Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Kto musi? Kto chce?

Władimir Putin jest wyłączną ikoną Rosji, ale Polska jest demokratyczna, więc ma aż dwie ikony

– człowieka, który „obalił komunizm” (z Danuśką, co myślała, że pieniądze są z totka, a nie za donosicielstwo) i człowieka, który twierdzi, że podjął współpracę z Wałęsą już przed Sierpniem ’80, walczył w NZS i Solidarności (a głupia SB nic o tym nie wiedziała, nie internowała go i nie wszczęła wobec niego nawet rutynowo podejmowanej „Sprawy Operacyjnego Sprawdzenia”, nie mówiąc o rozpracowaniu), ale od dwudziestu lat konsekwentnie utrwala postkomunizm.

Dlaczego dwa największe narody słowiańskie wielbią akurat to, co każą im wielbić KGB/FSB oraz SB/UOP/ABW? Na Zachodzie dominuje pogląd, że Słowianie mają usposobienie niewolnicze „z natury”. Już tysiąc lat przed Hitlerem historyk Tietmar zaprezentowal Europie obraz Słowianina jako człowieka żyjącego poza kulturą i stereotyp ten upowszechnił się do tego stopnia, że do niedawna wybitni intelektualiści Zachodu twierdzili, że Rosjanie pragną żyć w sowietyzmie, a marzenia Polaków wyraża ich idol wołający: „Socjalizm tak, wypaczenia nie”.

Jednak rosyjscy i polscy politycy diametralnie różnią się w postrzeganiu samych siebie. Rosjanie potwierdzają swoją „rabską” uległość wobec władzy, za to Polacy chlubią się swoim rzekomym przywiązaniem do wolności.

I na pierwszy rzut oka coś z tej różnicy sprawdza się do dzisiaj. Przecież za komuny Wałęsa był inwigilowany, a Tusk, jego bojowy towarzysz z jakichś tajnych WZZ (w tych jawnych nic o nim nie słyszano) był nawet zatrzymany na jedną noc w areszcie. Wałęsa był w internowaniu zatruwany wódką i szampanem, a Tusk w pracy demoralizowany wysokimi zarobkami, wódką i marihuaną. Mimo to nie ulegli propozycjom zostania podrzędnymi funkcjonariuszami systemu, a wsparli komunistyczną nomenklaturę dopiero wtedy, gdy zaakceptowała ona ich przywództwo.

A więc potwierdza się to, co już Gomułka tłumaczył Sowietom, że Polska różni się od Rosji i moskiewskie wzory się nad Wisłą nie sprawdzają. Polacy odrzucają, manifestowane jawnie i wprost uwielbienie funkcjonariuszy systemu zbrodni, takich jak Putin (ale zachowują szacunek dla sowieckich agentów w rodzaju Jaruzelskiego). Dominujący gust można rozpoznać dopiero po wyborze własnych idoli. Polakom trzeba bohaterów na miarę ich własnej historii, takich, którzy pomogą im nie przyznawać się do udziału w komunizmie z własnej woli.

Polski mainstream polityczny i medialny gustuje w ludziach publicznie opierających się sowietyzmowi, ale tajnie zwerbowanych przez komunistyczną tajną policję polityczną. Przeklęty pomysł Adama Mickiewicza (Poeta żałował napisania Konrada Wallenroda) stał się fałszywym kanonem fałszywej walki o wolność. Jego praktycznym zastosowaniem stała się perwersja tajnych współpracowników SB – niewolników najpierw tajnie współpracujących z oprawcami, a po „transformacji” chroniących ich interesy jako „ludzi honoru”. Nic dziwnego więc, że Donald Tusk zapewnia: „Lech Wałęsa wspierał i wspiera działania moje, mojego rządu, Platformy Obywatelskiej. Jesteśmy rzetelnymi od zawsze sojusznikami politycznymi w trudnych i dobrych chwilach”.

O niedawno zmarłym byłym prezydencie malutkiego narodu czeskiego Łukasz Kamiński pisał w „Rzeczpospolitej” tak:„Zdaniem Havla siłą systemu była powszechna zgoda na życie w kłamstwie”. I dodawał: „Był politykiem niedostosowanym do współczesnego świata. Dlatego zapewne nie stanie się wzorem dla innych”.

Kamiński jest prezesem IPN i choćby z praktyki zawodowej dobrze wie, o czym mówi. Niepodległa i demokratyczna Polska całą mocą swojego parlamentu, swojego rządu, swojego systemu wymiaru sprawiedliwości, swoich „policji jawnych, tajnych i dwupłciowych” chroni nie tylko jawnych funkcjonariuszy polskiego sowietyzmu, ale szczególnie broni zdrajców tajnych, właśnie „dwupłciowych”. Z jednej strony sycących się aplauzem świata za „obalenie komunizmu”, a z drugiej cieszących się wdzięcznością ze strony krajowych komunistycznych zbrodniarzy i władz putinowskiej Rosji, którzy nie ujawniają posiadanych przez siebie archiwów dokumentujących podłą służbę „Bolka” i jemu podobnych.

„Musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce” – przytacza współczesny Poeta starodawne przysłowie po procesie przegranym z najbezczelniejszym obrońcą postkomunizmu. Będąc dzieckiem, powtarzałem to powiedzonko z dumą i pewnością odrodzenia się prawdziwej polskości. Na progu starości sokratejska maksyma „Wiem, że nic nie wiem”zaczyna obejmować i tę kwestię.

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.