Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Transformatorzy nad przepaścią

Przez minione cztery lata rządów Donalda Tuska słyszeliśmy stale – i to mimo światowego kryzysu – że Polska jest zieloną wyspą powodzenia finansowego.

Mieliśmy być bezpieczni od tych katastrof, które dotknęły najpierw Irlandię, a później Grecję. Propaganda rządowa udawała, że nic nie wynika z faktu, iż w swojej szokującej niewiedzy premier rozpoczął rządy od planu zbudowania „drugiej Irlandii”, a najdłużej obok Polski tytułem „zielonej wyspy” cieszyła się właśnie zbankrutowana Grecja.

I nagle czytamy takie nagłówki: „Tusk: Bez reformy emerytur budżet pęknie”.

Co takiego się stało, że ten podobno chwalony na całym świecie liberalny spec od gospodarki razem ze swoimi najlepszymi specami od wszystkiego nie wiedział wcześniej, że przetrwanie budżetu zależy od odebrania ludziom wypracowanych przez lata emerytur? Przecież mamy stały wzrost gospodarczy! Przecież obiecywali nam bezpieczeństwo i miłość!


Stało się tylko to, co prędzej czy później stać się musiało. Ujawnia się w końcu to, co dotychczas ukrywano z powodów czysto politycznych – Polska gospodarka tkwi w katastrofie nie od dzisiaj, nie od wczoraj, a od początku nieszczęsnej „transformacji ustrojowej”. I nie może z tej katastrofy wyjść właśnie z powodu trwania tych samych blokad politycznych, które zbudowano przy okrągłym stole.

Od 1989 r. autorzy „transformacji” twierdzili, że ekonomia to wiedza tajemna, dostępna wyłącznie specjalistom, i kategorie zdroworozsądkowe nie mają tu zastosowania. Można było pozwolić komunistom rozkraść majątek narodowy, bo ci socjalistyczni menedżerowie mieli zrobić z niego lepszy użytek niż ciemniactwo z Solidarności. Można było zgodzić się na spłatę długów zaciągniętych przez Gierka i Jaruzelskiego, bo miały to być długi nasze, polskie, a nie sowieckie. Można było złodziejom z FOZZ zapewnić ochronę z Ministerstwa Finansów, żeby aparat komunistycznych służb specjalnych nie czuł się pokrzywdzony ograniczeniem ich wszechwładzy. Można było sprzedać banki, a najlepiej dać je ukraść. Można było pozwolić zniszczyć polskie fabryki i w ogóle produkcję krajową, żeby wydać bezbronny polski rynek na łupienie przez firmy z Zachodu.

Wszystko można było, aby tylko Jaruzelski z Kiszczakiem nie poczuli się zagrożeni i nie musieli grozić swoim agentom zerwaniem z głów wyprodukowanych w SB i WSW aureoli. Wszystko było cudnie i cały świat od Moskwy po Waszyngton bił brawo nosicielom tych przysowieckich aureoli, bo podporządkowali Polskę interesom zagranicy, a Polska przestała być dla świata wyrzutem sumienia i zobowiązaniem do partnerstwa.

Dzisiaj ci sami ludzie, którzy władzę polityczną aparatu PZPR „stransformowali” we władzę ekonomiczną, zmienili doktrynę postkomunistycznej ewangelii i nagle tłumaczą Polakom, jak komu głupiemu, że zasady ekonomii są bardzo proste. Oto nie można wydawać więcej niż ma się dochodu! W chwili ponoszenia ostatecznej klęski Balcerowicz i Rostowski powołują się na doświadczenie gospodyń domowych i nawołują do oszczędności! Teraz każda kucharka ma mieć odpowiednio dużo rozsądku, żeby zrozumieć tych sławnych cudotwórców, którzy powtarzają za Gomułką: „z pustego i Salamon nie naleje”.

A przecież to nieprawda. To właśnie oni nalali komunistom po brzegi z pustej kiesy zbankrutowanej III RP. Wtedy można było lać do woli, a teraz już nie? Nawet głodnym i starym? Co się stało z tymi pieniędzmi?

W 1991 r. Balcerowicz przekonywał mnie, że polityka się nie liczy, bo ważna jest tylko gospodarka. Nie wiedział biedak, że jest tylko kukłą w rękach sprytniejszych graczy. Rostowski doradzał, jak wyrwać dewizy z kont obywateli. Tusk twierdził, że najbliżsi mu w koncepcjach ekonomicznych są postkomuniści. I też nie wiedział, że sponsorzy znoszą mu pieniądze dlatego, że widzą w nim dobrze zapowiadający się materiał na utrwalacza PRL-bis (i szybko okazał się godny okazanego mu zaufania – pierwszy rzucił się do gardła rządowi Jana Olszewskiego).

Tusk wmawia, że reforma ma zapewnić wyższe emerytury. To wierutne kłamstwo. Ratowanie budżetu polega na tym, że starsi ludzie zostaną pozbawieni środków utrzymania, bo aż do 68 roku życia nie będą mieli ani emerytury, ani pracy, ani zasiłków dla bezrobotnych. Kasa państwowa ukradziona jest na lata naprzód. Transformatorzy znowu muszą okraść obywateli.

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.