Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Młody bohater - stary oportunista

"...Jakie szczęście, że nie można tego dożyć,
kiedy pomnik ci wystawią, bohaterze,
i morderca na nagrobkach kwiaty złoży."

Krzysztof Kamil Baczyński

Po latach uchylania się „realistów” w rodzaju Donalda Tuska od obowiązku składania hołdu Powstaniu Warszawskiemu, obecnie nawet tacy ludzie poczuwają się do osobistego stawienia się 1 sierpnia przynajmniej na Powązkach. To wielki sukces obozu patriotycznego. Wielkie zwycięstwo nad zasadą jednoczącą cały obóz PRL-bis, że „polskość to nienormalność”.

Należało się jednak spodziewać, że ci, którzy wspierali Putina z Anodiną w poniżaniu Polski po katastrofie smoleńskiej, staną przy grobach powstańców po to, by ich pamięć zawłaszczyć i podporządkować interesom postkomunistycznej nomenklatury. Czy można się dziwić, że na ten widok z wielu młodych gardeł wydarł się okrzyk „Precz z komuną”? Czy można dziwić się buczeniu wobec łajdaka, który o znieważaniu krzyża na Krakowskim Przedmieściu mówił jako „wesołym happeningu” i wobec jego partyjnej towarzyszki, która wysyłała funkcjonariuszy straży miejskiej, żeby, tak jak niegdyś ZOMO, usuwali kwiaty i znicze czczące pamięć tego, który przywrócił Powstaniu jego chwałę?

I cóż w tej sytuacji zrobiła rządowa propaganda? Tym razem w roli herolda urzędowego potępienia obsadzono dawnego bohatera, ale później beznadziejnego oportunistę od lat wysługującego się Jaruzelskiemu i jemu podobnym. Zbigniew Ścibor-Rylski przeżył szlachetniejszych od siebie i został nominowany symbolem Powstania Warszawskiego mocą przykomunistycznego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Żałosny były bohater, który poniżył się do wyprzedaży zasług swej młodości spadkobiercom katów własnych kolegów.

Ścibor nie wstąpił do PZPR, ale najął się do służby komunistom, jako tzw. pożyteczny idiota. Sowietyzm potrzebował „konstruktywnych” bezpartyjnych i Ścibor tę rolę wypełniał skrzętniej od innych. Dlatego został wciągnięty do Obywatelskiego Komitetu Obchodów 40 Rocznicy Powstania Warszawskiego, który był dziełem takich zasłużonych w walce z pamięcią Powstania zdrajców i zbrodniarzy jak Jaruzelski i Kiszczak, a zorganizowany został jako akt propagandy stanu wojennego mającej dowodzić, że powstańcy akceptują i popierają reżim zbudowany przez NKWD na trupach Katynia i Powstania. Wtedy, gdy jego niezłomni towarzysze broni odmawiali wsparcia władzy chcącej odnowić stalinizm, Ścibor dawał propagandzie komunistycznej swe własne miedziane czoło.

Tegorocznego 1 sierpnia w obchodach brał udział mój syn. Nie krzyczał i nie buczał, ale może by to zrobił, gdybym mu wcześniej powiedział, że byłem w Warszawie 31 lipca 1984 r. i stałem przy ulicy Miodowej obok grupy niezłomnych Powstańców, którzy odmówili udziału w uroczystości położenia kamienia węgielnego pod pomnik „Bohaterów Powstania Warszawskiego”. Niezłomni z daleka obserwowali tych upadłych, którzy stanęli wtedy przy Jaruzelskim.  Tacy jak Ścibor zgodzili się nie tylko na zmianę projektu pomnika, z wybranego w konkursie i wyrażającego ideę Powstania, na socrealistyczną kalkę pomników partyzantów sowieckich, ale i na poniżenie pamięci ofiar przez zmianę nazwy z „Pomnika Powstania” ma „Pomnik Bohaterów”.  Słyszałem wówczas gwizdy i okrzyki oburzenia, bo wtedy wszyscy wiedzieli, że cała akcja jest zakłamaną komunistyczną propagandą, a ci, którzy w niej uczestniczą są chronionymi przez ZOMO i SB kolaborantami komuny.

Następnego dnia łapsy z SB do późnego wieczora patrolowały Powązki, by niezłomni powstańcy nie utworzyli „nielegalnego zgromadzenia”. Szybko gasili znicze i usuwali umieszczone na krzyżach karteczki oddające cześć Powstaniu. Czy można powstrzymać się od poczucia, że dzisiaj to samo robią strażnicy Hanny Gronkiewicz- Walc i cyngle z GW-TVN?

Tak, jest zmiana na lepsze, bo ja wówczas bałem się, że wśród ciemnych grobów mogę zostać napadnięty przez esbeków, a teraz mój syn takiej obawy nie miał. Ale choć policje jawne, tajne i dwupłciowe obecnych władz już nie atakują wieczorem na Powązkach, to potrafią zrobić to w centrum Warszawy w biały dzień. A potem ich sądy potrafią skazać szlachetnego człowieka za to, że „W dniu 10 maja 2011 r. ok. godz. 9.45 na ul. Krakowskie Przedmieście w Warszawie zaśmiecił miejsce publiczne – poprzez ustawienie podstawy w której umieszczono krzyż”. To tych strażników miejskich, tę podłą kobietę, która im wydaje podłe rozkazy i tego jej podłego szefa, który o Powstaniu podle mówił jako polskiej nienormalności, wybuczano, gdy stanęli na miejscu, którego nie są godni.


Ostatnia aktualizacja: środa, 08 sierpnia 2012 10:14

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.