Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Garbaty los Sybiraka

Zwracam się do Pana panie Krzysztofie, za co z góry przepraszam że może nie pod właściwy adres się zwracam, ale poszukuję gdzie tylko mogę osoby czy instytucji która podjęła by się pomocy w formie upublicznienia poniższego, lub podprowadzenia pod właściwy adres, jeżeli nie jest w stanie bezpośrednio udzielić pomocy.

Tak się składa że pisałem zażalenia w swojej sprawie do wielu instytucji (w załączniku) i o pomoc do wielu osobistości, dokładnie już nie pamiętam do ilu, a  pomocy jak dotąd wciąż znikąd. Prawnicy do których się zwracałem chcieli ściągnąć ze mnie ciężki haracz za pomoc prawną a mnie na co dzień na leki brakuje.

-Nie jestem w stanie tak na poczekaniu przy stanie mojej ułomnej pamięci wyartykułować swojego położenia wobec tego czego od lat doświadczam, przeto posłużę się swoimi długoletnimi zapiskami ujętymi w przesłanym załączniku (taka forma opowiadania do szuflady). Wszelkie moje radzenie sobie z sądami i im podobnymi instytucjami z powodu encefalopatii jest mniej więcej podobne jakby ktoś chromemu kazał biegać bez protez a jednak pomocy znikąd. Utraciłem już wiarę w nasze państwo, przeto oczekuję od Pana jakiejś formy upublicznienia mojej sytuacji, bo czuję się ze swoim wołaniem jak za szybą pancerną i nikt mnie nie słyszy. 

Radosnych Świąt Bożego Narodzenia i do siego Nowego Roku 2012 A.D.  pozdrawiam  Kazimierz Raczyński - Sybirak

Wszyscy dotychczasowi adresaci moich skarg na nieprawidłowości ZUS-u i Sądu 0kręgowego w Szczecinie nie chcą uznać w moich syberyjskich doznaniach ani rozstroju zdrowia ani uznać obywatela poszkodowanego szkodą osobową. W ogóle nie uznają mnie za kogoś mogącego być w jakikolwiek sposób poszkodowanym w sowieckiej niewoli. Tymczasem takiej szkody osobowej doświadczyłem ponad 65 lat temu w sowieckim łagrze masowej zagłady, doświadczałem jej także w okresie PRL-u i doznaję jej po dzień dzisiejszy. Spróbuję wprowadzić w sedno tego, czego wciąż doświadczam. –Tak się dobrze składa że w ramach poprawy i rehabilitacji swojej upośledzonej pamięci muszę między innymi jak najwięcej pisać. To też dość nieudolnie zapisuję codziennie nie tylko zagadnienia związane z moim statusem osoby poszkodowanej w niewoli, ale zapisuję także wszelkie spostrzeżenia, przemyślenia, rozmowy i dyskusje o wszelakich podobnych anomaliach rujnujących nasz ojczysty kraj, w formie takiej prywatnej opowieści do szuflady na pamiątkę potomnym. –Poniżej zamieszczam szereg urywków wyjętych z rozleglejszego tekstu moich zapisków dotyczących zagadnienia jakie pragnę nakreślić ukazując całą głębię mojego trudnego doświadczenia.

                                         Garbaty los Sybiraka

         (…) W Szczecinie nawet powstał Plac 0fiar Katynia. A także powstało Rondo Sybiraków, do których to grona Sybiraków i życiorysu łagrowego strach było się onegdaj oficjalnie przyznać – dopowiedział Marcin. –Łatwiej im mianować Rondo w centrum miasta imieniem Sybiraków, nazwać ulicę mianem Sybirakow, czy nawet jednemu z Gimnazjum nadać imię Sybiraków, niż Sybirakowi okaleczonemu fizycznie i psychicznie poprzez represyjną deportację na sybir w jakikolwiek sposób pomóc w dochodzeniu zadośćuczynienia. –Tak się składa że od końca lat dziewięćdziesiątych zmagam się z całym wymiarem niesprawiedliwości o jakąś bądź formę zadośćuczynienia za dożywotnio odebrane mi zdrowie w syberyjskim łagrze tuż u progu mojego życia i niestety wszystko na nic. –0j gdzie Marcin już się nie odwoływał od wyroku sądowego wydanego tak jakoś bardzo podejżanie, zaocznie i niesłusznie – potwierdziła Marysia. –Do Prezesa Sądu się odwoływał. –Do Ministerstwa Sprawiedliwości. –Do Sejmowej Komisji Sprawiedliwości. –Do Rzecznika Praw 0bywatelskich. –I nie wiem gdzie jeszcze. –Do Prezesa Sądu Najwyższego – przypomniała sobie. –I niestety, tak jak za komuny Sybirak nie posiadał we władcach PRL-u mecenasa a wręcz doznawał jedynie toksycznej ich nienawiści, tak i nadal we władzach Rzeczypospolitej Polskiej nie znajduje mecenasa – dopowiedział Marcin. –Po otrzymaniu pisemnej odpowiedzi z Biura Ministra Sprawiedliwości (BM III-051-3239/08/R) nie potrafię ni jak zrozumieć, dlaczego w odpowiedzi ministerstwo uważa z taką pewnością, iż poszukiwanie przeze mnie prawdy należy uznać za zupełnie niecelowe, gdyż i tak nic to w moim przypadku nie zmieni? Tak jak bym już był conajmniej prawomocnie ubezwłasnowolniony? A wyrok zapadły w mojej sprawie Biuro Ministra uważa kategorycznie za ostateczną wyrocznię, od której nie ma już odwołania! –Nie wiem, czy Biuro Ministra istnieje dla Narodu, czy Naród istnieje dla Biura Ministra? Mam takie wrażenie, jakby Biuro Ministra uważało mnie conajmniej za intruza, a nie petenta, któremu należałoby w jakiś sposób usiłować pomóc. –Za próbę dochodzenia zadośćuczynienia za zniszczone zdrowie w łagrach, jest się w podobnej sytuacji jak kiedyś w przypadku dochodzenia do prawdy o zbrodni katyńskiej – dodał. –Przestańmy narazie o tym wspominać, bo to, na co oni sobie pozwalają z ofiarami łagrów sybiru, strasznie boli – wyznał zasmucony. –Nadwątplona odporność psychiczna będąca konsekwencją takiego katorżniczego życiorysu od zawsze go w takich sytuacjach deprymowała.   (…)   –Były to czasy przełomu, niosące tak wiele nadziei – wyznał Marcin. –Nareszcie po dziesięcioleciach ukrywania swojego życiorysu i traumatycznie bolesnej przeszłości można było oficjalnie przyznać się że jest się ocaleńcem spośród nieprzeliczonych rzesz ofiar systemu komunistycznego. –I to nie tylko tam podczas syberyjskiej deportacji, ale i po powrocie z niewoli na ojczyste łono, wciąż nieustannie było się we własnym kraju ofiarą tamtego nieludzkiego systemu. –Pierwsze oficjalne spotkanie Sybiraków odbyło się gdzieś tak w połowie osiemdziesiątego dziewiątego roku – wspominał Marcin. –Jak dziś pamiętam rozpoczęło się Mszą Świętą w kościele Świętego Andrzeja Boboli przy Pocztowej, odprawianą przez księdza Stanisława Sosnę. –Wówczas to zauważyłem naocznie, że takich nieszczęśliwców doznających niezwykłego raju w łagrach syberyjskich tajg i stepów w Szczecinie były setki. Kościół dosłownie pękał w szwach a i tak nie wszyscy się wewnątrz świątyni pomieścili, tak wiele szczecinian o syberyjskim życiorysie i rodowodzie przybyło na tamto historyczne spotkanie. (…) –Muszę się panu pochwalić, że tam na pierwszym organizacyjnym zebraniu Sybiraków, od samego założyciela Krajowego Zwiąku Sybiraków pana Ryszarda Reiffa otrzymałem legitymację członka Związku Sybiraków. –Czy to może ten co sprzeciwił się wprowadzeniu stanu wojennego – spytał pan Edward. –Tak ten sam – potwierdził Marcin. –Z powierzonego mi przez Reiffa mandatu członka założyciela, mogłem na organizacyjnym zebraniu wraz z innymi Sybirakami mandatariuszami aktywować 0ddział terenowy Związku Sybiraków w Szczecinie. –Wie pan że wydawało mnie się wówczas wręcz wspaniałomyślnie, że wraz z wywalczoną demokracją i niezawisłością kraju zarysowuje się całkiem nowe spojżenie na los ludzi tak bardzo zniewolonych i represjonowanych przez komunizm. 0kazało się jednak, iż przedwczesne i naiwne były to oczekiwania. (…) Raz jest lepiej a raz gorzej z moim chorym kregosłupem – ubolewał Marcin. –Są takie dni że nie odczuwam najmniejszego bólu i wydaje mi się że mogę góry przenosić ale są takie dni że muszę chodzić w gorsecie a nawet nieruchomo leżeć. Nieustanna sinusoida dolegliwości sprawia że wolę jak to się mówi nawet na zimne dmuchać, aby niechcący przypadkiem nie urazić kregosłupa. (…) –To czerwoni przyczynili się do mojego kalectwa. Gdyby chociaż wcześniej wysłali na rentę, gdybym chociaż otrzymywał sukcesywnie jakieś zwolnienia lekarskie w czasie częstych i coraz częstszych nawrotów choroby – gdybał chwilami w głębi duszy. –Ale nieludzkie przepisy na to nie pozwalały?! (…) –0kazało się jednak, proszę pana, iż przedwczesne i płonne były te moje oczekiwania względem zadośćuczynienia za odebrane zdrowie podczas syberyjskiej niedoli – dodał. –Gdy moje schorzenia się pogłębiały, a miały swój początek, jak i przyczynę pochodną od nieludzkich warunków łagrowych, jakie łagrownikom tam na Syberii zgotowano. W rezultacie tamtego dobrobytu wciąż niedomagałem, poważnie i dość ciężko się rozchorowałem ostatecznie przechodząc na przedwczesną rentę. –Nieludzko mordercze warunki na syberii w jakich formowało się moje prenatalne życie, u samych progów mojej egzystencji, jak i drastyczne warunki życia z łagrowego wczesnego dzieciństwa, kładły się nieustannym brzemieniem na moim zdrowiu i coraz gorszym i gorszym jego stanie. –Zgodnie z Ustawą dotyczącą osób represjonowanych, dotyczącą ofiar zarówno obozaów hitlerowskich, jak i ofiar łagrów bolszewickich, złożyłem w szczecińskim zusie stosowne dokumenty aby uzyskać należną z tego tytułu rentę. –Coś w formie takiego zadośćuczynienia, za bezpowrotnie stracone zdrowie w łagierniczych warunkach u samego progu mojej ziemskiej egzystencji. –Niestety, ale zusowski orzecznik nie przyznał mnie takiej możliwości? Chociaż ofiary III Rzeszy, w bardzo podobnej do mojej sytuacji życiowej, zostawały bez zastrzeżeń uznawane jako pełnoprawne ofiary nieludzkiego obozowego systemu zbrodniczego. –Nikt nigdy moim krewnym za syberyjskie męczeństwo nie powiedział choćby jednego słowa – przepraszam, nie mówiąc o jakimkolwiek zadośćuczynieniu za katorżniczą niewolę. Mnie natomiast stanowczo odmawia się takiego zadośćuczynienia. (…) –Nawet znam taki przypadek, gdy ktoś urodził się już po wyzwoleniu jego matki z niemieckiego obozu koncentracyjnego, lecz cały proces jego prenatalnego życia kształtowania się odbywał się w nieludzkich warunkach obozowej gehenny – dopowiedział pan Edward. –I też, zgodnie zresztą z ludzką logiką, wywalczyła sobie ta osoba prawo do odszkodowania za zrujnowane zdrowie w obozie masowej zagłady. –Niejednokrotnie po dzieciach dzisiaj to można zauważyć, a nierzadko nawet i po wnukach, że ich matki czy babcie przeszły przez szatański łagier czy obóz masowej zagłady podczas ostatniej wojny. A cóż dopiero powiedzieć o dzieciach urodzonych w tak piekielnie makabrycznych warunkach – dodał. –Tak, ale ocaleńcy z niemieckich obozów zagłady mieli całkiem inny start – przytaknął Marcin. –Kiedyś przed laty obok mojej Marysi mieszkała sąsiadka babcia Tereska mająca za sobą straszną gehennę w niemieckim obozie. Gdy słyszała jak opowiadałem o łagrowych warunkach na sybirze, stwierdziła jednoznacznie że niezmiernie współczuje Sybirakom, gdyż Sybiracy tam podczas deportacji doświadczali znacznie gorszych warunków. Niemcy tutaj w centrum Europy, nawet wbrew swej odwiecznej zbrodniczej naturze, chcąc nie chcąc musieli stosować jakieś choćby tylko namiastkowe pozory humanitaryzmu. –Poza tym ocaleńcy z niemieckich obozów mogli po wojnie zupełnie oficjalnie wypowiadać się na temat swojej nieludzkiej niedoli, mogli się skupiać w legalne organizacje skupiające to okropnie okaleczone środowisko. Natomiast nam Sybirakom nie wolno było przez dziesięciolecia nawet słówkiem pisnąć na temat podobnej a nawet gorszej niewoli w bolszewkich obozach masowej zagłady. I nadal trwa dyskryminacja zarówno ocaleńców jak i ofiar w sowieckich łagrach aż po czasy Sądu Ostatecznego spoczywających w syberyjskiej zmarźlinie. –Jeszcze za komuny przylgnęło do najważniejszych głów w naszym kraju przeświadczenie że ocaleńcy z łagrów to nic nie warty sort obywateli i nie ma co się nad nimi rozczulać i tak im to pozostało aż do dzisiaj. –Próbuj się chłopaku odwoływać aż do skutku, aż im to kiedyś zbrzydnie tak jak biblijnemu sędziemu ustępującemu ostatecznie ubogiej natarczywej wdowie – podpowiedział pan Edward. –Proszę pana, nie tylko ja sam odwoływałem się od niesłusznej zusowskiej decyzji. 0dwalano systemowo na wyraźne polityczne polecenie wszystkich odwołujacych się Sybiraków a zwłaszcza tych którzy w jakiś sposób lewactwu w przeszłości podpadli. Na podpadziochów którzy w jakiś sposób kiedyś rozwiedce podpadli nadal zupełnie inaczej się patrzy a przecież tak jak wszyscy inni ocaleńcy jesteśmy traumatycznymi ofiarami tamtej niewolniczej katorgi najczęściej z różnorakim niedorozwojem fizycznym, czy psychosomatycznym, osobowościowym. Z trwałymi nieodwracalnymi przypadłościami zdrowotnymi. –Jeszcze przed narodzeniem się skazani byliśmy tam na sybirze na nieodwołalną karę śmierci znacznie częściej niż dorośli członkowie naszych rodzin. A to, że dzięki Bogu, w jakimś zaledwie odsetku wywinęliśmy się w jakiś wręcz cudowny sposób grabarzowi spod łopaty, to już tylko nasz dożywotni problem. –Tak logicznie z tego by wynikało? – potwierdził pan Edward. –Nawet zgodnie z obowiązującymi zasadami prawa od decyzji zusowskiej odwołałem się do Sądu 0kręgowego, i wie pan, że tam doświadczyłem podobnej analogii, jak w mniemaniu zusowskich orzeczników? – kontynuował Marcin. –Sąd potraktował mnie tak, jak przez całe poprzednie dziesięciolecia najczęściej administracyjnie traktowano w PRL-u całe środowisko Sybiraków. –Po raz pierwszy w życiu znalazłem się na sali sądowej. Tuż na wstępie zadano mi pytanie czy to są wszystkie choroby jakie moim zdaniem wyniosłem z syberyjskiej niewoli a widnieją w dokumentach, odpowiedziałem że nie wszystkie i na tym zakończono posiedzenie trwające zaledwie jedną krótką chwilkę. Natomiast nie powiadomiono mnie o terminie dalszej rozprawy sądowej przeciwko ZUSowskiej decyzji. Jako wnoszący pozew odseparowany byłem od wszelkich czynności procesowych a rozprawa (Sygn. Akt VII U 4366/99) odbyła się dosłownie poza moimi plecami. Ani nie mogłem przedstawić najstarszych zachowanych dokumentów swojego leczenia ani świadków mogących zaświadczyć o ciężkim stanie mojego zdrowia w czasie dzieciństwa. –Jako osoba najbardziej zainteresowana postępowaniem sądowym, wstawił bym się na rozprawę niewątpliwie niezwłocznie w miarę swoich możliwości zdrowotnych, gdyby takie powiadomienie do moich rąk dotarło. A nawet gdybym z powodów farmakologicznego odurzenia lekami przeciwbólowymi jak i porażony bólem kregosłupa w jakiś sposób przeoczył wyznaczony termin, to sąd z tej przyczyny nie powinien mnie karać niekorzystnym wyrokiem. –Dopiero po wielu latach oczekiwania na rozprawę dowiedziałem się ze zdziwieniem i oburzeniem zarazem że już przed laty zapadł wyrok zupełnie haniebny i zdumiewający zarazem bo oddalający moje odwołanie od zusowskiej decyzji. –Wyrok przekraczał moje ludzkie wyobrażenie. Dlatego wystąpiłem z wnioskiem o udostępnienie mnie treści uzasadnienia tegoż wyroku lecz do dnia dzisiejszego nie mam możliwości zapoznania się z treścią i sentencją tamtego postępowania, moim zdaniem opartego na procedurze nierzetelnej i nie do końca sprawdzonej. Niestety uzasadnienie orzeczenia mimo wszystko przede mną utajniono. –Biegli sądowi orzekli jednogłośnie że brak mojej niezdolności do pracy, nie pozostaje w związku z pobytem na syberii, gdyż moje schorzenia ich zdaniem nie są następstwem pobytu na syberii w połowie lat czterdziestych. Potwierdzili nieprawdę w urzędowych dokumentach bez żadnego merytorycznego czy logicznego uzasadnienia tego bezwzględnie pseudomedycznego werdyktu?!? –Rzekomo niezawisły Sąd moje odwołanie oddalił, jakby chcąc swoim postanowieniem umocować jednogłośne nieugięte twierdzenie Rosjan, że wschodnia golgota naszego narodu nie była żadnym ludobójstwem. –Jak długo sięgam pamięcią wiem że Sybiracy zawsze stanowili w naszej 0jczyźnie problem niezwykle drażliwy, a wręcz trefny. Byliśmy wyklęci tak jak AKowcy. Wciąż nadal pomimo wolnej rzekomo Polski publicznie kwestia Sybiraków w naszym kraju jest niemedialna, niepoprawna politycznie, społeczność ocaleńców poszkodowanych na syberii jest w dalszym ciągu upokarzana poprzez wykluczenie i odrzucenie. Dlatego gdy całymi latami oczekiwałem na wyznaczony termin rozprawy sądowej, podejrzewałem niebezpodstawnie że poprzez opieszałość i przeciąganie terminu w nieskończoność dąży się niejako do faktu dokonanego aby sprawa rozwiązała się samoistnie poprzez moje zejście jeszcze przed rozprawą. –Przez niezawinione cierpienia i syndrom Sybiraka jakiego dotykaliśmy bezpośrednio na sybirze, jak i pośrednio już po powrocie do kraju, mam pełne prawo by uzasadniać taki tok rozumowania. Tym bardziej iż zauważam, że opieszałość wymiaru sprawiedliwości Rzeczypospolitej Polskiej dotyczy także ukarania sprawców wszelkich zbrodniczych zsyłek rodaków na syberię, jakby również oczekując aż sprawa rozwiąże się podobnie samoistnie. –Ale lewakom dopuszczającym się zbrodni komunistycznych to biegli z dziedziny medycyny z chęcią i wręcz uniżenie zaniżają stan ich zdrowia aby nie musieli zgodnie z dziejową sprawiedliwością odpowiadać przed narodem – całkiem słusznie zauważył pan Hedzielski. –Gdzie ja już nie pisałem w tej sprawie poza wymiarem sprawiedliwości, nawet do kancelarii prezydenta, do Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, do Zarządu Głównego Związku Sybiraków, do centralnego Związku 0sób Represjonowanych. I nie pamiętam gdzie jeszcze z powodu niesprawnej pamięci. –Wszystko na nic. –Wszystko psu na buty. –Wszyscy zasłaniają się bezsilnością z powodu braku umocowań prawnych?! –Dosłownie jak kamień w wodę. –0dpowiedzi, tych szacownych wydawałoby się instytucji są wręcz dziecinnie naiwnie żałosne. Wszystkie instytucje administracyjne sprzymierzyły się przeciwko Sybirakowi. Straszna znieczulica – bo ja z racji sprawowania wysokiego urzędu jestem Ktoś ważny a ten drugi to tylko nic nie znaczący śmieć. –Szkoda tylko mojej i tak szczupłej jałmużny rentowej na znaczki przesyłek poleconych. Na jakąkolwiek pomoc i sprawiedliwość w naszym kraju już z pewnością liczyć nie mogę. –Powiem ci chłopaku tak szczerze że większość z tych ludzi, oczywiście oprócz samych ocaleńców z syberyjskich łagrów i ich rodzin pewnie nie ma najmniejszego pojęcia co to była tamta niewola i straszliwa zagłada narodu w łagrach, ogólnie nazwana przez prałata Peszkowskiego Golgotą Wschodu – zauważył pan Edward. –Wciąż przez dziesiątki lat, publicznie mówiło się tylko o nieludzkiej tragedii i dramacie ofiar niemieckich obozów masowej zagłady. (…) –Tak, ale o syberyjskiej eksterminacji naszego narodu nigdy publicznie nawet półgębkiem nie wspominano – zauważył pan Edward. –Jeżeli coś mglistego niechcący przedostało się do publicznej świadomości, to tylko w postaci bajkowych epizodów z życia syberyjskich deportowanych z rodzaju czterech pancernych i psa. Wyraźnie tym epizodem wskazując na rodzaj jakoby wczasów i bajkowej sielanki Polaków tam na daleki wschód wcześniej przemocą przetransportowaych. –Jak zauważam większość niedoinformowanych rodaków na ogół sądzi, że Sybiracy, to tylko jedna z bliżej nieokreślonej frakcji zabużniaków, przymusowo przesiedlonych po wojnie wraz ze swoim dobytkiem w nowe ojczyste granice. Nic ponad to. –Wiem doskonale, że wiekszość naszych rodaków, najszęściej z pozycji tego haniebnie przewrotnego serialu i jemu podobnych mitycznych frazesów komuszych, jedynie postrzega nasz syberyjski epizod a moja niemoc w tej kwestii jest jednocześnie moim osobistym dramatem – żalił się Marcin. –Dziesiątki lat nieustannego załgania też swoje w świadomości rodaków zrobiły. –Dlatego też zdaniem wielu dzisiejszych adwersarzy, Sybiracy wogóle nie powinni podlegać pod Ustawę o osobach represjonowanych. Urząd Miejski za prezydentury Jurczyka wydał uchwałę że osoby represjonowane mogą za specjalną legitymacją wydaną przez ZUS bezpłatnie jeździć środkami komunikacji miejskiej Szczecina. Niestety, ale gdy się tam zgłosiłem, ZUS oznajmił mi po raz wtóry że Sybiracy nie podlegają pod miano osób represjonowanych. –Czy może ktoś być jeszcze bardziej przez czerwonych represjonowanym od Sybiraków? – zdziwił się pan Edward. –Niech mi pan wierzy ale nieraz wobec tej niezdrowej sytuacji czuję się tak bezradny, bezsilny i ubezwłasnowolniony jednocześnie, podobnie tak jak bezradna i ubezwłasnowolniona była nasza rozległa rodzina w trakcie deportacji na sybir, czy też podczas nieludzkiej katorgi w tajdze bezkresnej syberii. Bo kto jak kto, ale sądy, proszę pana, nie powinny wydawać w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej wyroków opartych jedynie o mity powstałe podczas peerelowskiego reżimu?! –Mało tego, mogę śmiało potwierdzić, że każdy, kto w wolnej 0jczyźnie poddaje w wątpliwość, celowo umniejsza, zaprzeczał, lub nadal zaprzecza syberyjskiemu ludobójstwu dokonywanemu na polskich obywatelach ten występuje przeciwko własnemu narodowi. A każdy kto występuje przeciwko historycznemu faktowi tragicznego ludobójstwa Polaków powinien podlegać surowej karze. –Tak bezwzględnie powinno być – potwierdził pan Edward. (…)  –Nieskończoną ilość razy Michał mi w pracy o tej strasznej syberyjskiej epopei narodowej opowiadał – wyznał pan Edward, gdy usiedli w sąsiednim pomieszczeniu by odetchnąć i nieco się posilić podanym przez dziewczyny pożywieniem. –Najczęściej czynił to jedynie półszeptem, by nikt postronny treści naszej rozmowy nie podsłuchał. A szkoda, że tylko półszeptem o tych sprawach można było kiedyś mówić, bo i taki sędzia też powinien coś niecoś wiedzieć o tamtej bezprzykładnej traumie i okrutnym ludobójstwie którego nie tylko Niemcy się dopuszczali na Polakach. –0powiadał mi wówczas twój ojciec o straszliwym dramacie i tragedii i o niezawinionej śmierci setek i tysięcy, a nawet dziesiątek milionów bezbronnych łagrowników, deportowanych do tamtejszych łagrów z najróżniejszych podbitych przez Rosjan republik, narodów i ludów. 0powiadał mi o wprost niewyobrażalnie nieogarniętej syberyjskiej golgocie. –Jak się z tych relacji zorientowałem, to nie tyle ekstremalne warunki klimatyczne były tam na Syberii najgroźniejszym czynnikiem morderczym, lecz przede wszystkim nieludzko mordercze warunki, jakie we wręcz bestialski sposób stosowano wobec wszystkich tam deportowanych zesłańców. Głodowe porcje żywnościowe, bestialski rygor i ideologiczny pręgież, niewyobrażalnie siarczysty mróz, składały się na bestialską katorgę, dziesiątkującą w oka mgnieniu deportowane tam na zatracenie całe wielopokoleniowe rodziny. –Służby łagrowe czyniły wszystko aby skrócić maksymalnie łagiernikom tą katorgę, lecz nie czyniły tego bynajmniej z litości – dodał Marcin. –Czyniły tę powinność z wyrachowanego i odgórnie narzuconego okrucieństwa. –A wszelkie religijne praktyki pośród łagrowników z podległych sowietom narodów, jak mi opowiadał Michał, były tam postrzegane i okrutnie tępione przez oprawców jako podstawowa i ewidentna oznaka narodowych nacjonalizmów – przypominał sobie pan Edward. –Posądzano w ten barbarzyński sposób wszelkie nacje o nacjonalistyczny opór etniczny lub narodowościowy?! –Ja również twojemu ojcu powierzałem w sekrece i po przyjacielsku tajniki swojej politycznej i patriotycznej przeszłości, a tym samym i własnej tożsamości, zagrożonej w tamtych realiach bezwzględną karą śmierci – dodał. –Proszę pana, tam na sybirze ginęły całe rodziny, nierzadko ginęły dosłownie jak to się mówi co do nogi. Bez choćby jednej żywej osoby z rodziny, która by mogła cokolwiek zaświadczyć o losie swoich krewnych – dopowiedział Marcin. –Gdyby nie zbawcza dla nas łagierników napaść Niemiec na Rosję, nikt nigdy nie dowiedziałby się co się z nieprzeliczoną ilością narodu pośród nocnych ciemności dyskretnie deportowanej tak naprawdę stało. Zginęła by tam na dalekim zesłaniu połowa naszego narodu, bez jakichkolwiek świadków którzy przeżyli by tamto białe piekło przez czerwonych siepaczy przygotowane. –Nawet pan sobie nie wyobraża, ile mnie kosztowało wysiłku i samozaparcia aby w Urzędzie do spraw 0sób Represjonowanych udowodnić swój syberyjski życiorys. I jak widzę, wszystko na nic! – żalił się Marcin. –Do wydanych na syberii świstków papieru moim krewnym, będących jakby formą kart repatriacyjnych, stanowiących tymczasowy dokument tożsamości, nikt mnie tam nie dopisał. Karty te wypisane były prawdopodobnie jeszcze przed moim urodzeniem. W rodzicielskich kartach repatriacyjnych nie figurowałem, choć się tam urodziłem. –Jak pamięcią sięgnąć, żadnych świadków tamtych dramatycznych zdarzeń. –W szczecińskim Archiwum odnalazłem tylko lakoniczną notatkę że wraz z najbliższymi krewnymi przyjechałem w kwietniu czterdziestego szóstego roku do Nowogardu. Lecz skąd nastąpił ten repatriacyjny przyjazd, o tym już notatka nie informowała bo takie stwierdzenie było w tamtym czasie bardzo niewygodne. –Posiadając jedynie zachowaną kartę repatriacyjną swoich krewnych wydaną w odległej azjatyckiej części Rosji, aż w obłaści Nowosybirskiej, rejonie Czerepanowskim i posiadając jednocześnie notatkę z archiwum potwierdzającą o wspólnym przyjeździe do Nowogardu – wyłącznie na podstawie takiej dedukcji i pewnej analogii mogłem udowodnić Urzędowi swój syberyjski życiorys. –Tak przynajmniej podpowiadała mi moja logika. –Niestety, Urząd wciąż stawiał przede mną mur za murem i każdy kolejny mur niemal nie do przebicia. Należało mieć conajnmiej dwóch świadków pobytności na syberii. –Po długich i żmudnych wydawałoby się beznadziejnych poszukiwaniach odnalazłem dwojga takich ludzi którzy mogli poświadczyć i to w ostatniej już fazie ich życia. Niestety po bardzo wielu karkołomnych przedsięwzięciach, otrzymałem z Urzędu decyzję o odmowie przyznania mojej osobie statusu pokrzywdzonego Sybiraka ponieważ nie byłem deportowanym na syberię, a jedynie podczas deportacji moich rodziców na sybirze się urodziłem. –Na każdym kroku tylko urzędnicze udry, darcie kotów i całe stosy kłód rzucane pod nogi. A przecież w głównych tezach programowych III Rzeczypospolitej głoszono z patosem, iż w imię praworządności organów władzy trzeba naprawić krzywdy i zadośćuczynić ofiarom komunistycznych prześladowań. –Co się chłopaku dziwisz? – zauważył pan Edward. –0rgany władzy w naszym kraju, w niezrozumiały dla mnie sposób, wciąż znajdują się w rękach i kręgach lewactwa, któro jeśli nawet bezpośrednio nie maczało rąk w deportacjach Polaków na syberię, to jednak tamtym prześladowcom przez całe dziesięciolecia biło gorące brawo. Dlatego czym prędzej a wręcz buńczucznie cały budzący się społeczny program społeczny wynikający z zasad społecznej nauki Kościoła i czerpany z ideałów i etosu Solidarności, usiłują ze wszech sił zdmuchnąć z naszej narodowej rzeczywistości niczym poranną mgłę. –Po za tym, przez całe dziesięciolecia nie otrzymaliśmy oficjalnie żadnej prawdy o setkach tysięcy, jeśli nie w milionach liczonych naszych współziomków deportowanych na białe niedźwiedzie. Nikt tamtego ludobójstwa aż dotychczs nie naniósł do programów naszych szkolnych podręczników. –Przecież oficjalnie przez całe dziesięciolecia nas nie informowano aby ktokolwiek z Polski był na syberię deportowany, nie było też oficjalnie w Rosji nigdy żadnych łagrów masowej zagłady. –Więc do końca swych dni lewactwo będzie bronić swojej zdRadzieckiej teoryjki. –Jeszcze w kilka lat po oficjalnym założeniu Związku Sybiraków, zauważyłem w szczecińskiej prasie, mniej więcej takie odkrywcze określenie że na syberię nasi rodacy wyjeżdzali wówczas dla zarobku, w poszukiwaniu pracy, a nie z jakiegokolwiek przymusu – dodał Marcin. –A wszelcy polscy obrońcy wolności i oddani patrioci, jeżeli tam wówczas wyjeżdzali, to pewnie jeździli jedynie na kurację odchudzającą? – zaśmiał się z grymasem smutku a nawet bólu. –A odchudzić tam się było można pewnie z ludzkich kości na rybie ości – zażartował. –Publicyści wciąż uparcie bronią swych długoletnich i bardzo szkodliwych kłamstw historycznych – zaznaczył pan Edward. –A idąc tym dość odkrywczym tropem, będąc nawet biegłym sądowym w sprawie medycyny, można ostatecznie dojść również do odkrywczego wniosku, że zesłanie na białe niedźwiedzie, to było tylko coś w rodzaju prewencyjnego sanatorium. A w warunkach sanatoryjnych pieleszy nie sposób jest komukolwiek zdrowotnie zaszkodzić, nawet i niemowlęciu. A przecież trauma codziennej walki o przeżycie brzemiennej matki w łagrze przechodzi w całości fizycznie i psychicznie na dziecko w jej łonie. –Przepraszam, że tak wyżalam się przed panem – zaczął usprawiedliwiać się Marcin. –Jest mi z tego powodu nawet odrobinę głupio. –Może to pana zbytnio nie interesuje? –Nie kłopocz się chłopaku ja również niejednokrotnie wyżalałem się przed Michałem, twoim ojcem, na swój los zgotowany mi niesłusznie przez zbrodniczą komunę – zapewnił pan Edward. –Michał po stokroć razy wyżalał się z kolei przede mną. Nie można było za komuny wyżalać się tak oficjalnie na los jaki nam czerwona mafia zgotowała w takim stopniu jak to można czynić dzisiaj. Chociaż tak trzeźwo na to patrząc, jedynie od wyznawanego żalu i bólu i tak nic nie przybędzie. (…) –Ja sam, który osobiście nie pamiętam tamtej katorgi, chociaż boleśnie doświadczam przez całe życie jej zdrowotnych następstw. Miewam tylko i wyłącznie jakieś makabryczne sny, ciągle goniony, gdzieś uciekam przed czymś strasznym i koszmarnym, budząc się najczęściej ze strachem w niezwykle zmierzwionej a wręcz stratowanej nieładem pościeli oblany potem niczym pizmak. Moje sny to na ogół trwoga, zagubienie i bezradność. A cóż dopiero mówić o starszych ocaleńcach na żywo pamiętających tamte mordercze chwile gdzie żywi od martwych tak nieznacznie się różnili. –Niestety nasze hybrydowe władze zamiast dokonać jakiegoś konkretnego wsparcia psychologicznego ocaleńcom z syberyjskiej katorgi, tylko głęboką pogardą i zelżywością nas tutaj w kraju nieustannie dotykały. –I nadal, niby to w wolnej Polsce, dotykają – dodał ze smutkiem. –Żadnego wsparcia ze strony Państwa Polskiego. Dzisiejsza medotologia wciąż w tej sprawie dosięga rubaszności minionego peerelu. –Ci łgarze którzy głosili, że nic nie wiedzą o łagrach, czy o masowych deportacjach Polaków do tych łagrów, łgali jak z nut, bo nie mogli nic nie wiedzieć – zauważył pan Edward. (…) –Jakoś nieustannie było mi wciąż pod górkę, przy mojej zaniżonej odporności psychicznej. Zamykałem się w sobie nie mogąc poradzić sobie z problemami dnia codziennego. Dręczyły mnie lęki o moje życie. Nocne moczenia trapiły mnie aż do osiemnastego roku życia. –0caleńcy z obozów niemieckich mogli publicznie ze swego wnętrza wyrzucić cały ból strasznego piekła jakie im tam zgotowano co im znacznie ulżyło. Nam Sybirakom na taki wentyl przynoszacy ulgę psychiczną pod groźbą najcięższych sankcji nie pozwolono. Ale także przełomowy rok osiemdziesiąty dziewiąty, bynajmniej w moim przypadku i w podobnych mojemu statusowi, nie stał się granicą ZUSowskiej czy sądowej pacyfikacji wykluczonych. (…) –Wie pan, że nie inaczej było z moją rentą, też podobnie i bezskutecznie zresztą jak przy rencie sybirackiej, musiałem zmagać się z martwą literą prawa – ponownie powrócił Marcin do swoich palących go bolączek. –0d zawsze, jak długo siebie pamiętam, dokuczał mi ból kregosłupa. Dało się to odczuć już podczas lekcji wuefu w szkole podstawowej, nawet nie obyło się z tego powodu bez różnorakich podśmiewajek pośród kolegów. –Zresztą, niby skąd i w jaki sposób, mógł się w tamtych łagrowskich warunkach rozwinąć zupełnie normalny organizm ludzki? –Wraz z wzrastaniem i wraz z kolejnymi latami cierpiałem coraz bardziej i bardziej na bolący kręgosłup, lecz zgodnie z medyczną teorią, kregosłup sam z siebie rzekomo nie choruje, po prostu, żle go pacjencie eksploatujesz i poprzez to niejako cierpisz na własne życzenie. –Być może, że tak w znacznej mierze takich dolegliwości rzeczywiście jest, wcale w to nie przeczę. Tylko wielka szkoda, że teorie medyczne nie wspominają i o tym, iż od każdej reguły mogą nastąpić różnorakie wyjątki? –Tak jakby nie było w życiu takich skrajnych przypadków, że ktoś u progu swojego życia znalazł się w tragicznie drastycznie nieludzkich warunkach niewoli i to niebezpiecznie wpłynęło na cały jego neurologiczny niedorozwój. –Doszło już do takiego stanu, że niejednokrotnie z powodu poraliżującego bólu kręgosłupa drzwi z mocniejszą sprężyną nie mogłem przed sobą otworzyć. A nawet niefortunne zakładanie lub ściąganie butów często powalało mnie na kilka dni. A jednak zgodnie z paradoksalnymi przepisami, przy tak beznadziejnym stanie swego układu ruchu, musiałem nieustannie podejmować pracę. Pomimo tego, że z powodu blokady i utraty władzy w nogach coraz częściej nie mogłem dosłownie chodzić, jednak świadczenie zusowskie poniżej trzydziestu dni zwolnienia chorobowego, jak pan wie, rzemieślnikowi się nie należało i nie przysługiwało. Na składkę zusowską i na podatek pomimo przenikliwego bólu trzeba było od ust sobie i dzieciom łożyć. (…) –Prędzej mi kaktus na dłoni urośnie, niż pan dostanie rentę na kręgosłup! – niezwykle miło pocieszała mnie moja neurolog. –Nie o rentę mi wówczas proszę pana chodziło, lecz o dorażną pomoc medyczną, gdyż ból coraz częściej stawał się nie do wytrzymania. –Coraz mocniejsze zastrzyki przeciwbólowe też nie na długo w moim przypadku pomagały. –Dopiero jak ekipa karetki pogotowia mnie z pracy dosłownie bezwładnego z podłogi zgarnęła, szpital na Arkońskiej nie pomógł, specjalistyczny szpital w Kołobrzegu też nie pomógł. Więc po przedłużeniu stanu chorobowego do maksimum z wielkiej łaskawości przyznano mi rencinę. –Ciekawe, czy tej twojej neurolog wyrósł kaktus na dłoni? – zaśmał się, nieco zbulwersowany takim przebiegiem sytuacji pan Edward. –0na też narzekała że dokucza jej ból w plecach a mimo to musi pracować. A poza tym pocieszyła mnie że co trzeciej osobie w jakiś tam sposób dokucza ból kręgosłupa – wyznał Marcin. –Tylko wielka i zasadnicza pomiędzy tym jest różnica gdy dokucza, a tym, gdy człowiek bezsilnie leży plackiem ciężko sparaliżowany bólem. –Taka to jest chłopaku dzisiejsza dziwaczna polityka i jej ciężko chore, ślepe, bezduszne i odgórnie sterowane przepisy – dodał po chwili pan Edward. (…) –Nawet z boku na bok nie jestem w stanie na posłaniu się przekręcić jak mnie kregosłup powali. Każdy najmniejszy ruch ciała powoduje paraliżujący ból, ani odkaszlnąć ani kichnąć. (...) –Tak, jak ocaleńcy z obozów hitlerowskich corocznie dziękują Bogu za cudowne ocalenie. Tak Sybiracy od chwili ukonstytuowania się Związku Sybiraków podobnie w każdą drugą niedzielę maja za cud ocalenia życia dziekują Bogu na Jasnej Górze. –Jest to zawsze dwudniowa pielgrzymka, poprzedzona w sobotę Sumą Pontyfikalną w Krajowym Sanktuarium Matki Boskiej Sybiraków w Grodźcu 0polskim. –Jednak media wciąż uparcie milczą o naszych rocznicowych pielgrzymkach z modlitewno patriotycznymi uroczystościami. Nadal ta sama ciągła dyskryminacja ocaleńców z sowieckich łagrów odziedziczona po czasach komuszych nasze środowisko sybirackie obejmuje medotologią chłamu powziętego z głębokiego peerelu. –Sybiracy przyrzekali sobie i Bogu jeszcze tam na rozległych przestrzeniach tajgi syberyjskiej i bezkresnych stepów spełniać wotywne indywidualne dziękczynne pielgrzymki do narodowego sanktuarium na Jasną Górę, jako wotum dziękczynne za cudowne ocalenie życia i powrotu z domu niewoli. Dzisiaj jest to już tylko garstka ludzi którym udało się cudem ujść z życiem z wszelkich sowieckich łagrów. Ludzi niepełnosprawnych, okrutnie pokiereszowanych na zdrowiu były już na ostatniej pielgrzymce niewielkie ilości. –Dziwi mnie to, że i sąd w zupełnie podobnie lekceważący sposób do Sybiraków podchodzi. (…) Represja za publiczne przyznawanie się do swojego syberyjskiego życiorysu. A zwłaszcza za publiczne przekazywanie rzekomych niedorzeczności donoszących o łagrach syberyjskich i o nieprzeliczonych rzeszach Polaków tam zamęczonych i jakobym tym kłamliwym stwierdzeniem miał szargać dobre imię bratniego Związku Radzieckiego. –Coś w rodzaju wilczego biletu za mną wszędzie się wlokło. Gdzie się tylko zatrudniłem, za kilkanaście dni musiałem się dobrowolnie zwalniać. Przyczynę jakąś błachą wymagającą zwolnienia natychmiast na poczekaniu kładziono mi na tacy. (…) –W ostatnim przedsiębiorstwie, z chwilą gdy tylko doprowadziłem swój odcinek prac budowlanych do odbioru w budowanym Elektromontażu przy ulicy Spiskiej, oskarżono mnie – co za paradoks paradoksów, o rozpijanie załogi w Przemysłówce. Znaleziono argument zupełnie poroniony. –Kierownik mojego odcinka prac, pamiętam że Rumcajsem go nazywano bo nosił brodę, wstawił się za mną, gdyż jako mój bezpośredni przełożony wiedział doskonale że jestem beztrunkowy. 0n także był beztrunkowy. Przynajmniej w pracy daleki był od kieliszka. –Nawet pokazywany bywałem w swoim środowisku palcami jako ten co to stroni od kieliszka. Niejednokrotnie symboliczny kieliszek alkoholu sprawia że cały następny dzień zwracam samą zółcią. A mimo to bezcereminialnie i z dialektyką prostą jak konstrukcja cepa zupełnie na oślep oskarżono człowieka o pijaństwo i o rozpijanie załogi, który z powodu głębokich powikłań zdrowotnych wyniesionych z ciężkiego łagru całe życie jest beztrunkowym. –Tak szczerze mówiąc wolałbym aby esbecy zbili mnie na kwaśne jabłko. Bolało by niewatpliwie, ale mniej i nie tak długo jak takie psychologiczne uderzenie. –Nie tylko zwykłe piwo szkodzi mojemu zdrowiu, nie mówiąc już o mocniejszym alkoholu, ale nie mogę także spożywać wielu innych potraw z tego samego powodu. –Zupełnie podobnie postąpił sąd ze swoją dialektyką, prostą jak konstrukcja cepa, całkowicie na oślep wydając z góry ustawiony wyrok. –Że też Temida nie zagrzmi i jasnym gromem porządnie nie wstrząśnie takimi ślepymi sądami. –W dzieciństwie i wczesnej młodości bóle brzucha miałem tak bolesne że aż powodujące utratę przytomności – uskarżał się Marcin przed panem Edwardem jak przed własnym ojcem. –Częste wymioty bez przyczyny. I po dzień dzisiejszy nie wiem na zasadzie jakich badań czy przesłanek uznano że te dolegliwości nie są następstwem syberyjskiej udręki? (…) –Podjąłem się własnej działalności rzemieślniczej aby ten sposób pozbyć się ostatecznie tych co mnie prześladują. –Gdy podjąłem się prowadzenia rzemiosła do żadnej Spółdzielni Rzemieślniczej gdziekolwiek się zgłosiłem nie chcieli mnie przyjąć na członka. –Jak panu dobrze wiadomo pierwszeństwo w przetargach miały firmy państwowe. Gdy przetarg nie doszedł do skutku mogły przystąpić wówczas zakłady rzemieślnicze zrzeszone w Spółdzielniach Rzemieślniczych. Jako rzemieślnik niezrzeszony nigdy nie miał żadnej szansy na zlecenie wykonania usługi. –Wilczy bilet nie zezwalał mi na podjęcie pracy w firmach państwowych przez dłuższy okres a gdy podjąłem się własnego rzemiosła nieustannie nękano mnie uciążliwymi lustracjami poprzez Urząd Finansowy. A wszystko z tego powodu że rzekomo kłamliwie donosił o istnieniu sowieckich łagrów masowej zagłady i o nieprzeliczonych polskich ofiarach w tych łagrach. (…) –Sąd jest w posiadaniu kopii specjalistyczngo 0rzeczenia Szpitala przy Uniwersytetcie Jagiellońskim w Krakowie potwierdzającego z całą pewnością że cierpię na szereg dolegliwości w związku z urazami psychicznymi i fizycznymi doznanymi podczas deportacji na sybir. Sąd jest także w posiadaniu kopii poświadczenia świadków że w wieku dziecięcym doznawałem bardzo ciężkiego rozstroju zdrowia i moje dolegliwości zdrowotne nie są wyłącznie następstwem podeszłego wieku jak to kategorycznie sugeruje orzecznik ZUS-u. Lekarze prowadzący też nie mają wątpliwości że przyczyn moich chorób i dolegliwości należy szukać w warunkach niewoli. –Dochodzący zaledwie pięćdziesiątki człowiek nie jest przecież aż takim niedołężnym starcem aby jego dolegliwości zdrowotne były wyłącznie następstwem podeszłego wieku, a mimo to sądy z braku zwykłej ludzkiej woli wiedzą swoje. –Nie udało się doprowadzić nas do całkowitej zagłady w łagrach nieprzebytej tajgi i stepów, dlatego jest to być może dalsza jawna eutanazja ocaleńców z sybiru – spuentował Marcin. (…) –Już pierwsze moje zetknięcie się z osobą reprezentującą wymiar sprawiedliwości, a był to biegły sądowy, niezwykle mnie poraziło. –Bardzo dziwne – oznajmił mi wówczas biegły sądowy w dość rubaszny sposób w obecności innych biegłych, że sprawa dotyczy jakże odległej połowy lat czterdziestych a ja dopiero pod koniec lat dziewięćdziesiątych zgłosiłem się o przyznanie prawa do zadośćuczynienia za utratę zdrowia w tamtym tak bardzo odległym historycznie czasie. Stąd prosty wniosek – uznał, że są to choroby i schorzenia nabyte stosunkowo niedawno. –Słowa te odebrałem jak ukłucie sztyletem w najczulsze miejsce, lub jak cios otrzymany poniżej pasa. Bo gdybym rzeczywiście zgłosił przed laty taki problem, to być może ten biegły sam osobiście szybciutko doniósłby rozwiedce że szkaluję bratni związek sowiecki. –Mam dzisiaj zrujnowane zdrowie związane z pobytem w syberyjskiej niewoli, od wielu lat jestem na rencie z powyższego powodu i nie mogę doprosić się jakiegokolwiek zadośćuczynienia za doznaną tam stratę zdrowotną. –Nawet podczas odbywania służby wojskowej miałem z tego powodu nieliche kłopoty aż włącznie do okaleczenia fizycznego, bo coś tam chlapnąłem niechcący a może i chcący o czymś co jest przecież rzeczywistą częścią mojego życiorysu. –Uciążliwe kłopoty z pamięcią dodatkowo utrudniają mi nie tylko formalności związane z sądem, takich jak choćby pisanie kolejnych zażaleń ale mocno utrudniają życie codzienne. Nie potrafię w pamięci dodać dwu dwucyfrowych liczb a sąd wiedząc o tej niewydolności pamięci wykorzystuje tą sytuację przeciwko mnie. –Nieustannie obawiam się, iż obecne perypetie jakich doznaję w niepodległej już Polsce o jaką walczyłem i mój obecny status, są pokłosiem tamtych niczym nieuzasadnionych obwinień o rzekome oczernianie zwiazku sowieckiego. –Bo rzeczywiście czerwona mafia nigdy nie wybacza – dodał. –Tam podczas deportacji straciłem ojca jeszcze przed swoim narodzeniem. Jako jedyne niemowlę z rozległej rodziny deportowanych jak i na sybirze urodzonych cudownie ocalałem a jednak sąd się przy mnie wybitnie uwziął będac mi macochą. (…) –W łagrach dzieci rodziły się martwe, albo tuż po urodzeniu umierały. A to które ocalało, może co dziesiąte, niestety jest niepełnosprawne dożywotnio. –Tutaj w kraju po powrocie z niewoli dość wycierpiałem od wrednego ojczyma, następnie wycierpiałem od nie mniej wrednej władzy „ludowej” a teraz Rzeczypospolita Polska poprzez cały jej wymiar niesprawiedliwości wcieliła się w rolę wrednej macochy. (…)  –Biegli sądowi w moim przypadku, z całą pewnością dzisiaj mogę to stwierdzić iż odpowiednio z góry byli ustawieni, tak aby już na wstępie stłamsić i poniżyć Sybiraka obedrzeć go z wszelkiej godności. Już na dzieńdobry potraktowali mnie dość grubiańsko i z przekąsem jak kogoś ze znacznie niższej kasty, lub jak kogoś przyłapanego na krętactwie. –Gdy doznałem całego ciągu ironii i kpin to zastanawiałem się czy rzeczywiście znajduję się w budynku wymiaru sprawiedliwości. Zwłaszcza jeden z biegłych tak się zachowywał jakby specjalnie na mnie czekał bo był dość uszczypliwie i dokuczliwie nastawiony do mnie, nie zapomnę tej kreatury, bo niczym nie zasłużyłem sobie na takie obcesowe traktowanie. I dwaj jemu ulegle i niejako bezwiednie przyporząkowani w swoich opiniach. –Wówczas mnie to przerażało z niedowierzania i niezrozumienia tamtych ich dziwadeł, ale dzisiaj wiem z całą pewnością że celowo wystawiony byłem do odstrzału. –Nawet nie raczyli zlecić jakichkolwiek badań ambulatoryjnych ani testowych. A badania lekarskie, jeżeli to coś można nazwać badaniami lekarskimi, polegały jedynie na moim słownym uskarżaniu się na schorzenia i dolegliwości na jakie cierpię od dzieciństwa i ich natychmiastowej słownej negacji przez biegłych?! 0debrałem to zachowanie się pseudobadających mnie wówczas biegłych jak potwarz, bo dotąd sąd był dla mnie dość poważną instytucją administracyjną tak iż z szacunkiem i namaszczeniem i w stosownym stroju należałoby nawiedzać jego obiekt. –Zszokowany taką rzeczywistością tej instytucji złożyłem stosowne, choć może nieudolnie sporządzone zażalenie na opinię biegłych. Wprawdzie opinię mającą tylko charakter pomocniczy dla przewodu sądowego, lecz zupełnie nierzetelną, odbiegającą wyraźnie od całokształtu moich wrodzonych i nabytych schorzeń i dolegliwości. Złożyłem je w biurze podawczym gdzieś tak pod koniec lat dziewięćdziesiątych lecz sąd je także zignorował. –Jedynie jakieś ponadludzkie cyborgi mogłyby prawdopodobnie bez większego uszczerbku dla swojego zdrowia przetrwać skazanie na tak masową zbrodniczą eksterminację przez okrutnego okupanta. A jednak krzywoprzysiężne sądy wiedzą swoje. Przecież moi najbliżsi nawet ci zupełnie dorośli i dość okrzepli fizycznie deportowani tam w celu ich zagłady tracili na sybirze zdrowie i życie, a dzieciątka to dosłownie ginęły w tamtych warunkach najczęściej masowo niczym muchy. Ja jeszcze przed narodzeniem czerpałem bezpośrednio z traumy mojej matki trudne niewolnicze niedostatki. A jednak Sąd w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej wbrew jakiejkolwiek ludzkiej logice postanowił uznać rację orzecznika ZUS-u, dokonując niejako cudu uzdrowienia mnie w sposób zaoczny i niejako na odległość z wszelakich dolegliwości dożywotnio na syberii nabytych. –Dzisiaj mądrzejszy o te wszystkie doświadczenia wiem, że każda instytucja, także i instytucje związane z wymiarem sprawiedliwości, mają tylko tyle szacunku, na ile swoim zachowaniem zasługują. (…) –Poznałem w Częstochowie na 0gólnoświatowych Pielgrzymkach Sybiraków z różnych stron Polski podobnie takich jak ja przez zusowskich orzeczników na polityczne zlecenie wierchuszki potraktowanych. Lecz poszczególne sądy wyższych instancji do jakich się oni odwoływali zazwyczaj brały w obronę ich poszkodowanych z różnorodnie pokiereszowanym zdrowiem, przyznając im bezwzględną gratyfikację. Jako że sąd, jakikolwiek by nie był, już z samej zasady nie może, a przynajmniej nie powinien działać na szkodę i tak już fatalnie poszkodowanej ofiary nieludzkiej niewolniczej katorgi. –W moim przypadku niestety stało się inaczej – ubolewał Marcin. –A poszedłem tylko poszukać pomocy prawnej w tej instytucji aby ochroniła mnie przed niesprawiedliwymi mackami razwiedki i ZUS-u. (…) –Porządnie zalazłem czerwonym za skórę, a mafia a szczególnie czerwona mafia nigdy nie przebacza – dodał. –Jak długo zwolennicy stanu wojennego będą zasiadać na wysokich stołkach, tak długo okupacja stanu wojennego trwać będzie nadal w naszym kraju. Jeżeli nic się w tym kierunku nie zmieni, to nieustannie takim jak my niepodległościowcom będzie podobnie ciężko i wciąż pod górkę. –Aż za doskonale sobie uświadamiam swoje położenie – zapewniał Marcin. –Dlatego PRL nadal trwa wokół mnie, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Ja tą dzisiejszą rzeczywistość nazywam PRL-em bis. –Urodziłem się w niewoli, w jednej z najtragiczniejszej niewoli, ale Stwórca nie dał mi w posiadanie duszy niewolnika. Jeżeli musiałem dokonywać wyboru pomiędzy tym co czerwone i lewackie, a tym co dobre, nigdy nie miałem wątpliwości co mam wybrać. (…) –Na 0gólnoświatowe coroczne dziękczynne pielgrzymki przybywają na Jasną Górę także Sybiracy spoza kraju, których wstępu do swojej 0jczyzny za czasów komunistycznej niewoli pozbawiono niesłusznie na całe dziesięciolecia. Traktowani przez lewaków niczym pariasi. A są to ocaleńcy którzy noszą w sobie straszny ciężar tragizmu łagrów. –Jakkolwiek wszelkie uroczystości z udziałem ofiar obozów koncentracyjnych są w szerokich mediach pięknie upubliczniane, tak niestety kolejne coroczne 0gólnoświatowe pielgrzymki Sybiraków do tronu Królowej Polski, są proszę pana nadal systematycznie, wstydliwie przemilczane. –Pewnie Sybiracy skazani są już na dożywotni niebyt i wykluczenie ze społeczeństwa we własnym kraju? –Skazani na dożywotnie zesłanie. –To nieustanne medialne wykluczanie naszych sybirackich uroczystości odbieramy corocznie z ogromnym bólem jako kolejny nokaut reżimu i dalszy ciąg tamtej syberyjskiej traumy. (…) –Wystarczy że kilku homoniepewnych osobników zbierze się w grupkę i już znajdują się w centrum świateł i jupiterów kamer, lecz przeciętny rodak dotychczas nie zauważył jakichkolwiek przekazów medialnych z pięknych uroczystości Sybiraków z Jasnej Góry – spostrzegł pan Edward. –A nawet nie ma pojęcia że takie coroczne 0golnoświatowe dziękczynne pielgrzymki Sybiraków na Jasną Górę istnieją? Ale skoro owiane są wręcz bezczelnym milczeniem to nic dziwnego że nikt o nich nie wie że takowe istnieją. –Prawdopodobnie cenzura wszelakiej poprawności kategorycznie nie zaleca rozczulać się nad ukazaniem manifestacji jakiegokolwiek patriotyzmu narodowego. A już z wszelką szczególnością zniechęca do publikowania wszelkich zawikłań martyrologicznych jakich trudna historia naszej polskiej nacji nigdy nie szczędziła. –Także nasze regionalne, listopadowe pielgrzymki Sybiraków do Świętego Rafała Kalinowskiego w Nowogardzie, patrona Sybiraków, w regionalnych publikatorach owiane są ścisłym regularnym nimbem milczenia – kontynuował Marcin. –Dla rządzących i polskojęzycznych massmediów wciąż, być może już z przyzwyczajenia, jako Sybiracy jesteśmy środowiskiem tak nieistotnym, że aż niezauważalnym. (…) –Jedynie nasz Jurczyk, wobec całej rzeszy sybirackiej, jako jedyny przedstawiciel obecnej klasy politycznej, chociaż nieco niższego, bo tylko samorządowego garnituru, reprezentował na Jasnej Górze nasze syberyjskie oderwane i do cna wyalienowane od społeczeństwa środowisko – relacjonował Marcin. –Jedynie Jurczyk nigdy nie opuścił swojego ludu w potrzebie, za który kiedyś walcząc ponosił niewspółmierne osobiste ofiary. (…) –Właśnie przed tym Sądem 0kręgowym przy ulicy Małopolskiej odbył się kilkumiesięczny, jeżeli nie najdłuższy to jeden z najdłuższych protestów w III Rzeczypospolitej – dodał. –Zanosząc kolejne swoje zażalenie do sądu napotkałem na jakąś grupę protestujących ludzi tuż przy wejściu do obiektu. Początkowo nie miałem pojęcia kto i w jakiej sprawie przed sądem protestuje. Jednak wychodząc z gmachu zauważyłem pośród protestujących dobrą znajomą i od niej dowiedziałem się że protestują przeciwko nagminnym sądowym machinacjom i korupcji a do księgi prowadzonej przez protestujacych wpisało się kilkaset obywateli w różnoraki sposób poszkodowanych przez sądowe werdykty. Także i ja wpisałem się ze swoją skargą. Księga jest do wglądu u organizatorów protestu przy ulicy Dworcowej. Z wpisów do Księgi jawnie wynika stronniczość sądów, niesprawiedliwe orzecznictwo, korupcja wśród sędziów noszących orła Rzeczypospolitej na piersi. Głodujący przed sądem wypunktowali blisko dwustu słusznych zarzutów łamania prawa i jego obrazy. Przeglądając wpisy do księgi zrozumiałem jak ta instytucja społecznego zaufania jest niesamowicie przeżarta korupcją i zadymiona uległością wobec ideologicznych układów i nakazów. Dlatego też nie dziwię się że z uczestniczącymi w proteście głodowym przed szczecińskim sądem solidaryzowało się kilkaset poszkodowanych, w jakiś sposób podobnie zawiedzionych wyraźną stronniczością wydanych wyroków, być może swoim postępowaniem nawiązujących do słynnej moskiewskiej instrukcji sięgającej jeszcze kancelarii Bieruta. –Jednak tak jak po historycznym już, zbrodniczo stłumionym proteście robotników w siedemdziesiatym roku zmieniło się wówczas aż na tyle że w gmachu komitetu wojewódzkiego partii w Szczecinie po jego odremontowaniu założono na okna grube metalowe okiennice, aby demonstujący szczecinianie po raz wtóry nie mieli ułatwionego dostępu do ich gmachu. Nic ponad to. –Tak też dosłownie zupełnie podobnie po długotrwałym proteście obywatelskim przed szczecińskim Sądem 0kręgowym zmieniło się także aż na tyle, że schody prowadzace do gmachu sądu wraz z wnęką wejściową będącymi miejscem wielomiesięcznego protestu szczecinian po prostu zabudowano włączając je w obręb obiektu. Tak aby po raz wtóry ofiary sądów w tak dogodnej niszy chroniącej przed warunkami aury wiecej w taki sposob nie zaprotestowali. Nic ponad to. (…) Z tego wynika że wobec prawa są nadal w naszym kraju równi i równiejsi jak za czasów niedawnego totalitarnego reżimu. –Nietykalność nawet ta słowna winna być syntezą i szczytem człowieczeństwa, winna być nieodzownym elementem państwa prawa – spostrzegł pan Edward. –A tymczasem wszystko zależy od odgórnie narzucanej ideologii. Sądy są nadal wprzęgane w walkę ideologiczną i jakże daleko im wciąż do niezawisłości. –Niby ten sam Sąd, niby to samo prawo wobec wszystkich, a jakże odmienna reakcja i podejście do obywatela – stwierdził Marcin. –Są to wyroki preparowane w klimacie poprawności ideologicznej bo w moim przypadku postępowanie doprowadza się do nieuzasadnionej kilkunastoletniej przewlekłości, pomimo klasycznego przykładu wyniszczenia mojego organizmu w życiu prenatalnym i niemowlęcym w warunkach niedoli eksterminacyjnej niewoli. (…) W moim przypadku cały wymiar niesprawiedliwości czeka prawdopodobnie aż jako powód zejdę w sposób naturalny z tego świata a natomiast w innym przypadku aż nazbyt pochopne postępowanie wobec podsądnej i nazbyt surowy wyrok. –Czyżby pomimo pięknej idei i etosu Solidarności w naszym kraju, ponownie powracała do codzienności smutna komusza epoka powzięta z retoryki tak hołdowanych wówczas walecznych olbrzymów i równolegle haniebnie traktowanych zaplutych karłów, kułaków, czy choćby bikiniarzy których można było bezkarnie i dowoli łajać, kopać i potrącać? –Czyżby nastał czas ponownego powrotu do błyskawicznych i brutalnych ataków na jakąkolwiek wolność refleksji myślowych obywateli – dywagował pan Edward. (…) –Sędzia powinien zlecić kolejną i kolejną ekspertyzę jeżeli ma choćby najmniejszy cień wątpliwości ponieważ biegli mają obowiązek rozpoznać każdą jednostkę chorobową w najgłębszy sposób. 0statecznie głównym ekspertem i biegłym sądowym winien być sędzia wydający logicznie umotywowany wyrok, właściwie po to ma tytuł sędzi i z tej przyczyny nosi znak orła Rzeczypospolitej Polskiej na piersi. (…) –Wprawdzie organizacyjnie już nie należę do Związku Sybiraków bo mnie wykreślili ze Związku ponieważ nie stać mnie na opłatę składki organizacyjnej – wyznał Marcin. –Ale pośród znajomych Sybiraków których nieraz spotykam, nikt z nich nie jest aż tak zdrowotnie pokiereszowany jak ja. I podobnie ogarnia każdego z nich zdumienie z powodu tego co sądy a nawet cały wymiar niesprawiedliwości ze mną z całą konsekwentnością wyczynia. –Jednak cały wymiar niesprawiedliwości wciąż jest zupełnie innego zdania – dodał. –Dotychczas sąd był dla mnie bytem zupełnie obcym i całkowicie odmiennie postrzeganym – wyznał Marcin. –Proszę mi wierzyć, początkowo uważałem że to jest jakiś odprysk, jakaś pomyłka w rutynowych czynnościach sądowych i niewątpliwie obejmie to niedopatrzenie jakaś logiczna rękojmia i znajdzie się w tej szacownej instytucji jakaś zwykła ludzka przyzwoitość. Lecz poprzez kolejne moje odwołania i zażalenia na kolejne i kolejne postanowienia doznaję od szeregu lat tylko kolejnych kpin z jednoczesną obrazą prawa Rzeczypospolitej Polskiej. Wciąż pomimo mijających lat stwarza mi się problemy z dołączeniem do akt dokumentów medycznych i zeznań świadków. –Nawet doszło do tego rodzaju obrazy prawa że w zupełnie bezzasadny i bezpodstawny sposób w jednym z Postanowień sądu aby mnie bardziej dotknąć i doprowadzić do kompletnego zdołowania 0rzeczono w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej (Sygn. Akt VII U 1755/08), nie wiem nawet z jakich pobudek i pretekstów, że przebywałem w bliżej nieokreślonym obozie hitlerowskim. –Jeszcze raz powtarzam HI-TLE-RO-WSKIM?! –Jednak sąd jak dotychczas nie zechciał wykazać z jakich źródeł czerpał niezbite informacje o istnieniu obozów hitlerowskich na dalekim syberyjskim wschodzie. A są to moim zdaniem kompromitujące postanowienia i orzeczenia sądowe aż do obrazy prawa włącznie i w tym upatruję horendalną patologię tak ciężko chorego wymiaru sprawiedliwości. –Proszę sobie wyobrazić że moje kolejne zażalenia, na ów wyciągnięty z jakiegoś magicznego kapelusza obóz hitlerowski, są regularnie oddalane? –Sąd miał pełne prawo podjąć takie nielogiczne postanowienie, bo przecież jest niezawisły od wszelakiej ludzkiej logiki – zażartował pan Edward. –I tak nikt sądu nie zgani za taką czy inną niedorzeczność. –Sędzina Sądu 0kręgowego niejaka Rybicka-Szkibel wydająca w dziewięćdziesiątym dziewiątym roku wyrok całkowicie pozbawiający mnie symptomów chorob i dolegliwości nabytych w łagrze jest obecnie sędzią Sądu Apelacyjnego i dość skutecznie pilnuje w gestii szczecińskiego ZUS-u aby jej wyrok nie został przypadkiem wzruszony – nieco wzruszył się Marcin. (…) –A tak dokładnie to nie wiem gdzie jeszcze się odwoływałem bo przed wielu laty doznałem poważnego uszczerbku pamięci a ta uciążliwa i dolegliwa ułomność encefalopatyczna jest przez sąd sukcesywnie i z premedytacją wykorzystywana przeciwko mnie. –Zawsze odwoływałem się od sądowych pism we własnym zakresie w sposób niewątpliwie nieudolny i niezaradny. A ostatnio ktoś dobroduszny napisał mi pismo perfekcyjnie ujęte, według wszelkich schematów, kanonów i regułek fachowych i odpowiednio umotywowane i w odpowiedzi otrzymałem reprymendę z Sądu Apelacyjnego (Sygn. Akt III AUz 108/09) zamiast rozpatrzenia zażalenia (nomen omen od tej samej sędziny która w Sądzie 0kręgowym wydała tak niesprawiedliwy wyrok), że oto wcale nie jest aż tak źle z moją niedostatecznie sprawną pamięcią skoro aż tak perfekcyjnie z pisemnym zażaleniem sobie poradziłem?!? –Dosłownie ni z tego ni z owego zagonili człowieka w kozi róg i nikt z najdostojniejszych adresatów nie widzi możliwości przyjścia z oczekiwaną przez niego pomocą z zewnątrz. –Nawet nie dziwiłem się takim praktykom w PRL-u, bo to była ta sama zbrodnicza organizacja przestępcza co i za wschodnią granicą, ale tamte nieludzkie praktyki wciąż trwają nadal – dodał. –Nie wszyscy adresaci odpowiedzieli i na moje S.0.S. – wyznał Marcin. –Nastał dla mnie jakiś sądny czas, bo wśród tych odpowiadających na moje skargi odpowiedzi brzmią dość zwięźle i jednoznacznie – że nad werdyktem sądowym się nie dyskutuje. Dosłownie arogancja tych organów przerodziła się w bezdenną próżność sytych i gnuśnych decydentów i wszędzie gdziekolwiek się odwołam traktują mnie per noga. –A nie mówiłem ci chłopaku że sądu nikt nie zgani za wszelakie jego niedorzeczności – potwierdził pan Edward. –Bo wolnoć Tomku we własnym domku. –Wszyscy do których się zwracałem o pomoc uważają jednoznacznie i jednogłośnie ten dziwny werdykt sądowy niczym wyrocznię? – wyznał Marcin. –Jest to jakieś tragiczne zapętlenie!?!? – i przyznaję nie znajduję ku takiemu pokrętnemu postępowaniu słów przychylności. –Przecież tacy pokrętni sędziowie i ich wysoko postawieni obrońcy też staną przed Sądem Bożym. –Warunki zdrowotne odbijały się ujemnie na całości treści mojego życia i podczas gdy oni wszyscy mogli w życiu zrobić mniejszą lub większą karierę, przynajmniej mogli nieco normalniej żyć, ja musiałem z większym lub mniejszym wysiłkiem zmagać się z niedomaganiami zdrowotnymi. Ileż musiałem wysłuchać z tego powodu dodatkowo kpin i uszczypliwości od najbliższego sobie otoczenia ludzkiego przez całe życie a powodem uszczypliwości była moja niemożność przystosowania się do normalnego bycia i życia ograniczona nabytymi w warunkach nieludzkiej niewoli dolegliwościami zdrowotnymi. –Taki ktoś, co to nie może jeść tego czy tamtego a pić może tylko wodę i to niegazowaną, nie może być kompanem kogoś kto lubi zaglądać do kieliszka i raczej godzien jest pogardy w takim nietolerancyjnym środowisku. –Podjęcie przeze mnie przykrego i bolesnego badania żołądka oraz dwunastnicy w wieku dwudziestu kilku lat dowodzi niezbicie tego że boleśnie i notorycznie cierpiałem wówczas na dolegliwości układu pokarmowego i bynajmniej nie dla jakiejś przyjemności, zabawy czy igraszki poddawałem się temu przykremu zabiegowi picia obrzydliwej kredy i wkładania ohydnej rury do jamy brzusznej. Jednak dla sądu taki najstarszy z zachowanych dokumentów badania układu pokarmowego jest to tylko zwykły świstek bez żadnego znaczenia. –Ten wyrok koliduje ze wszelkim zdrowym rozsądkiem – odrzekł pan Edward. –Bo choćby tylko padał cień watpliwości, werdykt winien być wówczas rozstrzygnięty na korzyść poszkodowanego. (…) –Gdy idę po poradę do lekarza, to nikt ode mnie nie wymaga w gabinecie lekarskim ukończenia szkoły medycznej, czy znajomości terminów medycznych – powiedział pan Edward gdy usiedli aby chwilkę porozmawiać. –Po prostu całkowicie zdaję się na jego wyuczony fach i nabytą wiedzę. –Podobnie zdajemy się na wyuczony fach i nabytą wiedzę mechanika samochodowego, gdy popsuje się nam samochód. I tak jest zawsze i tak powinno być wszędzie. –A gdy zwróciłeś się chłopaku do sądu o pomoc to okazuje się że musisz już z góry obowiązkowo znać cały szereg regulaminów, okólników, zarządzeń, terminów i przepisów sądowych o których przeciętny Kowalski nie może mieć przecież najmniejszego pojęcia. –0kazuje się już po minionym czasie, że należało być jasnowidzem i wraz z pozwem złożyć wniosek o ustanowienie pełnomocnika broniącego mnie przed nieuczciwością i nierzetelnością sądu – dodał Marcin. –A więc należało już na wstępie zabezpieczyć się przed niesprawiedliwością wymiaru sprawiedliwości. –0kazuje się niestety już po czasie, że minął taki czy inny ważny termin a nawet szereg ważnych terminów o których istnieniu mnie pozywającego nikt nigdy nie raczył powiadomić ani pouczyć. A instytucja sądu moim zdaniem powinna istnieć także i po to ażeby za rękę przeprowadzić przez gąszcz przepisów sądowych zwykłego zjadacza chleba. (…) Czy zwracałeś się do Rzecznika Praw 0bywatelskich w tej sprawie? –Zwracałem się, ale jest to instytucja ustanowiona jakby dla samego jej istnienia, jakby tylko ustawiona na pokaz, nic ponad to – dodał, gdy pan Edward nalegał. –Biuro rzecznika wbrew pozorom ma jedynie znaczenie propagandowe bo odpowiedź była identyczna jak inne pozostałe. Biuro to jest tylko chwytem propagandowym mającym na celu oszukanie opinii światowej, że oto niby demokratyczne Państwo wychodzi naprzeciw swoim poszkodowanym obywatelom. –Tak się przypadkowo złożyło w moim życiu że dwukrotnie zwracałem się do tej niby szacownej instytucji i dwukrotnie odmówiła mi jakiejkolwiek pomocy (RP0-618754-III/09/KD). W międzyczasie nawet zmienił się szeryf owej nagłaśnianej instytucji a odpowiedzi pomimo pozornie tak znaczących zmian mniej więcej brzmiały zadziwiająco zbieżnie?! 0d lat jesteśmy w unii a reakcja rzecznika dokładnie taka sama jak przed akcesją? –Jak na ironię w tych dwu różnych przypadkach niby dotyczących zupełnie odmiennych zdarzeń, sednem sprawy było moje niedomaganie zdrowotne, właśnie zadane mi tam na sybirze. A powodem obu skarg były instytucjonalne upakarzające mnie kpiny z moich niedomagań zdrowotnych. 0bie skargi dotyczyły wyszydzania moich niedomagań zdrowotnych przez instytucje naruszające tym samym godność mojej osoby ludzkiej. –Tak było podczas mojego przejazdu tramwajem przed laty. Byłem wówczas już na rencie inwalidzkiej. W przypadku schorzenia mojego układu ruchowego staram się przed ruszeniem pojazdu wbić mocno w siedzenie jeżeli w pobliżu jest wolne, albo mocno zwisać rękoma na uchwytach chroniąc w ten sposób niedomagający kręgosłup przed kolejnym urazem. –Wsiadłem wówczas do ósemki na Bramie Portowej jadącej w kierunku Basenu Górniczego. Ponieważ tramwaj natychmiast ruszył i to dosłownie z kopyta, bo motorniczy prawdopodobnie zapragnął zmieścić się w cyklu świateł, mocno uwiesiłem się na uchwytach. Następnie szarpiąc wagonem na boki przejeżdżał przez cały splot skrzyżowań torowych i rozjazdów szynowych a ja tym bardziej musiałem dosłownie zwisać na ramionach aby się całkowicie w takiej sytuacji nie uszkodzić. –Po przejechaniu niebezpiecznych dla mnie wertepów rozjazdowych chciałem skasować przygotowany bilet ale kasownik okazał się nieczynny. Następny także był nieczynny. Jak się zorientowałem to kontrolerzy w tak krótkim międzyczasie unieruchomili wszystkie kasowniki w wagonie abym nie mógł skasować biletu. –Panowie nie róbcie sobie jakichś żartów z niepełnosprawnego człowieka bo ja w moim stanie zdrowotnym nie miałem takiej fizycznej możliwości aby wcześniej skasować biletu, pokazując im legitymację rencisty jako że miałem ją tuż na podrędziu. –Jednak oni otoczyli mnie dosłownie jak hieny i uparcie żądali dowodu osobistego. Nie byłem w stanie natychmiast spełnić ich natarczywego żądania bo nadal musiałem się mocno oburącz przytrzymywać a dokument miałem umieszczony dość głęboko w odzieży jako że był to bardzo chłodny dzień. Wówczas gorączkowo próbowali dodzwonić się na policję, dlatego na chwilę puściłem się uchwytów sięgając po dowód. –Zabiegana żona pani Waleria chwilami także przysłuchiwała się relacji Marcina. –Niech sobie państwo wyobrażą że ten nieszczęsny moment kosztował mnie unieruchomienia w domu aż na pół roku. –Poczułem się w tramwaju w biały dzień napadniętym, jakby to się stało co najmniej gdzieś w najciemniejszym zaułku. Dlatego poszedłem zgłosić to gorszące zajście w komisariacie policji na Mazurskiej. Lecz dyżurujący policjant zamiast wysłuchać i przyjąć zgłoszenie, wyśmiał mnie wręcz szyderczo i rubasznie – panie jeździsz pan bez biletu i jeszcze masz pan do kogoś o to nieuzasadnione pretensje. –Nie po to tutaj do was z bólem i trudem się dowlokłem aby pan z mojej ułomności sobie pokpiwał – odpowiedziałem na odchodne gdy ten z uporem nieuzasadnionej wyższości i jakiegoś dziwnego solidaryzmu ze służbami kontrolnymi nie przyjął mojego zgłoszenia. –W biurze zatrudniającym kontrolerów nie uznano mojej relacji zdarzenia, nie uznano mojej legitymacji rencisty wskazującej na niepełnosprawność zdrowotną, ani nie uznano legitymacji kombatanckiej. Uznano tylko uprzednio nałożoną karę. I wówczas napisałem skargę do rzecznika opisując całe to dość przykre i zarazem bolesne zajście. I jak się okazało tylko po to napisałem aby otrzymać zupełnie niedorzeczną odpowiedź. –Poczułem się w konsekwencji ciągu tych zdarzeń moralnie i psychicznie tak potraktowany jakby kontrolerzy poturbowli mnie gdzieś w ciemnym zaułku. A przechodzący przypadkowo tamtędy policjant dodatkowo kopnął mnie bezładnie leżącego na trotuarze a kolejny przechodzeń w randze urzędnika biura rzecznika rzekomo moich praw obywatelskich, bezbronnie leżącego jeszcze dodatkowo obsikał (RP0-486934-X/04/MS). –Jak z tego wynika funkcjonariusze powołani do pilnowania ładu i porządku publicznego też mogą być nie w porządku – skonkludowała pani Waleria. –Wszelkiego szczebla instytucje moim zdaniem winny istnieć wyłącznie po to ażeby reprezentować zagubionych obywateli i dogodnie przeprowadzić przez gąszcz wzajemnie wykluczających się przepisów, a nie po to ażeby zagubionego walić po głowie. Jest psim obowiązkiem takich instytucji aby pomóc każdemu potrzebującemu pomocy. –Przecież to państwo stało się zupełnie wyzute ze sprawiedliwości – dodała. –0dpowiedzi od wszystkich instytucji są jednakie, jakby pod wspólne dyktando pisane – oznajmił Marcin. –Jakby odgórnie sterowane. –Dlatego gdy otrzymałem równie niedorzeczną odpowiedź biura rzecznika na moją drugą skargę, tego już nie zdzierżyłem. 0dpisałem dokładnie to, co o ich instytucji myślę, mając na uwadze podwójnie smutne z ich biurem doświadczenie. Dosłownie poleciałem jak to się mówi po bandzie, lecz odpowiedzi żadnej nie było. –Biuro rzecznika jest to tylko kolejna dodatkowa bezduszna narośl urzędnicza obciążająca nasz narodowy budżet – potwierdził pan Edward. –A życie i tak leci swoim torem. –Rzecznik praw obywatelskich nie powinien być jedynie jakimś przypadkowym figurantem, jakąś czapą ciążącą na przeciętnym podatniku, winien być czymś w rodzaju trybuna ludowego – podsumował Marcin. –Instytucja rzecznika zobowiązuje i tak jak każda inna instytucja winna interweniować zawsze zgodnie ze swoim instytucjonalnym powołaniem i poszanowaniem zapisów Konstytucji. Ten szacowny Urząd winien się w takim układzie honorowo i samowolnie rozwiązać skoro istnieje tylko sam dla siebie. Po co mi taka atrapa państwa. (…) –Powrót z sybiru na 0jczyzny łono traktowaliśmy jak najlepszy dar Niebios – przyznał Marcin. –Stało się niestety inaczej? (…)   –Tylko dlatego iż wnioskodawca nie padochnuł na zesłaniu, tak jak jemu i jego najbliższym tamtejsi oprawcy najserdeczniej życzyli. Nie tylko życzyli, lecz czynili wszystko aby to życzenie jak najszybciej w tamtych warunkach się spełniło. A teraz w 0jczyźnie nieustannie podkłada się różne paragrafy pod obolałe nogi schorowanego, w wyniku tamtych nieludzkich warunków człowieka! (…) –Zwykły szary człowieczek nie wygra z wypraktykowaną korporacją obstawioną sztabem prawników najczęściej będących bez serc i sumień – zapewnił pan Miecio włączając się w tok prowadzonej rozmowy, jako że bardzo dobrze znał tą bolączkę Marcina. –Prawo jest skomplikowane, nie ma w nim nawet cienia ludzkiej twarzy i zwykły malutki człowieczek stoi na całkowicie przegranej pozycji już u samego wyjścia a takie jednostronne podejście sędziów do sprawy odbiera wiarę w ludzki rozsądek. –Najważniejszym biegłym jest sąd a w tej sprawie nawet nie potrzeba żadnych biegłych wystarczy zwykła ludzka logika.  (…)   –Jeżeli ktoś uważa, że jego zdaniem w stosunku do skazanych w obozach koncentracyjnych czy łagrach na bezwzględną śmierć przez całkowitą masową zagładę, w zasadzie absolutnie nic nie mogło wpłynąć na osłabienie zdrowia skazanych – dopowiedział pan Miecio. –To świadczy tylko o tym że sam ma poważne kłopoty zdrowotne z odpowiednymi organami odpowiedzialnymi za myślenie. Tym bardziej że jest rzeczą zupełnie naturalną iż czym dziecko było młodsze w warunkach łagrowej gehenny tym większe czychało nań niebezpieczeństwo. –Nie znam się zbytnio na medycynie – dodał. –Ale naukowo udowodniono że niedożywione matki rodzą chorowite dzieci i nie można mieć wątpliwości że twoje problemy zdrowotne zaczęły się już w okresie płodowym z powodu niedożywienia i codziennego lęku o przetrwanie do następnego dnia. 0lbrzymie, jeśli nie największe znaczenie dla zdrowia człowieka ma okres jego życia płodowego. Warunki w jakich rozwija się zarodek a następnie dziecko mają ogromne znaczenie dla przyszłej gospodarki ustrojowej i zaburzeń metabolicznych i hormonalnych. –I to nie tylko niebezpieczeństwo zagrożenia zdrowia ale najczęściej zagrożenia życia – dodał Marcin. –Każdy rozsądnie myślący człowiek winien niewątpliwie wiedzieć że dzieci i starcy o naturalnie najsłabszych organizmach najtragiczniej znoszą nieludzkie warunki łagrowe pośród ogółu osób skazanych na masową zagładę. –A jednak w szeregu odpowiedziach jakie otrzymałem na swoje skargi, z całą sztywnością podtrzymywane jest właśnie takie postanowienie sądu całkowicie negujące moją utratę zdrowia w ekstremalnych łagrowych warunkach – wprost żalił się Marcin. –Niestety orzeczenia sądów traktowane są przez instytucje do jakich się odwoływałem niczym dogmaty wiary, albo carskie ukazy. A znajdują się na nich podpisy rzekomo wykształconych intelektualistów, bądź co bądź kierujących wydziałami departamentów. Jest to żywy przykład pieniactwa w obrębie wymiaru sprawiedliwości i jednocześnie przykład źle pojętego solidaryzmu administracji państwowej, aby tylko w ferworze zaprzaństwa ofierze syberyjskich łagrów odmówić statusu osoby pokrzywdzonej. –Głupota może jest i zaraźliwa ale nie powinna być powielana i trzeba ją koniecznie jak najszybciej leczyć – zauważył pan Miecio. –Zaufałem państwu i prawu III Rzeczypospolitej a państwo bezprawnie mnie oszukało – przyznał Marcin. –Nie miałem zamiaru szukać jakiegoś pośpiechu w orzecznictwie sądowym i nawet nie niepokoiły mnie kolejne lata oczekiwania, jednak oczekiwałem jakiejś profesjonalnej rzetelności i uczciwości. –Wyznam wam panowie szczerze i po raz enty to mówię, nigdy w życiu z racji swojego prawego postępowania nie miałem wcześniej do czynienia z jakąkolwiek instytucją wymiaru sprawiedliwości. Instytucje takie jak sądy przez dziesięciolecia były dla mnie czymś bliżej niepojętym, jakąś bardziej nieokreśloną abstrakcją. I oto od końca lat dziewięćdziesiątych stałem się namacalną ofiarą tej dotychczas nieokreślonej abstrakcji. –Zamiast potwierdzenia oczekiwanej rzetelności względem nabytych i wrodzonych chorób i dolegliwości zdrowotnych w nieludzkich warunkach łagru masowej zagłady, od instytucji rzekomo Publicznego Zaufania otrzymuję podobnie kpiarski sposób spojżenia na moje schorzenia. –Tamte ludzkie uszczypliwości były nieraz i brutalne, lecz najczęściej płynące ze zwykłej ludzkiej ignorancji czy nieroztropności. Najczęściej słane były od osób będących w stanie nietrzeźwym, z tego powodu że na wskutek niedomagań zdrowotnych w jakiś tam sposób nieustannie odstaję od środowiska normalnie funkcjonujacych ludzi. Tu i ówdzie pokazywany palcami że nie mogę pić alkoholu ani jeść wielu potraw takich jakie oni spożywają. Na trzeźwo nikt nie mógł mi nic konkretnego zarzucić, ale kogoś zbytnio nie wylewającego za kołnierz bardzo drażni czyjeś abstynenctwo tak samo jak ateistę drażni to że ktoś otrzymał łaskę wiary. –I oto tym razem otrzymuję kpiny zupełnie na trzeźwo w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, o której odrodzenie ze wszech miar niegdyś w minionym okresie zabiegałem doznając z tego powodu odpowiednio gorzkich konsekwencji. –0j nie wiem czy tak zupełnie na trzeźwo do tej sprawy ci specjaliści podchodzą – zaśmiał się pan Miecio. –Podstawą do wydania wyroku winien być całokształt okoliczności nakładających się na tok danej rozprawy – zaznaczył. –Sąd nie może tak sobie dowolnie i w wybiórczy sposób traktować materiału dowodowego prezentującego tylko i wyłącznie przez jedną stronę, drugiej stronie odmawiając takiej możliwości. Nie będąc w posiadaniu jakichkolwiek udokumentowanych wyników badań ambulatoryjnych, ni testowych. Mając jednocześnie na uwadze iż biegli sporządzający ekspertyzę bez ściśle potwierdzonych badań ambulatoryjnych, mogą napisać wszystko co tylko sobie zdołają wymyślić. Sąd winien poddać w watpliwość taką ręcznie naciąganą opinię. –Dość podejrzliwe to mi się wydaje, kiedy sztuczne dowody sprawy już od początku postępowania ściśle dopasowane są do przypuszczeń i tez orzeczników ZUS-owskich, czyniących tym zadość swemu pracodawcy. A pracodawca z kolei z zimnym wyrachowaniem podporząkowuje się ciągłym i usilnym naciskom ośrodków politycznych. I takie tezy stają się dla rzekomo niezawisłego sądu jedynie słuszną wyrocznią? –Dlatego niezawisły sąd nigdy, w żadnym przypadku i pod żadnym pozorem nie powinien sztywno trzymać się, ani powielać stanowiska pozwanego, wykreowanego jedynie z przyczyn nacisku politycznego – dodał. –Tym bardziej że sąd oparł się na ekspertyzie biegłych sporządzonej bez jakichkolwiek podstawowych badań ambulatoryjnych?! – powtórzył Marcin. –0pinia biegłych wyssana z palca, zmanipulowana i niespójna względem wrodzonych dolegliwości zdrowotnych jest sprawą karną i winna być prawnie ścigana – zapewnił pan Miecio. –A i sąd nie może sądzić wyłącznie z abstrakcyjnych pozorów. –Każdy specjalista w swojej dziedzinie za złamanie ścisłej procedury jest ścigany przez prawo – zauważył pan Edward. –Tylko sędziom wolno bezkarnie improwizować i nad takimi orzeczeniami wyjętymi niczym z magicznego kapelusza nie wolno dyskutować? –Tym bardziej że nie dopuszczono do podstawowych badań ambulatoryjnych. A zamiast rzetelnej analizy badawczej biegli po prostu uzgodnili jak rzecz ująć w opinii, lecz to co uzgodnili ni jak się ma do zadawnionych dolegliwości. –Wyniki badania wzięli z sufitu – przyznał Marcin. –0pinia biegłych nie została poparta rzetelną, a nawet żadną analizą badawczą. 0pinia fiction zmanipulowana. –Ja się temu pokrętnemu stanowi nawet zbytnio nie dziwię – spuentował pan Miecio. –Przecież nadal w sądownictwie wolnej Polski aktualne są wykładnie sędziego Igora Andriejewa który z własnej inicjatywy podpisał wyrok na generała Fieldorfa. Przede wszystkim wszelkie lewackie wykładnie trzeba odrzucić z przepisów wymiaru niesprawiedliwości Rzeczypospolitej to sąd i Sybiraka bardziej po ludzku potraktuje. –Niedobrze w wymiarze sprawiedliwości się dzieje, oj niedobrze – potwierdził pan Miecio. –Ponieważ po erze obowiązującej moskiewskiej instrukcji – K.A.A. łamanej przez C sto trzynaście z drugiego czerwca czterdziestego siódmego roku N.K. łamanego przez zero zero trzy łamane przez czterdzieści siedem, przesłanej wprost z Moskwy do samego Bieruta. A zdążyłem poznać symbol tej zbrodniczej instrukcji doskonale na pamięć, i pamiętam do dzisiaj chociaż pamięć już nie ta. –Do wymiaru sprawiedliwości w miejsce tak potrzebnej dzisiaj niezawisłości sądów ponownie powracają złowrogie dyrektywy kolejnej ideologii, tylko tym razem słanej z kierunku Trybunału Europejskiego. Aby naród polski ciągle całkiem słusznie odrzucający wszelkie dyrektywy mające znamiona moralnego zła w ten sposób ponownie ubezwłasnowolnić. –Nigdy w słusznie minionej erze komuszej nie byłem zwolennikiem czegoś takiego aby nas Polaków sądzić gdzieś w Moskwie i daleki jestem także od tego aby sądzić naszych obywateli z kolei gdzieś aż w Strasburgu. Tę powinność winne czynić nasze całkowicie niezawisłe sądy tylko i wyłącznie w imieniu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. –Także i ja nigdy nie byłem zwolennikiem tego aby naszych obywateli sądzić w Moskwie – wyznał także pan Miecio. –I nie jestem zwolennikiem tego aby nas Polaków sądzić gdzieś tam w jakimś Strassburgu, winne to czynić tylko nasze polskie niezawisłe sądy, zupełnie niezależne od jakichkolwiek obcych nacieków ani nacisków ideologicznych. (…)  –Niech sobie panowie wyobrażą że zarówno biegłym sądowym w dziewięćdziesiątym dziewiątym roku w mojej sprawie, jak i sprawującym opiekę lekarską podczas mojego leczenia szpitalnego na wydziale gastrologicznym Unii Lubelskiej w dwutysięcznym pierwszym roku jak zdążyłem się zorientować była ta sama osoba. Podczas leczenia szpitalnego uwzględniła dolegliwość będącą niewątpliwie dolegliwością zadawnioną sięgającą niewątpliwie okresu niemowlęctwa a jako biegła sądowa z całym prawdopodobieństwem jej nie uwzględniła. –Jeżeli uwzględniła, to stronniczy sąd to uwzględnienie najzwyczajniej zbagatelizował. –Nie mnie to obecnie ustalać, od tego są odpowiednie służby. –Tak się opatrznościowo złożyło że szczęśliwie zachował mi się dokument tamtego leczenia szpitalnego. –Nie trzeba być nawet medykiem, ażeby wiedzieć, iż przy doszczętnym wyczerpaniu biologicznym w tak ekstremalnie nieludzkich warunkach, u niemowląt nagminnie występują takie uciążliwe i niebezpieczne dolegliwości z obciążeniem dożywotnim. Przy wywiadzie z biegłym sądowym, oprócz uskarżania się na szereg innych dolegliwości gastrologicznych, uskarżałem się także i na tą uciążliwą dolegliwość. Więc albo biegła sądowa zaniechała wykazania szeregu moich skarg na zafundowane u progu mojego życia schorzenia i dolegliwości odbijających się bezwzględnie na niedostatkach mojego życia, albo zespół orzekający o wydaniu wyroku, przymknął na nie oko, brnąc jedynie do wydania takiego a nie innego wyroku w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. –Tak jak prawdy historycznej nie sposób ustalić wyrokiem jakiegokolwiek sądu, tak i ludzkiego stanu zdrowia nie sposób ustalić rygorystycznym wyrokiem sądu – przyznał pan Miecio. –Jest to klasyczny przykład jak nigdy nie powinno przebiegać postępowanie sądowe. Według odwiecznego prawa stosowanego już przez starożytnych Rzymian każda wątpliwość powinna być przyjęta na korzyść poszkodowanego. –Sentencja tego wyroku jakoś ani na chwilę nie uwolniła mnie z doznanych w niewoli chorób i dolegliwości – potwierdził Marcin. –Nie mnie obecnie ustalać, kto, czy biegli sądowi, czy zespół orzekający, spośród nich dopuścił się zaniechania i kto jest jakby mniej przysięgłym sądowym? –Dokumentacja mojego leczenia po powrocie z syberii bezpowrotnie zaginęła, a świadkowie leczenia w moim wczesnym dzieciństwie już nie żyją. W czasie całej tej długoletniej sądowej przewlekłości zdążyli zemrzeć ci moi najbliżsi którzy opiekowali się mną ciężko chorującym dzieckiem, zmagali się ratując od najgorszego w wieku niemowlęcym i dziecięcym, wozili do lekarzy a mogliby o tym wszystkim przed sądem odpowiednio zaświadczyć. –Wierzcie mi już nie mam ani siły ani zdrowia aby przez szereg długich lat kopać się z koniem, bo cała korporacja zwana wymiarem niesprawiedliwości trzyma się litery jakiegoś ciężko chorego prawa nie licząc się absolutnie z jakimkolwiek poczuciem godności odwołującego się. I w ten sposób pokaleczeni na zdrowiu Sybiracy umierają dożywotnio wyklęci w poczuciu porzucenia ich przez 0jczyznę własnemu losowi, bez żadnego zadośćuczynienia, bez żadnego wsparcia ze strony Rzeczypospolitej. –Wobec wyklętych przez komunę Sybiraków i to wyklętych przez całe dziesięciolecia można nadal w wolnej Polsce wyrokować zaocznie. A przecież deportowani byliśmy do łagrów totalnej zagłady wraz z całymi rodzinami tylko i wyłącznie za szczególnie wysokie zasłgi państwowotwórcze dla dobra Rzeczypospolitej Polskiej. Tymczasem sędziowie noszący na piersiach orła Rzeczypospolitej za wszelką cenę w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej usiłują zaniżyć, zniwelować, stłamsić, wykluczyć tamtą historyczną rzeczywistość. Usiłuje się zamazać istnienie rosyjskich łagrów a przynajmniej maksymalnie zmniejszyć w nich ilość polskich ofiar. –Sam rotmistrz Witold Pilecki jeden z najznamienitszych żołnierzy Najjaśniejszej Rzeczpospolitej wyznał współwięźniom, że obóz niemiecki to była igraszka w stosunku do tego, czego dopuścili się wobec niego komuniści. Dopuszczali się tych zbrodniczych okrucieństw wobec niezłomnego żołnierza funkcjonariusze zaledwie niedawno zsowietyzowani a my Sybiracy całymi rodzinami w sowieckich łagrach podlegaliśmy wprost bezpośrednio czekistom, oprawcom znacznie wcześniej i znacznie ohydniej odczłowieczonym siepaczom, nie mających ani kszty ludzkich odruchów. A mimo to od wielu lat każde moje sądowe odwołanie wygląda tak, jakbym odwoływał się do przysłowiowej ściany a nie do istot logicznie i analogicznie potrafiących myśleć. Już naprawdę brakuje mi jakichkolwiek sił, aby w dalszym ciągu tak bezowocnie dopominać się o przysługujące mi podstawowe zadośćuczynienie. (…) –Prezes Sądu wyjaśnia tylko to, co jest niejako z pozycji Sądu wygodne do wyjaśnienia (IX W-0510-202/08 Sk). Absolutnie nie interesuje go w ogóle to że nie było takiej intencji pośród biegłych ażeby na zasadzie epikryzy przeprowadzić ambulatoryjno laboratoryjne wgłębne badania. Ażeby dokonać jakiegoś USG a przynajmniej badania laboratoryjnego. Że nie podjęto analitycznego rozpoznania przyczyn moich chorób i dolegliwości. –Trudno mi uwierzyć w przypadek jednostajnej niedokładności opinii sporządzonych przez wszystkich biegłych – oznajmił pan Miecio. –To z całą pewnością było zlecenie. –Także wszystkie inne odpowiedzi na moje zażalenia podchodzą w zupełnie podobny sposób do sprawy i żadna instytucja do jakich się zwracam z zażaleniem na niezawisły w cudzysłowie sąd, jakoś spoza idealnie ułożonego ciągu liter nie dostrzega w nich losu człowieka. Również nie chcą dostrzec że sąd w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej wbrew jakiejkolwiek logice postanowił uznać rację orzecznika ZUS, dokonując niejako cudu uzdrowienia mnie zaocznie i na odległość z wszelkich dolegliwości dożywotnio na Syberii nabytych. Że sąd do subiektywnej opinii orzecznika ZUS bardziej obarczoną poprawnością polityczną niż poprawnością medyczną ustosunkował się pozytywnie. –To jest nieco tak jak w anegdotce o starszym sikawkowym w prowincjonalnej ochotniczej straży pożarnej, kiedy to pali się już trzecie obejście we wsi a on przy remizie uparcie dyscyplinuje podleglych mu strażaków – zaśmiał się pan Edward. –Zbiórka! –Baczność! –Spocznij! –Rozejść się! –I ponownie. Zbiórka! Baczność! Spocznij! Rozejść się! –I ponownie to samo. –I ponownie. –Panie komendancie już trzecie obejście się pali a pan tego nie widzi! – woła ktoś z wieśniaków zatrwożony tą niezwykłą sytuacją. –A niech się cała wieś spali! – odburknął rozgniewany komendant, ale w straży pożarnej porządek, ład i posłuch absolutny przede wszystkim musi być! –Zupełnie podobnie jest z podejściem prezesa Sądu do twojej sprawy. (…) Nie mam najmniejszej wątpliwości że działalność ZUS-u w naszym kraju daleko odbiega od jego statutowych obowiązków. W sprawie rent wojennych podchodzi się tam do wnioskodawców wybiórczo, mając pośród petentów swoje sympatie i antypatie. Sam jego ekscelencja towarzysz naczelnik Wydziału Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych, podpułkownik przeszkolony w Leningradzie otrzymał w szczecinskim ZUS-ie status Sybiraka zdrowotnie poszkodowanego w sowieckim łagrze (Sygnatura: IPN Sz 0019/6359). –Tylko ogromny szkopuł w tym że wspomniany podpułkownik osobiście twierdzi że przybył z sybiru do kraju w czterdziestym piątym roku a doskonale nam wiadowmo kto w czterdziestym piątym przyjeżdżał ze wschodu, i na pewno nie byli to Polacy deportowani na syberię. –Skoro był podpułkownikiem w esbe to musiał mieć zdrowie jak przysłowiowy niedźwiedź aby móc pałować Polaków. Także psychomotorycznie musiał być bardzo sprawny skoro awansował aż na stopień podpułkownika a jednak paradoksalnie ten sam 0ddzał ZUS-u uznał że pobyt na sybirze odebrał mu zdrowie. 0 ile tam w ogole był? A dzieciątku o nikłej odporności organizmu pobyt w łagrowych warunkach na sybirze na zdrowiu nie zaszkodził? I to jest opinia jako dokument obowiązujący i ostateczny. Czy to jest konstytucyjne i czy nie szyte przypadkiem grubymi nićmi?  –Nadal pomimo minionych kilkudziesięciu lat rzekomej wolnej III Rzeczypospolitej jakoś dziwnie nikt nie chce ustalić kto w naszej 0jczyźnie był zdrajcą narodu a kto bohaterem narodowym – dodał. (…) –A Sybirak gdy ubiega się o rentę to orzecznicy wmawiają mu na żywca że jego schorzenia i dolegliwości są tylko zgodne z jego podeszłym wiekiem a zabójcza katorga sybiru nie miała na jego zdrowie absolutnie najmniejszego wpływu a gdy się odwoła od nielogicznej tezy ZUS-owskiej natychmiast ma całą zgraję prawników i urzędników przeciwko sobie – utyskiwał Marcin. –Zdaniem tych wszystkich wielce uczonych sytych i gnuśnych przemądzałków, nie reagujących na zażalenia i urzędowo pokpiwających sobie z męczeństwa w łagrach, traktowanego bardziej w kategoriach jakiegoś mitu dzieci nie mogły ponieść tak doraźnych ubytków na zdrowiu. A przecież dzieci doznawały znacznie poważniejszych ubytków zdrowotnych od osób dorosłych. Doznawały dodatkowo wrodzonych urazów podczas swego życia prenatalnego na wskutek traumatyczych warunków egzystencji ich matek w zabójczych łagrach. Co najmniej dziwne wydaje mnie się to że biegli sądowi podający się za ekspertów medycznych nie mają pojęcia że przetrzymywanie dzieci w łagrach masowej zagłady szkodzi ich zdrowiu? Tymczasem warunki łagrowe były przyczyną mnóstwa jednostek chorobowych masowo niszczących zdrowie i życie dzieci. –Mam duże wątpliwości co do rzetelności podejścia Sądu do badań dokonanych przez biegłych sądowych jak i do samych biegłych? (…) Wszystkie nacje dotknięte zawieruchą wojenną usiłują we wręcz bezczelny i bezwstydny sposób na siłę i na różne inne sposoby zawyżyć ilość własnych ofiar wojny w ilości poszkodowanych i pokrzywdzonych obywateli, tylko w naszej 0jczyźnie najbardziej przez okupantów poszkodowanej w niezrozumiały dla mnie sposób samobiczując się, czyni się wszystko, aby zaniżyć ilość wojennych ofiar, poszkodowanych i pokrzywdzonych, dokonanych przez agresorów. –Nawet niezawisłe sądy się do tego niecnego celu wprzęga – ze smutkiem wyznał Marcin. –Jakby mogli, to by mnie skazali już za sam fakt że jako jedna z takich ofiar domagam się zadośćuczynienia. –W twoim przypadku sądy zapewne niezawisłe są od rozumu i logiki – zaśmiał się pan Miecio. –Bo moim zdaniem niechybnie jest to zwykła sądowa zbrodnia zadana bezbronnemu na konkretne zlecenie przy pomocy długopisu i dodana do tamtych nieprzeliczonych zbrodni na sybirze popełnianych. Tutaj nie maczugą czy kijem bejsbolowym ofiarę się uderza ale pokrętną literą prawa. Uderzenie potężnym narzędziem można zastapić i w bardziej humanitarny sposób rozpisać na partyturę paragrafów a rezultat jest ten sam. –Za uderzenie kijem można odsiedzieć w kryminale a za uderzenie pokrętnym paragrafem nie ma kary bo sąd jest jakoby niezawisły i nie podważa się jego werdyktów. Tylko że taki wyrok hańbi sędziego i cały wymiar niesprawiedliwości po wieczne czasy a orzeczenie jest zwykłym wyrazem ignorancji. –Jak z tego wynika, o opiniach, a w tym i o opiniach biegłych, podobnie tak jak o gustach, się nie dyskutuje – zażartował pan Edward. –Sądy otrzymywały zlecenia na generała Fieldorfa, na rotmistrza Pileckiego i na nieprzeliczone rzesze innych sprawiedliwych obrońców 0jczyzny – relacjonował pan Miecio. –I składy sędziowskie nie miały najmniejszych wątpliwości że ci ludzie są całkowicie niewinni a jednak przy pomocy pokrętnych paragrafów roztrzaskiwano im czaszki i bezwzględnie łamano kręgosłupy. –Podobnie jest w twoim przypadku, bo sędziowie doskonale wiedzą że żadnego organizmu nie da się oszukać aby mu tym poważnie a nawet śmiertelnie nie zaszkodzić a już szczególnie organizmu dziecięcego. A jednak dla zasady przyjęcia konkretnego zlecenia, jak rozpoznaję, zignorowano podstawowe zasady procesowe postępowania. –Zastanawiam się jakie to dokumenty źródłowe mogły posłużyć biegłym do ekspertyzy wykluczającej wpływ nieludzkich warunków niewoli na twoje schorzenia i dolegliwości? – spytał. –Jedyną ich niedorzeczną racją jaką wobec mnie przedstawiali było to, że okrucieństw łagrowych, jakoby moim zdaniem miałem doznać w latach czterdziestych, a o zadośćuczynienie za utracone zdrowie ubiegam się dopiero u schyłku lat dziewięćdziesiątych – oświadczył Marcin. –Gdziekolwiek tylko się odwołuję to ze strony bunczucznych instytucji w odpowiedzi doznaję tylko słowa krzywdzącego lekceważenia i poniżającego traktowania. Ci którzy sprawują jakąś nieco wyższą posadkę stają się coraz bardziej aroganccy i zarozumiali. Tak zajadle i zbiorowo dbają jedynie o to ażeby w imieniu pozwanego nie dopuścić do rzetelnego postępowania sądowego. A przecież przetrzymywanie nas w łagrach masowej zagłady naruszało nasze prawo do życia. Także obecne niewłaściwe podejście wspomnianych instytucji do skutków tej zbrodni jest całkowicie podobnym naruszeniem prawa. –Przecież w twoim szczególnym przypadku dochodzi nieustannie przez cały szereg lat i przez szereg instytucji do naruszenia Europejskiej Konwencji Praw Człowieka – przyznał pan Miecio. –Gdy uskarżałem się biegłej z dziedziny gastrologicznej na swoje dolegliwości które prześladują mnie od dzieciństwa tak długo jak siebie pamiętam. Gdy ralacjonowałem jej że męczyły mnie częste nudności, że byłem dzieckiem nieustannie wymiotującym. Bóle brzucha tak bolesne że aż powodujące zemdlenia. Wymioty wraz z podwyższoną temperaturą powodowały często moją nieobecność na zajęciach szkolnych. Że po dzień dzisiejszy nie korzystam z żadnych przyjemności kulinarnych ani towarzyskich, bo większośc potraw jest dla mnie niestrawna o czym świadczy moja niezwykle wychudzona sylwetka. I gdyby jakiś strażnik mnie uparcie śledził i celowo za mną chodził to byłbym notowany jako największy recydywista zanieczyszczający własnymi nieczystościami środowisko w każdym najmniej spodziewanym miejscu. To biegła wręcz oznajmiła na moje narzekania zdrowotne – panie narzekasz pan tak bardzo na swój los a przecież żyjesz sobie pan aż do dnia dzisiejszego. –Sądziłem z całą pewnością że pani doktor obróciła moje uskarżanie się w żart, aby mnie ze swojej strony nieco pocieszyć w miom niezbyt komfortowym położeniu zdrowotnym, bo miałem wrażenie że dobrze jej z oczu patrzy. –Tymczasem wszyscy biegli są tacy przebiegli w swoim środowiskowym solidaryźmie i ich zdaniem, takie coś, co było już z góry przeznaczone na zagładę powinno już dawno nie żyć. –0to wyobrażena chorych głów reprezentujących w dzisiejszych czasach Temidę – zirytował się pan Miecio. –Nieco więcej takich samobójczych działań, a być może na zasadzie walkoweru z narodu który najbardziej ucierpiał podczas zbrodni ostatniej wojny, staniemy się największym winowajcą – dodał po chwili. –W wolnej Rzeczypospolitej Polskiej wszelkimi sposobami usiłuje się zaniżyć ogrom zbrodni jakiej dokonano na naszych rodakach podczas deportacji – udowadniał Marcin. –Do tych niczym nieuprawnionych i fałszywych tendencji angażuje się intelekt ludzki, nagina przepisy domniemanego prawa kosztem każdego podatnika, zamiast ofiarom Golgoty Wschodu oddać stosowną cześć. Czyni się przeróżne sztuczki i kruczki prawne i pozaprawne, stosując domniemane insynuacje, aby tylko spłycić, umniejszyć, czy zaprzeczyć tamtemu ogromowi zbrodni. Aby w ten sposób pozbawić jej ofiary zadośćuczynienia za dożywotnio odebrane zdrowie. Za niewyobrażalne wprost cierpienia, za zamęczenie na śmierć nieprzeliczonych rzesz naszych rodaków. Są także Sybiracy którym odmawia się zadośćuczynienia za utratę zdrowia w czasie niewoli i to paradoksalnie tylko dlatego że podczas deportacji byli ludźmi już dostatecznie ukształtowani fizycznie i psychicznie i warunki deportacji nie mogły im zaszkodzić tak jak niemowlętom, czy rodzącemu się życiu w tak makabrycznych warunkach. –Jest takie powiedzenie że z naturą nie można wygrać nawet przed sądem – dopowiedział pan Edward. –A jednak ZUS może wygrać?! –Prowadzenie postępowania dotyczącego czyjegoś zdrowia to nie jest to samo co sądzenie meczu piłki nożnej, czy konkursu tanecznego – dodał pan Miecio. –W moim osobistym przypadku wszystkie te zdarzenia brzmią jak zły chichot historii – podjął Marcin. –Czuję się tak jakbym od lat nieporadnie wołał gdzieś zza jakiejś szyby dzwiękoszczelnej a adresaci nie rozumieli mojego głosu, tak mocny i niebezpieczny zarazem jest solidaryzm wszelkich instytucji do jakich się odwoływałem. –Czy taki sędzia albo biegły poznał na studiach coś takiego jak etyka, czy logika? – powątpiewał pan Miecio. –Chciałbym bardzo poznać źródła wiedzy na które powołali się przebiegli biegli a sędzia tak bezmyślnie łyknął ich wypociny. Gdzie w tym wszystkim są zasady etyki zawodowej takich biegłych i sędziów? –Tylko ignoranci lub nieuczciwi włodarze mogą posługiwać się takim językiem. –Przecież gdy oni wszyscy mogli robić większą lub mniejszą karierę i piąć się ku szczytom społecznym a przynajmniej normalniej żyć, ja musiałem nieustannie zmagać się z szeregiem niedomagań zdrowotnych – ubolewał Marcin. –Nawet nie mogłem, nie z własnej winy wypracować sobie takiej renty czy emerytury, jak każdy inny normalny zdrowy pracownik – dodał. –Nieraz z rozpaczy mam ogromną chęć przykuć się do któregoś z drzew na Rondzie Sybiraków w proteście, aby zaznaczyć że poprzez miano Ronda imieniem Sybiraków zupełnie fałszywie honoruje się ocalenców sybirackich, gdy tymczasem oni borykają się z administracją wszelakiego szczebla i rodzaju, bezradnie walcząc o swój status z bezwzględnymi gnębicielami człowieka.

Kazimierz  Raczyński

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.