Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

AgitProp

AgitProp - Oтдел агитации и пропаганды

Tydzień temu, gdy giełdy na całym świecie przeżywały trzęsienie ziemi, dziennikarskie cyngle zatrudnione do redagowania audycji Fakty TVN nie wspomniały ani słowem o tym, o czym alarmowały światowe media - PANIC RIPS THROUGH GLOBAL MARKETS...

Czym się zajmowali ci propagandyści z buzią Durczoka wyrażającą rozum Miecugowa? Jak ślepe i głuche na rzeczywistość automaty wypełniali  wyznaczone im zadanie – walka z PiS! Zagrożeniem dla Polaków nie jest kurs franka, światowa recesja, ani nawet rosnące koszty obsługi polskiego długu. Najstraszniejszym zagrożeniem jest Jarosław Kaczyński!

Nie zainteresował Durczoka ani tragiczny los akcji Agory, ani nawet spadek akcji TVN. Przeraził się dopiero na porównanie kłamstwa smoleńskiego do katyńskiego kłamstwa komisji Burdenki. On i jemu podobni młodzi ludzie, którzy nie brali udziału w zbrodniach sowietyzmu, wierzą, iż, najmując się za cyngle w agitpropie III RP, w niczym komunistycznych propagandystów komisji Burdenki nie przypominają.

Ależ należy im szybko wyjaśnić, że nie ma się tu czego się tak bardzo wstydzić! Burdenko nie był wcale gorszy od Bieruta. A Bierut od Bermana. A dlaczego sądzić, że Berman był straszniejszy od Gomułki, który z kolei nie był bardziej sowiecki niż Jaruzelski. A przecież ani Jaruzelskiego, ani Kiszczaka, ani Kwaśniewskiego z Millerem i Oleksym, ani Durczok, ani Miecugow nie uznają za odpowiedzialnych za Katyń. Burdenko też nikomu w Katyniu osobiście w tył głowy nie strzelał. On tylko podpisał raport, w którym zawarł fakty ustalone przez ekspertów z NKWD. Tyle miał do powiedzenia, co Anodina, gdy  poświadczała fakty ustalone przez KGB. A Miller – czy mógł nie poświadczyć  faktów ustalonych przez MAK? Burdence pokazano niemieckie kule w czaszkach, a Miller na własne oczy widział wrak samolotu.

Gdyby Burdenko odmówił, to „fakty” z Katynia napisałby kto inny. I byłby to raport może „jeszcze bardziej bolesny dla nas”. Że np. „opanowani szaleńczą nienawiścią do NKWD sami się powystrzelali…” Burdenko nie napisał, że byli samobójcami i Miller też miał odwagę stwierdzić, że nie byli samobójcami.

I właściwie o co te wszystkie pretensje do Burdenki? Ostatecznie, czy to ważne kto ich „zlikwidował”? Czy ci, którzy już wtedy ostrzegali, że polski faszyzm i antysemityzm należy dobić, bo kiedyś może się jeszcze odrodzić, nie mieli racji? Czy dzisiaj nie potwierdzają się obawy Stalina, który proroczo radził  Bierutowi, Bermanowi i Gomułce, że muszą nakazać Jaruzelskiemu i Kiszczakowi, żeby zniszczyli polskość do końca? Czy gdyby nie Stalin i Burdenko, Bierut i Berman, Gomułka i Jaruzelski, a na koniec Kiszczak i Michnik, to po 1989 r. „na drzewach zamiast liści” nie zawiśli by komuniści? A przecież to oni przez pół wieku trudzili się nad wpojeniem postępu i europejskości w ciemny, kołtuński, katolicki naród polski. Trudzili się by sowietyzm mógł przetrwać wszystkie próby, nawet upadek Związku Sowieckiego. I choć harówka nad „likwidacją polskiego kołtuństwa” udała się i III RP liczy sobie już 22 lata, to nawet dzisiaj ich następcy wyposażeni w najnowocześniejsze media nadal muszą walczyć ze starą "genetyczną skazą występującą u części nadwiślańskiej ludności".

A co by się stało, gdyby Powstanie Warszawskie zwyciężyło? Gdyby z Zachodu wróciła do Polski cała armia, a ze Wschodu masy nie „zlikwidowanych” wrogów komunizmu? Czy dzisiaj funkcjonariusze AgitPropu mogliby nauczać, że polskość to zbrodniczość? Czy premierem mógłby być człowiek głoszący, że polskość to nienormalność?

Trzeba to wreszcie powiedzieć otwarcie - na te polskie genetyczne skazy żadne media, żadna propaganda, nawet żaden stan wojenny nie pomoże. Takie skazy można wytępić tylko razem z ich nosicielami. Dlatego potrzebny jest nie jeden, a tysiąc Smoleńsków. Niech pogrobowcy polskiego faszyzmu pogadają sobie tam ze swoimi ojcami.

Obrażanie się za określenie „burdenkowcy” jest tak samo absurdalne, jak obrażanie się za zestawienie zakazu otwierania trumien ofiar katastrofy smoleńskiej z zakazem otwierania trumien poległych w Grudniu`70. Urzędnik Arabski w 2010 r. robił przecież tylko to, co podobny mu urzędnik Gromadzki musiał zrobić w 1970 r. To nie on zakazywał, on, tak samo jak Gromadzki wobec SB, tylko dopilnowywał poleceń KGB. A w ogóle to przecież on, Arabski, opiekuje się teraz Wałęsą nie gorzej niż kiedyś tamten - Gromadzki. Najlepszym dowodem, że nie ma się czego wstydzić, jest to, że za Smoleńsk, tak samo jak za Grudzień, nikt nie poszedł siedzieć. Arabski został nawet wyznaczony do sejmu. Skąd? A skąd by? Z Gdańska. Gdańszczanie nie są przecież nienawistnikami i nie mają głupich pretensji o jakieś lutowane trumny.

W sytuacji, gdy powyżej opisana „narracja” jest przez władze państwa propagowana i nagradzana, twierdzę, że tytuł „burdenkowca” każdy z odpowiedzialnych redaktorów TVN powinien nosić bez fałszywego wstydu i z zasłużoną satysfakcją. Tym bardziej, że frank drożeje, a z etatu można zostać przeniesionym na kontrakt.


Ostatnia aktualizacja: wtorek, 16 sierpnia 2011 14:48

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.