Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Wandale

W ubiegłym tygodniu dowiedzieliśmy o sprofanowaniu grobu rodziców Adama Michnika na Powązkach.

Współczuję Adamowi Michnikowi w jego smutku i sam jestem przygnębiony kolejnym aktem cmentarnego wandalizmu, tym razem dodatkowo oznaczonego, przez wydrapaną na grobie gwiazdą Dawida na szubienicy, jako nienawiść do Żydów-komunistów, a może Żydów w ogóle. Jednak komentarz, jaki opublikowała GW piórem zastępcy redaktora naczelnego, budzi opór.

Jarosław Kurski orzekł: „Prawdziwym celem był nasz redaktor naczelny i sama <Gazeta Wyborcza>.” I błyskawicznie znajlazł winnego:  „W niejednej księgarni, a nawet publicznej bibliotece zalegają antysemickie publikacje autorów znanych z Radia Maryja i <Naszego Dziennika>.” Ta metoda strzelania zza grobu do upatrzonego celu jest w GW kanonem. Inny cyngiel z tego zespołu dodał, że sprawca, to: „Ostatni <Żołnierz Wyklęty>”.

Wracamy do Kurskiego: „To akt nagromadzonej nienawiści. Nienawiść sączy się, jak Polska długa i szeroka. /…/ Przez internet płynie rasistowski i antysemicki ściek.” Kurski, który był rzecznikiem Wałęsy, a teraz służy Michnikowi, nie wie, że ścieki płyną tam, gdzie żyją ludzie, choć rzeczywiście nie u wszystkich pod samym nosem? Jest niewiarygodny, bo jest niemożliwe, by jego zmysł powonienia moralnego nie reagował na nienawiść w ogóle, a na antykatolicyzm i antypolonizm w szczególności. Skoro fetor bijący z tych ścieków potrafi zagłuszyć, a nawet przyłożyć do niego rękę, to znaczy, że jest tylko propagandystą, a jego oburzenie jest fałszem.

W 1981 r. jakiś wandal wymalował  gwiazdę Dawida na szubienicy na ścianie redakcji „Tygodnika Solidarność”. Szedłem w towarzystwie Tadeusza Mazowieckiego i chciałem natychmiast iść do sklepu po farbę. Mazowiecki powstrzymał mnie i zdecydował, żeby malunku nie ruszać – „Niech tak zostanie” – powiedział. Byłem zdziwiony, ale uznałem, że nie doceniam wychowawczych skutków widoku takiego okropieństwa (dzisiaj, po niesławnych wystąpieniach Mazowieckiego oskarżającego ogół Polaków o winy wandali, inaczej jego zachowanie rozumiem). 

Jednak ani od Mazowieckiego, ani od nikogo innego w żadnym momencie nie usłyszałem, że należy takie akty uznawać za ataki na redakcję TS. Nawet Artur Hajnicz, sprawujący w tym czasie obowiązki sekretarza redakcji, który siedział ze mną przy biurku, gdy odebrałem telefon od człowieka pytającego, czy wiem, kim Hajnicz był w latach stalinowskich. Ponieważ nie wiedziałem, rozmówca krótko wyliczył mi jego funkcje w KPZU, ZPP i aparacie politycznym LWP. Gdy odłożyłem słuchawkę Hajnicz, nie czekając na ewentualne pytania, zaproponował mi, że opowie mi o tym wszystkim i zaprosił na wieczór do swego mieszkania. Rozmowa trwała całą noc i miała chwilami dramatyczny przebieg, bo o zbrodniach dokonywanych przez swoich znajomych i własnym w nich udziale Artur mówił szczerze i z głębi serca.

Z czasem Mazowiecki odsunął Hajnicza z funkcji sekretarza (ale pozostał w redakcji również po stanie wojennym) i powołał mnie na to stanowisko. W tym charakterze zlecił mi przeprowadzenie rozmowy z Wiesławem Chrzanowskim w celu namówienia go na podjęcie stałej współpracy z TS. Chrzanowski przyjął mnie bardzo uprzejmie, ale postawił warunek. TS miał zrezygnować ze stałej współpracy z Wiktorem Hererem, który w Departamencie V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego nadzorującego kulturę, prasę i cenzurę (razem z płk Luną Brystigerową), znęcał się nad nim w trakcie przesłuchań w więzieniu (Herer wydał rozkaz aresztowania „Anody”, bohatera książki Aleksandra Kamińskiego „Kamienie na szaniec"). Mazowiecki, wspierany przez Waldemara Kuczyńskiego, odmówił i Chrzanowski nie dostąpił zaszczytu współpracy z TS. Za to Herer co tydzień uczył członków Solidarności ekonomii.

Jesienią 1981 r. wśród pracowników redakcji pojawiła się grupa głośno protestująca przeciw, jak to określali - „zażydzeniu” pisma, ale nikt nie wyolbrzymiał znaczenia jej antysemickich wystąpień.

Mamy swoje krajowe kłopoty, ale w dniach mordu w Tuluzie fałszywie brzmią zbyt daleko idące uogólnienia. Dlatego mam nadzieję, że znakiem zmiany na lepsze stanie się zacytowanie przez GW wypowiedzi ks. Rafała Markowskiego, rzecznika metropolity warszawskiego: „To przejaw coraz poważniejszego problemu - braku szacunku wobec zmarłych i wobec żywych. /…/ Zjawisko niszczenia grobów, które nasiliło się w Polsce i innych krajach w ciągu ostatnich kilku, kilkunastu lat, jest zatrważające. /…/ Jest to wyzwanie dla nas wszystkich, abyśmy uwrażliwili młode pokolenie na podstawowe wartości.”  Na wsparcie w takiej pracy i Adam Michnik, i jego zastępcy i cała GW może liczyć zawsze.

Ostatnia aktualizacja: wtorek, 27 marca 2012 19:09

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.