Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Gierkotusk

Periodyzacja dziejów ma sens tyleż ograniczony, co jest zabiegiem nieuniknionym, jeżeli chcemy w języku potocznym wskazać ich najważniejsze cechy.

Z tego punktu widzenia „tuskizm” kojarzy mi się z „gierkizmem”. (Po napisaniu powyższych zdań wpisałem „gierkizm” w przeglądarkę i jako pierwszy ukazał się nieznany mi wcześniej artykuł Rafała Ziemkiewicza p.t. „Zbudujemy drugą trzecią Rzeczpospolitą”, w którym już rok temu ogłosił konkurs dla poszukiwaczy „gierkizmów”. Oznacza to, że moje skojarzenie nie jest, bynajmniej, oryginalne, ale będę je jednak nadal tłumaczył, bo mam nadzieję wskazać jego inne oryginalne cechy.)

Ostatnim publicznym wydarzeniem upodobniającym Tuska do Gierka (długi zaciąga po cichu, ale też będziemy je spłacali co najmniej 30 lat) było jego zachowanie wobec środowisk społecznych sprzeciwiających się przyjęciu przez Polskę traktatu ACTA. Na wieść o pierwszych protestach potraktował je tak, jak Gierek „przerwy w pracy” w 1980 r. który też ogłaszał, że nie ulegnie „szantażowi warchołów i mącicieli”. W następnej fazie było podpisanie traktatu, ale zapowiedź „konsultacji” przed ratyfikacją – analogicznie do nieodwołania podwyżki cen z 1 lipca 1980 r., ale cicha zgoda na podwyższanie płac.

Najsmutniejsze skojarzenia nasuwały się podczas spotkania z internautami 6 lutego. Oto człowiek z Gdańska, mieszkający niedaleko stoczniowej bramy, uważający się za człowieka „Solidarności” (choć z „Bolkiem” w klapie), okazuje się nieprzytomnym zadufkiem, który usiłuje manipulować rozmówcami tak głupio, jak Gierek i jego dziennikarze w Sierpniu`80. Ten nieodrodny spadkobierca propagandy sukcesu tak się zapamiętał w roli „ukochanego przywódcy”, że do normalnych ludzi (a nie do swoich odmóżdżonych postkomunistycznych lemingów) mówi słowami negocjatorów rządowych w Sali BHP – „nie zgadzamy się na wasze wolne związki zawodowe (wycofania podpisu pod ACTA), ale chcemy tak zreformować nasz CRZZ, żeby był lepszą transmisją partii do mas (uczynić polskie prawo narzędziem totalnej kontroli nad obywatelami).

Tak jak SB wprowadziła swoich agentów do Sali BHP, żeby krzyczeli: „Towarzyszu Gierek – przyjedźcie do nas”, tak do Kancelarii Premiera w charakterze prorządowych „dyskutantów” ściągnięto najbezczelniejszych lobbystów. Jak widać Tusk potrzebuje tajniaków nie tylko jako dywersantów do bicia manifestantów na Pl. Konstytucji, ale i do „debaty” w swoim własnym biurze.

Nawet w warstwie językowej Tusk jest kontynuatorem mentalności tamtych komuchów i jak oni stale używa sowieckiego „wy” zamiast polskiego „państwo” (ten były dziennikarz robi to zawsze w stosunku do dziennikarzy, ale skoro ci wobec tego prostactwa nie protestują, to ja nie będę się o ich godność upominał).

Skąd się bierze ta wspólnota mentalności Gierka i Tuska? Jak może komuś wydawać się, że do zreformowania III RP (jak PRL) zamiast zmian systemowych wystarczą pieniądze z Zachodu? Wydaje się, że przyczyną są dwie wspólne cechy – pragnienie kariery za wszelką cenę przy duchowym prymitywizmie. Obu łączy oportunizm i lenistwo z fałszywym wyobrażeniem gospodarki rynkowej. Gierek znał Zachód z poziomu prostego robotnika, ale to i tak lepiej niż Tusk, którego dorobkiem przed zostaniem politykiem była zarobkowa wyprawa na zbiór truskawek.

Gierek myślał, że jak da społeczeństwu transmisję z lądowania Amerykanów na księżycu i małego fiata, a Francuzi budują kilka fabryk i hoteli, to już będzie „jak na Zachodzie”. Tusk wyobrażał sobie kapitalizm, jako samonapędzające się perpetuum mobile, dla którego państwo jest tylko „nocnym stróżem”. Głupota godna tej, z której kiedyś płynęły okrzyki: „Gierek-Polska”, a teraz: „Tusku musisz”.

Dopiero gdy do tych samouwielbieniem wypełnionych głów zaczęła  docierać rzeczywistość (u jednego – jako skutki zadłużenia, u drugiego - światowego kryzysu) pojawił się strach przed upadkiem, a w konsekwencji zaprzężenie policji,  służb specjalnych i całego aparatu państwowego do jednego zadania – walki z opozycją, „kibolami, „hakerami” i wszystkimi innymi, którzy głośno mówią, że „Donald ma Tolę”. Ten strach narasta i wszystkie kolejne afery go pogłębiają. Wkrótce dowiemy się, że powinniśmy kochać Gierkotuska, bo rozmawia zamiast strzelać, a za tego Kaczyńskiego było jak w Grudniu`70 – ludzie Ziobry mordowali kogo popadło. Koniec przyjdzie wtedy, gdy Merkel zabroni Tuskowi całować się po rękach, a wystawi policzek Palikotowi z Millerem. Ciekawe tylko, czy zmiana zostanie zaprezentowana przy tym samym okrągłym stole… 

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.