Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Rząd Prus Południowych czy Priwislanskiego Kraju?

Mam głębokie poczucie, że komentowanie spraw polskich ma obecnie skutek nie większy niż wtedy, gdy mądry autor „Esejów dla Kassandry” nazywał takie zajęcie „czernieniem papieru”.

Cóż, nie po raz pierwszy raz los Polski zależy w decydującym stopniu od Zagranicy, tym bardziej, że większa część polskich elit politycznych sama na wyprzódki zrzeka się samostanowienia. Okazuje się, że wybuch „Solidarności” był tylko przemijalnym nastrojem mniejszości, która po kilku latach pałowania straciła zdolność oporu i już ani przy okrągłym stole, ani przy obalaniu rządu Jana Olszewskiego nie zdobyła się na liczniejszy wysiłek. 

Łatwość, z jaką współczesna targowica uzyskuje zgodę większości Polaków na rezygnację z suwerenności każe zastanowić się nad prawdziwością mitu narodowego zrywu niepodległościowego nie tylko w 1980 r., ale i w 1918 r. Czy tekst Marszu Pierwszej Brygady krzywdzi „milczącą większość”, czy raczej wskazuje na konieczność zamachu stanu, jako jedynej drogi ratowania państwa? Jest prawdopodobne, że gdyby nie ratująca polski patriotyzm decyzja Piłsudskiego z maja 1926 r., pomimo jednoczącego naród zwycięstwa nad bolszewizmem w 1920 r. Polska nie przetrwałaby Wielkiego Kryzysu.

A przecież dopiero potem polskość poddana została eksterminacji przez Niemcy i Rosję. Czy niemiecko-sowieckie eugeniczne ludobójstwo na Polakach spełniło nadzieje zbrodniarzy? Niestety, tak. Mieli rację ci, którzy o nowej Polsce mieli do powiedzenia tyle, że „najlepsi zginęli” (choć jeszcze bardziej radykalnie eugeniczną politykę Niemcy zastosowali wobec Żydów, to obejmowała ona mniejszość diaspory, podczas gdy terrorowi niemiecko-sowieckiemu  poddana została absolutna większość Polaków).

Zginęli w czasie wojny i po wojnie, wyjechali i nie powrócili, ale nawet ci, którzy cudem przeżyli, zostali poddani innej formie eugeniki – już nie gestapowskiej, enkawudowskiej i ubeckiej, a „hodowli nowego człowieka” w warunkach „realnego socjalizmu”. Eliminację „szkodliwego materiału ludzkiego” przeprowadzano już nie przez egzekucje, a przez eliminację patriotyzmu polskiego - spychając twórczy czynnik narodowy na dno hierarchii politycznej, społecznej i gospodarczej.

System komunistyczny – bardziej totalny niż niemiecki, bo władający całością życia gospodarczego – wypracował metody ustanawiające, jako nowe elity, ludzi i środowiska obywatelsko zbarbaryzowane i chętne do służby sowietyzmowi. Symbolem tych metod niech będzie stawianie dzieci ofiar Katynia przed wyborem – dać się zwerbować przez UB/SB, czy stracić szanse na znośne życie i jakąkolwiek karierę. Nie sposób potępić sierot, które się złamały, bo znałem takich ludzi i wiem, że za wyrzeczenie się  ojców zapłacili straszną osobistą cenę, ale dla polskości była to wielka strata, a jej konsekwencje płacimy czasem do dziś.

W latach 70. środowisko RMP sporządzało listy rodzin, które miano poddać represjom po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, aby dzieci zdrajców nie mogły korzystać z uzyskanych przez rodziców przywilejów i nie stanowiły nowej elity społecznej. Jednak w 1989 r. ludzie z RMP błyskawicznie uznali niedawnego wroga za prawomocną elitę III RP i dzisiaj, równie grzecznie jak z Bolkiem, współpracują z Katem, Minimem, Olinem i masą podobnych im agentów KGB oraz agentów tych agentów, pomieszanych ze zwykłymi złodziejami i radosnymi głupkami, którzy pchają się do władzy z takim animuszem, jakby Stalin nadal żył i nad nimi czuwał.

Po 1918 r. polskość słaniała się na nogach, ale w przerażeniu bolszewizmem i wzięta w karby przez Piłsudskiego zdobyła się na tę wspaniałą dumę, z jaką odrzuciła współpracę z którymkolwiek ze zbrodniczych sąsiadów. Po 1989 r. polskość była zbyt wycieńczona milionowymi eugenicznymi mordami i półwieczem  wymierzonego w nią eugenicznego tworzenia nowych „bezpolskich” elit, by zdobyć się na skuteczne przeciwstawienie się „tuskowisizmowi”.

To, co mamy obecnie, to nie jest państwowa polityka kadrowa dyktowana partyjnym egoizmem, a cyniczna kontynuacja procesu rozpoczętego we wrześniu 1939 r. i w zmienionej formie prowadzonego w PRL, a istotowo kontynuowanego przez okrągły stół, zbrodnię 4 czerwca 1992 r., spotkanie na Westerplatte wnuka „dziadka z Wehrmachtu” z wnukiem „dziadka z NKWD” aż po katastrofę smoleńską - „polskość to nienormalność”!

Propagandyści tej postawy (często ci sami, którym  niedawno płacono za „wieczną przyjaźń z narodami radzieckimi”) głoszą dzisiaj, że od stania się niemieckim landem nie ma ucieczki. Kłamią podwójnie, bo Polska przetrwa zdrajców, a przyłączenie Warszawy do Niemiec nie ratuje przed Rosją. Przeciwnie, wprawdzie po III Rozbiorze Warszawa krótko należała do Prus Południowych, ale niedługo potem na ponad 100 lat znalazła się w Priwislanskim Kraju.  

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.