sam jest temu przeciwny ponieważ sytuacja jeszcze nie dojrzała (Wałęsa znajomość z Mościbrodzkim nawiązał przez Floriana Wiśniewskiego, który stał się jego bliskim kolegą od czasu prac w Elektromontażu, jako szef zakładowej komisji związkowej. W Sierpniu`80 Wałęsa wprowadził Wiśniewskiego do Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego i bronił go nawet wówczas, gdy działacze WZZ wykryli, że Wiśniewski tajnie informował władze PRL o sytuacji w Stoczni).

Skoro o planie strajku wiedzieli działacze CRZZ, to czy można przypuszczać, że nie znały go władze polityczne? A cała, postawiona w tym okresie w stan gotowości bojowej, potęga agenturalno-podsłuchowa Służby Bezpieczeństwa i Wojskowej Służby Wewnętrznej też niczego nie wiedziała? A jeżeli wiedziała, to biernie czekała na rozwój wydarzeń?

Dotychczas nie jest znany żaden dokument wskazujący na wiedzę SB i WSW o akcji WZZ. I dlatego dla IPN i ECS jest to sprawa mniej ciekawa niż plamy na Marsie? Może dla nich „curiosity” znaczy „kuriozum”?

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.