Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Rosyjska ruletka w III RP

To symptomatyczne, że służby specjalne III RP do dziś nie potrafią ustalić, kim są agenci KGB o pseudonimach „Kat, „Minim” i „Olin”, sprawujący niegdyś wysokie (najwyższe?) stanowiska państwowe.

Choć Marian Zacharski publicznie twierdzi, że zna ich nazwiska i w swojej książce „Rosyjska ruletka” niedwuznacznie tych ludzi wskazuje, to ani ABW, ani prokuratura nie chcą z jego wskazówek skorzystać. Ale skoro nie potrafi tego nawet wspomagany przez doświadczonych esbeków wszystkowiedzący nad-premier Krzysztof Bondaryk, to i ja nie będę wychodził przed zdyscyplinowany szereg i nie powiem głośno tego, co i tak wszyscy dobrze wiedzą.

Żeby jednak zapełnić opłacony z góry felieton podsunę bystremu  Czytelnikowi subtelny ślad zwiewnego tropu, którym ostrożnie postępując sam bezbłędnie dotrze tam, gdzie prokuratura - niezależna od wszystkiego poza tajnymi, jawnymi i dwupłciowymi służbami – wzbrania się zaglądać. Tym tropem jest pokazane dawno temu w telewizji spotkanie ambasadora USA Daniela Frieda z przedstawicielami polskich partii politycznych, w trakcie którego Polacy wręczyli mu wspólnie podpisany list. Rzecz w tym, że jedna z partii wręczyła Friedowi jeszcze drugi, swój własny, list.

Nigdy tego listu na oczy nie widziałem, ale idę o zakład, że jego autorzy (wśród których mogli być i „Kat” i „Minim” i „Olin”) napisali w nim coś takiego, że w jakiś czas potem, w dawnym ośrodku szkoleniowym SB (a przedtem KGB, a przedtem Abwehry) na Mazurach zaczęły lądować samoloty CIA, z których wyprowadzano więźniów, by ich poddać torturom. Dlaczego Amerykanie nie skorzystali z pomocy tak wypróbowanych przyjaciół jak Brytyjczycy czy Niemcy? Ponieważ polityce brytyjscy czy niemieccy muszą obawiać się własnej opinii publicznej, a polscy politycy postkomunistyczni obawiają się tylko tego, co wie o nich KGB i CIA.

Dowodem, że polskiej opinii publicznej bać się nie warto jest zachowanie prokuratury, która, gdy parę dni temu pojawił się nowy przeciek z Wikileaks informujący o szczegółach działania tajnego więzienia w Polsce, starała się zlekceważyć sprawę.  „Po dokładnym zaznajomieniu się z ich treścią zdecydujemy, czy te dokumenty mają jakieś duże znaczenie” – oświadczono. Cóż tu dodać? To jasne, że nie tylko nie mają „dużego znaczenia”, ale w ogóle żadnego! Przecież natychmiast po publikacji przecieku orzekł tak specjalny wysłannik Departamentu Stanu Daniel Fried! Skoro to ten sam Fried, który odbierał specjalny list od postkomunistów i który po obaleniu rządu Jana Olszewskiego przekonywał, że Kaczyńskich już nigdy nie wolno dopuścić do władzy, to na pewno ma rację!

Prokuratorzy od tortur i tajnych więzień mogą więc spać tak samo spokojnie jak prokuratorzy od wraku samolotu i czarnych skrzynek.

A czy to jest odkrycie, że administracja amerykańska posługuje się wobec Polski agentami NKWD/KGB tak, jak posługiwała się wobec Niemiec agentami Gestapo? Ona realizuje interesy państwa amerykańskiego, a okrutnym dowodem tego egoizmu może być ujawnione niedawno stanowisko Kissingera  z 1973 r.: „jeśli Sowieci wymordują (swoich) Żydów w komorach gazowych, to nie będzie nasz problem, co najwyżej problem humanitarny”. Interes Polski ma dla Ameryki znaczenie tylko przedmiotowe i nie tylko postkomuniści to przedmiotowe traktowanie wspomagają. To nie przypadek, że w chwili, gdy sprawa torturowania więźniów z Guantanamo w ośrodku w Kiejkutach grozi ich eliminacją z życia politycznego, Kwaśniewski i Miller znowu pojawiają się w mediach, jako kandydaci do rządzenia Polską.

Ochrona Kwaśniewskiego i Millera nie ma nic wspólnego z interesem Polski. Powodem tej bezkarności jest siła postkomunistycznego Układu mająca swą podstawę w przemożnym wpływie Zagranicy (tak z Zachodu jak ze Wschodu) na politykę polską. Jeżeli Tusk nie odpowiada na pytania Amnesty International, jakie są ustalenia śledztwa w sprawie stosowania tortur w tajnym więzieniu CIA w Polsce i czy postawiono już komuś zarzuty, to nie dlatego, że wymaga tego dobro stosunków polsko-amerykańskich lub że zamyka mu usta ambasador Feinstein. Jedynym powodem podtrzymywania obecności postkomunistów w polskim życiu politycznym jest konieczność posiadania koalicjantów do walki z  Prawem i Sprawiedliwością. „Wszystkie ręce na pokład do walki z kaczyzmem!” – oto, co łączy Tuska z Millerem, Komorowskiego z Kwaśniewskim, Wałęsę z Jaruzelskim, Urbana z Michnikiem, a KGB z CIA i SB z ABW.

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.