Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

20 marca

Reagan - przyjaciel „Solidarności”

Jeden z najlepszych prezydentów Stanów Zjednoczonych w historii, prawdziwy konserwatysta, zagorzały antykomunista i autentyczny gorliwy chrześcijanin, człowiek, który rzucił wyzwanie „Imperium zła" i je pokonał. Ale Ronald Reagan, 40 lokator Białego Domu, był także wielkim przy jacielem Polski i Polaków, mimo że jako państwo staliśmy po drugiej stronie zimnowojennej barykady w naszym narodzie widział sojusznika w prowadzonej przez siebie walce „dobra ze złem". Był sympatykiem, wręcz „człowiekiem »Solidarności«". Gdyby żył, miałby 100 lat.

Warto wspomnieć tego wielkiego Ameryka­nina, ale także po prostu wspaniałego człowieka i chrześcijanina właśnie teraz, na początku 2011 r., obchodziliśmy bowiem niedawno dwie okrągłe rocznice związane z je­go osobą w styczniu 30 rocznicę objęcia urzędu prezydenta USA, w lutym wspomnianą już 100 rocznicę urodzin.

Rola życia - polityk

Ronald Reagan był osobą wyjątkową w wielu kontek­stach i z wielu powodów - był chociażby najstarszą amery­kańską głową państwa (sprawo­wanie urzędu kończył w wieku 77 lat). Wyjątkowa była także jego droga na szczyty krajowej i międzynarodowej polityki. Życie zawodowe rozpoczął jako aktor filmowy - w latach 30 i 40 XX wieku wystąpił w kilkudziesięciu obrazach, występował również w radiu i telewizji. Był wysportowany, wysoki i przystojny, nie stał się jednak gwiazdą a ponieważ miał pasję do działania spo­łecznego i politycznego, po­rzucił aktorstwo. Początkowo związał się z Partią Demokra­tyczną szybko jednak zauwa­żył, że nie jest to miejsce dla osoby o tak konserwatywnym i antykomunistycznym świato­poglądzie (Reagan, jako prze­wodniczący Amerykańskiego Stowarzyszenia Aktorów w la­tach 50., prowadził antykomu­nistyczną akcję w środowisku aktorskim USA). W Partii Republikańskiej kariera przy­szłego prezydenta nabrała przyspieszenia. „Przetarciem" było aktywne zaangażowanie się w kampanię prezydencką republikanina Barry'ego Goldwatera w 1964 r. Niedługo Reagan sam stanął w wyborcze szranki i dwukrotnie (w 1966 i 1970 r.) wygrał wybory na stanowisko gubernatora Kali­fornii, jednego z najważniej­szych stanów USA. W 1980 r. został wybrany na 40 prezy­denta Stanów Zjednoczonych, w kampanii wyborczej prowa­dząc jeszcze mniej więcej wy­równaną walkę z urzędującym prezydentem Jimmym Carte­rem. W 1984 r. Amerykanie znali go już na tyle, że na drugą prezydencką kadencję wybra­li go druzgocącą większością głosów. Po zakończeniu misji w Białym Domu Ronald Re­agan właściwie wycofał się z życia publicznego - miał już blisko 80 lat, poza tym stale pogarszał się stan jego zdrowia, po części w wyniku nieudanego zamachu z 1981 r. (w którym został ranny), a w dużej mierze z powodu po­stępującej choroby Alzheimera. Jak wspominali jego współpra­cownicy, prezydentowi jeszcze w trakcie pełnienia funkcji zdarzały się krótkie i częścio­we zaniki pamięci. W1994 r. Reagan ostatecznie pożegnał się z Amerykanami i wycofał z życia publicznego. Zmarł w czerwcu 2004 r. W 2007 r. prezydent Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie naj­wyższym polskim odznacze­niem państwowym, Orderem Orła Białego, który wręczył wdowie po prezydencie USA, Nancy Reagan.

Dowcipny antykomunista

Gdybym miał wymienić dwie najbardziej charaktery­styczne cechy Ronalda Reaga­na byłyby to głęboki antykomunizm oraz szczere, proste i autoironiczne poczucie hu­moru. Zacznijmy od pierwszej. Reagan jest obok Papieża Jana Pawła II i brytyjskiej premier Margaret Thatcher jedną z trzech międzynarodowych ikon walki z komunizmem. Dla prezydenta USA rywali­zacja Ameryki ze Związkiem Sowieckim nie była „zwy­kłym" współzawodnictwem mocarstw, grą polityczną na arenie międzynarodowej, ale autentyczną walką dobra ze złem, obroną moralności, prawdy i sprawiedliwości. Analitycy spraw międzynaro­dowych wielokrotnie podkre­ślali, że Reagan zdelegitymizował komunizm moralnie, co miało równie wielki wpływ na koniec zimnej wojny, jak podjęte przez niego realne działania. Taka postawa pre­zydenta USA wynikała z jego życiowych przekonań, głębo­kiej ideowości i wiary w Bo­ga której wielokrotnie dawał wyraz publicznie.

W tym sensie Reagan jest idealnym potwierdzeniem tezy, że nie można rozpatrywać pu­blicznych działań polityków w oderwaniu od ich życia po­zapolitycznego. Prawdziwie chrześcijańscy politycy prowa­dzą politykę odwołującą się re­alnie do ich przekonań i wiary - i koniec końców w tych ka­tegoriach powinniśmy oceniać ich „kariery". Reagan taki test zdał celująco. W najważniej­szym przypadku, polityki wo­bec ZSRR, po prostu nazywał rzeczy po imieniu - w swoim chyba najgłośniejszym prze­mówieniu w 1983 r. określił Związek Sowiecki mianem „Imperium zła". W innym przemówieniu kilka lat później nie bał się apelować bezpośred­nio do sowieckiego przywódcy Michaiła Gorbaczowa, aby „zburzył ten mur" (dodajmy, że przemówienie to wygłaszał w Berlinie). Za słowami poszły czyny. Reagan zerwał z poli­tyką „odprężenia" (detante), stosowaną wobec Moskwy w mniejszym czy większym stopniu przez większość jego poprzedników. Najbardziej znanym przejawem nowej polityki było rozpoczęcie tzw. programu Gwiezdnych Wo­jen, czyli wdrożenie nowych technologii wojskowych, w tym prac analitycznych nad pierwotną wersją tarczy anty-rakietowej. ZSRR nie wytrzy­mał tempa narzuconego przez rywali (w ciągu pierwszej kadencji Reagana wydatki wojskowe USA wzrosły o 30 procent), co w połączeniu z „tendencjami odśrodkowy­mi" w społeczeństwach bloku sowieckiego doprowadziło do jego upadku.

Drugą cechą charaktery­styczną Ronalda Reagana była specyficzna elokwencja, dar zwięzłej, humorystycznej i cel­nej pointy, zrozumiałej zarów­no dla profesora uniwersytetu, jak i robotnika przemysłu sa­mochodowego. Pewnego razu, spytany o swoją strategię wo­bec Związku Sowieckiego, od­powiedział: „Oni przegrywają my wygrywamy". Z kolei, gdy trafił do szpitala po zamachu w 1981 r., tuż przed operacją rzucił do chirurgów uwagę: „Mam nadzieję, że wszyscy jesteście republikanami".

Przyjaciel Polski i „Solidarności"

Tendencje, nazywając rzecz eufemistycznie, o któ­rych mowa była powyżej, najsilniejsze były oczywiście w Polsce. Prezydent USA du­chowo doskonale rozumiał polskie społeczeństwo, z któ­rym łączyły go głęboka wiara i tradycyjny konserwatyzm. Dlatego, mimo silnej władzy komunistów w Polsce, Reagan traktował polski naród jako so­jusznika w prowadzonej przez siebie walce. Stany Zjednoczo­ne wspierały „Solidarność", także finansowo, a w wiele działań prezydent angażował się osobiście. Sprawy polskie były jednymi z tych, którymi interesował się także na co dzień, m.in. dzięki specjalnym raportom. Po wprowadzeniu stanu wojennego USA nałożyły na ZSRR i PRL sankcje gospo­darcze, które miały zmusić ko­munistów do ustępstw wobec opozycji. W wymiarze sym­bolicznym Reagan patronował akcji wyrażenia solidarności z polskim społeczeństwem poprzez zapalenie świeczki w oknie w Wigilię Bożego Na­rodzenia w 1981 r., kilkanaście dni po wprowadzeniu stanu wojennego. Za przykładem swojego prezydenta uczyniły tak miliony Amerykanów. 30 stycznia 1982 r. Reagan ogłosił Dniem Solidarności z Polską a 31 stycznia w Białym Domu zorganizowano specjalny pokaz filmu „Człowiek z żelaza". Po projekcji prezydent USA miał podobno łzy w oczach.

W tym miejscu warto poku­sić się o małą dygresję - mało kto wie, że pomysł na wyraże­nie solidarności z Polakami po­przez zapalenie świeczki pod­sunął prezydentowi Reaganowi Romuald Spasowski, były ambasador PRL w USA, który 19 grudnia 1981 r., w prote­ście przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego, uciekł z ko­munistycznej służby i popro­sił o azyl polityczny w USA. Udzielono mu go po osobistej zgodzie Reagana. W trakcie prezydentury byłego guberna­tora Kalifornii zawiązała się pomiędzy nimi bliska więź, spotykali się później kilkakrot­nie, także korespondowali. Ich żony, Nancy Reagan i Wan­da Spasowska, nadal, mimo znacznego wieku, utrzymują ze sobą aktywny kontakt.

Gdańsk dla Reagana?

Tak wielkiego przyjaciela „Solidarności" nie mogło za­braknąć w Gdańsku. Ronald Reagan przyjechał do Polski już po przejściu na emeryturę, 15 września 1990 r. Zwiedził Stocznię Gdańską i złożył kwiaty pod pomnikiem Po­ległych Stoczniowców. Te miejsca odwiedziły później dziesiątki światowych przy­wódców przyjeżdżających do naszego kraju, ale chyba żaden z nich nie miał dla swo­jej obecności w Gdańsku tak znaczącej legitymacji. Szko­da, że miasto „Solidarności" nie pamięta o jednym z naj­większych realizatorów jej idei. Obecnie w grodzie nad Motławą Ronald Reagan ma jedynie park swojego imienia. Niedawno powstała inicjaty­wa postawienia prezydentowi USA pomnika w tym miejscu. Według pierwotnego projektu miał on przedstawiać Ronalda Reagana podczas spaceru z Ja­nem Pawłem II. Nie spotkało się to jednak z przychylnym przyjęciem władz Gdańska. Być może dla tego wielkie­go prezydenta USA i równie wielkiego przyjaciela Polski znajdzie się jednak jakaś godna aleją np. w mającym powstać na terenach postoczniowych Młodym Mieście?

 

Adam Chmielecki
Autor jest politologiem i niezależnym publicystą

 

 

Ostatnia aktualizacja: poniedziałek, 21 marca 2011 08:52

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.